
Chciałbym życzyć wszystkim czytelnikom blogu spokojnych, zdrowych i radosnych świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w serdecznym gronie rodzinnym.
Paweł Rogaliński

Chciałbym życzyć wszystkim czytelnikom blogu spokojnych, zdrowych i radosnych świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w serdecznym gronie rodzinnym.
Paweł Rogaliński
- Minister zdrowia chce obciążyć pacjentów finansową odpowiedzialnością za niedbale wypisane recepty – alarmuje Okręgowa Izba Aptekarska w Łodzi. – Porozmawiajmy – odpowiada minister Ewa Kopacz.
- Od lat Narodowy Fundusz Zdrowia obciąża finansowo apteki za realizację niedbale wystawianych recept i w wyniku tego farmaceuci często odmawiają ich realizacji – przyznaje prezes Okręgowej Rady Aptekarskiej w Łodzi Elżbieta Piotrowska-Rutkowska. – Niestety w projekcie zmian do rozporządzenia Ministerstwo Zdrowia zaproponowało przerzucenie całej finansowej odpowiedzialności na pacjenta! Będzie można wtedy zrealizować niedbale wystawione recepty tylko za 100% odpłatnością, a więc cena za lek wyniesie np. 120 zł zamiast 3,2 zł – dodaje.
Cierpią pacjenci
- Takie rozwiązanie uderza w prawa pacjentów! Nam, farmaceutom, zależy głównie na tym, aby pacjent nie był traktowany w zły sposób i odsyłany od lekarza do apteki i z powrotem – przyznaje pracująca w jednej z aptek na Radogoszczu Ewa Łuptas. – Nie można traktować chorych ludzi w taki sposób – dodaje jej koleżanka po fachu.
Łącznie do akcji przyłączyła się większość aptek z ponad tysiąca w województwie łódzkim. Są jednak i takie placówki, które pozostały obojętne na działania Izby. – Nic mi o tym nie wiadomo. Nasza apteka nie bierze udziału w takich akcjach – odpowiada krótko aptekarka z Olechowa. Kupujący tam pacjenci przyznają jednak, że tamtejsi farmaceuci nie akceptują nawet najdrobniejszych błędów i za każdym razem odmawiają akceptacji recepty.
Ogromne zainteresowanie
Chętnych na podpisanie się pod apelem nie brakuje. Na quasi-receptach wystawionych dla Minister Zdrowia Ewy Kopacz w miejscu przeznaczonym na nazwę leku widnieje napis: „Zagwarantować pacjentom ustawowe prawo do otrzymania leku refundowanego poprzez bezproblemową realizację recept. Nie obciążać pacjentów finansową odpowiedzialnością za niedbale wystawiane recepty”.
- Uważam, że błędów można się dopatrzyć w każdym rządzie i każdym ministerstwie. Ale po to są wszelkie organizacje, społeczeństwo i media, by te błędy wytykać jeszcze w momencie tworzenia projektu. I właśnie teraz to robimy – komentuje całą sprawę pan Jarosław, który bez dłuższego namysłu podpisał quasi-receptę. – Powinno się wprowadzić nakaz wystawiania recept na komputerze. Wtedy byłby wilk syty i owca cała – proponuje klientka apteki, pani Marta. – Niech zmobilizują lekarzy do schludnego pisania, a nie uderzają w prawa pacjentów – podsumowuje rozmowę stojący obok pan Grzegorz.
Porozumienie?
Minister Ewa Kopacz nie pozostała głucha na apel Izby Aptekarskiej i pacjentów. – Ministerstwo przedstawiło nam propozycję współpracy w celu wypracowania tekstu projektu rozporządzenia, zadowalającego wszystkie strony konfliktu – mówi rzecznik prasowy OIA Zbigniew Solarz. – Obecnie zawieszono pracę nad projektem, który był przedmiotem sporu. Bardzo ważne jest, że ministerstwo chce ponownie pochylić się nad tym problemem, bo dzięki temu być może uda się ochronić interes pacjenta – dodaje.
