Strony: Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ...21 22 23 Następna
kwi 10 07
Średniowiecze często nazywane jest „mrocznymi wiekami”. Niejednokrotnie jednak myśl polityczna tamtego okresu okazywała się wręcz wyprzedzać swoją epokę. Na przykładzie dwóch myślicieli – Dante Alighieri oraz Marsyliusza z Padwy – łatwo tę postępowość udowodnić.
 Wikimedia Commons - wolne zasoby
Dante Alighieri urodził się we Florencji w 1265 roku. Niestety nie wiadomo nic o jego wykształceniu. Wiadomo jednak, że Dante pełnił funkcję radnego, a następnie członka rady wykonawczej i uczestnika poselstwa do papieża. W polityce przegrał, bowiem związał swoją karierę z frakcją „białych”, podczas gdy do władzy doszli „czarni”. Ci ostatni nałożyli na niego grzywnę i wygnali go z Florencji na dwa lata. Ponieważ jednak Dante grzywny nie zapłacił, ściągnął na siebie karę dożywotniego wygnania. W przypadku, gdyby wrócił w ojczyste strony, groziłoby mu spalenie na stosie. Reszta życia upłynęła Alighieri na błąkaniu się po różnych dworach we Włoszech i rozwijaniu swojej twórczości pisarskiej, skupionej głównie na wyrażaniu poglądów politycznych. Do najwybitniejszych dzieł pisarza zaliczyć można: Boską Komedię oraz traktaty: O monarchii i O języku pospolitym. Czytaj dalej »
Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , ,

kwi 10 02
Kiedy w 1978 roku społeczeństwo upokorzonej i zakutej w radzieckie kajdany PRL usłyszało o wyborze papieża-Polaka, radości było co niemiara. Po blisko 183 latach Polacy znów mieli swojego monarchę. Dziś, ze zniecierpliwieniem wielu oczekuje na beatyfikację Jana Pawła II, która może dobiec końca jeszcze w tym roku.
 Źródło: studentnews.pl
Wytrawny polityk
            Postać papieża-Polaka można rozpatrywać przez pryzmat wielu nauk i nurtów myślowych. Politologia ma tę zaletę, że dostrzega przede wszystkim namacalne efekty pontyfikatu Jana Pawła II, przemawiające również do ateistów i osób innej wiary. Skupia się na podkreśleniu roli Polaka jako światowego przywódcy, który z pozoru niewielką ingerencją w Polsce walnie przyczynił się do obalenia krwawych reżimów całego bloku wschodniego. Jako znakomity obserwator i polityk, Jan Paweł II potrafił dokonać rzeczy dotychczas niemożliwej – nieść pokój przy jednoczesnej walce o istotne dla świata sprawy. Samym Polakom udowodnił zaś, że słowa hymnu „co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy” nie wyczerpują wszystkich możliwości walki o ojczyznę. Karol Wojtyła nie szablą, a dobrym słowem zmienił bieg światowej historii i pokonał niezwyciężony od lat ZSRR. Dzięki połączeniu pokory i charyzmy, przyciągnął do Kościoła tłumy wiernych. Najlepszym tego dowodem jest ponad 300 milionów osób, które przeszły na katolicyzm. Niezaprzeczalny jest również fakt, że jako jedna z nielicznych postaci w historii ludzkości, doprowadził on do zbliżenia i rozpoczęcia konstruktywnego dialogu ze zwierzchnikami innych religii. Pozytywne skutki dyplomacji Jana Pawła II, którego dewiza brzmiała: Totus Tuus (dosł. Cały Twój), będą widoczne jeszcze przez dziesiątki lat. Stanie się tak głównie dlatego, że choć nie ma go już pośród nas, nauki papieża-Polaka zostały zakorzenione w umysłach setek milionów wiernych.
 
Pięć lat po…
            O ile część procesów beatyfikacyjnych budzi na świecie większe lub mniejsze kontrowersje i emocje, w przypadku Jana Pawła II istnieje niezwykła zgodność. Jak wielokrotnie donosiły media, nie tylko chrześcijanie, ale też buddyści, muzułmanie i żydzi stanowczo popierają beatyfikację tej wybitnej postaci. Jak mówi postulator procesu ksiądz Sławomir Oder: – Zebraliśmy owoce dialogu międzyreligijnego: miliony ludzi widziały jak Jan Paweł II modlił się przy Ścianie Płaczu w Jerozolimie, jak wchodził do synagogi w Rzymie; był pierwszym papieżem, który to zrobił. Z dalajlamą, duchowym przywódcą tybetańskiego buddyzmu, spotkał się osiem razy.
Z drugiej strony, z procesu beatyfikacyjnego niezadowolone jest marginalne Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, zwane potocznie lefebrystami. Krytyka pod adresem polskiego papieża spowodowana jest głównie tym, że w 1988 roku Jan Paweł II ekskomunikował czterech biskupów i późniejszego przywódcę bractwa – abp Marcela Lefebvre. Chowając urazę po dziś dzień, lefebryści uznali, że papież „pozostawił Kościół niczym łódź, do której z każdej strony wdziera się woda”. Zarzuty, które miałyby potwierdzać taki stan rzeczy to m.in. uczestnictwo Jana Pawła II w „kulcie animalistów” w Togo, „modlitwa na sposób żydowski przy Ścianie Płaczu” czy też „przyjęcie świętych popiołów Sziwy”. Prócz ksenofobicznych i populistycznych haseł, w liście lefebrystów nie ma nawet jednego poważnego zarzutu dla głowy Kościoła katolickiego. Trudno bowiem uznać za winę pokonywanie barier między religiami i promowanie tolerancji.
 
