Strony: Poprzednia 1 2 3 ...43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 Następna
lip 08 24

 Jacek Tomaszewski, MM Warszawa

Śląsk syty i Polska cała – takie hasło głosi Ruch Autonomii Śląska, o którym coraz głośniej w prasie i telewizji. Przez szum medialny organizacja ta, postrzegana przez wielu jako skrajna, zyskała możliwość upublicznienia swoich poglądów. Z jednej strony szerokie grono osób kojarzy RAŚ z antypolonizmem i reaktywacją klubu piłkarskiego o nazistowskich korzeniach – 1. FC Katowice. Z drugiej, są liczne głosy poparcia dla działalności RAŚ związanej z promowaniem języka i kultury śląskiej. Czy RAŚ zabiega wyłącznie o promocję regionu, czy też ma ambicje utworzenia własnego państwa śląskiego? Jak jest naprawdę? Wszelkie wątpliwości postara się rozwiać przewodniczący RAŚ w Katowicach, pan Jacek Tomaszewski. 

 

Jakie są cele i dążenia RAŚ? 

 

Celem RAŚ jest uzyskanie autonomii dla Śląska w ramach dwóch regionów – górno- i dolnośląskiego w granicach możliwie zbliżonych do historycznych. Jesteśmy zdania, że konstytucja powinna gwarantować możliwość uzyskania autonomii każdemu regionowi, w którym podobne aspiracje zyskają poparcie większości mieszkańców. 

 

W takim razie, z powodu wielu mniejszości w Polsce, czy nasz kraj powinien być federacją? Czy każde województwo lub powiat zawierające daną mniejszość powinno być autonomią lub też republiką? Mowa oczywiście o „narodach” takich jak: Kaszubi, Kurpie, Lasowiacy, Kujawianie, Dobrzynianie, Podlasianie czy Łemkowie. 

 

Regiony powinny być autonomiczne nie dlatego, a przynajmniej nie przede wszystkim dlatego, że na ich terenie mieszkają mniejszości, ale dlatego, że autonomia umożliwia sprawniejsze zarządzanie i pełniejsze wykorzystanie energii i umiejętności mieszkańców. 

 

Z tego, co Pan powiedział, RAŚ powinno zabiegać raczej o wzmocnienie samorządu, nie o utworzenie na terenie Polski kilkunastu pseudo-państw. Tym bardziej, że bardzo niewielka ilość Ślązaków popiera organizację i jej autonomiczne dążenia, a mimo to chcą Państwo występować w imieniu większości, która przecież czuje się Polakami. Poza tym, czy oficjalnie głoszona autonomia nie jest w rzeczywistości dążeniem do osiągnięcia niepodległości? Takie stanowisko wielokrotnie przedstawiał Jerzy Gorzelik. 

 

Jerzy Gorzelik nigdy nie prezentował autonomii jako wstępu do niepodległości, a niejednokrotnie wskazywał, że projekty separatystyczne, jako nierealne i silnie antagonizujące społeczność regionalną, są dla Górnego Śląska szkodliwe. 

 

Dość znane są jednak jego słowa: „Jestem Ślązakiem, nie Polakiem. Moja ojczyzna to Górny Śląsk. Nic Polsce nie przyrzekałem, więc jej nie zdradziłem. Państwo zwane Rzeczpospolita Polska, którego jestem obywatelem, odmówiło mi i moim kolegom prawa do samookreślenia i dlatego nie czuję się zobowiązany do lojalności wobec tego państwa”. Czy nie jest to wyraźne zanegowanie swojej polskości? 

 

Brak polskiego poczucia narodowego, który dotyczy wielu Ślązaków, nie oznacza woli tworzenia odrębnego państwa.  

 

Przechodząc do stosunku RAŚ do historii współczesnej – czy organizacja podpisuje się pod stwierdzeniami wielu jej działaczy (m.in. Bruno Nieszporka), że Polska "walnie się przyczyniła" do wybuchu II Wojny Światowej? 

 

Zastosowanie słowa "wielu" to zdecydowane nadużycie. Podobne wnioski pojawiły się w publicystyce historycznej kilku autorów, którzy są członkami RAŚ lub deklarują się jako jego sympatycy. Wychodzimy z założenia, że zawarte w nich przemyślenia to prywatna sprawa autorów – przynajmniej tak długo, jak nie posługują się oni RAŚ w celu legitymizacji swoich poglądów lub nie popadają w konflikt z prawem. RAŚ nie zamierza dekretować jedynej słusznej wizji historii, jednak uważa, że regionalną politykę historyczną oprzeć należy na wydarzeniach i osiągnięciach, które mają wymiar uniwersalny i wiążą się z rozwojem cywilizacyjnym Śląska.  

 

RAŚ wielokrotnie posługiwał się określeniem „polskie obozy koncentracyjne” w odniesieniu do czasów po II Wojnie Światowej. Czy nie były to komunistyczne bądź radzieckie obozy koncentracyjne? Władze w Warszawie były wówczas bezwzględnie podporządkowane ZSRR, natomiast prawdziwy rząd RP znajdował się w tamtym czasie w Londynie. Czy to pierwsze określenie nie jest krzywdzące dla milionów Polaków, również ze Śląska, którzy przeżyli ciężkie czasy II Wojny Światowej i zależności od ZSRR? 

 

Określenie to może być uprawnione w odniesieniu do obozów administrowanych przez polski aparat komunistycznej władzy. Polityka narodowej homogenizacji nie została narzucona przez ZSRR, a zdaniem części historyków akceptowana była przez wszystkie liczące się polskie siły polityczne i znaczącą część społeczeństwa. Ponieważ jednak powstanie sieci obozów było ściśle związane z organizacją komunistycznego państwa, bardziej adekwatnym określeniem wydaje się "komunistyczne obozy koncentracyjne" lub "polskie komunistyczne obozy koncentracyjne" (dla odróżnienia od sowieckich, jak np. obóz w Toszku administrowany przez NKWD). 

 

Które siły polityczne? Była tylko jedna siła – PZPR i partie satelickie, bezpośrednio jej podporządkowane. Istniał też Rząd RP na uchodźctwie, ale nie miał on możliwości zadecydowania o niczym. Również społeczeństwo, o którym pan mówi, nie miało możliwości przeciwstawić się temu procederowi, gdyż samo było zniewolone. Kto miał według Pana w takim przypadku stanąć w obronie Ślązaków? 

 

Stanisław Mikołajczyk uciekł z Polski w roku 1947, tymczasem obozy, w których więziono Ślązaków, powstawały już w roku 1945. Problem ten nie był podnoszony przez środowisko PSL. Nie protestowały także środowiska emigracyjne. Ślązacy padli ofiarą akcji "odniemczania", a ta nie budziła kontrowersji w polskim społeczeństwie. Nie było możliwości przeciwdziałania polityce komunistów, ale także – w tym konkretnym przypadku – nie było takiej woli. 

