Strony: Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ...12 13 14 Następna
lis 09 24

spiritual attackW nocy z 21 na 22 listopada odbyła się ewangelizacyjna dyskoteka „Spiritual Attack" w klubie Heaven w Łodzi. Nowy pomysł mający zachęcić młodych ludzi do Kościoła spotkał się tak z pozytywnymi, jak i negatywnymi opiniami. Poniżej zaprezentowane są plusy i minusy tej dyskoteki na ponad 3 tysiące osób!

PLUS: Cel imprezy był głównie ewangelizacyjny. Jak mówi ksiądz Michał Misiak: „Chcemy przybliżyć młodych ludzi do Jezusa, do miłości". Pomysł na nietypową inicjatywę narodził się w umysłach młodych ludzi podczas spotkania grupy oazowej i omawiania nowej ewangelizacji. Twórcy imprezy są więc jednocześnie jej odbiorcami, co niesie za sobą szereg innych zalet.


MINUS:
Widoczny dylemat, który podzielił salę, to forma ubioru. Problem w szczególności dotykał kobiet. Część z nich założyła stroje eleganckie, odpowiednie do kościoła. Pozostałe ubrały się w minispódniczki i bluzki z dekoltem.spiritual attack


PLUS:
Kościół nieustannie szuka nowych dróg kontaktu ze społeczeństwem. – Od lat ewangelizujemy na koncertach rockowych. Co roku jeździmy na Woodstock i tam bardzo aktywnie działamy – mówi ksiądz Misiak i dodaje: „dla ludzi, którzy słuchają innej muzyki, mamy do zaoferowania tę właśnie dyskotekę. W lutym wyspowiadaliśmy 115 osób i odnotowaliśmy wiele nawróceń".


MINUS:
Niestety, w przeciwieństwie do wielu innych wielkich muzycznych wydarzeń w kraju, pieniądze z dyskoteki nie zostały przeznaczone na cele charytatywne. Bilety, kosztujące po 15 złotych, w całości trafiły do kieszeni klubu Heaven.


spiritual attackPLUS:
Jako jedna z nielicznych imprez w mieście, dyskoteka charakteryzowała się zakazem picia alkoholu i używania narkotyków, co pozwoliło wielu nieletnim na tłumne przybycie i dobrą zabawę.


MINUS:
Według wielu źródeł (w tym informacji prasowych), organizatorzy chwalili się również zakazem palenia papierosów, ale ostatecznie wyznaczono cały balkon klubu na palarnię dla młodzieży. Ponadto część uczestników zabawy piła alkohol jeszcze przed przyjściem na imprezę.


PLUS:
W przeciwieństwie do innych dyskotek, głównie ze względu na nieletnich, zrezygnowano z puszczania sztucznego dymu. Ten mały, aczkolwiek istotny szczegół, pozwolił na zabawę w czystym powietrzu oraz uniknięcie przykrego zapachu ubrań i włosów.


MINUS:
Obecność blisko 50 księży i wielu zakonnic nie zniechęciła grup gimnazjalistek przed niezwykle śmiałym zaczepianiemspiritual attack starszych kolegów. Już po kilku godzinach wiele par, porozkładanych na skórzanych kanapach, obściskiwało i całowało się bez najmniejszego skrępowania.


PLUS:
Kościół w niezwykle kreatywny sposób pokazał swoją nową, liberalną twarz. Agnieszka, uczestniczka imprezy, mówi bez zastanowienia: „to fantastyczny pomysł! Można się jednocześnie pobawić i spotkać z Bogiem". Aby nie wzbudzać kontrowersji, pozasłaniano wszelkie nieprzyzwoite rzeźby i plakaty.


MINUS:
Na telebimach w klubie widoczne były tańczące, półnagie kobiety. Tuż pod wielkimi ekranami widniał zaś napis „Pan Jest Wielki". Ta niechybna wpadka z nieodpowiednim teledyskiem trwała blisko 4 minuty.


spiritual attackPLUS:
W niezwykle pieczołowity sposób zadbano o bezpieczeństwo uczestników zabawy. Ograniczona ilość biletów oraz specjalne zamówienie siedmiu autobusów MPK to zdecydowany atut inicjatywy.


