Strony: Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ...21 22 23 Następna
sty 10 25
Declan Ganley to postać wyjątkowa. Będąc dzieckiem wychowywał się w Londynie, by w wieku 13 lat przeprowadzić się do rodzinnej Irlandii. Ożenił się z zdjęcie z wolnego dostępuAmerykanką polskiego pochodzenia – Deilą (ciekawostką może być fakt, że dziadek Daili służył podczas I wojny światowej w polskim legionie armii austriackiej). Declan ma obecnie 42 lata i jest ojcem czwórki dzieci. Jako biznesmen prowadził interesy na całym świecie – w Rosji, Albanii, Iraku, na Łotwie a obecnie jako prezes firmy „Rivada Networks” (która specjalizuje się w wojskowych systemach telekomunikacyjnych) współpracuje z armią Stanów Zjednoczonych[1]. Jego wyjątkowa zdolność do robienia interesów przysporzyła mu niemałej fortuny. Chęć zaistnienia w polityce oraz wpływania na Unię Europejską skłoniły go do stworzenia nowej, populistycznej partii Libertas.
            Kluczem do osiągnięcia sławy i zjednania sobie zwolenników w całej Unii Europejskiej okazało się referendum w sprawie traktatu lizbońskiego. Ostry sprzeciw Ganley’a wobec zapisów traktatu został natychmiast dostrzeżony we wszystkich mediach na kontynencie. Olbrzymie nakłady finansowe na kampanię, wynoszące według irlandzkiej Komisji Referendalnej blisko 1,3 mln euro nie poszły na marne – Irlandia w referendum w 2008 roku powiedziała stanowcze „nie” dla pogłębiania integracji europejskiej. Sam Declan Ganley zaprzeczył doniesieniom o wysokości sumy na dofinansowanie eurosceptyków: „To nieprawda. Byłoby to nielegalne, bo prawo zabrania obywatelom finansowania kampanii na kwotę większą niż 6,5 tysiąca euro. Ten przepis wprowadzili politycy będący u władzy. Robią wszystko, co mogą, by utrudnić nam działanie”[2]. Tak, czy inaczej, Ganley zasłynął jako „człowiek, który pokonał traktat lizboński”, a jego osoba stała się personifikacją paneuropejskiego eurosceptyzmu[3].
            Aby nie zostać zmarginalizowanym na scenie politycznej, Ganley za wszelką cenę starał się zmienić swój wizerunek z radykalnego przeciwnika Unii na umiarkowanego reformatora. Nie unikał dziennikarzy i otwarcie mówił o swoim światopoglądzie, zaznaczając za każdym razem, że jego poglądy nie są w żadnym wypadku skrajne:
Tak wielu zginęło, by Europa była demokratyczna. Niech będę przeklęty, jeśli pozwolę wąskiej elicie w Brukseli zabrać prawo wyborcze naszym dzieciom. Francuzi, Holendrzy i Irlandczycy zagłosowali na »nie« i wszystkie nasze głosy zostały potraktowane z lekceważeniem. (…) To nie jest eurosceptyzm. To nie jest antyeuropejskie. Musimy po prostu poważnie zreformować Unię i sprawić by była demokratyczna i odpowiedzialna. (…) Jeśli mamy mieć konstytuję, powinna być ona czytelna i mieć nie więcej niż 25 stron (…) Jeśli ma być prezydent Unii – powinien zostać wyłoniony w wyborach bezpośrednich. Jeśli to brzmi eurosceptycznie lub radykalnie, to nie wiem gdzie ja żyję. Sądzę, ze to bardzo wyważone, rozsądne podejście. Myślę, że radykalni są ludzie, którzy mówią: »Źle zagłosowaliście. Głosujcie jeszcze raz«. Hugo Chavez robi dokładnie to samo w Wenezueli. Czy zmieniamy się w Wenezuelę? Gdzie my jesteśmy? (…) Libertas nie jest antyeuropejski. Ja nie jestem antyeuropejski i myślę, że nigdy nie będę. Wolę być wewnątrz systemu, w Unii Europejskiej[4].
Paniczną i usilną próbę zmiany swojego wizerunku w pełni potwierdza powyższy cytat – w stosunkowo krótkim monologu (który został wygłoszony w Polsce przed eurowyborami z 2009 roku) Ganley podkreślił aż czterokrotnie, że nie jest eurosceptykiem, a jego poglądy są rozsądne. Ponadto powtórzył trzykrotnie, że to obecna elita polityczna w Brukseli jest radykalna i antydemokratyczna. Jak widać, zabiegi słowne nie sprawdziły się i przywódca Libertasu nie tylko nie zdołał zmienić swojego własnego wizerunku, ale i całego ugrupowania, które po dziś dzień kojarzone jest głównie z anty-europejskimi hasłami.
            Kolejną słabą stroną Ganley’a i jego świetnie finansowanej partii była daleko idąca niekonsekwencja w działaniu i brak podstawowej wiedzy na temat polityki krajowej w poszczególnych państwach Unii. Z jednej strony ugrupowanie skupiało działaczy m.in. Ligi Polskich Rodzin, Naprzód Polsko, Stronnictwa „Piast” czy Partii Regionów. Z drugiej zaś Ganley podjął współpracę z Lechem Wałęsą, który, jak wiadomo, oficjalnie popiera Platformę Obywatelską. Skandal był tym większy, że za każde przemówienie noblista otrzymywał wynagrodzenie. Mizernego wyniku próby połączenia wielu różnych opcji politycznych w jedną nie trzeba było daleko szukać – podczas przemówień Wałęsy z widowni niejednokrotnie padały okrzyki „TW Bolek” oraz „zdrajca”. Niestety, nawet tego typu wydarzenia nie zmieniły sposobu prowadzenia kampanii wyborczej Libertas. Szczyt swojego braku zainteresowania polityką w Polsce Declan Ganley pokazał w wywiadzie dla gazety „Polska The Times”:
Lecha Wałęsę po raz pierwszy widziałem na ekranie telewizora, gdy byłem skautem w Irlandii. Stał się dla mnie europejską ikoną, drugą po Janie Pawle II. Ale jego już nie ma z nami. Wałęsa jest. (…)  [Wałęsa – przyp. autor] Zobaczył, iż zgadzamy się w wielu sprawach. A dla mnie jest inspiracją. Zależałoby mi też, by wystartował w wyborach prezydenckich w Polsce i został ponownie wybrany[5].
Już sam dziennikarz przeprowadzający wywiad wytknął Ganley’owi niekonsekwencję, choć nie musiał tego robić, bo nawet mało zorientowani w polityce wyborcy zauważyli katastrofalne w skutkach decyzje Irlandczyka. Ciężko było określić, z którą opcją polityczną utożsamia się ten sztuczny twór skupiający i wspierający ludzi z wrogich sobie partii.
Ostatnim, niewybaczalnym błędem był brak porozumienia z Prawem i Sprawiedliwością oraz imperium medialnym ojca Tadeusza Rydzyka, który nie tylko nie poparł partii Ganley’a, ale również bardzo ją skrytykował i zganił wszystkich tych, którzy „zaciągnęli” się na listę Libertas. Redemptorysta odrzucił hojną ofertę Irlandczyka, który w zamian za poparcie zaoferował zainwestowanie kilku milionów dolarów w geotermię w Toruniu[6]. Tym samym Declan Ganley skazał się na zupełną marginalizację i totalny brak zainteresowania wyborców, którzy tylko w bardzo niewielkiej liczbie zaakceptowali skrajne połączenie różnych postaci polityki z niejasnym programem partii i niewyraźnym wizerunkiem jego lidera. Osobista porażka przywódcy dosięgła go na jego własnym podwórku – Ganley otrzymał „zaledwie” 64 tysiące głosów (dla porównania Jacek Saryusz-Wolski w województwie łódzkim uzyskał wynik 125 tys. wyborców), co nie pozwoliło mu otrzymać mandatu europosła. Po tym wydarzeniu ojciec eurosceptyków nie ukrywał rozczarowania i zapowiedział swoje odejście z polityki[7]. Spektakularne fiasko swojej kampanii, na którą Ganley przeznaczył blisko 30 mln euro, jest tym większe, że Libertas został pokonany głównie przez partie prawicowe i eurosceptyczne (np. w Wielkiej Brytanii były to: UK Independence Party i British National Party)[8].
Jak to bywa w przypadku polityki, dostać się do niej jest niezwykle trudno, natomiast odejść jeszcze trudniej – już we wrześniu 2009 roku Ganley chwilowo zapomniał o swojej obietnicy odejścia w cień i wystąpił w debacie telewizyjnej poświęconej drugiemu referendum w sprawie traktatu z Lizbony. Obecnie partia jest niemalże nieaktywna a większość jej stron internetowych została skasowana. Wydaje się, że stowarzyszenie w zaledwie niewielkim stopniu wpłynęło na kształtowanie się sceny politycznej. Spowodowane to było kilkoma czynnikami. Po pierwsze Libertas nie zamierzał długo pertraktować z partiami eurosceptycznymi lub prawicowymi, które chciały dokładnie omówić wszystkie warunki współpracy. Ganley postanowił pójść na wybory w pojedynkę, rezygnując z „żelaznego” elektoratu istniejących już i dobrze rozpoznawanych partii o pokrewnych programach politycznych.
Drugi czynnik to źle dobrana nazwa partii. Libertas oznacza po łacinie „wolność”, co nie do końca pasuje do programu partii. Polakom może się to dodatkowo kojarzyć z liberalizmem, który po prowadzonej od kilku lat kampanii Prawa i Sprawiedliwości zyskał jedynie pejoratywny wydźwięk i dla wielu oznacza nic innego jak ucisk społeczeństwa przez bogate i skorumpowane elity. Kolejny aspekt dotyczy braku wyrazistości partii. Przyjęcie w swoje szeregi zdeklarowanych eurosceptyków, gotowych do wystąpienia z Unii Europejskiej (np. wywiad Romana Giertycha dla Rzeczpospolitej) i odrzucenia wspólnotowej waluty, spowodowało poważne problemy z samookreśleniem tożsamości partii. Declan Ganley wielokrotnie podkreślał, że jego partia nie jest antysystemowa i zamierza jedynie zreformować Unię, co wyraźnie kłóciło się z poglądami osób na listach wyborczych Libertasu. Ostatnia kwestia godna uwagi to tematyka poruszana podczas kampanii wyborczej. Temat traktatu lizbońskiego nie wzbudza dużych emocji wśród społeczeństwa. Zagadnienia w nim zawarte są zbyt odległe od codziennego życia, by przyciągały jakiekolwiek zainteresowanie. Są one tym bardziej abstrakcyjne dla polskiego antyunijnego elektoratu, który w znaczącej mierze jest w starszym wieku i ponadto słabo wykształcony[9].
Warto zadać sobie pytanie – czy Libertas ma szansę odrodzić się i wystawić własnych kandydatów w kolejnych wyborach? Zdaniem wielu jest to jak najbardziej możliwe, aczkolwiek warunkiem uprzedzającym wszystkie te działania jest zrozumienie popełnionych błędów marketingowych z 2009 roku przez Declana Ganley’a. Atutem partii jest już jej dobra rozpoznawalność w Europie i znajomość głównych punktów programu wyborczego. Pozostaje zatem naprawić nieudolny marketing z przeszłości i stworzyć bardziej wyrazisty wizerunek obecnego, populistycznego stowarzyszenia. Sam Declan Ganley również wydaje się być silnie zainteresowany unijną polityką. Możliwe, że w ciągu kilku lat przywódca Libertasu wymyśli nowe, chwytliwe (dla starszej i słabo wykształconej części elektoratu) hasła wyborcze i znów zawita na ekranach naszych telewizorów i monitorów.