 

Już w 1945 roku Rząd RP na uchodźctwie oświadczył, że ZSRR dokonał „zamachu na suwerenne prawa narodu polskiego”. Po zdradzie aliantów i uznaniu komunistycznego rządu w Warszawie przez USA i Wielką Brytanię, rząd londyński wydał manifest stwierdzający, iż: „Rząd polski oświadcza, że decyzje Konferencji Trzech dotyczące Polski nie mogą być uznane przez rząd polski i nie mogą obowiązywać narodu polskiego.” Nie ma też najmniejszych podstaw do sądzenia, iż społeczeństwo polskie nie chciało pomóc Ślązakom. Każdy bowiem sprzeciwiający się ówczesnej władzy był represjonowany. 

 

Zarówno Polacy, jak i Ślązacy, przeżyli ten sam, ciężki okres dla narodu znad Wisły. Cierpieli wszyscy tak samo: Łemkowie, Kaszubi, Górale i inne mniejszości na terytorium obecnej Polski. Nie możemy znów walczyć ze sobą o przeszłość i oskarżać się wzajemnie o zbrodnie hitleryzmu i stalinizmu. Cóż nam przyjdzie z kilkunastu autonomii, kolejnych setek, jak nie tysięcy posłów, senatorów i urzędników. Wiadomo, że to Ślązacy będą musieli płacić z własnej kieszeni za lokalny parlament i szereg organów administracji w autonomii. Zamiast wydawać miliony złotych na podziały Polski, powinniśmy wspólnie promować kulturę każdego regionu kraju z osobna. Zadbajmy o godną, lepszą przyszłość, bez rozdrapywania starych ran. Bez V rozbioru Polski. Jak mówi znane przysłowie: Ślązacy czarni od węgla i pracy, lecz serca śląskie zawsze szczeropolskie!

Autor Paweł Rogaliński

lip 08 17

 Jacek Tomaszewski, MM Warszawa

Autonomia Śląska, w przyszłości może nawet republika? Takie dążenia przedstawiają wąskie grupy intelektualistów z południowo-zachodniej Polski. Drzemiąc przez wiele lat, separatystyczny Ruch Autonomii Śląska, Młodzież Górnośląska, czy też Śląski Związek Akademicki nie miały możliwości zyskania większego poparcia społecznego. Dziś też go nie mają, ale inteligencji sympatyzującej z tymi organizacjami udało się zwrócić uwagę polityków i mediów na problem tak zwanego „narodu śląskiego".

 

Parlament Show

 

               Aż trudno uwierzyć, ale do poruszenia tematu Śląska znacznie przyczynił się… Donald Tusk. Wszystko zaczęło się od słynnej „łapanki" gwiazd medialnych do startu w wyborach, gdzie partie, jedna przez drugą, prześcigały się w „łowieniu" coraz to kolejnych osobistości za obiecane wcześniej, odpowiednie ustępstwa. Między nowo zdobytymi okazami znaleźli się: zwycięzca Big Brothera – Janusz Dzięcioł, znana kick-bokserka – Iwona Guzowska, dziennikarka Krystyna Bochenek, aktor Tadeusz Ross, czy też były trener reprezentacji Polski – Antoni Piechniczek. Walka między partiami była na tyle zażarta, że podkupywały one od siebie gwiazdy wciąż nowymi argumentami, byle tylko zapełnić swoje listy wyborcze znanymi nazwiskami. Platforma, tracąc już wcześniej Janusza Dzięcioła na rzecz SLD, postanowiła za wszelką cenę zdobyć przewagę liczebną gwiazd w swoich szeregach nad innymi partiami. Według ujawnionego w prasie wywiadu, znany reżyser, Kazimierz Kutz, zobowiązał się do kandydowania z list PO w zamian za obietnicę Tuska do promowania autonomii Śląska. Umowa ustna została zawarta a Kutz został posłem VI kadencji. Teraz piłka jest po stronie premiera.

 

Śląsk, nie Ślůnsk

 

                 Przyglądając się bliżej historii Śląska, możemy bez zawahania powiedzieć, ze jego historia jest co najmniej zawiła. Cały jego obszar należał do Polski już od czasów panowania Mieszka I a potem Bolesława Chrobrego. Następnie przez setki lat był on raz w granicach Rzeczpospolitej, raz znów poza jej obszarem. Po I Wojnie Światowej Ślązacy chcący przynależeć do nowo powstałej II RP wywołali trzy powstania, demonstrując mocarstwom silne związki tego obszaru z naszym krajem. Dzięki nim Rada Ambasadorów wydzieliła granicę polsko-niemiecką z wielką korzyścią dla tych pierwszych. W nagrodę za odwagę Ślązaków i ich przywiązanie do władzy w Warszawie, Sejm Ustawodawczy nadał tym ziemiom szeroko zakrojone wolności, nazywając je Autonomicznym województwem śląskim. Powstał Sejm Śląski, odrębny skarb, organizacja policji czy żandarmerii. Następnie, w czasach realnego socjalizmu, wszelkie separatystyczne dążenia były natychmiast tłumione. Radykalni Ślązacy, dążący do niepodległości bądź autonomii byli aresztowani. Od lat 90-tych, garstka działaczy Ruchu Autonomii Śląskiej wciąż działa, ale bez większego poparcia społecznego.

 

Polityka dewolucji

 

               Dążenia bardzo wąskiej grupy intelektualistów śląskich do uzyskania autonomii mają swoją podstawę. Wraz z coraz większą globalizacją przyszła też moda na promowanie regionów. W ten sposób rozpadły się niemalże wszystkie federacje w Europie Środkowo-Wschodniej, a niedawne autonomie uzyskały niepodległość. Jeszcze niedawno byliśmy świadkami powstania państwa Czarnogóra, a chwilę później Kosowa. Ale problem ten dosięga nie tylko młodych demokracji. Najlepszym przykładem na to jest Wielka Brytania. Podczas wyborów w 1997 roku, Tony Blair, w myśl polityki dewolucji (przekazywania dodatkowych uprawnień organom lokalnym), obiecał złagodzić surową politykę wobec poszczególnych części składowych Zjednoczonego Królestwa. Doprowadził on do referendum, w którym 75% Szkotów opowiedziała się za utworzeniem własnego, szkockiego parlamentu. Ponieważ rok wcześniej Szkoci odzyskali skradziony w XIII wieku przez Anglików legendarny kamień koronacyjny, znów mieli okazję poczuć się zupełnie odrębnym narodem. Tym sposobem w zeszłym roku premier szkockiego parlamentu przedstawił projekt ustawy dotyczącej przeprowadzenia referendum niepodległościowego. Jak widać, mimo, iż Szkoci są odrębnym narodem i posiadają tradycje państwowości, natomiast Ślązacy nie, autonomia w bardzo wielu przypadkach okazuje się pierwszym krokiem do niepodległości. Jak widać, polityka dewolucji nie spełniła swojego zadania i zawiodła.