Beatyfikacja
            Oczekiwana przez cały świat beatyfikacja Jana Pawła II może mieć swój finał jeszcze w tym roku, choć nastroje wiernych studzi emerytowany prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kardynał Jose Saraiva Martins: – Wszystko jest możliwe i może się wydarzyć, ale widząc przebieg postępowania i biorąc pod uwagę wymagania czasowe sądzę, że beatyfikacja Jana Pawła II w 2010 roku byłaby trudna; za dużo jest procedur, które trzeba przeprowadzić (…) Poza tym nie sądzę, aby mały poślizg był tragedią, świat się nie zawali.
Nie ma większego znaczenia, czy po pięciu latach od swojej śmierci Jan Paweł II będzie beatyfikowany, czy też nie. Oczywiście byłaby to bardzo miła niespodzianka dla milionów ludzi, ale niewiele istotna w porównaniu z całym dorobkiem i wkładem papieża w stworzenie tak zwanego „pokolenia Jana Pawła II”. To wielkie dzieło, przerastające wszystkie inne, powinno napawać głównie nas, Polaków, dumą. Po pierwsze dlatego, że poprzez „naszego” papieża mieliśmy okazję ponownie partycypować w tworzeniu uniwersalnych wartości na świecie. Po drugie, że nauczyliśmy się zwalczać zło miłością, nie orężem – jak dawniej. I wreszcie dlatego, że pontyfikat Jana Pawła II spełnił proroctwo wielkiego wieszcza Juliusza Słowackiego:
Pośród niesnasków – Pan Bóg uderza
W ogromny dzwon,
Dla Słowiańskiego oto Papieża
Otwarty tron.

Ten przed mieczami tak nie uciecze
Jako ten Włoch,
On śmiało jak Bóg pójdzie na miecze;
Świat mu – to proch.
(…)
On rozda miłość, jak dziś mocarze
Rozdają broń,
Sakramentalną moc on pokaże,
Świat wziąwszy w dłoń.
(…)
Wszelką z ran świata wyrzuci zgniłość,
Robactwo – gad,
Zdrowie przyniesie – rozpali miłość
I zbawi świat.

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

mar 10 29

Trzy lata temu o godzinie 13:00 na blogu pojawiły dwa pierwsze wpisy. W ciągu pierwszego roku stronę odwiedziło 1542 gości. Kolejny rok pokazał jak bardzo strona przypadła czytelnikom do gustu – liczba odsłon wzrosła ponad 14-krotnie i osiągnęła liczbę 23600. Obecny, trzeci rok, to kolejny gwałtowny wzrost odwiedzin, który pozwolił na uzyskanie liczby 124 tys. czytelników. Poniższy wykres obrazuje wzrost liczby czytelników na blogu rogalinski.com.pl:

 rogalinski.com.pl

 

Dziękuję za dotychczasowe wsparcie i mam nadzieję, ze kolejny rok będzie równie udany :)

Z serdecznymi pozdrowieniami,

Paweł Rogaliński

 

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , ,

mar 10 26

<Wywiad przeprowadził portal MM Moje Miasto Łódź>

Paweł Rogaliński, najlepszy dziennikarz obywatelski w 2009 roku, opowiada nam m.in. o tym, jak siostra zachęciła go do dziennikarstwa i… dlaczego nie potrzebujemy klonów Tomasza Lisa.

Paweł Rogaliński przez jakiś czas był naszym redakcyjnym kolegą, teraz z powodzeniem realizuje się jako dziennikarz polityczny i … bloger. Zdobył nawet tytuł „Blogera roku 2008”, przyznawany przez tygodnik Polityka i portal Wiadomości24.pl.

Choć Paweł mieszka i studiuje w Łodzi, jego artykuły publikowane są w czasopismach polonijnych w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Irlandii, Wielkiej Brytanii, a nawet odległej Australii. 11 marca 2010 r. ten młody dziennikarz zdobył tytuł „Dziennikarza Obywatelskiego 2009 roku”. O tym, czy takie wyróżnienie wpłynęło na jego dziennikarską karierę opowiada na łamach MM-ki.

Paweł Rogaliński, wywiad, Moje Miasto Łódź

Ewelina Murzicz: Od kiedy wiedziałeś, że chcesz zostać dziennikarzem?

Paweł Rogaliński: Szczerze mówiąc nigdy tego nie wiedziałem. Już jako nastolatek fascynowałem się polityką, stąd mój pierwszy kierunek studiów – nauki polityczne. Jako drugi kierunek studiuję filologię angielską, ponieważ uważam, że znajomość tego języka jest w dzisiejszych czasach niezbędna. Zastanawiałem się też nad dziennikarstwem, ale ostatecznie stwierdziłem, że połączenie filologii i politologii zapewni mi lepsze wykształcenie. Oba kierunki, które wkrótce ukończę, bardzo przydają się przy pisaniu artykułów. Filologia kształci styl pisania, natomiast nauki polityczne, jako kierunek interdyscyplinarny, dostarczają obszernej wiedzy w dziedzinach: społecznej, gospodarczej i politycznej.