Co dalej?
Pani minister spotkała się niedawno ze środowiskiem aptekarzy i zapowiedziała konsultacje społeczne w sprawie recept. Pojawiają się jednak głosy (.m.in. w Dzienniku Gazecie Prawnej), że wszelkie prace zostały całkowicie zawieszone i nie wiadomo czy jakakolwiek zmiana w rozporządzeniu zostanie w najbliższym czasie wprowadzona. Inna obawa dotyczy braku zrozumienia podczas negocjacji i możliwości zerwania rozmów. Tę ostatnią tezę dementuje jednak Zbigniew Solorz: – Ministerstwo otwarcie zapowiedziało, że będzie poszukiwać słusznego rozwiązania problemu. W związku z tym należy patrzeć na przyszłość sprawy z umiarkowanym optymizmem.
____________________
MM Moje Miasto Łódź, 20.12.2009.
http://www.mmlodz.pl/7539/2009/12/20/recepty-na-ostrzu-noza?category=news
Radogosz-Zachód może pochwalić się wodą ogrzewaną dzięki energii słonecznej. To jedna z największych na kontynencie inwestycji tego typu!
Solary o łącznej, docelowej powierzchni 7300 m2 mają zmniejszyć zużycie energii do ogrzewania mieszkań i wody nawet o 40-50%. Koszty inwestycji zwrócą się (według różnych źródeł) po 4-20 latach. Tak wielki rozstrzał w danych to wynik różnych informacji uzyskanych od firm montujących kolektory i niezależnych znawców w tej dziedzinie. Czy wydatek jest więc opłacalny? Większość osób twierdzi, że tak, choć ciężko w to uwierzyć biorąc pod uwagę fakt, że montaż solarów w trzyklatkowym bloku to koszt rzędu 200 tysięcy złotych.
Główną zaletą nowej instalacji są z pewnością względy ekologiczne i częściowe uniezależnienie się osiedla od dostawców ciepła. Warto przy tym podkreślić, że kolektory nie będą produkowały energii elektrycznej (jak to błędnie opisuje część gazet) a jedynie, za pomocą węzła i cienkich rurek wypełnionych glikolem, będą przekazywały ciepło wodzie. Dzięki najnowszej technologii, latem woda w kranach będzie mogła osiągnąć nawet 80 st. C, natomiast w zimowe, pochmurne dni około 30 st. C. Wówczas trzeba będzie dogrzać ją tradycyjnymi metodami.
Projekt, przeznaczony dla mieszkańców blisko 60 budynków, jest wciąż w trakcie realizacji. Niektóre bloki zostały już w pełni podłączone do nowej instalacji, inne czekają na swoją kolej. Jak na razie efektów w postaci niższych rachunków jeszcze nie widać, co wcale nie oznacza, że mieszkańcy nie są zadowoleni. Jak jeden mąż wskazują na fakt, że Europa Zachodnia już dawno jest wyposażona w tego typu urządzenia, a poprzez inwestycje takie jak na Radogoszczu, Polska nadrabia swoje zaległości.
- Na naszym bloku założono kolektory wiosną tego roku. Na razie nie odczułam zmniejszenia rachunków za ciepło, ale przecież na wszystko trzeba poczekać. – mówi mieszkanka osiedla, Danuta, i dodaje: „To oczywiście bardzo dobry pomysł, pod warunkiem, że w dłuższej perspektywie czasu będzie to oznaczać oszczędności dla lokatorów". Jak zaznaczyła Pani Danuta, zrealizowanie projektu było możliwe dzięki dofinansowaniu, między innymi z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Z podobnych instalacji korzystają już: Seminarium Duchowne, Teatr Wielki, szpital im. Mikołaja Kopernika czy też szpital im. Władysława Biegańskiego. To głównie dzięki ich zadowoleniu z kolektorów właściciele coraz większej ilości budynków decydują się na te proekologiczne rozwiązania. Co więcej, możliwe, że już niedługo kolejne osiedle postanowi wykorzystać darmową energię słoneczną dla użytku swoich mieszkańców.