[1]http://www.tribune.ie/article/2008/jun/15/what-will-international-man-of-mystery-declan-ganl, 23.12.2009.

[2]http://www.traktatlizbonski.pl/index.php?tyt=132, 23.12.2009.

[3]http://7dni.wordpress.com/2008/06/23/declan-ganley-czlowiek-ktory-pokonal-taraktat-lizbonski, 23.12.2009.

[4]http://www.youtube.com/watch?gl=PL&hl=pl&v=Co6aP3kBxQw, 25.12.2009.

[5]http://www.polskatimes.pl/opinie/wywiady/117666,chce-zeby-walesa-znow-zostal-prezydentem-polski,id,t.html#material_1, 25.12.2009.

[6]http://wiadomosci.onet.pl/1979774,11,item.html, 26.12.2009.

[7]http://wyborcza.pl/1,76842,6701369,Po_fiasku_Libertasu_Declan_Ganley_rezygnuje_z_polityki.html, 29.12.2009.

[8]http://wyborcza.pl/1,76842,6701369,Po_fiasku_Libertasu_Declan_Ganley_rezygnuje_z_polityki.html, 30.12.2009.

[9]http://fryszkowski.salon24.pl/102096,po-co-komu-ten-declan-ganley, 31.12.2009.

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , ,

sty 10 21
- Dziewczynki już od 14 roku życia dorabiają sobie na jedzenie i na szkołę prostytucją, a chłopcy kradną lub szukają „petit job”, czyli pracy dorywczej – mówi siostra Tadeusza, polska misjonarka Zgromadzenia Sióstr św. Dominika w Kamerunie.
 
Co kraj, to obyczaj…
            Kamerun leży w środkowej Afryce, niedaleko równika. Karygodne zwyczaje tamtejszej ludności wydają się być nie do pogodzenia ze światopoglądem społeczeństw cywilizacji Zachodu. Jednym słowem miasta i wsie to istna Sodoma i Gomora. Z tym jednak wyjątkiem, że za podejrzenie homoseksualizmu grożą tortury i 5 lat więzienia. Ponieważ śluby nie są zbyt popularne, partnerzy życiowi zmieniają się wielokrotnie. Mało kto chce wychowywać poczęte przez siebie potomstwo. Skutkuje to tym, iż duża część dzieci nie chodzi do szkoły, a analfabetyzm sięga w Kamerunie blisko 44%. To jednak nie wszystko…
„To, co czyni się dzieciom, one uczynią społeczeństwu”.
            – Małżeństwa należą tu do rzadkości – mówi siostra Tadeusza, której świeckie nazwisko to Helena Frackiewicz. – Na około 6 tysięcy wiernych mamy tu zaledwie dwadzieścia kilka małżeństw. Cała reszta żyje tak, jak ich przodkowie: bez żadnego ślubu, często nawet tutejszego, tradycyjnego – kontynuuje misjonarka. Niejednokrotnie dzieci zostają sierotami lub półsierotami, gdyż rodzice uciekają od odpowiedzialności i tworzą nowe związki. Z chwili na chwilę jedne „małżeństwa” się kończą, kolejne znów zaczynają. Ponadto, jak mówi misjonarka: „na porządku dziennym jest wielożeństwo”. W wyniku powszechnej poligamii, sytuacja najmłodszych w społeczeństwie jest tragiczna. – W Kamerunie spotkać można wiele rodzin, w których samotna matka wychowuje po 11-12 dzieci, często po 3-4 ojcach – mówi siostra Tadeusza i dodaje: „ci ostatni nie mają zamiaru wychowywać swoich pociech. Ograniczają się zazwyczaj do ich poczęcia”.
 „Tylko biedak może pojąć wstydliwość biedy, gorszą od hańby grzesznika”
            Dzieci zazwyczaj nie mają możliwości kształcenia się, bo rodzice nie zarabiają wystarczająco dużo pieniędzy, by pokryć koszty nauki. Większość nastolatków chce się uczyć i ma świadomość, że bez wykształcenia ich przyszłość będzie bardzo ciężka. Aby zarobić na opłaty za szkołę i jedzenie dla rodziny, już 14-letnie dziewczynki oddają się prostytucji. Co na to ich rodzina? Siostra Tadeusza mówi ze smutkiem: „Cały system działa oddolnie i niestety bardzo skutecznie. Często to właśnie krewni wysyłają młode dziewczęta na ulicę, by zarabiały w ten sposób na chleb, bo to łatwe i szybkie”. Po chwili dodaje: „kiedy budowano u nas drogę finansowaną ze środków Unii Europejskiej, zjechało się tu wielu robotników z okolicznych wsi. Dziewczyny, przy dużym popycie, mogły na jednej usłudze zarobić aż 1000 franków i mydło”. W większych miastach, takich jak Bertoua czy Ngaiundere, sytuacja jest jeszcze bardziej wyrazista – „istnieją tam całe ulice zamieszkałe przez prostytutki. Gdy przechodzą tamtędy mężczyźni, dziewczyny krzyczą i zapraszają ich do siebie”.
Żadna praca nie hańbi?
            – Nie słyszałam o żadnym domu publicznym czy o alfonsach. Prostytutki pracują tu na własna rękę – opowiada Helena. – Byłam mocno wstrząśnięta, gdy znajomy katecheta opowiadał, że na wstydliwej pracy dziewcząt często zarabiają ich ojcowie – dodaje. A ci z mężczyzn, którzy mają po kilka żon i wiele córek, mają szansę na spory zarobek. Jak mówi Helena: „Rodzinnych alfonsów jest coraz więcej. Kilka dni temu moja podopieczna, ucząca się w 3 klasie liceum, skarżyła się na swojego brata ciotecznego, który wprost zapytał, kiedy zacznie zarabiać jako prostytutka, bo utrzymanie jej sporo kosztuje”. Dziewczyna, o której mowa, nie ma dużego wyboru – jej matka nie żyje a ojciec jest nieznany. Została w ten sposób skazana na łaskę kuzyna… Mimo, że zdarzają się kobiety dbające o swoją godność, w Kamerunie niemalże w ogóle nie ma możliwości być niezamężną i bezdzietną. Siostra Tadeusza wyjaśnia: „samotna kobieta należy tu do wszystkich i każdy może ją mieć. Gdy okoliczni mężczyźni wiedzą, że któraś z panien nie ma ani ojca, ani brata, ani też męża, napadają ją i gwałcą kiedy tylko chcą”.
Zobaczyć i zapomnieć
            – Turyści odwiedzający ten kraj i widzący dantejskie sceny Kamerunu starają się jak najszybciej wyrzucić je z pamięci – mówi misjonarka. W końcu przyjechali podziwiać safari i dziką Afrykę, nie zaś zamartwiać się sytuacją dzieci w tak odległym dla nich państwie. Bieda i brak podstawowych środków do życia to nienajlepszy temat na przemyślenia w trakcie urlopu. Ale gdyby choć co dziesiąty z nich rozważył powakacyjną pomoc dla tamtejszej młodzieży, sytuacja w Kamerunie wyglądałaby zupełnie inaczej. Tym bardziej, że w przeliczeniu na złotówki, szkoła podstawowa kosztuje jedynie 400 PLN rocznie, a państwowe liceum 775 PLN. W tej cenie zawarte są już obowiązkowe mundurki, podręczniki oraz zeszyty.
- Wystarczy odłożyć 30-40 złotych miesięcznie, by opłacić kameruńskiemu dziecku cały rok nauki – mówi siostra Tadeusza. Ona sama utrzymuje 24 studentów i wciąż przyjmuje nowych. Promuje przy tym „adopcję serca”, bo tak nazwała pomoc finansową na odległość. By wziąć udział w tej akcji, można skontaktować się z siostrą Tadeuszą pod adresem: helenafrackiewicz@gmail.com . Będziemy mogli nie tylko wybrać dziecko, któremu mamy pomóc, ale i otrzymywać regularne wiadomości o postępach w nauce naszej „adoptowanej” pociechy. Tak niewielki dar z naszej strony może przyczynić się do całkowitej zmiany losu młodego Kameruńczyka. To, co dla nas jest rezygnacją z jednego wyjścia do restauracji McDonald’s, dla innych oznacza wyzwolenie od miesięcznej, haniebnej „pracy”. Pamiętajmy, że to właśnie chęć dzielenia się z innymi jest uwieńczeniem naszego człowieczeństwa.
Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , ,