EM: Jakie masz dziennikarskie plany na przyszłość? Co byś chciał osiągnąć jako dziennikarz?

PR: Moją przyszłość, z racji wykształcenia (głównie mam tu na myśli nauki polityczne) wiążę głównie z polityką i dyplomacją. Jeżeli pozostanę przy dziennikarstwie, będzie to na pewno dziennikarstwo polityczne.

EM: W jaki sposób zaczęła się Twoja dziennikarska pasja? Jakieś tradycje rodzinne, ambicje rodziców?

PR: Wszystko zaczęło się 29 marca 2007 roku, kiedy to na nowo założonym blogu umieściłem swój pierwszy wpis. Do całego pomysłu zachęciła mnie siostra, Monika. Z początku miałem drobne opory, ale z czasem pisanie i korespondencja z czytelnikami bardzo mnie wciągnęły. To niezwykłe, jak wiele można się w ten sposób dowiedzieć. Każdy z podejmowanych tematów wymaga dokładnej analizy i używania wielu źródeł, a to z kolei wpływa na dalsze poszerzanie wiedzy.

EM: Skąd to zainteresowanie polityką i Polonią?

PR: Polityką interesuję się już od wielu lat. Pójście na studia było jedynie kontynuacją tej pasji. Zawsze staram się pisać w sposób maksymalnie obiektywny, bo właśnie tego wymaga się od politologa. Sądzę, że często mi się to udaje.
Problemy Polonii stały mi się bliskie, kiedy kilka lat temu wyjechałem do pracy do Wielkiej Brytanii. Był to okres wakacyjny, więc jak większość młodych ludzi chciałem zarobić trochę grosza. Obracając się w gronie emigrantów zrozumiałem jak wiele mają problemów. W Polsce mało kto interesuje się tematyką Polonii. Dla mediów to zbyt odległy temat, by się nim zajmować. Politycy znów gonią za poparciem wyborców, a dużo mniejszą wagę przykładają do emigrantów. W takiej sytuacji postanowiłem chociaż spróbować nagłośnić kłopoty naszych rodaków za granicą. I po części odniosłem na tym polu sukces.

EM: Czym dla Ciebie jest tytuł "Dziennikarza Obywatelskiego roku 2009"? Otworzyły się jakieś drzwi po jego zdobyciu?

PR: Tytuł Dziennikarza Obywatelskiego Roku to przede wszystkim wielki zaszczyt i nagrodzenie mojej dotychczasowej pracy. Jest mi niezmiernie miło, że moje artykuły spotkały się z pozytywnym oddźwiękiem i znalazły grono czytelników. Myślę, że każde tego typu wydarzenie otwiera jakieś nowe drzwi i pozwala na dalsze rozwijanie się. W tym przypadku otrzymałem propozycję od nowopowstającego wydawnictwa, aby opublikować wybrane przeze mnie artykuły w formie książkowej. Obecnie trwają prace nad wydaniem pt. "Świat, polityka i my". Premiera najprawdopodobniej w drugiej połowie tego roku.

EM: Kto jest dla Ciebie najlepszym dziennikarzem? Wzorujesz się na kimś?

PR: Szczerze mówiąc nie wzoruję się na żadnej konkretnej postaci. Wychodzę z założenia, że skoro jest już dziennikarz o wyjątkowej osobowości i działający na danym polu, społeczeństwo nie potrzebuje jego klona. Warto być po prostu sobą i działać tak, jak podpowiadają: umysł, serce i sumienie.

Więcej o Pawle i jego pasji możecie dowiedzieć się, odwiedzając jego bloga www.rogalinski.com.pl

Rozmawiała: Ewelina Murzicz

 

 ________________

Wywiad przeprowadził portal MM Moje Miasto Łódź

http://www.mmlodz.pl/8508/2010/3/24/warto-byc-soba–wywiad-z-pawlem-rogalinskim?category=magazyn, 24.03.2010.

 

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

mar 10 23
Sytuacja Indian w Ameryce Łacińskiej jest niezwykle skomplikowana. Obecnie nakładają się na nią takie zjawiska i problemy jak: terroryzm, partyzantka, narkohandel, analfabetyzm, manipulacja i ideologia komunistyczna. Wszystkie one potęgują panoszącą się anarchię oraz pogarszają i tak już fatalny poziom życia ludności tubylczej.
 