W chwili, gdy kopalnie węgla stają się coraz bardziej uciążliwe i nieopłacalne, powinniśmy pomyśleć o szerszym wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii. Tego typu rozwiązania są nie tylko przyjazne środowisku naturalnemu, ale też gwarantują swego rodzaju niezależność, bo to dzięki nim mamy pewność, ze nikt nie odłączy nam dostępu do ciepła czy prądu. Główny minus montażu to duży wydatek, choć i ten nie powinien wystraszyć dalekowzrocznych klientów, bo ci już wiedzą, że to inwestycja na długie, długie lata.
______________________
MM Moje Miasto Łódź, 15.12.2009.
http://www.mmlodz.pl/7496/2009/12/15/radogoszcz-grzeje-sie-w-sloncu?districtChanged=true
W samo południe na Pasażu Schillera zorganizowano inscenizację wprowadzenia stanu
wojennego. – Chcemy pokazać, że warto pamiętać o tej rocznicy – mówi współorganizator, pani poseł Hanna Zdanowska.
Niemal wszystkie miasta Polski zorganizowały podobne widowiska. W Łodzi wyróżniało się ono z pozostałych ułożonym ze świeczek napisem „Solidarność" oraz oryginalnym przebiegiem inscenizacji.
- Zaczynamy w nocy 12 grudnia w łódzkich pubach. Ubrani w mundury ZOMO będziemy siać postrach i przypominać o rocznicy jednego z najważniejszych wydarzeń w historii najnowszej naszego kraju. Forma mocna, ale treść ważna i warta przypomnienia – mówią organizatorzy widowiska.
- To druga z kolei akcja tego typu, zorganizowana przez Koło Aktywności PO. Robimy to głównie dla młodych ludzi w celach edukacyjnych oraz dla tych, którzy pamiętają te tragiczne wydarzenia – opisuje Hanna Zdanowska. – Warto przypomnieć Polakom jak wiele się zmieniło od tamtego czasu – dodaje.
Na wielu uczestnikach inscenizacja zrobiła olbrzymie wrażenie. – Nigdy nie zapomnę tych
ciężkich czasów, które przeżyłam wraz z bliskimi – wyrzuca z siebie pani Janina. – Sytuacja była na tyle dramatyczna, że kobiety zorganizowały marsz głodowy ulicą Piotrkowską. Cieszę się, że młodzi ludzie pamiętają o wydarzeniach z 1981 roku. To bardzo ważne dla nas wszystkich – tymi słowami kończy swoją wypowiedź.
Data 13 grudnia 1981 roku powinna tym bardziej wzbudzać emocje, że Instytut Pamięci Narodowej opublikował niedawno notatkę obciążającą generała Wojciecha Jaruzelskiego i przeczącą jego dotychczasowej wersji wydarzeń. Wynika z niej, że generał prosił Związek Radziecki o interwencję wojskową. Sam Jaruzelski uznał publikację za kłamstwo i „nagłośnioną popłuczynę". Kontrowersje postara się rozwiać w 2010 roku Sąd Okręgowy w Warszawie.
————————–
MM Moje Miasto Łódź, 14.12.2009.
http://www.mmlodz.pl/7494/2009/12/14/inscenizacja–grudnia—pamietasz?category=news
W drugiej połowie października Komisja Europejska oraz prezydencja szwedzka zorganizowały w Sztokholmie szczyt poświęcony dyskryminacji w Unii Europejskiej. Patrząc na to wydarzenie w kontekście Łodzi, nasuwa się pytanie – czy nasze miasto, będące mieszaniną czterech kultur (polskiej, żydowskiej, niemieckiej, rosyjskiej), jest tolerancyjne?