MINUS:
Nie wiedzieć czemu, niemal połowa napisów odnoszących się do dyskoteki ewangelizacyjnej była w języku angielskim. Obcokrajowców na imprezie nie było, więc sens tego działania pozostaje do dziś okryty tajemnicą. Nie zadbano natomiast z równą dokładnością o przestudiowanie tekstów anglojęzycznych piosenek, gdyż wiele z nich odnosiło się bezpośrednio do seksu.


PLUS:
Kolejną, niekwestionowaną zaletą „Spiritual Attack" było zapewnienie wielu atrakcji takich jak: taneczne show ze szkoły Wioli Fiuk, pokaz mody chrześcijańskiej „Spiritual Fashion" oraz przemowy gości specjalnych: Barbary Tarasy (Miss Polonia 2007) i za pośrednictwem nagrania wideo – Tomasza Adamka. spiritual attack


MINUS:
Niektóre osoby, o bardziej konserwatywnych poglądach, poczuły się dotknięte pomysłem spowiedzi i modlenia się na dyskotece. Przytaczając wypowiedź Pauliny, 21-letniej studentki: „Nie sądzę, aby był to dobry pomysł. Kościół ma być miejscem ciszy i refleksji, a dyskoteka zabawy i podrywu. Nie można łączyć tych dwóch miejsc".


PLUS:
„Spiritual Attack" to kolejna, wielka inicjatywa promująca Łódź jako miasto różnorodności, kultury oraz wielkich imprez i festiwali. Mająca duży rozgłos medialny dyskoteka, z pewnością przyczyni się do wzmocnienia kandydatury Łodzi w walce o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016.


spiritual attackMINUS:
Nielegalna forma promocji dyskoteki spowodowała protesty wielu mieszkańców miasta i opisana została przez łódzkie gazety jeszcze w październiku. Jak mówi zamieszkała na ul. Piotrkowskiej Pani Kazimiera: „Wymalowali cały chodnik tymi sercami. Chuligani".


Jak widać, dyskoteka ewangelizacyjna w Łodzi to wydarzenie nietuzinkowe o niezwykle wyraźnym i nowatorskim charakterze. Pomimo wielu niedociągnięć i licznych kontrowersji, inicjatywa idealnie wpasowuje się w różnorodną i wielokulturową Łódź. Jak podsumował to wydarzenie uczestnik imprezy Konrad: „Jestem bardzo zadowolony. To jedyna forma dyskoteki na którą chodzę i mam nadzieję, że będzie organizowana częściej".

_______________________
MM Moje Miasto Łódź, 24.11.2009.

http://www.mmlodz.pl/7320/2009/11/24/plusy-i-minusy-dyskoteki-z-jezusem-w-tle?category=pics

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , ,

lis 09 22

dewastacja radiostacji  Radiostacja – osiedle w Łodzi znane głównie z rozgłośni Radia Łódź i miasteczka studenckiego Lumumbowo było niegdyś chlubą naszego miasta. Dziś po dawnej świetności tego miejsca pozostało jedynie smutne wspomnienie. Mieszkańcy i okoliczni przechodnie mówią jednym głosem: „to jedno z najbardziej zaniedbanych i brudnych miejsc śródmieścia".

 

- Wybudowanie w tym rejonie nowych wydziałów Uniwersytetu Łódzkiego przyczyniło się dewastacja radiostacjido niemalże całkowitego zniszczenia trawników i połamania drzew. Władze uczelni i miasta mówią, ze są bezradne w obecnej sytuacji oraz, że nie są w stanie zabezpieczyć pewnych elementów miasta przed zniszczeniem – mówi niezadowolony mieszkaniec, pan Maciej. Po chwili dodaje: „właściciele samochodów rozjeździli kilkaset metrów trawników, zniszczyli posadzony wzdłuż ulicy Matejki żywopłot z berberysów, a straż miejska przez miesiące pozwalała na tę dewastację".

24-letni Kamil, korzystający z Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego, tłumaczy parkujących na ulicy Matejki studentów: „tu nie ma żadnego parkingu, więc radzimy sobie jak możemy. Ale proszę spojrzeć na nowy wydział prawa – tam jest jeszcze gorzej".

Według relacji mieszkańców, w czasie ubiegłej zimy sądy i straż miejska odmówiły karaniadewastacja radiostacji właścicieli samochodów parkujących na trawnikach, ponieważ obfity śnieg uniemożliwiał postój w wyznaczonych miejscach. Nie byłoby w tym nic oburzającego, gdyby nie fakt, że powstałych rok temu szkód nikt jak dotąd nie usunął. Prócz zniszczonych drzew, krzewów i trawy, na osiedlu nietrudno znaleźć powyrywane barierki, pokrzywione słupki na skrzyżowaniach oraz niezliczonej ilości śmieci na chodnikach.