 

Polska dzielnicowa: Reaktywacja

 

               Autonomia Śląska jest problemem znacznie bardziej złożonym niż może się wydawać. W naszej historii spotkać możemy wiele obszarów, które podobnie jak Śląsk, przez wiele lat cieszyły się autonomią. Były to choćby Wolne Miasto Gdańsk, czy Wolne Miasto Kraków. Co więcej, Polskę zamieszkuje duża ilość mniejszości etnicznych, którym również wypadałoby nadać status autonomii. Są to na przykład Kaszubi, Kurpie, Lasowiacy, Kujawianie, Dobrzynianie, Podlasianie czy Łemkowie. Mając zaś na uwadze fakt, że Ślązacy walczą nie tylko o swoją niezależność, ale też o autonomię każdego regionu Polski, który pragnąłby mieć swój własny parlament, sytuacja, do której dążą, wydaje się makabryczna. Idąc w ślad żądań Ruchu Autonomii Śląska uzyskalibyśmy rozbicie dzielnicowe podobne do tego z XII-XIV wieku. Na szczęście wiele wskazuje na to, że szaleńcze pomysły pozostaną w wąskich kręgach górnośląskich intelektualistów, a szumne plany wprowadzenia w życie przedwojennych podziałów spełzną na niczym.

 

               Podziały Polski nie przyniosą żadnych korzyści, jak niektórzy obiecują. Stworzą tylko kolejne tysiące posad dla urzędników, polityków, następne parlamenty i zażartą walkę wyborczą. Skarb państwa zamiast wydawać pieniądze na sprawy najpilniejsze, takie jak służbę zdrowia, czy szkolnictwo, przeznaczyłoby je na olbrzymią, biurokratyczną sieć urzędów. Pomysł dzielenia Polaków za wszelką cenę nie wydaje się najlepszym rozwiązaniem dla naszego kraju. Jak powiedział przedwojenny polityk, Roman Dmowski:

Jesteśmy różni, pochodzimy z różnych stron Polski, mamy różne zainteresowania, ale łączy nas jeden cel. Cel ten to Ojczyzna.

Autor Paweł Rogaliński

cze 08 07

 Rafał Boczoń, twórca PolishMiniCabs 

Mit o Polakach pracujących na najniższych stanowiskach w Wielkiej Brytanii już dawno został obalony. Nasi rodacy nie tylko pną się po szczeblach kariery w dużych korporacjach, ale coraz więcej z nich zakłada własne firmy. Rozwijając się, tworzą silną konkurencję dla wyspiarskich, drogich usług. Najlepszym przykładem jest Rafał Boczoń, twórca jednej z polskich firm taksówkarskich w Londynie, który zgodził się opowiedzieć o początkach swojego biznesu, który nazwał PolishMiniCabs.

 

Kiedy wyemigrował Pan do Wielkiej Brytanii?

 

Do Wielkiej Brytanii wyjechałem 3 lata temu, 29 marca, w dzień moich urodzin.

 

Skąd pomysł na założenie firmy taksówkarskiej?

Razem z moim przyjacielem, Robertem, z którym znaliśmy się jeszcze na długo przed moim wyjazdem, myśleliśmy już od jakiegoś czasu o założeniu wspólnej firmy. Z racji mojego wykształcenia (informatyka), z początku chciałem założyć kawiarenkę internetową, ale po przemyśleniu zrezygnowałem z tych planów. Ponieważ Robert pracował wówczas jako kierowca firmy taksówkarskiej, postanowiliśmy rozważyć pomysł rozpoczęcia właśnie takiej działalności gospodarczej.

 

Jak szybko zrealizował Pan swój pomysł?

Od podjęcia decyzji o założeniu firmy aż do pierwszego dnia działalności minęło pół roku. Tyle zajęło nam rozpoznanie rynku, zdobycie odpowiednich licencji, jak również przygotowanie strony internetowej (www.PolishMiniCabs.co.uk). Z początkiem tego roku wystartowaliśmy. Pierwsze miesiące są zawsze trudne, ale rozwijamy się i zdobywamy coraz to nowych klientów.

 

Ilu kierowców PolishMiniCabs jeździ po Londynie?

Nasz skład liczy sobie kilkanaście osób.

 

Czy w firmie pracują wyłącznie Polacy?

Wszyscy nasi kierowcy są Polakami. Z racji nazwy jaką przyjęliśmy (Polish MiniCabs) i z racji faktu, że jesteśmy zorientowani na klientów-Polaków. Rzeczywistość jednak pokazuje, że osoby korzystające z naszych usług to zbiór narodowości.

 

O czym nie wolno zapomnieć przy zakładaniu firmy taksówkarskiej?

 

Wszyscy kierowcy muszą posiadać stosowne licencje, które są tutaj wymogiem. Dzięki nim mamy pewność, że współpracujemy z osobami nie karanymi, które zdały test topograficzny, a ich samochody spełniają odpowiednie standardy. Wszystkie taksówki są też ubezpieczone, co chroni mienie naszych pasażerów.

 

Na ile konkurencyjne jest Polish MiniCabs w stosunku do innych firm  taksówkarskich?

Firm tego typu w Londynie jest dużo, więc konkurencja jest dość potężna. Jest wiele firm, które posiadają własne samochody i zatrudniają setki kierowców, ale ich wadą jest wysoka cena. Lokalne taksówki, prowadzone najczęściej przez rodziny hinduskie czy pakistańskie nie mają wysokich standardów, ale są tańsze. My zaś staramy się cenowo dorównywać lokalnym firmom, ale pod względem jakości mamy zamiar znaleźć się w jednym szeregu z tymi największymi.

 

W jaki sposób chce Pan to osiągnąć?

 

W Anglii Polak kojarzy się z ciężko pracującą, odpowiedzialną osobą. Chcemy, aby właśnie tak patrzyli na nas klienci. Punktualność, zadbany samochód oraz dobra znajomość Londynu to nasze najważniejsze atuty, które możemy zagwarantować. Dodatkową zachętą dla rodzimych klientów jest to, ze wszyscy nasi kierowcy mówią po polsku.

 

Jak duży jest obszar działania firmy? Czy jest to wyłącznie Londyn?

Na ten moment obsługujemy transport z i na lotniska. Londyn jest naprawdę bardzo duży i obsługa lokalnych kursów to wyzwanie na przyszłość. Oczywiście zdarza się wykonać kurs do innego miasta, ale skupiamy się teraz głownie na transporcie w mieście.

 

Czy usługi firmy to jedynie przewóz osób, czy również towarów?

Uważam, że najlepiej specjalizować się w jednej dziedzinie. Przewozimy więc wyłącznie ludzi a towary zostawiamy firmom transportowym.

 

Jakie są perspektywy przyszłościowe Polish MiniCabs?

Tak jak już powiedziałem, mamy zamiar zwiększyć udział w rynku zajmującym się transportem na lotniska. W przyszłości chcielibyśmy obsługiwać kursy lokalne, ale to naprawdę duże wyzwanie zważywszy na rozmiary Londynu.

Jakich rad udzieliłby Pan rodakom chcącym również rozwinąć swój własny biznes na Wyspach?