sty 10 15
Od 2011 roku kursy (m.in. językowe) mają zostać objęte 22% stawką VAT. Po wielu protestach Ministerstwo Finansów spuściło z tonu i zaproponowało niewielkie ustępstwa. Co dalej? O tym w rozmowie Pawła Rogalińskiego z wiceprezes Zarządu Polskiej Izby Firm Szkoleniowych Bożeną Ziemniewicz oraz posłanką PO z Komisji Przyjazne Państwo Hanną Zdanowską.
 
Paweł Rogaliński: Sprawa z podatkiem VAT wstrząsnęła wszystkimi tymi, którzy uczęszczają na różnego rodzaju kursy. Kontrowersje wokół nowego projektu ustawy próbował ostatnio rozwiać w Sejmie wiceminister Grabowski, mówiąc: „Nie jest intencją naszą ani obecnego rządu, aby nagle opodatkować ten sektor, który rozwija się dobrze, jest potrzebny i wydaje się niezbędny, by spełniać te usługi i uzupełniać usługi prowadzone przez publiczną sferę”. Zaraz potem dodał, że rozwiązaniem na to ma być zwolnienie z VAT jedynie akredytowanych kursów. Czy ta wypowiedź spełni oczekiwania firm szkoleniowych i społeczeństwa?
Hanna Zdanowska: Nie wiem, w którym momencie padły takie słowa z ust wiceministra, natomiast muszę przyznać, że jego wypowiedź nie jest w pełni trafiona. Projekt ustawy, o którym mowa, był pisany przez Ministerstwo Finansów. Nie przeszedł on wszystkich konsultacji międzyresortowych. Co więcej, nie zapytano o opinię ani Ministerstwa Edukacji Narodowej, ani też Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Dopiero w trakcie całej afery udało się doprowadzić do spotkania ministrów…
BZ: I pomimo tych uzgodnień nadal niewiele wiemy. 22 grudnia doszło do spotkania w tej sprawie z wiceministrem Grabowskim. Zapewniał on, że jego intencje odnośnie projektu były zupełnie inne, natomiast rzecz w interpretacji zapisów ustawy, które być może zostały niezręcznie sformułowane.
PR: Jak wiadomo, obecna zmiana prawa jest wymuszona przez Unię Europejską. Jak sytuacja szkoleń i kursów wygląda w pozostałych krajach członkowskich?
BZ: Odnośnie objęcia edukacji podatkiem VAT, w krajach Unii Europejskiej istnieją bardzo różne praktyki. Wszystko w tej kwestii zależy od trzech definicji: kształcenia formalnego, pozaformalnego i nieformalnego. To kluczowe rozgraniczenie w ogóle nie zostało wzięte pod uwagę przy tworzeniu ministerialnego projektu nowelizacji.
PR: Pani poseł, czy w przypadku, gdy ministerstwo ma problem z wypracowaniem zadowalającego wszystkich projektu ustawy, Komisja Przyjazne Państwo może przedstawić swoje własne poprawki?
HZ: Komisja Przyjazne Państwo zrobiła dotychczas szereg nowelizacji dotyczących VAT-u, ale w kontekście oświaty nie możemy wiele zrobić, dopóki ministerstwo nie skończy prac nad tym projektem. Jeśli ustawa zostanie przyjęta w obecnej formie, Komisja natychmiast zajmie się jej poprawą. W 2008 i 2009 roku było już kilka podobnych przypadków i za każdym razem udało się naprawić wadliwe ustawy.
PR: A czy Polska Izba Firm Szkoleniowych zamierza zaproponować własny projekt ustawy?
BZ: Na spotkaniu z przedstawicielami PIFS wiceminister Maciej Grabowski zaproponował, by Izba przedstawiła własną propozycję brzmienia najbardziej kontrowersyjnej części projektu ustawy, gdyż w obecnym brzmieniu zupełnie nie oddaje ona intencji Ministerstwa Finansów.
PR: A jakie są te intencje?
BZ: Na zwolnienie z VAT całej edukacji, tak jak ma to miejsce obecnie, nie zezwala unijna dyrektywa. W związku z tym postanowiono pozostawić jako nieopodatkowane wszystkie te szkolenia, które są związane z rozwojem zawodowym oraz te, które mają wpływ na pozycję na rynku pracy. Fakt, że obecny projekt ustawy nie zwalnia z podatku tej części kursów, to już inna sprawa.
PR: Która część kursów pozostanie więc objęta podatkiem?
HZ: Chodzi tu głównie o szkolenia hobbistyczne, które nie mają żadnego związku z przyszłością zawodową.
PR: Czyli szkolenia będą bardziej otwarte dla tych, którzy mają konkretny plan na swoją przyszłość?
BZ: Dokładnie. Ale czai się tu kolejne niebezpieczeństwo. Jeżeli projekt zostanie wprowadzony w obecnej formie i ministerstwo nałoży podatek VAT w kontekście zmian w kodeksie pracy, przedsiębiorcy „odwrócą się” od edukowania pracowników w firmach. Stanie się tak dlatego, że będą zobligowani do udzielania urlopów na czas kursu i zawierania osobnych umów szkoleniowych ze wszystkimi swoimi podwładnymi. Wyobraźmy sobie na przykład 2-godzinne szkolenie w PKP – trzeba by było wówczas sporządzić około 6 tysięcy umów – osobną dla każdego z pracowników, którzy mają w nim uczestniczyć. Nie mówiąc już o innych komplikacjach… Absurdalność nowych regulacji polega na tym, że nie widzi się łącznie dwóch ustaw: o VAT i kodeksu pracy. Traktuje się je jako dwa niezależne byty, a rzeczywistość pokazuje jednak co innego.
PR: A czy VAT-em nie można by obciążyć firm, które chcą się szkolić i te z kolei odliczałyby go od podatku?
BZ: Jeśli obciąży się VAT-em pracodawców, wówczas rynek szkoleń nie jest jeszcze zagrożony. Ale gdy ten sam VAT musi zapłacić firma szkoleniowa, wtedy albo będzie musiała dopłacać do własnych kursów, co jest oczywiście absurdalne, albo też będzie zmuszona znacznie podwyższyć ceny swoich usług. Problem tkwi w tym, że ta druga grupa ma niewielkie możliwości odliczenia VAT, bowiem gros kosztów firm szkoleniowych to wynagrodzenia lektorów.
HZ: Tyle, że nie mamy wyjścia i VAT wprowadzić trzeba. Wszyscy wiemy, że rynek szkoleniowy rozwija się obecnie bardzo dobrze i zależy nam na tym, by nie został on zahamowany przez złą ustawę. To, do czego jesteśmy zobligowani, musimy zastosować, choć oczywiście w taki sposób, by nie ograniczało to żadnej gałęzi gospodarki…
BZ: Ale PIFS to jak najbardziej rozumie i stoi na stanowisku, że jeśli jest taka rzeczywista potrzeba, to należy wprowadzić VAT. Nie zgadza się natomiast na nierówne traktowanie podmiotów funkcjonujących na rynku.
PR: To znaczy?
BZ: Na przykład szkoły wyższe są zwolnione z VAT-u i mogą, poza swoją podstawową funkcją, robić dowolne szkolenia, jakie tylko chcą…
HZ: Niestety przez to może powstać nieuczciwa konkurencja, która postawi szkoły językowe i inne podmioty zajmujące się szkoleniami na mniej uprzywilejowanej pozycji.
BZ: Cały ten dynamicznie rozwijający się segment rynku odejdzie w niebyt, mimo, że jakość usług szkół wyższych pozostawia czasem wiele do życzenia. Te ostatnie charakteryzują się dużo większą inercją, przez co oferowane przez nie szkolenia nie są „szyte na miarę”.
PR: Można to jakoś uzasadnić?
BZ: Naukowcy zazwyczaj nie są w stanie dostosować się do potrzeb praktycznych kursantów i szybkich zmian w metodyce szkoleń. Z drugiej strony, w końcu będą zmuszeni do przystosowania swoich kursów do nowych warunków, jeśli kurcząca się liczba studentów nie wystarczy, by zapewnić im odpowiednią ilość pracy.
PR: Czyli konkurencją dla ośrodków szkoleniowych staną się głównie państwowe i prywatne szkoły wyższe?
HZ: Niewykluczone, że właśnie tak się stanie.
PR: Tak, czy inaczej, cała sprawa czeka na swój finał w ministerstwie. Warto przy okazji dodać, że objęcie kursów VAT-em ma dosięgnąć jedynie osoby dorosłe i dzieci przedszkolne. Młodzież i studenci jak na razie mogą być spokojni o swoje pieniądze. Dziękuję za rozmowę.
_________________________
MM Moje Miasto Łódź, 09.01.2010.
http://www.mmlodz.pl/7692/2010/1/9/vat-na-jezyki-batalii-ciag-dalszy-rozmowa?category=interwencje
Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