Według badań przeprowadzonych przez Komisję Europejską i opublikowanych na szczycie, „niemal 1/6 respondentów doświadczyła dyskryminacji na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy", za to „1/3 ankietowanych była w zeszłym roku świadkiem nietolerancji wobec innej osoby". Jak wielokrotnie podkreślano na obradach, mieszkańcy naszego kontynentu to ludzie o różnorodnych cechach: „różnym wieku, niepełnosprawni, o rozmaitym pochodzeniu etnicznym lub
rasowym, wyznający różne religie, posiadający inne przekonania oraz różną orientację seksualną". Jak podsumowują autorzy badania: „różnorodność ta wzbogaca kulturę, jak również gospodarki naszych krajów".
Polskim problemom poświęcono na spotkaniu niemało czasu. Wykresy wyraźnie wskazują na homogeniczność naszego społeczeństwa. W związku z tym pomniejsza się skala dyskryminowania innych religii oraz narodowości (choć wcale nie oznacza to, że jesteśmy w tej kwestii w pełni tolerancyjni). Łatwo zauważyć też, że z reguły dyskryminujemy osoby starsze oraz te o innej orientacji seksualnej (w tym ostatnim przypadku Polska zawyża średnią unijną i ujawnia się jako kraj homofobiczny). Niestety, pozostałe ankiety dotyczące naszego kraju również alarmują: „wielu Polakom brakuje wiedzy odnośnie praw ofiar nietolerancji i pod tym względem Polska pozostaje w tyle za średnią unijną".

W związku z poruszonym przez Komisję Europejską tematem, warto zadać sobie kilka pytań: jak na tle naszego kraju prezentuje się Łódź? Czy miasto czterech kultur jest oazą tolerancji w naszym państwie? Czy reklamy Łodzi dotyczące jej wielokulturowości są adekwatne w stosunku do stanu rzeczywistego? I wreszcie: co powinniśmy zrobić, by poprawić obecną sytuację i usunąć niechlubną etykietę kseno- i homofonów? Jak powiedział podczas rozmowy ze mną komisarz UE Vladimir Špidla: „Aby zmienić nasze społeczeństwo, musimy zacząć od nas samych i naszych bliskich. Tylko w ten sposób osiągniemy sukces".
___________________
MM Moje Miasto Łódź, 06.12.2009.
http://www.mmlodz.pl/7432/2009/12/6/szczyt-komisji-europejskiej-a-lodzka-rzeczywistosc?category=news
Weekendowe mikołajki minęły w Łodzi tłumnie i hucznie. Supermarkety i galerie handlowe pękały w szwach. Po bardziej wyszukaną rozrywkę młodzi udali się do pubów i dyskotek, natomiast rodziny z dziećmi do zoo i aquaparku Fala. Jednym słowem nie było miejsca na nudę.
Manufaktura, największe centrum handlowe w Europie, zorganizowała w miniony weekend wiele atrakcji. Należały do nich m.in. bezpłatne warsztaty robotyki dla dzieci i młodzieży, warsztaty eksperymentalnych prezentów i ozdób czy też bal mikołajkowy w Kinderplanecie. Nieco mniejsza Galeria Łódzka przygotowała drobne przedstawienia i możliwość zrobienia zdjęcia ze Świętym Mikołajem w cenie 5 złotych. W supermarketach nie było specjalnych atrakcji poza świątecznym wystrojem, a mimo to parkingi przez ich wejściami były pełne samochodów, w środku zaś rodziny z dziećmi chętnie robiły zakupy.
Aquapark Fala przygotował specjalne atrakcje, w szczególności dla najmłodszych wielbicieli wodnych zabaw. – Dziś możemy zaoferować wszystkim odwiedzającym: skutery wodne, nurkowanie z aqua lung'iem, lekcję pierwszej pomocy, naukę ratownictwa, rzutki, ćwiczenia z kołem ratunkowym, pasy typu „węgorz", boję „słoneczny patrol" i wiele innych – mówi ratownik Marta Wilchelmin: – polecam też stację Gry i Zabawy dla Dzieci oraz aqua-aerobik dla dorosłych. Reklamowaliśmy nasze mikołajki w radiu, telewizji oraz prasie. Dzięki temu mamy dużo większą frekwencję niż zwykle.