Myślę, ze ludzie dzielą się na tych, którzy chcą pracować dla innych i tych, którzy wolą otworzyć własną działalność. Ja należę do tej drugiej grupy. Ci wszyscy, którzy klasyfikują swoją osobę tam, gdzie ja, wiedzą, że wiąże się to z ryzykiem i ciężką pracą, ale niesie za sobą wolność wyboru i pełną odpowiedzialność za swoje czyny. Jest to bardzo ciekawe przeżycie zwłaszcza, że jesteśmy w obcym kraju. Jednak założenie działalności w Wielkiej Brytanii jest o wiele prostsze niż w Polsce. Można też znacznie więcej zarobić niż w kraju, ale również droga do pieniędzy jest inna niż u nas, głównie ze względu na inny rodzaj gospodarki i odmienną mentalność społeczeństwa. Trzeba więc zdawać sobie sprawę z tych różnic i nauczyć się wykorzystywać je przy prowadzeniu biznesu. Wystarczą trzy elementy: chęć, odwaga i umiejętność szybkiej aklimatyzacji w obcym państwie.

 

 

Jak widać, Polacy za granicą radzą sobie coraz lepiej. Są bardziej pewni siebie, przez co udaje im się więcej osiągnąć. Ważne jest, aby znać swoją wartość i nie pozwolić na zadowolenie się niezbędnym minimum, jakie początkowo proponują Anglicy nowoprzybyłym imigrantom. Gdy postawione przez nas warunki nie zostaną spełnione przez pracodawcę, warto pójść przykładem Rafała Boczonia i założyć własną firmę. Wszystko zaś po to, by być niezależnym i pracować za godziwe pieniądze. Jak mówi znana pieśń: Polak nie sługa, nie zna, co to pany!

Autor Paweł Rogaliński

maj 08 05

   Ewelina Kitlińska, Regional Marketing Manager CEE HAYS Poland

Nasz rodzimy rynek pracy od kilku lat pustoszeje. Najbardziej dotkliwa okazuje się niedostateczna liczba fachowców, którzy w pogoni za pieniądzem wyemigrowali na Zachód. Pozostawione wakaty nie cieszą się dużą popularnością, bo najzwyczajniej nie ma kto się nimi zainteresować. W tej trudnej sytuacji z pomocą Ministerstwu Pracy i Polityki Społecznej przyszły: Brytyjsko Polska Izba Handlowa oraz grupa HAYS, specjalizująca się w doradztwie personalnym. Tworząc program „Wracaj do Polski", starają się one zachęcić rodaków do ponownego podjęcia pracy nad Wisłą. O całym pomyśle i planowanych działaniach opowiada Ewelina Kitlińska, menadżer HAYS Poland.

 

 

Program „Wracaj do Polski" działa już od zeszłego roku i zyskuje coraz to większe: renomę i rozgłos. Proszę powiedzieć, na czym konkretnie polega pomoc emigrantom i pracodawcom w kraju?

 

 

Koncentrujemy się na kilku obszarach pomocy zainteresowanym odbiorcom programu. Przede wszystkim staramy się docierać z różnymi informacjami o obecnym rynku pracy w Polsce do rodaków, którzy wyjechali w momencie, gdy bezrobocie sięgało 20%. Wówczas trudno było znaleźć pracę, wiele osób nie widziało dla siebie perspektyw. Od czasu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej na naszym rynku wiele się zmieniło: nieustannie spada bezrobocie (ostatnie dane z lutego 2008 – ok. 11%), zaczęło też brakować pracowników. Przede wszystkim jednak wzrosły płace, szczególnie w tych branżach, gdzie trudno znaleźć dobrych specjalistów (w szczególności są to: budownictwo, IT, finanse). Ponadto, zainteresowanym przedstawiamy konkretne oferty pracy, nie tylko naszej firmy, ale też firm partnerskich. Prowadzimy liczną korespondencję, starając się rozwiać wszelkie wątpliwości pytających, bądź też kierować ich do odpowiednich organizacji, które potrafiłyby pomóc w konkretnych sprawach. Z kolei pracodawcy mogą dotrzeć ze swoimi ofertami do szerszego grona potencjalnie zainteresowanych powrotem do kraju osób. Proszę pamiętać, że nie docieramy wyłącznie do emigrantów z Wielkiej Brytanii, choć trzeba przyznać, że to największa grupa adresatów działań. Mamy jednak kontakty z ludźmi z całej Europy, czy świata, jak choćby korespondencje z Nowej Zelandii, Kanady, czy USA.

 

 

 Ile firm zgłosiło się do programu?

 

 

Obecnie współpracujemy z kilkoma, natomiast zgłoszeń było kilkanaście i trwają z nimi rozmowy na temat kształtu przyszłej współpracy. Z miesiąca na miesiąc chętnych jednak przybywa.

 

 

Jakie było zainteresowanie zeszłorocznymi Brytyjsko Polskimi Targami Pracy w Londynie? Czy w tym roku również planują Państwo podobną inicjatywę?

 

 

Brytyjsko – Polska Izba Handlowa organizuje cyklicznie takie targi. Było nimi dość duże zainteresowanie. W tym roku również będą organizowane. Najbliższe planowane są na wrzesień w Londynie i północnej Anglii. W Szkocji będą w drugiej połowie roku.

 

 

Jakie argumenty mogą przekonać emigrantów do rezygnacji z ich angielskiej pracy i zatrudnienia się w Polsce a jakie znów pracodawców, by chcieli poszukiwać specjalistów za granicą?

 

 

Po pierwsze – relatywne wynagrodzenia w Polsce zaczynają być takie same jak za granicą, a nawet wyższe. Nominalnie mogą i w wielu wypadkach są mniejsze, ale jeśli porówna się koszty utrzymania w kraju i za granicą, to te ponoszone w Polsce są znacznie niższe. Ponadto złotówka umacnia się względem walut obcych, szczególnie funta i to również powoduje, że kwoty zarabiane na Wyspach zaczynają być mniej atrakcyjne (szczególnie dla tych, którzy myślą o odłożeniu oszczędności za granicą i powrocie z nimi do kraju). Ponadto dla osób planujących założenie własnej działalności gospodarczej jest teraz dobry moment, gdyż powstało wiele programów dofinansowania jej ze środków unijnych.

 

 

Jakie są zasady finansowania programu? Jakie koszty ponosi pracownik, bądź pracodawca korzystający z Państwa pomocy?

 

 

Program jest finansowany przez założycieli: HAYS Poland oraz Brytyjsko – Polską Izbę Handlową. Pracownik, czy zainteresowany kandydat nie ponosi żadnych kosztów udziału w rekrutacji. Pracodawca – koszty zamieszczenia na stronie informacji o swoich ofertach pracy, a jeśli jest to Klient naszej firmy – określone umowami dotyczącymi rekrutacji. Pragnę też zaznaczyć, że nasz program jest niezależny od działań Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. MPiPS jest patronem merytorycznym, natomiast nie jest w żaden sposób związane finansowo z „Wracaj do Polski".