sty 10 10
Vladimir Špidla, komisarz Unii Europejskiej, opowiada Pawłowi Rogalińskiemu o celach i założeniach listopadowego szczytu w Sztokholmie poświęconemu równości i walce z dyskryminacją.
 
Paweł Rogaliński: Co chce osiągnąć Komisja Europejska przez organizowanie szczytów takich jak ten?
Vladimir Špidla: Obecnie mamy bardzo dobre warunki prawne by zwalczać nietolerancję. Nieustannie pracujemy nad nowymi rozwiązaniami legislacyjnymi i w związku z tym potrzebujemy wielu konsultacji ze społeczeństwem. Według naszych badań co szósty Europejczyk doświadczył dyskryminacji w przeciągu ostatnich 12 miesięcy. Jak widać, wciąż jest dużo do zrobienia, więc tego rodzaju spotkania są konieczne, a wysłuchanie problemów, jakie dotykają obywateli Unii, to nasz priorytet.
PR: Ile osób uczestniczy w szczycie?
VŠ: Jest to około 300 gości reprezentujących po kolei: poszczególne kraje członkowskie Unii, państwa należące do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, organizacje międzynarodowe oraz naszych partnerów socjalnych i biznesowych. Oczywiście nie można też zapomnieć o przedstawicielach mediów, a dokładnie o zaproszonych 11 dziennikarzach z różnych państw UE.
PR: Co powinniśmy zrobić, by wypracować założony cel?
VŠ: Przede wszystkim musimy bardziej zmobilizować całe nasze społeczeństwo i użyć wszelkich możliwych środków, by ostatecznie przezwyciężyć panoszącą się na kontynencie dyskryminację. Ważnym elementem są tu również media podejmujące tematykę dyskryminacji, gdyż to one mają bezpośredni kontakt z milionami ludzi.
PR: W jaki sposób działania te mogą wpłynąć na życie zwykłego człowieka, dajmy na to kasjera w supermarkecie?
VŠ: Jeśli, dzięki nagłośnieniu szczytu, przyłączą się do nas partnerzy socjalni, związki zawodowe i pracodawcy, wówczas dużo łatwiej będzie wyglądało życie pracowników w Unii. Zaangażowanie we współpracę z Komisją Europejską z pewnością zaowocuje pozytywną zmianą w miejscu pracy zwykłych ludzi.
PR: Czy problem powszechnej dyskryminacji imigrantów, na przykład w Europie Zachodniej, jest również na celowniku Komisji Europejskiej?
VŠ: To nie kwestia Europy Zachodniej. Imigranci są dyskryminowani wszędzie, również w Europie Wschodniej – w Rosji, Estonii, Polsce, Czechach… Najczęściej porusza się tę kwestię podczas rozmowy o krajach zachodnich, ale zjawisko to występuje wszędzie. Tym bardziej zatrważający jest fakt, że w całej Unii ponad 50% ludności uważa, że obecny kryzys jedynie pogłębi wykluczenie mniejszości, w tym oczywiście imigrantów. A to z kolei spowoduje gwałtowny wzrost napięcia między narodami.
PR: Czyli nie unikniemy pogłębiającej się dyskryminacji imigrantów w krajach Unii?
VŠ: Sformułowanie odpowiednich zapisów prawnych jest niezwykle trudne, ponieważ nie można przewidzieć wszystkich ewentualnych rodzajów nietolerancji. W związku z tym dyskryminacja wobec słabszych i mniej licznych grup jest niestety powszechna. Poza tym dotyka ona nie tylko imigrantów, ale również osoby starsze czy choćby niepełnosprawne. Ważne jest to, aby doprowadzić do sytuacji, w której ludzie ci przychodząc do nowego miejsca pracy byli akceptowani od samego początku. Dużo gorzej wygląda to w przypadku osób spoza Unii, które pracują nielegalnie i przez to nie są chronione przed dyskryminacją wszelkiej maści.
 PR: Jak więc rozwiązać problem nielegalnych imigrantów?
VŠ: Wiemy o konkretnych przypadkach nadużyć w miejscach pracy, z którymi musimy sobie prawnie poradzić. W wyniku tego francuski komisarz Jacques Barrot, któremu podlega m.in. wymiar sprawiedliwości, wydał ostatnio dyrektywę nakładającą sankcje na tych pracodawców, którzy w sposób nielegalny zatrudniają imigrantów. Dzięki temu chcemy odzyskać kontrolę nad całym rynkiem pracy i przez to mieć wpływ na zwalczanie nietolerancji w pracy.
PR: Które kraje Unii są najbardziej ksenofobiczne?
VŠ: Aby to określić potrzeba daleko idących badań. Komisja Europejska używa wielu pomiarów dyskryminacji i mimo wszystko nie da się jednoznacznie wskazać epicentrum ksenofobii. Sondaże, które posiadamy, wykazują jedynie to, jak konkretne społeczeństwo w badaniu opinii publicznej określiło swoje własne poglądy, co nie zawsze zgadza się z rzeczywistością. Poza tym dyskryminacja ma swoje wielorakie wymiary i w każdym kraju dyskryminuje się inną mniejszość.