O wypowiedź dotyczącą aquaparku został poproszony jeden z odwiedzających, pan Mariusz: „Nie wiedziałem nic o mikołajkach na Fali. Przychodzimy tutaj z synem co tydzień, więc i dzisiaj jesteśmy". Na pytanie dotyczące atrakcji odpowiada: „Nie zauważyłem jeszcze żadnych dodatkowych niespodzianek, ale muszę przyznać, że aquapark bardzo mi się podoba i jest wart odwiedzenia". Dyrektor Fali Witold Rosset opowiada: „Dziś spodziewamy się blisko 1500 gości. Staramy się, aby ten obiekt tętnił życiem, stąd jest tu atrakcji co nie miara. W zwykły dzień każdy tu znajdzie coś dla siebie, natomiast przynajmniej raz w miesiącu organizujemy wydarzenia na szerszą skalę".
Nocne życie Łodzi również przybrało tematykę mikołajek i w wielu klubach oraz karczmach zorganizowano dodatkowe urozmaicenia wieczoru. Tak było między innymi w pubie Dublin, gdzie kelnerki oraz barmani przebrani byli w stroje Świętego Mikołaja. Pani kierownik Iwona Bożek mówi z zadowoleniem: „mikołajki organizujemy od powstania naszego baru, a więc od 11 lat. Odnotowujemy wtedy dużo większy ruch". Odnośnie atrakcji, pani Iwona chwali się: „przygotowaliśmy na ten dzień specjalny wystrój oraz liczne upominki dla gości, które będzie rozdawać Mikołaj".
Jedna z klientek pubu Joanna opowiada: „O zabawie mikołajkowej dowiedziałam się z Internetu. Nigdy tu wcześniej nie byłam, więc z chęcią przyszłam zobaczyć znany ze słyszenia bar Dublin". Zapytany o swoje odczucia odnośnie imprezy, stały bywalec pubu Łukasz mówi: „Spodziewałem się lepszych atrakcji. Poza tym jest bardzo mało klientów – pub świeci pustkami!" Na szczęście nie minęła godzina i cały lokal zapełnił się gośćmi. Zabawa trwała, jak zwykle, do białego rana.
Łodzianie coraz częściej pokazują, że ich miasto wcale nie musi być szare i nudne. Hucznie obchodzone obyczaje i święta są najlepszym przykładem na to, że Łódź potrafi się bawić i organizować wiele atrakcji. Oczywiście niejednokrotnie nasze oczekiwania przerastają możliwości organizatorów, ale pamiętajmy, że początki nigdy nie są łatwe i zapewne z czasem nasze miasto będzie mogło się pochwalić świetnie prosperującymi centrami rozrywki.
___________________________
MM Moje Miasto Łódź, 07.12.2009.
http://www.mmlodz.pl/7440/2009/12/7/lodzkie-mikolajki?category=interwencje
Pod twierdzą zawrzało. W nocy
z 25 na 26 lipca cała okolica grzmiała od wystrzałów dziesiątek armat i szczęku żelaza ścierających się armii. Ku uciesze widzów, wybuchający proch strzelniczy i niezliczone fajerwerki rozświetliły całe niebo. Inscenizacja oblężenia Malborka, jak co roku, jest niesamowitym i niezapomnianym przeżyciem dla każdego jej uczestnika.
Oblężenie… przez turystów?