Elżbieta, 60-letnia mieszkanka osiedla krytykuje obecny stan okolicy: „od kilku lat nie można doprosić się posadzenia nowych drzew wzdłuż ulicy Narutowicza. Nie mówiąc już o innych naprawach". – Nikt nie usuwa szkód wyrządzonych przez chuliganów. Tutaj nie ma gospodarza. – podsumowuje obecną sytuację pan Maciej.

_________________________
MM Moje Miasto Łódź, 19.11.2009.

http://www.mmlodz.pl/7282/2009/11/19/dewastacja-radiostacji?districtChanged=true

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , ,

lis 09 20

 Paweł Rogaliński, SztokholmW dniach 16-17 listopada odbył się szczyt Komisji Europejskiej współorganizowany przez prezydencję szwedzką i mający miejsce w Sztokholmie. Dotyczył on szeroko pojętej równości oraz walki z dyskryminacją. Zaproszono blisko 300 gości z całej UE reprezentujących:
- rządy państw członkowskich
- organizacje unijne (w tym oczywiście przedstawicieli Komisji Europejskiej)
- partnerów socjalnych i biznesowych
- media (11 wybranych dziennikarzy z 27 państw Unii Europejskiej).

Ja należałem do tej 11-tki dziennikarzy reprezentujących media unijne. Moje wrażenia i wywiady będę sukcesywnie publikować, natomiast poniżej wklejam tekst (zaczerpnięty ze strony www.se2009.eu) w Paweł Rogaliński, Sztokholm języku angielskim dotyczący tego spotkania:

Protection against discrimination is a human right

Around 300 participants representing governments, the European Commission, civil society, the social partners, the business sector and the media will gathered today and yesterday to discuss how to cooperate for equal rights and opportunities. At the same time, negotiations chaired by the Swedish Presidency on a new anti-discrimination directive are ongoing.

A range of issues will be highlighted at the conference, including diversity in the private and public sectors and how cooperation between different  Paweł Rogaliński, Sztokholmactors can be improved. A seminar will also be held on the role of the media with regard to diversity and equality.  Two issues that will be given attention throughout are LGBT issues and the situation of the Roma.

"Europe should be characterised by openness, respect and equal rights and opportunities for all in society. We still face major challenges today, not least violations of the rights of the Roma and of LGBT people. I hope that this year's Equality Summit will inspire all actors, in the public and private sectors, the media and civil society, to boost and improve cooperation for equality and against discrimination," says Minister for Integration and Gender Equality Nyamko Sabuni.

"Discrimination is still a problem in the EU – 16 percent of people report experiencing it in the last year - Paweł Rogaliński, Sztokholm and Europeans fear it could get worse with the economic downturn. We have a strong legal framework to tackle discrimination in Europe, but we need to continue our efforts to make sure that people know their rights to equal treatment and can use them in practice. And we need the skills of everyone to overcome this crisis: an equal opportunities workplace is both good for workers and business. Today's Equality Summit is crucial in focusing attention on these issues and promoting cooperation between actors both at EU and national level so that we can take on discrimination together," says European Commissioner Vladimir Špidla.

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

lis 09 14

paseCzy kursy językowe staną się dobrem luksusowym wyłącznie dla najbogatszych? Czy pomysł równie kontrowersyjny, co płatne studia dla dwukierunkowców, wywoła protesty wśród społeczeństwa? Batalia z rządem, rozgrywająca się głównie w Warszawie i Łodzi, znajdzie swój finał już wkrótce…

 

Szykowanie się do wojny


- Rząd planuje wprowadzić od nowego roku kalendarzowego 22% stawkę VAT na kursy językowe. Oznacza to drastyczny wzrost cen kursów, który uniemożliwi wielu Polakom dalszą naukę języków obcych – apeluje Polskie Stowarzyszenie na Rzecz Jakości w Nauczaniu Języków Obcych PASE. Na plakacie informacyjnym widnieje też wyjaśnienie zaistniałej sytuacji: „decyzja o objęciu szkoleń językowych najwyższą stawką VAT (…) negatywnie wpłynie na przyszłą sytuację ekonomiczną i społeczną młodych Polaków. (…) Znajomość języków jest oknem na świat. Nie pozwólmy, by rząd zamknął to okno!" Na sloganach i plakatach organizacja nie poprzestaje i organizuje akcję zbierania podpisów pod apelem do Ministerstwa Finansów o „rezygnację ze szkodliwych zapisów".