PR: A jak jest w Pana ojczyźnie, Czechach?
VŠ: W moim rodzinnym kraju powszechna jest nietolerancja wobec ludzi starszych, natomiast nie ma większego problemu z nieprzyjaznym traktowaniem osób homoseksualnych. W wielu innych krajach jest dokładnie odwrotnie. Każde państwo ma swój indywidualny problem z akceptacją konkretnej mniejszości. Wówczas tylko wysoka świadomość swoich praw i dobre poinformowanie o działalności organizacji wspierających różnorodność mogą wpłynąć na polepszenie obecnej sytuacji. Gdy społeczeństwo jest świadome i wrażliwe na nietolerancję, jest dużo bardziej skłonne do radzenia sobie z wszelkimi problemami wykluczenia.
PR: Czyli całość problemu rozbija się o niewiedzę?
VŠ: Dokładnie! Musimy walczyć z dyskryminacją i stereotypami. Musimy niszczyć wszelkie objawy wykluczenia i nierównego traktowania innych. Ale musimy to robić poprzez szersze informowanie o tych problemach, poprzez dyskusję na tematy rodzące niezgodności. I wreszcie poprzez uświadamianie i przekazywanie wiedzy o mniejszościach. Bo to właśnie wiedza jest najlepszym rodzajem oręża przeciwko nietolerancji.
 
Rozmawiał: Paweł Rogaliński
Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

sty 10 01

Cezary Grabarczyk

Minister infrastruktury

- Życzę wszystkim łodzianom, aby nadchodzący rok okazał się pozytywnie przełomowy, zarówno w ich życiu prywatnym, jak i zawodowym. Mam nadzieję, że każdy z nas będzie miał okazję spełnić w nadchodzących, nowych 12 miesiącach swoje plany i marzenia. Ważne jest również, abyśmy znaleźli czas na budowanie silnych więzi z bliskimi i przyjaciółmi. Sam sobie życzyłbym natomiast dużo optymizmu i wytrwałości. Odnośnie moich planów na najbliższy rok, rozpoczniemy przełomową inwestycję – budowę nowego dworca. Co więcej, powinny również ruszyć autostrady przecinające województwo łódzkie w trzech kierunkach: na północ, wschód i południe.

 

Zdzisława Janowska

Poseł, prezes Międzynarodowej Fundacji Kobiet w Łodzi

- Niech zbliżający się 2010 rok przyniesie łodzianom dużo pomyślności i szczęścia. Życzę, aby mieszkańcy tego wspaniałego miasta mieli w sobie dużo optymizmu i wiary w pogodne jutro. Odnośnie moich planów – zamierzam robić to, co zawsze, a więc zajmować się sprawami biedy, opieki społecznej i zdrowia. Wybieram się właśnie do Gdyni, żeby zawieźć upominki dla biednych dzieci. Co do spraw Łodzi, mam nadzieję, że w 2010 roku uda się pomyślnie rozwiązać sprawę ŁKS-u, w którą jestem od początku zaangażowana. Poza tym gorąco liczę na to, że uda się nakłonić radnych Łodzi do porozumienia z Markiem Żydowiczem, gdyż w przeciwnym razie nasze miasto straci światowej sławy festiwal Camerimage. Jeśli Rada Miasta utrzyma swoją decyzję i nie zgodzi się na budowę centrum festiwalowego w EC-1, będzie to niewybaczalny i nieodwracalny błąd, fatalny w skutkach dla całej Łodzi. Nie ma ważniejszych dla miasta spraw ponad te wspomniane.

 

Jan Mędrzak

Kierownik w MPK-Łódź

- Chciałbym, aby w 2010 roku Łódź nabrała wymiaru europejskiego i stała się jeszcze lepszym miejscem do życia, pracy i rozrywki. Byśmy chcieli tu mieszkać i za każdym razem wracać. Życzę więc wszystkim łodzianom, żeby szanse, które w nich tkwią były w pełni wykorzystane, a ich plany osiągnięte. Jeśli mowa o MPK, w nowym roku zamierzamy nadal prowadzić program rozwoju firmy oraz poprawy jakości świadczonych usług. Niestety, dużo zależy w tej kwestii od polityki miasta, chociażby w zakresie organizacji ruchu oraz łatwości poruszania się po nim. Poza tym istotną kwestią jest finansowanie wykonywanych przez nas usług, bo tutaj niestety bywa różnie. Na transport wpływa ponadto wiele innych zależności, na które nie mamy wpływu – są to chociażby ceny energii elektrycznej i paliw lub podwyżki dla pracowników. Moje zawodowe plany są nierozerwalnie związane z MPK od ponad 9 lat. W związku z tym chciałbym, aby ten cały wysiłek, który wkładam w moją pracę, został dostrzeżony przez tutejszych mieszkańców. Mam nadzieję, że łodzianie zechcą go docenić i bardziej obiektywnie spojrzeć na naszą komunikację miejską, która na tle innych miast nie wygląda wcale najgorzej. Biorąc pod uwagę poziom jej finansowania, robimy wszystko, co w naszej mocy, by świadczyć usługi na możliwie wysokim poziomie.