Ochotnicy lub niewolnicy
            Terroryzm jest niestety bardzo powszechny w Ameryce Łacińskiej, a w szczególności wśród Indian z Andów. Jego skutków można upatrywać m.in. w złych warunkach życia rdzennej ludności i wykorzystywaniu jej przez pozostałe grupy społeczne. W wyniku tego wielu młodych Indian postanawia zasilić szeregi licznych siatek terrorystycznych, by w ten sposób niejako zemścić się za swoje dotychczasowe krzywdy. Ponadto, duża część pozostałych Indian zmuszana jest siłą do ciężkiej pracy na rzecz terrorystów. Jedną z najbardziej znanych, powstałych w latach 60, grup partyzanckich jest Świetlisty Szlak (Sendero Luminoso, Partido Comunista de Perú para el Sendero Luminoso de José Carlos Mariátegui, czyli: Komunistyczna Partia Peru na Świetlistym Szlaku José Carlosa Mariátegui), inaczej zwany Komunistyczną Partią Peru[2] (El Partido Comunista del Perú). Celem siatki przestępczej było i jest obalenie „burżuazyjnej” władzy i zastąpienie jej komunistyczno-rewolucyjnymi rządami chłopskimi (a więc i indiańskimi).
Co ciekawe, organizację założył wykładowca uniwersytecki, Abimael Guzmán, zwany Presidente Gonzalo („Przewodniczący”, bądź „Prezydent” Gonzalo). To jego ideologia stworzyła cel działalności Świetlistego Szlaku. Nauczyciel nazywał siebie „czwartą szpadą marksizmu” i rozpętał najkrwawszą wojnę, jaką pamięta współczesne Peru. Łącznie, z rąk terrorystów zginęło ponad trzydzieści tysięcy ludzi. Momentem porażki dla organizacji był rok 1992, w którym schwytano Guzmána i w krótkim czasie resztę przywódców. Sromotną klęskę Świetlisty Szlak poniósł również w starciach z samoobroną chłopską, Ruchem Rewolucyjnym imienia Tupaca Amaru (MRTA)[4], samoobroną sił zbrojnych campesino oraz legalnie działającymi, lewicowymi partiami w Peru. Mimo dużego osłabienia, bojownicy nie poddali się i organizowali kolejne zamachy. W 2002 roku siatka przestępcza zabiła dziesięć osób przez wybuch samochodu-pułapki przed ambasadą USA w Limie. Rok później w niewolę wzięto sześćdziesięciu ośmiu pracowników budujących gazociąg między Cuzco i Limą oraz trzech strażników. Po zapłaceniu okupu (bądź też akcji policji)[8], zakładników uwolniono. Niedługo później, siły zbrojne Peru aresztowały wielu członków organizacji i uwolniły dwustu Indian-niewolników, pracujących w ciężkich warunkach dla Świetlistego Szlaku.
 
Bratobójcza walka
Jednym z największych wrogów Świetlistego Szklaku był Ruch Rewolucyjny im. Tupaca Amaru (Movimiento Revolucionario Tupac Amaru (MRTA), bądź po prostu Tupamaros). Ruch nazwany został od inkaskiego bohatera i lidera powstania przeciw Hiszpanom, Tupaca Amaru II, który bronił praw biednych. Świetlisty Szlak i MRTA zwalczały się i urządzały wręcz „polowania” na członków swoich ugrupowań. Jak przyznają Indianie Ajmara z półwyspu Copacabana, powszechne: przemoc i terror są złe i wyniszczające, jednak według nich to jedyna skuteczna forma wyrażania niezadowolenia. Wielu przyznaje, że ma nadzieję na poprawę swojego losu w związku z działalnością terrorystyczną. Poza powyżej wspomnianymi, w Ameryce Łacińskiej istnieje jeszcze wiele innych grup partyzantów, komunistów i handlarzy narkotyków.
 
Jedyna alternatywa?
Według wielu, aby powstrzymać przyczyny bandytyzmu i narkohandlu, ważne jest, aby upowszechniać i rozwijać edukację. Dzięki niej Indianie będą mieli możliwość czytania i pisania. To z kolei umożliwi im dostęp do konstytucji i lokalnego prawa, oraz otworzy drogę do składania podań i skarg, a także zajmowania wysokich stanowisk w państwie. Wiele rządów nie jest jednak zainteresowanych zwiększeniem aktywności Indian w życiu publicznym. Gdzieniegdzie działają darmowe, prywatne szkoły, jak np. w okolicach La Paz w Boliwii, gdzie stworzony został dwujęzyczny (ajmara i hiszpański) system nauczania. Opłacane w całości przez Międzynarodowy Projekt Archeologiczny Yaya-Mama i katolicką rozgłośnię Radio Święty Gabriel, szkoły wieczorowe kształcą na poziomie polskiego gimnazjum. Na dalszą edukację Indianie nie mają większych szans, bowiem za naukę na uniwersytecie trzeba płacić.
 
Sytuacja w szkołach państwowych
Poziom szkolnictwa państwowego pozostawia niestety wiele do życzenia. Kraje Ameryki Łacińskiej, z racji na swoje niewielkie możliwości, niestety nie zapewniają nawet części tego, co jest oferowane w szkołach europejskich. Wiejskie, biedne szkoły za oceanem, nie mogą sobie pozwolić na żadne dodatkowe wyposażenie pomieszczeń dydaktycznych. Cieknący dach, brudne ściany i zupełnie niedopasowane do warunków szkolnych meble należą do najczęściej wymienianych problemów tamtejszego systemu edukacji. Nakłada się na to zbyt mało sal w stosunku do dużej liczby uczniów w jednej klasie (zazwyczaj od 25 do 35). Ciężko wymienić element szkoły, który zasługuje na pochwałę. Badacze odwiedzający Amerykę Łacińską podkreślają, że budynki i cała infrastruktura wokół nich są w stanie totalnej ruiny.
 