 

Główne przyczyny afery


Jak mówi wiceprezes Zarządu Polskiej Izby Firm Szkoleniowych i dyrektor generalny „British Centre" w Łodzi Bożena Ziemniewicz: „Cała burza rozpętała się, gdy Gazeta Wyborcza opublikowała tekst »Czy fiskus obłoży języki VATem?« Podstawą nałożenia podatku jest prawo unijne, choć w rzeczywistości w niektórych krajach (np. w Wielkiej Brytanii) działalność szkoleniowa jest zwolniona z tego typu opłat". Polskie zapisy budzą jednak dużo poważniejsze kontrowersje, gdyż „szkoły wyższe, które również prowadzą działalność szkoleniową, nadal nie będą musiały naliczać podatku". A to, zdaniem pani dyrektor, jest „jawnym naruszeniem zasady równych szans dla wszystkich podmiotów gospodarczych i zachwianiem wolnej konkurencji".

 

Z „Professional" na „Amator"?


Według przedstawicielki Centrum Języków Obcych „Professional" w Łodzi Moniki Kotwicy, nałożenie podatku „z pewnością spowoduje pogorszenie jakości nauczania w szkołach językowych". Ciężka sytuacja centrów językowych to wybór między obcięciem kosztów a podwyższeniem cen kursów. – Zatrudnienie gorszych lektorów nie wchodzi w grę, bo trzeba by było jednocześnie zmienić nazwę z »Professional« na »Amator«" – ironizuje pani Monika i dodaje: „Miejmy nadzieję, że w trosce o edukację Ministerstwo Finansów dokona rewizji swoich planów".

 

Społeczeństwo poprze szkoły?


- Za kurs językowy dla mojego syna płacę około 1500 złotych rocznie. A oni chcą dodać do professional tej ceny jeszcze 22% VAT! To niedorzeczne. – grzmi pani Kazimiera, matka 15-letniego Adama. Podobnie uważa Konrad, kursant w jednej ze szkół w Łodzi: „uczę się od czterech lat w tym samym miejscu. Chwalę sobie niską cenę i dobrą kadrę. Nie chcę żadnych zmian. Mam nadzieję, że rząd wycofa ten projekt, bo on godzi w nas wszystkich". Inny słuchacz, Adam, odpowiada krótko: „Rzeczywiście brzmi absurdalnie; szczególnie w sytuacji, gdy mamy kryzys, a szkoły językowe świecą pustkami. Ale być może rząd ma jakieś poważne podstawy do wprowadzenia tego przepisu?"

 

Petycja do premiera


Jak obiecuje wspomniana wcześniej organizacja PASE, do 20 listopada na ręce Donalda Tuska zostanie złożona petycja od szkół językowych i kursantów z całej Polski, której celem ma być zmiana ministerialnej decyzji. Ponadto, planowane są interwencje u posłów z różnych regionów kraju. Wiadomo już, że Jacek Kieruczenko z Oxford Centre złożył podanie u posłanki Hanny Zdanowskiej, zasiadającej w sejmowej Komisji Nadzwyczajnej „Przyjazne Państwo". Poza podjętymi działaniami, pozostało nam już tylko liczyć na dobre chęci i rozsądek obecnych władz.

______________________
MM Moje Miasto Łódź, 13.11.2009

http://www.mmlodz.pl/7197/2009/11/13/lodzianie-nie-chca-vatu-na-jezyki?category=news

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , ,

lis 09 11

Więcej informacji w artykule opublikowanym w “Pracy i Nauce za Granicą”, dostępnym pod adresem: http://www.rogalinski.com.pl/jezyki-obce/dunska-edu-pulapka-2/

_______________________

Radio Łódź, audycja z dn. 07.10.2009

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , ,

lis 09 06

  - Jeśli miałbym wymienić najbardziej niebezpieczne miejsca w Łodzi, na pierwszym miejscu podałbym rondo Inwalidów – mówi Zbigniew, taksówkarz z 20-letnim stażem. Mieszkanka Widzewa, Bożena, dodaje: „bardzo często są tam wypadki. Gdy przechodzęblog dziennikarski, rondo Inwalidów obok i widzę kraksę, modlę się, żeby wszyscy uszli z życiem. A nadchodzi zima i bardzo łatwo o stłuczkę".