 

Krzysztof Kwiatkowski

Minister sprawiedliwości i prokurator generalny

- Wszystkim mieszkańcom mojego miasta życzę, aby spełniły im się nie tylko wszystkie ich plany, ale i marzenia – nawet te najbardziej nierealne i skrywane. Żeby to był udany rok, do którego będziemy mogli wielokrotnie wracać po latach naszymi wspomnieniami. I wreszcie – aby był to czas pozbawiony przykrości, z którymi tak często na co dzień się spotykamy. Powinniśmy więc patrzeć na niego z nadzieją i optymizmem. Odnośnie swoich własnych planów, na 2010 rok mam ich bardzo dużo, ale podzielę się nimi z łodzianami dopiero w przyszłości.

 

Hanna Zdanowska

Poseł, członek parlamentarnej Komisji Przyjazne Państwo

- Szczerze mówiąc nie zastanawiałam się jeszcze nad moimi noworocznymi postanowieniami. Życie codzienne przynosi tyle zmian, wyzwań i pracy, że ciężko snuć tak dalekosiężne plany. W przyszłym roku będę zapewne kontynuować moją dotychczasową pracę w Komisji Przyjazne Państwo. Jest ona komisją wysłuchania społecznego i liczę na to, że łodzianie nadal będą powierzać mi te sprawy, które sami uważają za niesłuszne i krzywdzące. Co do naszego miasta i jego mieszkańców to z pewnością wiele się zmieni – już w styczniu odbędzie się referendum i być może wyznaczenie komisarza. Natomiast jesienią mamy wybory samorządowe, w tym również na prezydenta miasta. Idąc o krok dalej, mam nadzieję i życzę wszystkim, żeby nowo wybrany gospodarz Łodzi zrobił to, o czym my wszyscy od dawna marzymy – by miasto stało się metropolią w Polsce i zasłużyło na właściwe sobie miejsce na mapie kraju. Wychodząc poza ramy polityki, życzę łodzianom wszystkiego dobrego zarówno na polu prywatnym, jak i zawodowym.

 

Rozmawiał: Paweł Rogaliński

 

____________________________

MM Moje Miasto Łódź, 01.01.2010.

http://www.mmlodz.pl/7551/2010/1/1/noworoczne-zyczenia-znanych-lodzian?category=interwencje

 

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

gru 09 30

 Wszyscy przeceniliśmy globalizację i idącą tuż za nią westernizację świata. Wschód nie zaakceptował naszych wzorców i stylu życia. Dostosował je jedynie do własnych potrzeb, by teraz użyć ich przeciwko nam – krajom Zachodu. Wojna cywilizacji zbliża się więc nieuchronnie… Czy nastąpi ona w ciągu kolejnych 100 lat? Niewykluczone.

  White house

Tuż po upadku Związku Radzieckiego łudzono się, że demokracja raz na zawsze wygrała ze wschodnimi reżimami. Wszelkie nadzieje politologów związane z tryumfem liberalizmu nad autokracją spełzły jednak na niczym, gdy spostrzeżono, że komunistyczne Chiny znakomicie dostosowały się do światowej gospodarki wolnorynkowej. W tym samym czasie Stany Zjednoczone – najdoskonalsze jak dotąd „dziecko" starej „matki" Europy – zaczęły powoli zatracać status jedynego globalnego supermocarstwa na rzecz nowych, wyłaniających się potęg. Natomiast sam Stary Kontynent nie jest jeszcze na siłach, by odzyskać choć część z dawnej dominacji nad światem.


Wschód daje nam w kość

Mimo, że bipolarny obraz zimnej wojny jest już dawno za nami, dziś po raz kolejny jesteśmy świadkami rosnącego napięcia, tyle, że nie na dwóch, a na wielu biegunach. Ponownie wyłaniają się supermocarstwa chcące rywalizować ze sobą. Nie tworzą jednak bloków państw, a działają na własną rękę. Bez namysłu, tuż obok USA i Chin można wymienić nowe, wschodzące potęgi: Indie, Brazylię, Japonię, Rosję i kraje arabskie. Szczyptę dawnej świetności może też odzyskać Turcja, która będzie się jednak liczyła wyłącznie w swoim regionie.

Poczynając od Państwa Środka, w tym przypadku mamy do czynienia z niezwykłym przeobrażeniem podzielonego niegdyś między okupantów biednego, poddańczego kraju w silne militarnie i gospodarczo supermocarstwo. Dla przykładu, chińskie banki nie tylko wyprzedziły już swoją konkurencję z USA, Szwajcarii i Japonii, ale prowadzą też dynamiczną ekspansję na nowych rynkach. Pekin, dążąc do zdetronizowania dolara jako międzynarodowej waluty i wprowadzenia na to miejsce rodzimego juana, po raz pierwszy we wrześniu 2009 roku udostępnił do sprzedaży obligacje skarbowe w wysokości 6 miliardów juanów. Fakt, że państwo to jest największym eksporterem na świecie jest jedynie przypieczętowaniem powagi powyższych słów.

Polityka ChRL jest równie ambitna. Po indoktrynacji własnego społeczeństwa poprzez założenie na tamtejszy Internet „wielkiej zapory sieciowej", mającej ocenzurować treści nieprzychylne monopartyjnemu systemowi, komunistyczny aparat władzy zwiększył nakłady finansowe na armię. Oczywiście to wciąż za mało, biorąc pod uwagę, że Stany Zjednoczone, pomimo obecnego zadłużenia, rokrocznie wydają na sektor wojskowy nieporównywalnie większą kwotę. Wzrastająca siła Chin powoduje jednak zmianę w bilateralnych relacjach – Barack Obama jako jedyny prezydent USA od 1991 roku nie spotkał się z odwiedzającym Waszyngton Dalajlamą XIV. To znaczna zmiana w porównaniu z Bushem, który publicznie, z wielkimi honorami odznaczył tybetańskiego przywódcę Medalem Wolności.