 

 

Na stronie internetowej Polonii "Polska Chata" zamieszczone są informacje o finansowanych przez Europejski Fundusz Społeczny kursach doszkalających. Jakiego rodzaju są to kursy, gdzie się odbywają i kto może z nich skorzystać?

 

 

Jest wiele kursów organizowanych przez różne organizacje, a finansowanych przez Europejski Fundusz Społeczny, jeśli nie w całości, to w 80%. Są one albo adresowane do firm, które mogą wysyłać na nie swoich pracowników, albo są kierowane np. do osób chcących zwiększyć swoją atrakcyjność na rynku pracy. Listę można znaleźć na przykład na stronie: http://www.szkolenia24h.pl/szkolenia_efs.php. To oczywiście przykład; jest ich znacznie więcej.

 

 

Napisali Państwo o swoich sukcesach w "pomocy w drodze powrotnej do kraju". Czy mogłaby Pani rozwinąć ten temat?

 

 

Tygodniowo dostajemy kilkanaście do kilkudziesięciu aplikacji na różne stanowiska lub próśb o rejestrację w naszej bazie. Parędziesiąt osób uczestniczy w procesach rekrutacyjnych do firm w Polsce, kilka z nich zostało już zatrudnionych. Jako przykład, na naszej witrynie internetowej umieściliśmy historię Pana Przemysława Mazura. Można ją przeczytać na stronie pod adresem: http://www.wracajdopolski.pl/index.php?ns_kat=123

 

 

Ile osób udało się dotąd zachęcić do powrotu do kraju?

 

 

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Wciąż wiele osób jest sceptycznych do powrotu – co widać chociażby w wypowiedziach na forum strony lub w naszej korespondencji. Cieszy nas jednak to, że ok. 15-25% osób pisze, że rozważa powrót do ojczyzny. Zakładając, że "zachęconymi" mogą być te osoby, które nam przysłały swoje CV, to jest ich kilkaset, gdyby ten ogół liczyć w inny sposób, to byłoby ich mniej lub więcej, w zależności od kryteriów pomiaru.

 

 

 Dziękuję za rozmowę.

 

 

Dziękuję.

 

 

Program „Wracaj do Polski" został stworzony w momencie, kiedy kraj naprawdę go potrzebuje i jeżeli okaże się skuteczny, może poważnie poprawić sytuację na naszym rynku pracy. Obecnie, olbrzymie sumy dotacji z Unii Europejskiej w dużej mierze przyczyniają się do dynamicznego wzrostu gospodarczego. Wraz z umocnieniem się złotego i spadkiem wartości dolara i funta, praca za granicą przestaje być opłacalna. Miejmy nadzieję, że nasi rodacy szybko to zrozumieją i część z nich wróci do kraju. Skorzystają na tym obie strony – reemigranci z tego powodu, że przy dobrze płatnej pracy znów będą mogli mieszkać z bliskimi, których do tej pory widywali tylko w święta, a Polska dlatego, że tylko z dobrze wykwalifikowaną kadrą możliwy jest dalszy wzrost gospodarczy. A któż jest lepiej wykształcony i bardziej pracowity, jak nie nasi rodacy? Jak mówi przysłowie – Polak potrafi.

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , ,

kwi 08 30

Kiedy słyszymy słowo „terroryzm", kojarzymy je niemal wyłącznie z Osamą ben Ladenem i radykalnymi organizacjami na Bliskim Wschodzie. Warto jednak przypomnieć o nieco innej przestępczości, której działalność do całkiem niedawna mroziła krew w żyłach przeciętnych obywateli.
           

            Jedną z pierwszych lewicowych organizacji terrorystycznych była Narodna Wola (Narodnaja Wola, Wola Ludu), skupiająca rewolucjonistów rosyjskich mających na celu obalić carat w Rosji, rozparcelować ziemię chłopom i rozdać fabryki robotnikom oraz doprowadzić do demokratyzacji kraju przez wybór stałej reprezentacji narodu do rządzenia państwem. Narodna Wola powstała w 1878 roku i zakładała zarówno działalność terrorystyczną, jak i powstanie zbrojne przeciwko władzom. W swoich szeregach skupiała głównie chłopów, robotników i wojskowych. Zbrojnym ramieniem Woli Ludu było kółko w Kronsztadzie[1]. Działania organizacji skupiały się głównie na walce politycznej, w tym zawiązywaniu spisków i prowadzeniu terroru indywidualnego.

 

            Największym dokonaniem Narodnej Woli była seria zamachów na życie cara Aleksandra II Nikołajewicza Romanowa, ostatecznie zakończona sukcesem[2]. Zamach bombowy, w którym zginął władca, został dokonany przez dwóch rewolucjonistów, w tym Polaka – Ignacego Hryniewieckiego. Należy wspomnieć, że Polska była wówczas pod okupacją rosyjską, a polityka carska opierała się na szeroko zakrojonej rusyfikacji podległych jej ziem. Wszystkich uczestników zamachu złapano, a pięciu z nich skazano na powieszenie na Placu Siemionowskim w Petersburgu. Następujące później prześladowania członków organizacji i dogłębne dochodzenie doprowadziło do licznych aresztowań i w konsekwencji do likwidacji Woli Ludu w latach osiemdziesiątych XIX wieku[3].

 

            Inną organizacją terrorystyczną, tym razem powstałą w Urugwaju, jest Tupamaros (Movimiento de Liberación Nacional, National Liberation Army, MLN). Jej początki to lata sześćdziesiąte, gdy prowadziła walkę partyzancką. Ruch nazwany został od inkaskiego bohatera i lidera powstania przeciw Hiszpanom, Tupaca Amaru II, który bronił praw biednych[4]. Organizacja osiągnęła szczyt swojej potęgi w latach 1973 – 1984 za czasów najbardziej uciążliwej wojskowej dyktatury w kraju. Tupamaros początkowo rabowało banki, kluby strzeleckie i tym podobne, następnie zaś rozdawało zrabowane pieniądze biednym. Później posunięto się do bardziej radykalnych czynów, takich jak zbrojna propaganda, porwania i zabójstwa[5].

 

            Szerokim echem odbiły się: uprowadzenie dyrektora banku Pereyra Rebervela i ambasadora Wielkiej Brytanii oraz mord na agencie FBI, Danie Mitrione. Wiele kolejnych porwań doprowadziło do kontrataku armii i Szwadronów Śmierci. Dodatkowo, zdrada jednego z ważniejszych członków ruchu, Tupamaros Héctora Amodio Péreza, doprowadziła do aresztowań i ataków na poszczególnych aktywistów, co rozbiło struktury Tupamaros. Tortury więźniów, wyciek z ruchu ważnych informacji i wojskowe rządy doprowadziły do skutecznego spacyfikowania organizacji. Do dziś jednak istnieją partyzanckie i terrorystyczne tupamaros[6].