 

Ustąp pierwszeństwa!


            Przykładów potwierdzających zdradliwość tego skrzyżowania nie brakuje – nie dalej jak kilka dni temu miały tam miejsce dwie kraksy. Najgorszy jest jednak fakt, że stłuczki na rondzie Inwalidów spowodowane są niemal zawsze próbą wymuszenia pierwszeństwa. Dobrym tego przykładem jest wydarzenie sprzed dwóch tygodni, kiedy to kierowca nissana jadący ulicą Rokicińską nie ustąpił pierwszeństwa i zderzył się ze zjeżdżającym z ronda seicento. To jednak nic w porównaniu z niedawnym staranowaniem tramwaju przez autobus linii „77". Ranni, zniszczone pojazdy i kilkugodzinne usuwanie powstałych szkód – to widok niezwykle powszechny dla okolicznych mieszkańców i przejeżdżających tamtędy kierowców.


Wszystko przez nieuwagę?


            – Widoczność na rondzie jest bardzo dobra, gdyż w najbliższej okolicy nie ma żadnych zabudowań. Mimo to kolizji i wypadków nie brakuje – przyznają łódzcy policjanci. – Kierowcom jadącym trójpasmową ulicą Rokicińską wydaje się, że wszystkie pomniejsze ulice są podporządkowane. Tymczasem znak wyraźnie informuje o rondzie – konkludują. Taką tezę wyraźnie odrzucają taksówkarze i podkreślają, że przy tak szerokiej ulicy znaki stają się mało widoczne, szczególnie w mgliste bądź zimowe dni. Okoliczny mieszkaniec, Sebastian, twierdzi: „Całą sprawę rozwiązałby podświetlany i migający znak, który zwracałby uwagę na konieczność ustąpienia pierwszeństwa. Ale nikt chyba jeszcze o tym nie pomyślał!"


Przejście podziemne, ale bez pieszych


            Przebudowanie w 2005 roku pobliskiego przejścia podziemnego kosztowało miasto 3,6 miliona złotych. Prace budowlane trwały aż półtora roku. Przyjazne osobom niepełnosprawnym i zaprojektowane zgodnie z przyszłościowymi planami budowy estakady przejście wygląda bardzo nowocześnie i świetnie wkomponowuje się w otoczenie. Niestety, mało kto z niego korzysta. Jak mówi mieszkanka osiedla, Kazimiera: „tłumy pędzących na autobus babć, czy też spieszących się na okoliczny ryneczek ludzi ani myślą skorzystać z przejścia! Zamiast tego wbiegają na ruchliwą ulicę prosto pod koła samochodów. Lekkomyślność ludzka nie zna granic!" Statystyki niestety potwierdzają powyższe słowa i wskazują, że liczba potrąceń i stłuczek nie uległa polepszeniu po drogiej przebudowie. Rokrocznie na rondzie Inwalidów dochodzi do około 30 kolizji i 10 wypadków, w wyniku czego kilkanaście osób zostaje rannych.


Sygnalizacja – gdzie Polaków dwóch tam 3 zdania…


            Jak zapewnia Renata Borkowska-Kubiak, rzecznik Łódzkiej Spółki Infrastrukturalnej: „W ramach zwiększenia bezpieczeństwa na rondzie Inwalidów, jeszcze w 2010 roku ruszy budowa sygnalizacji świetlnej". Do pomysłu nie są jednak przekonani policjanci z drogówki, którzy wskazują, że zdecydowanie pogorszy ona przepustowość i stworzy niepotrzebne korki. Pomysł wyceniony na 2,5 do 3 milionów złotych może się więc okazać nietrafiony.


Estakada – ale za co?


            Zarząd Dróg i Transportu już od dawna rozważa wybudowanie estakady. Tworzono plany, następnie je uaktualniano i niemalże ruszano z budową. Jeszcze w 2003 roku rzeczniczka ZDiT Aleksandra Mioduszewska mówiła, że bardzo możliwe, iż w najbliższym czasie rozpoczną się prace budowlane. Chciano za 50 milionów złotych wybudować wiadukt w jedną stronę tak, by zapewnił on przejazd górą dla samochodów zmierzających do centrum miasta. Później poprawiono decyzję i mówiono wyłącznie o estakadzie w obie strony. Dziś już wiadomo, że przez najbliższe lata zobaczymy ją tylko na mapie, bowiem koszt jej wybudowania znacząco przekracza możliwości finansowe ZDiT.