Upokorzenie i narzucenie światopoglądu
Latynoamerykańska praktyka wydaje się zupełnie ignorować podstawowe prawa metodyki nauczania. Jak podkreślają niezależni obserwatorzy, nauczyciele bardzo rzadko tłumaczą indiańskim dzieciom znaczenie hiszpańskich słów i prawie nigdy nie pytają o ich definicje. Nauka oparta jest na wiernym przekładzie tekstów i zapamiętywaniu reguł gramatycznych. Powielanie czytanek z książki i przepisywanie zdań z tablicy to podstawa uczenia się. Podczas odpowiedzi nauczyciele krzyczą na uczniów, nie stroniąc od swoich jawnych ataków agresji i frustracji. Ludność indiańska (bez względu na wiek) stara się unikać szkoły i mówienia o niej. Nauczyciele, będący często spoza społeczności indiańskiej i nie mówiący w jej języku, czują się kimś lepszym od miejscowej ludności. Fakt ten powoduje, iż wielokrotnie narzucają oni uczniom swój własny światopogląd, m.in. w kwestiach kolonizacji kontynentu. Temat tabu, który rozpościera się na całą instytucję szkoły i jej nauczycieli, powoduje, że poniżenie i upokorzenie będą nadal powszechnie stosowane.
W szkołach Ameryki Łacińskiej to nauczyciel stanowi władzę autorytarną i jest uosabiany z wewnętrznym prawem i porządkiem. Wychowawcy zastraszają uczniów, publicznie im grożą i nie stronią od krzyku. Zamiast dyskusji wolą monolog (dzięki niemu mogą uniknąć niezręcznych pytań, na które nie znaliby odpowiedzi). Autonomia ucznia, tak bardzo ceniona w Polsce, nie ma tam miejsca. Poniżane dzieci podczas lekcji są niejednokrotnie bite i parzone pokrzywą. Nauczyciele otwarcie krytykują prace i wypowiedzi uczniów. Literatura przytacza cytaty typu: „Rozumiesz czy nie?”, „Wiecie co to jest? Bazgroły!”, „Jaki ohydny rysunek!”.
 
Siła Indian
Pomimo złego stanu szkolnictwa, Indianie zaczynają się powoli jednoczyć i coraz głośniej domagają się równego traktowania z resztą społeczeństwa. Przeciwstawienie się łamaniu praw człowieka, które było nierealne przez kilkaset ostatnich lat, dziś nabiera coraz większej siły i rozgłosu. Skuteczność tych działań zależy w dużej mierze od demograficznych proporcji w poszczególnych krajach. Dla przykładu w Boliwii, gdzie ludność Keczua i Ajmara stanowi łącznie ponad 60% populacji kraju, w 2006 roku wybrano pierwszego prezydenta-Indianina – Evo Moralesa. Polityk ten broni prawa do uprawiania koki – świętej rośliny Indian, która ma właściwości lecznicze[16]. Rozszerzył również pomoc socjalną oraz zwiększył wpływy do kasy państwowej z wydobywania gazu. Minusem jego rządów jest niestety polityka zagraniczna, bowiem Morales zraził do siebie Europę, Stany Zjednoczone, a nawet pobliską Brazylię.
 Kolejnym znanym Indianinem jest Felipe Quispe – „El Mallku” (w języku ajmara przydomek ten znaczy „przywódca”). Jest on dużo bardziej radykalny od Evo Moralesa i stąd nie cieszy się w Boliwii tak dużą popularnością. Warto jednak wspomnieć, że El Mallku był jednym z liderów organizacji Tupac Katari Guerilla Army, która jest uważana za następczynię Świetlistego Szlaku. W Peru, gdzie Indianie stanowią 45%, a Metysi aż 37% ogółu, dużą popularność zdobył Ollanta Humala, który uznał wyższość kultury indiańskiej nad zachodnią. W Meksyku sytuacja wygląda podobnie – tym razem przywódcą Indian jest mężczyzna ukrywający swoją tożsamość i pokazujący się publicznie wyłącznie w kominiarce. Prócz pseudonimu, o Subcomandante Marcos niewiele wiadomo poza faktem, że w 2000 roku przewodził powstaniu zapatystów. W związku z mobilizacją Indian w Ameryce Łacińskiej, wiele innych krajów (jak na przykład Ekwador czy Chile) ma problem z utrzymaniem dotychczasowego kursu polityki i coraz częściej musi liczyć się ze zdaniem Indian.
Walka o głos
            Tuż obok wyłonienia swoich liderów, Indianie zaczęli tworzyć własne, potężne organizacje, zdolne do wpływania na politykę rządów państw. W ten sposób powstała Konfederacja Indiańskich Narodów Ekwadoru (CONAIE). Reprezentuje ona 60% Indian żyjących w tym państwie i doprowadziła do odejścia dwóch prezydentów Abdali Bucarama (1997) i Jamila Mahuada (2000). W Ekwadorze znane są też pomniejsze: Narodowa Konfederacja Organizacji Chłopskich, Indiańskich i Afroekwadorskich (FENOCIN) oraz Federacja Indian Ewangelików (FEINE). Warto wspomnieć, że w niektórych krajach, w wirze wielkiej polityki, organizacje autochtonów są czasem manipulowane i podporządkowane politycznym interesom jednostek. Instytucją skupiającą pomniejsze zrzeszenia Indian jest założony w 1984 roku w Peru Koordynator Organizacji Indiańskich Dorzecza Amazonki (COICA). Roszczenia Indian są również coraz częściej poruszane na forum Komisji Praw Człowieka ONZ.
 