 

            Podobną, lecz większą organizacją w Ameryce Południowej jest FARC (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia – Ejército del Pueblo, Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii – Armia Ludowa). Ta najstarsza i największa grupa terrorystyczna w Kolumbii była tworzona w przeciągu dwóch lat: 1964-66 jako zbrojne skrzydło Kolumbijskiej Partii Komunistycznej. Na czele FARC stoi Manuel Marulanda Vélez, zwany też Tirofijo[7]. Ta najlepiej wyszkolona na świecie organizacja partyzancka ma na celu wywołać marksistowską rewolucję i stworzyć społeczeństwo bezklasowe. Prowadzi swego rodzaju wojnę nie tylko z siłami rządowymi, ale i ze związkiem prawicowych organizacji paramilitarnych AUC (Autodefensas Unidas de Colombia, Zjednoczona Samoobrona Kolumbii), który walczy o interesy swoich baronów narkotykowych[8].

 

            FARC stosuje rozmaite metody terrorystyczne, takie jak zamachy bombowe czy morderstwa, natomiast utrzymuje się z porwań dla okupu i sprzedaży narkotyków. Dodatkowo, policja kolumbijska w marcu 2008 roku udowodniła, że organizacja wspierana jest finansowo przez Ekwador i Wenezuelę, które niedługo potem zerwały stosunki dyplomatyczne z Bogotą[9]. W trakcie akcji, której skutki wspomniane są powyżej, oddziały kolumbijskie wkroczyły na teren Ekwadoru, co oficjalnie stało się powodem konfliktu. Kryzys dyplomatyczny zakreśla coraz większy łuk, bowiem już 4 marca polityk kolumbijski Alvaro Uribe wystosował apel do Międzynarodowego Trybunału Karnego o potępienie Hugo Chaveza. Powodem tej prośby miało być oskarżenie go o finansowanie ludobójstwa[10]. Dwa dni później Nikaragua zerwała stosunki dyplomatyczne z Kolumbią[11]. Dzień później przywódcy państw wchodzących w skład Grupy z Rio podali sobie ręce na znak pokoju, lecz jest to jedynie tymczasowe załagodzenie konfliktu[12].

 

          Jednymi z najchętniej atakowanych celów przez Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii są ropociągi, wysadzone w powietrze aż 170 razy wyłącznie w ciągu 2001 roku. Straty wynosiły niemalże pół miliona dolarów, z czego większość poniosła amerykańska firma Occidental Petroleum. FARC jako formę zarobku traktuje ochronę baronów narkotykowych, którzy płacą za ochronę. W ten sposób głównie do USA trafia blisko 700 ton kokainy rocznie. Siły tej organizacji szacowane są na około 9-17 tysięcy bojowników, ale głównie na obszarach wiejskich posiada ona rzesze swoich zwolenników. Potęgę FARC można dostrzec poprzez sam fakt, że kontrolują one około 40% powierzchni kraju. Ponadto są wspierane przez wiele krajów sąsiednich, na przykład Kubę, która udziela Rewolucyjnym Siłom Zbrojnym pomoc medyczną i polityczną[13].

 

            20 października 1970 roku w innej części globu, we Włoszech, powstała kolejna lewacka organizacja terrorystyczna o nazwie Czerwone Brygady. Założona była przez Renato Curcio, Margherite Cagol, Franco Triano, Giorgio Semeria, Corado Simoni z powodu braku skuteczności mniej radykalnych stowarzyszeń tego typu. Za cel postawiono sobie osłabienie i w efekcie doprowadzenie do rozpadu władzy w kraju. Symbolem tej ekstremistycznej organizacji założonej w Mediolanie była pięcioramienna gwiazda i karabin maszynowy. Idea powstania ruchu powstała pod wpływem oddziaływania we Włoszech poglądów Karola Marksa, Che Guevary i Mao Zedonga oraz wydarzeń na świecie: marksizmu chińskiego, działań w Ameryce Łacińskiej i Azji. Głównymi celami ataku organizacji były z początku: policja, wojsko, służby więzienne oraz finansowo-przemysłowa gałąź gospodarki. Po czterech latach działalności zmieniono taktykę i zaczęto dokonywać zamachów na polityków, sędziów i prokuratorów[14].

 

              Czerwone Brygady miały w swoich szeregach około 500 stałych członków, kolejny tysiąc tymczasowych działaczy oraz kilka tysięcy zwolenników. Ci ostatni wspierali organizację nie tylko finansowo, ale często pomagali jej we wszelkiego rodzaju działalności. Najczęstszy obszar działania terrorystów obejmował miasta: Mediolan, Turyn, Genua, Rzym oraz strefę między nimi. Czerwone Brygady współpracowały na szeroką skalę z innymi, pomniejszymi ugrupowaniami tego typu, takimi jak: Zbrojne Komórki Proletariackie (NAP), czy też Pierwsza Linia (PL). Tylko do 1980 roku, czyli zaledwie przez 10 lat działalności organizacji, zamordowanych zostało aż 55 osób[15].

 

            Do najbardziej spektakularnych i odbijających się szerokim echem akcji można zaliczyć porwanie amerykańskiego oficera NATO, J. Doziera, który został jednak uwolniony po czterdziestu dwóch dniach w niewoli. Druga i zarazem najbardziej wyrafinowana akcja to zamach na wielokrotnego premiera i lidera partii chadeckiej, Aldo Moro. Ataku dokonano podczas podróży tego ostatniego do włoskiego parlamentu. Na ulicy, którą jechał Moro, doszło do strzelaniny. Zginęło pięciu ochroniarzy polityka. On sam został siłą wywleczony z pojazdu i wepchnięty do czarnego auta porywaczy, które szybko odjechało z miejsca zdarzenia[16].

 

            Powyższy akt terroru wstrząsnął całymi Włochami, ale mimo to ani partyjni koledzy Aldo Moro ani policja nie uczynili nic, co mogłoby doprowadzić do uwolnienia zakładnika. Przyjęta taktyka „żadnych rozmów z terrorystami" skutkowała w braku podejmowania jakichkolwiek działań. W listach od Aldo Moro z „ludowego więzienia" możemy przeczytać:


 

Czy państwo miałoby upaść dlatego, że jeden jedyny raz przeżyje niewinny człowiek w zamian za to, że inna osoba zamiast do więzienia pójdzie na emigrację[17]? Na tym właśnie, i tylko na tym polega problem

 

 

            Brak jakiejkolwiek reakcji ze strony parlamentu doprowadził do tragedii. Pięćdziesiąt pięć dni po uprowadzeniu polityka, jego ciało, dzięki wskazówkom terrorystów, znaleziono skrępowane w bagażniku taksówki. Były premier został zastrzelony. Jedyny krok, jaki zrobili jego partyjni koledzy, to zamówienie na cztery tygodnie przed śmiercią zakładnika plakatów z napisem: „Aldo Moro zamordowany; on żyje nadal w naszych sercach." Wielu doszukuje się tu spisku władzy ze światem przestępczym w celu wyeliminowania osoby o zbyt dużej wiedzy[18].