No to mamy problem


            Komentować obecną sytuację niezwykle ciężko. Przeglądając witrynę internetową bikeforum.pl można jednak natknąć się na niezwykle trafną opinię użytkownika Tomato: „Na osiedlu, na którym mieszkam jest rondo. Nazwa dość trafna: rondo Inwalidów (to nie żart – tak się faktycznie nazywa). Średnio dwa razy w tygodniu jest tam wypadek, stłuczek nie liczę. I wiecie co się zmieniło po 5 latach? NIC!"

__________________________
MM Moje Miasto Łódź, 04.11.2009.

http://www.mmlodz.pl/7135/2009/11/4/rondo-inwalidow–nie-tylko-z-nazwy?category=naDrogach

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , ,

paź 09 30

  Tu do dziś istnieją potężne czary, potrafiące w mniemaniu tubylców spowodować poważną chorobę lub śmierć ofiary. Marabu, bo tak nazywają szamanów w Kamerunie, cieszą się nie tylko całkowitą nietykalnością, ale i niepodważalnym autorytetem. Praktyki rodem ze średniowiecza, w Afryce są wciąż bardzo popularne.

  Kamerun, blog dziennikarski

Miniaturka Kamerunu

            Pierwotne ludy zamieszkujące samo centrum Afryki wykształciły mozaikę wierzeń opartych na szamanizmie. Jak mówi siostra Tadeusza, polska misjonarka Zgromadzenia Sióstr św. Dominika w Kamerunie, „żyją tu między innymi niscy ludzie lasów – Pigmeje, wędrujący ze stadami bydła Bororo, równikowe ludy Bantu czy też liczni Kirdi i Fulani". Każda z grup ma swoje, odrębne zwyczaje i wierzenia, ściśle połączone z siłami natury.


        Strefa równikowa, w której znajduje się kraj, powoduje, że „słońce wstaje tu o godzinie 6:00 i zachodzi o 18:00 w ciągu kilku minut. Nie ma wschodów i zachodów słońca, jakie zwykliśmy obserwować". Ten wyraźny podział dnia i nocy ma również swoje odzwierciedlenie w tutejszych religiach i obrzędach – z jednej strony istnieją uroki i czarna magia, z drugiej zaś powszechne zielarstwo i „białe" czary. Mimo faktu, że chrześcijaństwo oficjalnie wyznaje tu aż 40%, a islam 20% społeczeństwa, lwia część z nich w rzeczywistości nadal wierzy w religie przodków.

 

Polowanie na czarownice i czarowników


            – Magia przenika w Kamerunie wszystkie, nawet najdrobniejsze elementy życia, co dla „ludzi Zachodu" jest zupełnie niezrozumiałe – mówi Tadeusza. Szamani są obecni w większości wiosek i w niemal każdym mieście. Ludzie często zapraszają do siebie marabu, głównie w celu wykrycia sprawcy ich nieszczęścia. – Społeczeństwo wierzy tu, że za chorobą, śmiercią lub piorunem zawsze ktoś stoi. Nic nie dzieje się bez przyczyny, więc wystarczy jedynie znaleźć sprawcę swojego nieszczęścia – twierdzi siostra zakonna i dodaje: „bardzo często szuka się tu winnego uderzenia pioruna – otóż Kameruńczycy są przekonani, że rzucenie błyskawicą w dom znienawidzonego sąsiada jest jak najbardziej możliwe".


        Całe „śledztwo" zaczyna się, gdy szaman odwiedza pokrzywdzoną rodzinę. Po zaznajomieniu się z problemem wymawia magiczne słowa i zakrapla oczy dziewicy z wioski tajemnym płynem. Ta ostatnia, całkowicie oślepiona przez kolejne kilka godzin, wychodzi na ulicę i szuka winnego tak długo, aż nie wskaże palcem konkretnej osoby. Wówczas już wiadomo, kto złorzeczył danej rodzinie i rzucił piorun lub urok. Jak przyznaje ze smutkiem siostra Tadeusza: „w tego typu obrzędach biorą udział nawet szanowani przedstawiciele rady parafialnej. W żaden sposób nie można im wytłumaczyć, że to wszystko nie tak… Ile pokoleń musi minąć, by wyzbyć się tych prymitywnych wierzeń?".