Zatrucie ideologią
            Niestety, konferencje, spotkania i szczyty poświęcone Indianom, zamiast na kwestiach praw człowieka i warunkach życia, kończą się zazwyczaj apelem o zwalczanie „imperializmu” USA. Kiedy w 2004 roku powstała „Deklaracja z Quito”, która miała podsumować drugi szczyt Indian, wezwano do powstrzymania globalizacji i podkreślono lojalność wobec polityki socjalistycznej Kuby. W 2005 roku po raz pierwszy opublikowano „Manifest komunistycznyMarksa i Engelsa w języku keczua. Miało to „odnowić ducha walki” oraz stanowić „akt historycznej sprawiedliwości”. Jak już jednak wcześniej było wspomniane, większość Indian to analfabeci, w związku z czym nie są oni w stanie przeczytać dzieła komunistów. Jedynie mniejszość posiada podstawowe wykształcenie i w tym przypadku trzeba przyznać, że Indianie są bardzo podatni na skrajnie lewicowe hasła. Coraz częściej też mają odwagę przeprowadzać ogólnokrajowe protesty i blokady dróg, a także doprowadzać do upadku rządów i wysoko postawionych polityków. Pod tym względem działalność Indian może budzić pewne obawy co do utrzymania pokoju w Ameryce Łacińskiej.
 
Podsumowanie
Obecna sytuacja jest niezwykle trudna w ocenie. Z jednej strony widzimy postępującą dyskryminację Indian, z drugiej zaś powolne zdobywanie władzy przez niebezpieczne ideologicznie ugrupowania. Mając na uwadze wszystkie te aspekty należy podkreślić, że jedynym środkiem zdolnym do załagodzenia konfliktów przy jednoczesnej poprawie jakości życia ludności tubylczej jest gruntowna edukacja na wzór zachodni. Tylko ona może stanowić konkurencję dla ukierunkowanych ideologicznie uniwersytetów (m.in. tych na Kubie, gdzie studiują zamożniejsi Indianie) i stworzyć przeciwwagę dla szerzenia radykalizmu w polityce. W związku z tym należy zacząć od podstawowej jednostki, jaką jest szkoła, i właśnie tam upatrywać głównych przyczyn obecnego stanu rzeczy. Pierwszy i niezwykle istotny problem to bardzo niska motywacja, zarówno nauczycieli, jak i uczniów. Ci pierwsi otrzymują stanowczo zbyt niskie wynagrodzenie, ci drudzy zaś traktują szkołę jako instytucję niezwykle wrogą i oderwaną od rzeczywistości. Sytuacja ta powoduje, że społeczność indiańska jest bardzo niechętna wobec dalszej nauki i w związku z tym niezwykle podatna na wszelkiego rodzaju manipulacje.
Zacofanie jest dla Indian główną przyczyną biedy, a biorąc pod uwagę ich liczebność, powoduje ona z kolei dalszą, pogłębiającą się przepaść między ubogimi krajami Ameryki Łacińskiej a bogatym światem Europy i Ameryki Północnej. W XXI wieku nie wystarczy już tylko e’mandoya (w języku keczua: „nauka nieformalna”) i miernej jakości edukacja formalna. Aby społeczeństwo indiańskie miało możliwość rozsądnego współdecydowania o losach swoich państw, potrzebuje dobrze wykształconych przedstawicieli reprezentujących jego interesy. W innym wypadku będziemy mieli do czynienia z jednej strony z komunistyczną rewolucją Indian, z drugiej zaś z postępującym łamaniem praw człowieka.


[2] Świetlisty Szlak sam siebie nazywał Komunistyczną Partią Peru. W rzeczywistości był jednak jej zbrojnym ramieniem. Komunistyczna Partia Peru (Bandera Roja – Czerwony Sztandar) sama w 1964 roku oddzieliła się od pierwszej i zarazem głównej Komunistycznej Partii Peru.

[4] Nie należy mylić tej organizacji z inną o podobnej nazwie, która działała w Urugwaju (MLN)

[8] Sprawa jest niejasna, nie wiadomo w jaki sposób doprowadzono do uwolnienia zakładników.

[16] Dopiero wydestylowana roślina nabywa właściwości halucynogennych i uzależniających i znana jest jako narkotyk – kokaina.

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

mar 10 19

Zapraszam do obejrzenia filmu z gali konkursu Dziennikarz Obywatelski 2009 i Bloger 2009
(film przygotowało Orange/TP):

Dziennikarz Obywatelski 2009 Roku

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

mar 10 17
Rozmowa z Vladimirem Špidlą, komisarzem UE, o listopadowym szczycie Komisji Europejskiej w Sztokholmie, poświęconym równości i walce z dyskryminacją.
 