 

            Z czasem Czerwone Brygady osłabły. Nowe pokolenie Włochów nie popierało terroryzmu. Wiele mediów uznało organizację za martwą. Nagle, 20 lutego 1999 roku w Rzymie zaatakowano centrolewicowego doradcę ministra pracy, Massimo D'Alema. Zastrzelono go z zimną krwią niedaleko jego kamienicy. 19 marca 2002 roku w taki sam sposób potraktowano centroprawicowego doradcę ministra pracy, Marco Biagi. Zginął tuż przed swoim domem, gdzie czekała na jego powrót rodzina. Nieco wcześniej napisał on list do prefekta Bolonii, w którym czytamy:

 

 

Gdyby cokolwiek mi się przydarzyło, chcę, aby wiedziano, iż bezskutecznie informowałem odpowiednie władze[19]

 

 

            Również w Europie, mniej więcej w tym samym czasie powstała inna, groźna organizacja pod nazwą Frakcja Czerwonej Armii (RAF). Celem, który chciała osiągnąć, było doprowadzenie do upadku „imperialistycznego państwa", czyli Niemiec. Trzon, zarówno ideowy, jak i organizacyjny RAF, stanowiła grupa Baader-Meinhof, która kierowana była przez Andreasa Baadera i Ulrike Meinhof[20]. Organizację tworzyli głównie ludzie młodzi, przeciwstawiający się systemowi kapitalistycznemu, czy wojnie w Wietnamie. Domagali się zaś jawnego zerwania z przeszłością nazistowską. Wystąpienia początkowo organizowano przed Uniwersytetem w Berlinie Zachodnim, postulując dopuszczenie studentów do władz uczelni[21].

 

            Początkiem końca demonstracji było przekształcenie się jednej z nich w nagły wybuch zamieszek, w których zginął Ben Ohnesborg. Student szybko stał się sztandarowym męczennikiem ruchu, a jego towarzysze podjęli decyzję o bardziej agresywnym działaniu. Osoby rządzące nazwano „pokoleniem z Auschwitz", uznano też: „oni mają broń a my nie, musimy się uzbroić". Wtedy też grupa młodych ludzi zacieśniła współpracę tworząc siatkę terrorystyczną. Początkowo planowano kolejne zamieszki i rozboje, następnie bardziej poważne akcje przeciw „imperialistycznemu" uciskowi[22].

 

            Pierwszym atakiem terrorystycznym było podłożenie bomb we frankfurckich domach towarowych. Była  to zemsta za zabicie Ohnesborga. W ciągu dwudziestu czterech godzin od zamachu, sprawcy zostali pojmani i skazani na trzy lata więzienia. Reszta, pod przywództwem Ulrike, wydała manifest o powstaniu siatki terrorystycznej[23]. Wielu członków wyjechało do Jordanii i przeszło kompleksowe przeszkolenie w obozie palestyńskich partyzantów. Gdy wrócili do kraju, napadali na banki, by zyskać fundusze na rozwój RAF. Atakowano obiekty rządowe i podkładano bomby pod korpusy wojskowe USA, by pokazać swój sprzeciw wojnie w Wietnamie. Odpowiedzią na czynną działalność Frakcji Czerwonej Armii była szeroko zakrojona działalność antyterrorystyczna policji zachodnioniemieckiej, co doprowadziło do aresztowania znacznej części organizacji[24].

 

            Kiedy skazanych wtrącono do więzienia, pozostali członkowie grupy postanowili działać. Zajęli budynek ambasady Niemiec w Sztokholmie i wzięli zakładników. Żądano uwolnienia dwudziestu siedmiu[25] więzionych członków grupy. Gdy otrzymali odpowiedź odmowną, zabito dwóch dyplomatów, a cały budynek wysadzono w powietrze. Wybuch bomby był jednak przedwczesny, w wyniku czego zginął jeden[26] terrorysta, a czterech innych złapano i oddano w ręce policji niemieckiej. Dwa lata później, w 1977 roku RAF doprowadził do wielkiego kryzysu w państwie, zwanego też „niemiecką jesienią". Uprowadzono wówczas i zgładzono dużej wagi przemysłowca, Hanns-Martin Schleyer'a, byłego członka NSDAP oraz SS[27].

 

            Coraz to kolejne ataki były jednak paniczną próbą ratowania upadającej siatki terrorystów. Przywódczynię RAF, Ulrike Meinhof, znaleziono w 1976 roku powieszoną w celi w dość niejasnych okolicznościach[28]. Niedługo potem rzekome samobójstwo popełnili inny liderzy ugrupowania: Baader, który zginął od strzału w tył głowy, Jan-Carl Raspe, od postrzelenia w klatkę piersiową oraz Gurdun Ensslin, którą zastano powieszoną na kracie okiennej. Jedyną, którą znaleziono jeszcze żywą, to Irmgard Moller, która miała zadane cztery ciosy nożem w pierś. Warto dodać, iż wszystkie te osoby przebywały wówczas w celach więziennych. Do tej pory nie wiadomo, skąd mogłyby otrzymać broń oraz czy były to samobójstwa, czy też morderstwa[29]. RAF oficjalnie zaprzestała działalności w 1981, zaś samorozwiązanie ogłosiła w 1998 roku. Nazwa organizacji, która siała strach w niemieckim społeczeństwie przez tyle lat, nie była przypadkowa. Nawiązywała ona do innego, słynnego ugrupowania, zwanego Japońską Czerwoną Armią[30].

 

            Ta ostatnia, nosząca skrót JRA, bądź też AIIB (Anti-Imperialist International Brigade), była międzynarodową siatką terrorystyczną przekształconą około roku 1970 z Japońskiej Ligi Komunistycznej. Jej przywódcą była Fusako Shigenobu, która za cel obrała sobie obalenie cesarza Japonii i doprowadzenie do światowej rewolucji[31]. Utworzona organizacja wspierała palestyńską partyzantkę. Szybko utworzyła swoją własną, tajna armię, dzięki której mogła przeprowadzać ataki. Podczas gdy JRA przeprowadziło masakrę na lotnisku w Izraelu w 1972 roku, bratnia jej RAF pomogła palestyńskiemu Czarnemu Wrześniowi w ataku na wioskę olimpijską w Monachium, w wyniku czego zginęli żydowscy sportowcy[32]. Z czasem, sama Fusako ukrywała się w obozach Palestyńczyków. Była kochanką przywódcy Frontu Wyzwolenia Palestyny, George'a Habasha. W 2000 roku aresztowano ją, a organizację rozwiązano[33].

 

            Mniej więcej w tym samym czasie powstała organizacja o podobnym charakterze, lecz w Ameryce Południowej. Był nią Świetlisty Szlak (Sendero Luminoso, Partido Comunista de Perú para el Sendero Luminoso de José Carlos Mariátegui, czyli: Komunistyczna Partia Peru na Świetlistym Szlaku José Carlosa Mariátegui), inaczej zwany Komunistyczną Partią Peru[34] (El Partido Comunista del Perú). Celem siatki przestępczej było i jest obalenie „burżuazyjnej" władzy i zastąpienie jej komunistyczno-rewolucyjnymi rządami chłopskimi. Co ciekawe, organizację założył wykładowca uniwersytecki, Abimael Guzmán, zwany Presidente Gonzalo („Przewodniczący", bądź  „Prezydent" Gonzalo). To jego ideologia stworzyła cel działalności Świetlistego Szlaku. Nauczyciel nazywał siebie „czwartą szpadą marksizmu" i rozpętał najkrwawszą wojnę jaką pamięta współczesne Peru[35].