 

Walka z siostrami


            – Cały ostatni rok żyłam od jednej rozprawy sądowej do drugiej – mówi siostra zakonna i wyjaśnia: „nasz kucharz Mathieu został posądzony o rzucenie uroku na swojego współpracownika Elie". Ponieważ w kameruńskich sądach skazuje się wiele osób za uprawianie czarnej magii, sprawa była bardzo poważna. Jak mówi Tadeusza: „Mathieu pracuje u nas już 27 lat i to bardzo dobry człowiek. Sam poprosił mnie bym zatrudniła Elie'go. Dopiero gdy ten ostatni zachorował na AIDS, sprawa trafiła przed oblicze prawa". Gdy powód zmarł, rodzina nie przerwała procesu. Sędzia, mimo tłumaczenia, że wirus HIV jest nabywany przez nieostrożność w pożyciu seksualnym, nie był przekonany co do argumentacji. Swoje uniewinnienie Mathieu zawdzięcza temu, że organy wymiaru sprawiedliwości nie chciały wchodzić w konflikt z zakonnicami i ich Bogiem…


            Kilka lat wcześniej Angeline – pracownica zatrudniona w Garoua Boulai również zachorowała na AIDS. Siostry wiedziały o jej dolegliwości, a mimo to nadal zatrudniały ją w kuchni. Aby sprawić chorej przyjemność, kupiły jej lodówkę (należącą w Kamerunie do urządzeń ekskluzywnych). Kiedy rodzina Angeline zaprosiła do siebie marabu, by odnaleźć winowajcę choroby, ten wpierw obejrzał „ofiarę uroku". Jak wspomina siostra Tadeusza: „Angeline cierpiała również na hemoroidy. Gdy szaman spostrzegł na jej pośladkach żylaki, uznał, że to wina zaczarowanej lodówki od sióstr". Siostra zakonna, słysząc oskarżenia o rzucenie klątwy, zabrała chłodziarkę do swojego domu.

 

Zielarstwo i biała magia


            – Najczęstsze w Kamerunie choroby to malaria, tyfus, AIDS (i niejednokrotnie połączona z nim gruźlica) oraz wszelkie odmiany robaczyc, które są wynikiem picia brudnej wody – mówi siostra i dodaje: „poza szpitalami państwowymi istnieją też te wyznaniowe, jak na przykład nasz, katolicki". Ponieważ lecznic wciąż brakuje, bardzo popularni są znachorzy i zielarze. Leczenie u nich polega na połączeniu uzdrowicielskich wywarów z elementami białej magii. Chorzy odwiedzają też marabu by ci, za pomocą swoich czarów, przywrócili im zdrowie. Najlepszych szamanów spotyka się na wsiach, więc wielu ludzi z miasta wyjeżdża na peryferia po „uzdrawiającą terapię".

farm4.static.flickr.com/3046/2291077450_20997e05be.jpg?v=0
        – Marabu są nietykalni. Społeczeństwo uważa, że oni mogą dać, ale i odebrać zdrowie. Znaczna większość boi się ich uroków i woli nie wchodzić im w drogę – twierdzi Tadeusza. Paradoksalnie, dzięki swojej uprzywilejowanej pozycji, wszelkie procesy o czary omijają szerokim łukiem ich klasę. A to przecież głównie szamani trudnią się magią! Jak twierdzi siostra zakonna: „nikt nie chce konfliktu z potrafiącym rzucić śmiertelną klątwę szamanem. Lepiej podać do sądu innego wieśniaka, niż walczyć z tak potężnym przeciwnikiem".


        Marabu – tajemniczy i niezrozumiani przez nas ludzie, chcąc nie chcąc, są stałym elementem kultury środkowej Afryki. Mimo, że bogate kraje Zachodu oferują nowe technologie, własny styl życia oraz kult pracy i edukacji, dla Kameruńczyków nie są one tak bardzo atrakcyjne. Ciężko to zrozumieć. Ciężko pojąć popularność prymitywnych form zielarstwa i szamanizmu. I wbrew temu, że ingerencja w inną kulturę może być postrzegana jako nieetyczna, wydaje się, że podniesienie poziomu wykształcenia i opieki medycznej jest w Kamerunie nieodzowne.