Paweł Rogaliński: Dziś na konferencji prasowej powiedział Pan, że wszyscy musimy pracować na bogactwo różnorodności, na przykład w danej firmie. Czy czasami jednak wielokulturowość nie jest jedną z przyczyn dyskryminacji? Proszę spojrzeć na mieszankę narodowości w Wielkiej Brytanii i ilość tamtejszych incydentów na tle nierównego traktowania.
Vladimir Špidla: Nie można powiedzieć, że to właśnie wielokulturowość jest jedną z przyczyn dyskryminacji. Każdy kraj ma inną strukturę społeczeństwa i inaczej układają się tam relacje z mniejszościami. Proszę spojrzeć na Stany Zjednoczone, istniejące tam restrykcyjne prawo i zmiany zachodzące w stabilizacji tego państwa. Wszystkie te czynniki mają szalenie ważne znaczenie dla budowania tolerancji. USA doświadczało wielu imigracji, w tym na przykład ostatniej z Azji, i dziś można śmiało powiedzieć, że jest to niezwykle różnorodne państwo.
PR: A więc przy szukaniu przyczyn dyskryminacji nie powinniśmy brać pod uwagę wielokulturowości?
VŠ: Ani tak, ani nie. Czymże jest wielokulturowość? Czym jest na przykład dla Pana?
PR: To wiele grup o różnym pochodzeniu…
VŠ: Tak, oczywiście, ale różnorodność nie ma jasnej definicji i jednej, określonej struktury. Proszę zauważyć, że cała historia opowiada o niszczeniu mniejszości. Dopiero po II Wojnie Światowej myślenie ludzkości zmieniło się i zaczęto pojmować Europę jako wspólnotę różnych narodów, języków i kultur. Wówczas tolerancja i wielokulturowość nabrały większego sensu i stały się wartościami, które należy pielęgnować. To nowe podejście oparto na stworzeniu praw człowieka i podjęto decyzję o wyrównaniu szans dla mniejszości, które były przez wieki uciskane.
PR: Jak Romowie i Żydzi?
VŠ: Owszem, choć nie powinniśmy się skupiać wyłącznie na dyskryminacji rasowej i narodowościowej, gdyż są jeszcze inne, niezwykle istotne formy nietolerancji, między innymi na tle religijnym, wieku, orientacji seksualnej… Dobrze ilustruje to przykład Polski, w której żyje społeczeństwo homogeniczne narodowościowo i ten sam fakt wcale nie oznacza, że nie ma tam dyskryminacji mniejszości seksualnych bądź osób starszych.
PR: Niestety, jednorodne społeczeństwa też mają swoje wady.
VŠ: I jeśli mówi Pan, że wielokulturowość może stać na przeszkodzie ku zapewnieniu wszystkim równych szans, to rzeczywiście jest to argument niezaprzeczalny, ale jeśli rozważymy ją pod kątem oddziaływania na społeczeństwo, wówczas dochodzimy do wniosku, że jest ona niezwykłą wartością, która wnosi olbrzymie bogactwo różnorodności.
PR: Jak choćby?
VŠ: Na przykład w Europie Środkowej, mam na myśli w Polsce, Czechach, Niemczech, Ukrainie czy na Słowacji, wielokulturowość istniała od zawsze. Przez całe dzieje towarzyszyła nam w kreowaniu polityki państw, istniała w rozmaitych legendach, literaturze i sztuce. Z wypracowanego dorobku kulturowego i historycznego możemy być dzisiaj dumni. Najważniejsze jest przypominanie społeczeństwom o korzyściach płynących z różnorodności. I to już zadanie dla mediów.
PR: Na dzisiejszy szczyt Komisji Europejskiej zaproszono 11 dziennikarzy z całego kontynentu. Pozostaje pytanie czy pozostałe media również zainteresują się spotkaniem w Sztokholmie.
VŠ: Racja, choć wcześniej w ogóle nie zapraszaliśmy dziennikarzy. W tym roku obserwujemy dopiero początki uczestnictwa mediów w tego typu obradach.
PR: Czy nie byłoby zatem rozsądne utworzenie stałych, formalnych grup złożonych z dziennikarzy i ekspertów, którzy regularnie współpracowaliby z Komisją Europejską i przedstawiali efekty jej prac w krajowych mediach?
VŠ: To rzeczywiście dobry pomysł, ale obecnie staramy się lepiej wykorzystać stare koncepcje, takie jak choćby unijny konkurs dziennikarski „Za różnorodnością. Przeciw dyskryminacji”. W zeszłym roku wygrał go Pan, czego serdecznie gratuluję, w tym roku nagroda zostanie przyznana ponownie. Mamy więc w pewnym sensie naszych stałych dziennikarzy, z którymi regularnie współpracujemy i spotykamy się na szczytach KE. Jedyne, co moglibyśmy obecnie ulepszyć oraz co stanowi nasz główny cel to maksymalizacja efektów naszej wspólnej pracy.
PR: Dziękuję. Ile czasu potrzeba na uzyskanie widocznych efektów pracy Komisji Europejskiej?
VŠ: Z pewnością będziemy pracować dopóty, dopóki nie zobaczymy realnej poprawy wskaźnika tolerancji mniejszości. Społeczeństwa otwarte dużo zyskują i nie sposób przecenić zalet wynikających z ich różnorodności. Populacje krajów wielokulturowych stają się nie tylko bogatsze i bardziej fascynujące, ale też nader twórcze. Głęboko wierzę, że z pomocą mediów i społeczeństw nasza praca nie spełznie na niczym i osiągniemy wszystko to, co obraliśmy sobie za cel. A naszym celem jest tolerancja.
 