Bitwa pod Grunwaldem z 1410 roku i następujące po niej walki pod twierdzą w Malborku na nowo odżywają w sercach tysięcy Polaków. Niegdyś jedna z największych bitew średniowiecznej Europy, a obecnie jedno z najbardziej spektakularnych widowisk plenerowych na kontynencie zachęca coraz szersze grono turystów do przyjazdu na „Oblężenie Malborka”. Przygotowany z dużym rozmachem i kunsztem spektakl cieszy oczy gapiów setkami statystów, koni, strzelającymi działami i wielkimi, ruchomymi wieżami oblężniczymi. Główne role odgrywają zawodowi aktorzy, natomiast na drugi plan rekrutowani są pasjonaci z krajowych i zagranicznych zrzeszeń bractw rycerskich. Tego rodzaju kombinacja zapewnia niezapomniane wspomnienia widzom w każdym wieku. Nic dziwnego, że miasto przeżywa w tym okresie prawdziwe oblężenie… przez turystów.
Perła gotyckiej architektury
Czemuż to akurat Malbork jest tak znanym i ważnym miejscem w Polsce? Z pewnością nie tylko dlatego, że Krzyżacy, stanowiący jeden z trzech największych na świecie zakonów rycerskich (obok joannitów i templariuszy), przenieśli tutaj swoją stolicę z Wenecji. Głównym powodem jest fakt, iż ta największa gotycka twierdza w Europie, o powierzchni ponad 21 hektarów, jest jednocześnie najlepiej zachowaną tego typu budowlą. Żaden inny ceglany zamek na kontynencie nie może pod żadnym względem równać się z Malborkiem. Z tego też powodu obiekt wpisano na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako „arcydzieło średniowiecznej architektury obronnej”. Dziś, po wieloletnich, skomplikowanych pracach remontowych, jest on własnością Muzeum Zamkowego, a wciąż istniejący, wypędzony z Malborka Zakon Krzyżaki kilkukrotnie przenosił swoją siedzibę, by ostatecznie osiąść we Wiedniu.
Przebieg oblężenia
Wieczorny spektakl, by być bardziej dostrzeżonym przez media i turystów, otoczony został trzydniowym, zróżnicowanym menu programowym. W ciągu dnia odbywały się przeróżne imprezy: przemarsz wojsk krzyżackich i polskich ulicami Malborka, zabawy plebejskie, szranki, pokazy życia rycerskiego, wyścigi smoczych łodzi, turnieje rycerzy na koniach oraz zawody łucznicze i kusznicze. Dla dzieci przygotowano specjalny pokaz średniowiecznych czarów oraz „królestwo Lego”, w którym malcy budowali smoka z klocków. Dla kupujących przygotowano targ różności oraz jarmark rzemiosł średniowiecznych. Turyści mogli tam nabyć nie tylko pamiątki czy rozmaite dania krzyżackie, ale również repliki: topora, halabardy, kuszy bądź zbroi. Osoby ciekawe dziejów Malborka miały możliwość wysłuchać wykładów pod tytułem „Spotkania z historią”. Inni znów uczestniczyli w Ogólnopolskim Konkursie Fotograficznym, a dla widzów o mocnych nerwach przygotowano specjalny pokaz „najpotężniejszej” magii. Tuż po zachodzie słońca wojska krzyżackie zebrały się na zamku, a polsko-litewskie podeszły pod jego mury. Rozpoczęła się inscenizacja bitwy…
Ognia!
Niezmiennymi elementami plenerowego widowiska pozostały oczywiście ucieczka na zamek pobitych pod Grunwaldem Krzyżaków oraz oblężenie grodu nad Nogatem przez zwycięskie wojska Władysława Jagiełły. Scenariusz, w porównaniu z latami poprzednimi, uległ niewielkiej modyfikacji i precedensem okazało się wykroczenie poza ramy czasowe 1410 roku oraz nawiązanie do wojny trzynastoletniej. Zmiana polega na tym, że tuż po bitwie pod Grunwaldem nie udało się zdobyć Malborka, co jednak osiągnięto w 1457 roku. I to ten ostatni fakt należało według twórców pokazu szczególnie podkreślić. Widowisko na wałach Plauena zrobiło olbrzymie wrażenie na ponad 120-tysięcznej publiczności. Jedynym problemem okazało się zbyt mało miejsca dla tak olbrzymiej widowni, ale i to zostało zrekompensowane przez niesamowity pokaz fajerwerków, kładący na łopatki wszelkie inne, podobne imprezy z krajów Europy Zachodniej. Jak mówi jedna z uczestniczek oblężenia, Barbara: „Zabawa sylwestrowa przy wieży Eiffla to nic w porównaniu z tym co tutaj widziałam! Jeszcze nigdy się tak dobrze nie bawiłam”. Tuż po widowisku, o 1:00 w nocy rozpoczęły się pokazy ogniowe Clamor, a więc połykanie ognia, zianie płomieniami, taniec z palącymi się wachlarzami i wiele innych.