___________________________
"POLISH ZONE", Wydanie 24, Listopad 2009, s.20-21.

http://www.polishzone.co.uk/uploaded/PZ24.pdf

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

paź 09 25

 blog dziennikarski, Łódź, Uniwersytet Łódzki, Wydział Prawa, Parkingi dla studentów Nie dość, że parkingów w Łodzi jest jak na lekarstwo, to Uniwersytet Łódzki dodatkowo pogarsza sytuację i buduje miejsca postojowe wyłącznie dla swoich pracowników. – Tak dalej być nie może! – protestują studenci.

 

Parkingi przy łódzkich uczelniach to absolutna konieczność. Bez nich wszystkie pobliskie drogi i miejsca postojowe dla okolicznych mieszkańców są oblężone przez auta studentów. Ci ostatni coraz częściej jeżdżą samochodami i muszą mieć możliwość zostawienia pojazdu w bezpiecznym miejscu na czas wykładów. Dlatego też jak grzyby po deszczu wyrastają nielegalne parkingi, z którymi stara się walczyć straż miejska. Ale zamiast gnębić zmotoryzowanych żaków, może łatwiej byłoby wyznaczyć więcej miejsc do parkowania?


Zarządzanie i BUŁ-a – twierdze nie do zdobycia


Wydział Zarządzania i pobliska Biblioteka Uniwersytecka to idealny przykład na bezmyślność podczas zagospodarowania terenu. Te dwa potężne budynki, przyciągające dzień w dzień rzesze studentów, posiadają dwa małe parkingi zarezerwowane wyłącznie dla swojego personelu. Niestety, na pobliskiej ulicy Matejki jest zakaz postoju, a na ul. Narutowicza od świtu do nocy ustawione są dwie potężne kolumny samochodów i w związku z tym bardzo ciężko znaleźć wolne miejsce. Niejednokrotnie zdarzają się przypadki, że po powrocie z zajęć, studenci odnajdują wetknięte za wycieraczkę wezwanie do straży miejskiej lub, co gorsza, blokady na kołach.


Okolice placu Dąbrowskiego


Nowo przebudowany plac Dąbrowskiego wygląda imponująco – w miejsce parkingu przed Teatrem Wielkim wstawiono dużych rozmiarów fontannę w kształcie fali. Wszystko byłoby jak najbardziej godne pochwały, gdyby nie fakt, że na naszych oczach zniknął jedyny duży parking w tej części miasta. Okoliczne wydziały – Ekonomiczno-Socjologiczny oraz Studiów Międzynarodowych i Politologicznych – są wręcz otoczone sznurkiem samochodów. Dodatkowy zgrzyt powoduje fakt, że parkingi dla wykładowców pozostają nawet w 3/4 puste, podczas gdy cała okolica jest zakorkowana pojazdami studentów.


Nowy wydział prawa


Wybudowany za 117 mln złotych gmach w kształcie paragrafu zachwyca swoim wyglądem. Budynek, mieszczący ponad 7 tysięcy studentów ma jednak poważną wadę – poza 160 miejscami postojowymi dla wykładowców, nie ma ani jednego przeznaczonego dla żaków! Studenci parkują więc na chodnikach, trawnikach i przystankach autobusowych. Jak jednak twierdzi rzecznik UŁ: „uczelnie nie są zobowiązane do zapewnienia miejsc parkingowych dla studentów", przy czym podkreśla, że planowane jest wybudowanie tuż obok słynnego „paragrafu" (zaledwie!) kilkudziesięciu miejsc dla uczących się.


Władze miasta winne?


Kiedy skończy się drogowy bałagan przy uczelniach? Najprawdopodobniej dopiero wtedy, gdy władze miasta postanowią rozwiązać ten odwieczny problem i zamiast sprzedawać wszystkie kolejne grunty inwestorom, podejmą decyzję o wybudowaniu parkingów. Przez najbliższe lata będziemy jednak musieli cierpliwie zagryzać zęby i z pokorą przyjmować kolejne mandaty. Nie zapominajmy przy tym, że rozliczenie za wykonywaną przez nich czteroletnią pracę będzie mieć miejsce dokładnie za rok – podczas wyborów samorządowych. Wówczas będziemy mieli okazję „podziękować" za przedkładanie zysków nad dobro mieszkańców.

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , ,

Strony: Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ...12 13 14 Następna