Nie taki diabeł straszny…

Mimo, iż niekwestionowany autorytet w dziedzinie politologii Samuel Huntington zapowiedział nadchodzący „zmierzch potęgi Zachodu", nie powinniśmy zapominać o słabych stronach Chin. Dwie najpoważniejsze to nieodzowne transformacje: polityczna i gospodarcza, które mogą zająć nie tylko lata, ale i całe dekady. Wszyscy inni kandydaci na przyszłe potęgi również mają jeszcze sporo do zrobienia. I wbrew temu, że inny znany politolog Robert Kagan uważa Rosję na przyszłe supermocarstwo, wielki niedźwiedź musi wpierw uporać się z poważnymi problemami wewnętrznymi, by myśleć o poszerzaniu strefy wpływów. Przypadek Indii i krajów arabskich jest podobny – niewiele potrzeba do ich wykolejenia się z zawiłej drogi do osiągnięcia statusu potęgi.

Kolejne problemy Wschodu związane są z antagonizmem dwóch państw chińskich: oficjalnie uznawanej Chińskiej Republiki Ludowej oraz nie uznawanej, acz niepodległej Republiki Chińskiej (znanej pod nazwą Tajwan). Obie strony wysuwają roszczenia wobec swoich terytoriów i jakakolwiek zmiana na arenie międzynarodowej mogłaby wywołać wojnę domową. Scenariusz jest tym bardziej realistyczny, że władze ChRL są od dawna znienawidzonym wrogiem swoich dwóch autonomicznych prowincji: Tybetu oraz Sinkiang (ich łączne terytorium stanowi ponad 30% powierzchni kraju). Nieustanne zamieszki na tych terenach to utrapienie komunistycznego reżimu.

Trzeci z kolei wybitny politolog z USA George Friedman uznał, że Huntington i Kagan są w błędzie, bo państwa takie jak Chiny czy Indie nie zagrożą naszej cywilizacji. Era dominacji Stanów ma dopiero się zacząć i to przy pomocy… Polski! Kraj nad Wisłą, dzięki silnemu wsparciu USA i swoim szerokim wpływom w państwach ościennych, ma stać się największą europejską potęgą i to tu mają zapadać najważniejsze decyzje dla całego regionu. Równie wpływowa ma być Turcja. Sądząc jednak po ostatnich decyzjach zza Atlantyku wątpliwe jest, aby teoria Friedmana się spełniła. Dla niejednej osoby może się więc wydawać zbyt optymistyczna, by mogła być realna.


Dwa światy

Dywagacje politologów na temat XXI wieku są ze sobą sprzeczne, co jednak nie oznacza, że układ sił na arenie międzynarodowej pozostaje niezmienny. Powagę niekorzystnych przemian podkreśla fakt utworzenia klubu państw BRIC (Brazylii, Rosji, Indii i Chin) oraz ścisła współpraca tej czwórki. W obliczu podkopywania swojej pozycji, kraje Zachodu muszą podjąć się trzech istotnych zadań. Po pierwsze: Stany Zjednoczone powinny wesprzeć finansowo i politycznie Unię Europejską – jej strategicznego sojusznika. Druga ważna kwestia to jak najszybsze przyjęcie Turcji do grona WE. I trzecia – położenie realnego nacisku na przestrzeganie praw człowieka w krajach Wschodu, nawet kosztem tamtejszych autokracji. Zabiegi te nie tylko wzmocnią naszą cywilizację, ale zapewnią też lepszą przyszłość ludzkości na całym globie. Na co więc czekamy?

__________________________
POLISH ZONE, 12.2009, s. 10-11.

http://www.polishzone.co.uk/uploaded/PZ25.pdf

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , ,

gru 09 30

 26 grudnia łodzianie postanowili wyjść z domów i nieco poszaleć. Kina, restauracje oraz kluby bilardowe i kręgielnie pękały w szwach.

 

Niewątpliwym hitem kinowym okazał się dziś film Jamesa Camerona „Avatar". Sale, w których trwała jego projekcja, były niemalże całkowicie zapełnione.

- Śniadanie i obiad zjadłam w domu z rodziną, natomiast po południu postanowiłam wyjść ze znajomymi do kina – mówi klientka Cinema City Agata Holland. – W poprzednich latach nie zdarzały się raczej tego typu wyjścia, teraz jest pierwszy raz – dodaje. Jakie są plany na wieczór? Jeszcze nie wiadomo, ale jak przyznaje, nic nie jest wykluczone i możliwe, że zabawa skończy się dopiero późnym wieczorem.

Równie ciekawe atrakcje czekały w klubach bilardowych i kręgielniach. Ich właściciele nie mogli narzekać na brak klientów i z pewnością zaliczą miniony dzień do niezwykle udanych. Osoby preferujące mniej aktywną formę wypoczynku chętnie wybrały się do licznych w Łodzi restauracji i klubów.

Duża część łodzian spędziła dzień na spacerach, bądź tradycyjnie została w domach, by zajadać świąteczne potrawy.

______________________
MM Moje Miasto Łódź, 27.12.2009.

http://www.mmlodz.pl/7598/2009/12/27/swieta-poza-domem?category=interwencje

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , ,

gru 09 30

Przed Archikatedrą łódzką pojawiła się szopka z żywymi zwierzętami.

 

Rodzice wraz z dziećmi tłumnie przyszli podziwiać nie tylko żłobek z figurkami świętych, ale i owce, osiołka, a nawet wielbłąda! Zainteresowanie było tak duże, że przerosło wszelkie oczekiwania – kilkudziesięciometrowa kolejka do oglądania szopki wydłużała się z chwili na chwilę. Dzięki specjalnym podjazdom, osoby niepełnosprawne mogły bez problemu wjechać do środka drewnianego budynku i zobaczyć przygotowaną tam wystawę i zwierzęta.

Przed szopką Fundacja „Nadzieja" zbierała pieniądze na budowę Domu Samotnej Matki. Tuż obok ustawiono liczne stoiska z lizakami, obwarzankami, watą cukrową, popcornem, balonami, oraz przeróżnymi zabawkami. W kościele odbywała się w tym czasie msza.

- Szopka jest wspaniała. Przyjechaliśmy tu specjalnie z dzieckiem, żeby miało okazję zobaczyć wszystkie zwierzęta – mówi Agnieszka Sęk. Jej czteroletni syn, Aleksander, nie ukrywając swojego zadowolenia dodaje: „Bardzo mi się tu podoba! Szczególnie zwierzątka".

_______________________
MM Moje Miasto Łódź, 25.12.2009.

http://www.mmlodz.pl/7592/2009/12/25/zywa-szopka-przy-katedrze?category=interwencje

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , ,

Strony: Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ...21 22 23 Następna