Kolejne projekty
„Oblężenie Malborka” nie jest jedynym tego rodzaju wydarzeniem w mieście. Poza regularnymi pokazami typu światło i dźwięk, powstało wiele corocznie obchodzonych festynów i koncertów. „Magic Malbork” to nowe, ale równie efektowne przedstawienie z udziałem muzyki, świateł, laserów i akrobatów. Odbywająca się 8 sierpnia impreza to niezliczone koncerty muzyczne, spektakle teatralne, pokazy tańca i akrobatyki. Kolejne z atrakcji to: Międzynarodowy Festiwal Kultury Dawnej, Mistrzostwa w Wyścigach Smoczych Łodzi, Etnofestiwal, Regaty Kajakowe, Międzynarodowe Zawody w Podnoszeniu Ciężarów, Międzynarodowy Plener Malarsko-Rzeźbiarski i inne. Malbork, będący do niedawna szarym wspomnieniem krzyżackiej potęgi, dziś tętni życiem i stanowi poważną konkurencję nie tylko dla krajowych obiektów turystycznych, ale i innych, najznakomitszych europejskich zabytków. Z całą pewnością powinniśmy go więc dopisać do listy miejsc, które po prostu trzeba zwiedzić.
Światowa recesja oficjalnie minęła, a notowania największych spółek na giełdzie odbiły w górę. Co jednak z milionami zwolnionych pracowników i tysiącami małych firm w potrzasku zadłużenia? Co z niezliczonymi rodzinami przeżywającymi dramat bezrobocia? Czy już wszyscy o nich zapomnieli?
Demokracja, czyli równi i równiejsi
Milionowe zapomogi dla największych banków i koncernów motoryzacyjnych uratowały gospodarki Zachodu przed zapaścią finansową. Jednak pomoc dla gigantów i bezlitosne traktowanie najmniejszych firm mogą się wydawać wysoce niesprawiedliwe. W szczególności dlatego, że owa pomoc pochodzi w całości z kieszeni podatników i to za ich pieniądze ingeruje się w wolny rynek, by odebrać biedniejszym i dać bogatszym. Wszystko to wynika zaś z przekonania, że tylko ci najwięksi są w stanie realnie wpływać na stan gospodarczy kraju. I mimo, że interwencjonizm jest do pewnego stopnia jak najbardziej uzasadniony, nie można zapominać o problemach małych i średnich przedsiębiorstw, będących dzięki swej liczbie głównym pracodawcą na rynku.
Transport cierpi
Raport ryzyka branżowego Dun & Bradstreet przestrzega, iż do końca grudnia może upaść nawet 10% firm transportowych działających w kraju. Kryzys w tej branży jest o wiele silniejszy i dłuższy (zaczął się wcześniej) od innych gałęzi gospodarki i spowodowany jest powszechnym spadkiem zamówień. Obecnie niemal 40% przedsiębiorstw transportowych jest na skraju upadku. Konieczna redukcja zatrudnienia uderzyła głównie w kierowców, pilotów i pracowników fizycznych związanych z firmami transportowymi. Podobny los czeka również branże: budowlaną, logistyczną oraz obrotu nieruchomościami. Przyczyny? – Mało kto jest na tyle pewny swojego zarobku, by kontynuować planowane inwestycje lub modernizacje. W związku z obecnym zastojem na rynku, coraz więcej firm przestaje być wypłacalna i naturalną koleją rzeczy bankrutuje.