________________
POLISH ZONE, 03.2010, s. 12.

http://www.polishzone.co.uk/uploaded/PZ26.pdf

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

mar 10 11

Paweł Rogaliński, dziennikarz obywatelski 2009 rokuDziś na Gali Finałowej w Warszawie otrzymałem nagrodę i tytuł Dziennikarza Obywatelskiego 2009 Roku. Organizatorami konkursu byli: Wiadomości24, Orange, TVP.pl, Polskie Radio Trójka, Press, Polska The Times, Wirtualna Polska, Gadu-Gadu, Polska, NaszeMiasto.pl. Od siebie chciałbym podziękować wszystkim moim czytelnikom za niezwykle dużą liczbę głosów. To dla mnie wielkie zaskoczenie i zaszczyt, że mogłem ponownie wejść na podium i odebrać tak prestiżową nagrodę. Tuż po Gali udzieliłem kilku wywiadów, także informacje o niej można znaleźć w wielu mediach.

Jeszcze raz dziękuję i serdecznie pozdrawiam!

Paweł Rogaliński

 Paweł Rogaliński, wywiad

Poniżej zamieszczam tekst informacji z portalu Wiadomości24.pl:

 

Wszystko już jasne. Podczas gali finałowej konkursów na Dziennikarza Obywatelskiego 2009 Roku i Blogera 2009 Roku, która zakończyła się właśnie w Domu Dziennikarza w Warszawie, ogłosiliśmy wyniki obu konkursów.

Tytuł Dziennikarza Obywatelskiego 2009 Roku głosami internautów otrzymał Paweł Rogaliński (1708 głosów). Drugie miejsce zajął Damian Juszczyk (680 głosów), a trzecie Michał Misiorek (443 głosy).

Dziennikarze Obywatelscy 2009 Roku, głosami internautów:
Paweł Rogaliński, Dziennikarz Obywatelski 2009 roku1. miejsce – Paweł Rogaliński
2. miejsce – Damian Juszczyk
3. miejsce – Michał Misiorek
 

To nie wszyscy nagrodzeni. Przypominamy, że wśród internautów, którzy brali udział w głosowaniu i do dnia 13 kwietnia 2010 roku dokończą procedurę rejestracji w serwisie Wiadomości24.pl, rozlosowane zostaną nagrody rzeczowe.

W tym roku o tytuł Dziennikarza Obywatelskiego Roku ubiegało się 200 kandydatów, publikujących na co dzień w wielu serwisach internetowych – od Wiadomości24.pl przez Moje Miasto, Interię360.pl po iThink.
Paweł Rogaliński, dziennikarz 2009 roku
Kapitułę konkursu dziennikarskiego w tym roku tworzyli:

- Janina Paradowska, publicystka tygodnika "Polityka",
- Krystyna Kurczab-Redlich, reportażystka, autorka filmów dokumentalnych
- Stefan Bratkowski, Honorowy Prezes SDP,
- Adam Bodnar, sekretarz zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka,
- Piotr Boroń, członek KRRiT, twórca Forum Edukacji Medialnej,
- Konrad Ciesiołkiewicz, Dyrektor Departamentu PR Grupy TP
- Marek Iwaniszyn, laureat tytułu Dziennikarz Obywatelski Roku 2008,
- Jerzy Jachowicz, dziennikarz śledczy,
- Michał Karnowski, publicysta, komentator polityczny
- Paweł Nowacki, Dyrektor ds. Rozwoju Serwisów Kontentowych Polskapresse,
- Mirosław Ogórka, laureat tytułu Dziennikarz Obywatelski Roku 2008 według internautów,
- Mariusz Składanowski, właściciel Joe Monster i Demotywatory.pl

 

 Więcej zdjęć znajduje się w Galerii tego blogu. Serdecznie zapraszam do zerknięcia na nie:

http://www.rogalinski.com.pl/?page_id=370

 

Media piszące o tym wydarzeniu:

- Orange – Telekomunikacja Polska:

relacja w formie filmu:

 http://www.blog.tp.pl/korporacyjny/entry/najlepsi_2009_bloger_i_dziennikarz

 

- Polityczni.pl

relacja w formie filmu:

http://www.polityczni.pl/dziennikarz_non_profit,_,_wersja_dla_nieslyszących,audio,110,4824.html

 

- e-biznes.pl:

(…) Z kolei internauci tytuł Dziennikarza Obywatelskiego 2009 Roku  przyznali Pawłowi Rogalińskiemu, dziennikarzowi i blogerowi piszącemu o polityce, gospodarce i społeczeństwie. W zeszłorocznym konkursie blogerskim Wiadomości24.pl Paweł zdobył 1. miejsce w kategorii “Życie”. (…)

http://e-biznes.pl/2010/03/znamy-juz-blogera-i-dziennikarza-obywatelskiego-2009-roku/

 

- Moje Miasto Warszawa:

(…) Następnie statuetki i dyplomy wręczono najlepszym dziennikarzom obywatelskim. Zdaniem internautów najlepszy był Paweł Rogaliński – bloger piszący o polityce, gospodarce i społeczeństwie. W zeszłorocznym konkursie blogerskim Wiadomości24.pl Paweł zdobył 1. miejsce w kategorii "Życie". Kolejne miejsca w edycji 2009 zajęli Damian Juszczyk i Michał Misiorek (…) W tym roku o tytuł Dziennikarza Obywatelskiego Roku ubiegało się 200 kandydatów, publikujących na co dzień w wielu serwisach internetowych – od Wiadomości24.pl przez Moje Miasto, Interię360.pl po iThink. (…)

http://www.mmwarszawa.pl/7710/2010/3/11/znamy-blogera-i-dziennikarza-obywatelskiego?category=news

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , ,

Strony: Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ...21 22 23 Następna