Kryzys prasowy
Znaczącą zapaść finansową odnotowała także większość czasopism i gazet – tak polonijnych, jak i krajowych. Niewielkie redakcje, znane z takich tytułów jak „Kurier Zachodni” z Australii lub „Echo Gmin” ze Śląska nie wytrzymały kryzysu i zmuszone były zakończyć swoją działalność. Duża część innych redakcji maksymalnie zredukowała personel bądź oczekuje tymczasowego zrzeknięcia się honorarium przez swoich współpracowników i dziennikarzy. Pozostali liczą na wsparcie tak zwanych „dziennikarzy obywatelskich” piszących amatorskie artykuły dla własnej satysfakcji. Z jednej strony ostatnia z tych możliwości pozwala na przetrwanie gorszych czasów. Z drugiej jednak jakość i wiarygodność tytułu ulega degradacji, co również prowadzi do powolnej śmierci gazety. Ze strony zawodowych dziennikarzy wygląda to jeszcze gorzej – skoro amatorzy pracują za darmo, ci pierwsi zmuszeni są do robienia tego samego bądź sprzedawania artykułów za niewielkie pieniądze.
Dodatkowy podatek na kursy językowe
Ustępstwa wobec jednej branży zawsze skutkują w wyższych podatkach dla innej gałęzi gospodarki. W ten sposób rząd postanowił obłożyć 22% podatkiem VAT działalność szkoleniową. Jak mówi wiceprezes zarządu Polskiej Izby Firm Szkoleniowych i dyrektor generalny British Centre Bożena Ziemniewicz: „podstawą takich planów jest prawo unijne, choć w rzeczywistości w poszczególnych krajach Unii zastosowano różne rozwiązania: na przykład w Wielkiej Brytanii w ogóle nie objęto szkoleń tym podatkiem”. Na jaw wychodzi tu dyskryminacja podmiotów prywatnych (które będą musiały płacić VAT) oraz faworyzowanie podmiotów państwowych (zwolnionych z podatku). Jak dodaje przedstawicielka Centrum Języków Obcych „Professional” mgr Monika Kotwica: „Niełatwa sytuacja szkół językowych to wybór między obcięciem kosztów a podwyższeniem cen kursów. Na każdym z tych rozwiązań tracą i szkoły, i kursanci”. W wyniku nałożenia VAT na zajęcia językowe w okresie kryzysu, możemy spodziewać się likwidacji co trzeciej szkoły językowej i utraty pracy przez rzeszę lektorów.
Zwykli zjadacze chleba
Upadające firmy i te, które „jedynie” ograniczają koszty poprzez masowe zwolnienia, wyrzucają setki tysięcy pracowników na bruk. Bez środków do życia, rodziny maksymalnie ograniczają swoje wydatki, rezygnując z dużej części zakupów. To z kolei wpędza następną grupę przedsiębiorców w poważne tarapaty finansowe i powoduje kolejne zwolnienia. Spirala kryzysu nieuchronnie postępuje i tylko silna interwencja ze strony władz jest ją w stanie zatrzymać. Co więc z tego, że oficjalnie (i według wielu przedwcześnie) ogłoszono koniec kryzysu, kiedy codziennie słychać rozpaczliwe słowa podobne do tych wypowiedzianych przez lekarkę z Bydgoszczy Teresę: „Po 25 latach pracy w pogotowiu ratunkowym zostałam z dnia na dzień wyrzucona. Po nocach śni mi się zdanie: ‘Doktor M. do zwolnienia’. Praca była całym moim życiem. Teraz jestem nikim. Jak mam żyć? Jak funkcjonować?”. Jedyna odpowiedź to głuche milczenie, mówiące dużo więcej niż kiedykolwiek wcześniej.