 

            Pierwsze ataki miały miejsce podczas wyborów w 1980 roku, kiedy to terroryści podjęli decyzję o odrzuceniu udziału w nich i atakowaniu punktów wyborczych. Przez kolejną dekadę, Świetlisty Szlak poprzez „odbudowę partii" i przeniesienie walki ze wsi do miast, znacząco powiększył swą siłę i zasięg wpływów. W jednej z miejscowości spalono karty do głosowania oraz listę wyborców. Z czasem zaczęto atakować cywilów i niszczyć infrastrukturę. Łącznie, z rąk terrorystów zginęło ponad trzydzieści tysięcy ludzi. Momentem porażki dla organizacji był rok 1992, w którym schwytano Guzmána i w krótkim czasie resztę przywódców. Sromotną klęskę Świetlisty Szlak poniósł również w starciach z samoobroną chłopską, Ruchem Rewolucyjnym imienia Tupaca Amaru (MRTA)[36], samoobroną sił zbrojnych campesino oraz legalnie działającymi, lewicowymi partiami w Peru[37].

 

            Osłabiony Świetlisty Szlak działał jednak sporadycznie pod dowództwem Oscara Ramireza Duranda. Dla porównania, podczas gdy w czasach świetności organizacji posiadała ona dwadzieścia pięć tysięcy członków i mogła zmobilizować w chwili zagrożenia do sześćdziesięciu tysięcy uzbrojonych po zęby zwolenników, po aresztowaniu Gonzalo, ich liczba spadła do niecałych siedmiuset osób. Mimo dużego osłabienia, bojownicy nie poddali się i organizowali kolejne zamachy[38]. W 2002 roku siatka przestępcza zabiła dziesięć osób przez wybuch samochodu-pułapki przed ambasadą USA w Limie[39]. Rok później w niewolę wzięto sześćdziesięciu ośmiu pracowników budujących gazociąg między Cuzco i Limę oraz trzech strażników. Po zapłaceniu okupu (bądź też akcji policji)[40], zakładników uwolniono. Niedługo później, siły zbrojne Peru aresztowały wielu członków organizacji i uwolniły dwustu Indian-niewolników, pracujących w ciężkich warunkach dla Świetlistego Szlaku[41].

 

            Mimo, iż grupa przestępcza stopniowo traci swoje dawne siły i wpływy, nadal jest uważana za jedną z największych organizacji tego typu na świecie. Do niemalże całkowitego upadku doprowadziła ją polityka późniejszych przywódców – zaciekła walka i chęć wyniszczenia innych organizacji tego typu (będących głównie antysenderistowskimi marksistami) oraz krwawe masakry wśród ludności cywilnej, które opisał Los Angeles Times: „Powstańcy powiesili kobiety na ścianie i porąbali je nożami i maczetami, po czym podcięli im gardła"[42].

 

            Jednym z największych wrogów Świetlistego Szklaku był Ruch Rewolucyjny im. Tupaca Amaru (Movimiento Revolucionario Tupac Amaru (MRTA), bądź po prostu Tupamaros). Obie organizacje zwalczały się i urządzały wręcz „polowania" na członków swoich ugrupowań[43]. Nie należy ich mylić z organizacją wcześniej wspomnianą, działającą w Urugwaju. MRTA, w przeciwieństwie do Sendero Luminoso, sprzeciwia się centralizmowi socjalistycznemu i promuje oddolne sprawowanie władzy. Obecnie jest kojarzona z ruchem antyglobalistycznym[44].

 

            Organizacją działającą w Hiszpanii, o której warto wspomnieć, jest GRAPO (Grupa Antyfaszystowskiego Oporu imienia  1 Października, Grupos de Resistencia Antifascista Primero de Octubre[45]), która działała jako zbrojne ramię nielegalnej Komunistycznej Partii Hiszpanii za czasów generała Franco[46]. Do najsłynniejszych akcji grupy można zaliczyć podłożenie bomby i w wyniku tego pożar w bazylice w Valle do los Caidos w 1999 roku, w której, jak wiadomo, spoczywa ciało słynnego dyktatora[47]. OD początku swej działalności, organizacja zamordowała ponad osiemdziesiąt osób, w tym sześciu wojskowych i czterdziestu trzech policjantów[48]. Bojownicy GRAPO nie mają szerokiego poparcia społecznego, dlatego też krąży opinia, iż „zabijają, by przetrwać"[49].

 

            Lewicowy terroryzm miał miejsce również w Grecji. Powstała tam organizacja o nazwie 17 listopada. Data ta miała przypominać o krwawo stłumionych zamieszkach wywołanych przez studentów w Atenach w 1973 roku. Twórcą siatki przestępczej był Francuz, student Sorbony urodzony w Paryżu, Aleksandros Giotopoulos. Program 17 listopada był wyraźnie antyamerykański i antyimperialistyczny[50]. Działania grupy opierały się na podkładaniu bomb i zabijaniu wysokich rangą urzędników i wojskowych. Sam Giotopoulos zamordował szefa ateńskiego CIA Richarda Wells'a i to tuż pod jego domem. Do 2000 roku zamachy były przeprowadzane niezwykle często, i były to głównie akcje udane, zaś policja, pomimo szeroko zakrojonego śledztwa, nie mogła w żaden sposób trafić na trop przestępców[51].

 

            Przełomem okazał się być rok 2002, kiedy nieudolnie podłożona bomba raniła jednego z terrorystów. Czterdziestoletni Savas Xiros podczas przesłuchania wyjawił tajemnice 17 listopada. Policja natychmiast aresztowała kilkunastu działaczy organizacji oraz samego Aleksandrosa Giotopoulosa[52]. Znaleziono też magazyny broni ugrupowania. Pomimo wszelkich dalszych działań policji, nie udało się ostatecznie rozbić tej grupy przestępczej. Okazała się ona bardzo mała, lecz i niezwykle niebezpieczna. Zwykło się o niej mówić, że jest „najbardziej tajemniczą organizacją terrorystyczną świata"[53].

 

            Można by wymieniać jeszcze wiele innych, dużych lewicowych ugrupowań terrorystycznych, takich jak: feministyczna Rote Zora, Komórka Antyimperialistyczna w RFN, czy też Rewolucyjna Armia Ludu w Argentynie. Większość tych organizacji ma jednak jedną, wspólną cechę: swoje powstanie miały około roku 1970, rozwój w latach 80-tych, a rozpad, bądź duże osłabienie w latach 90. Obecnie zaś albo już nie istnieją, albo też ich strefy wpływów i liczba zwolenników znacznie się ograniczyła. Jednocześnie zaś, warto zwrócić uwagę, że prawicowych grup przestępczych było i jest równie wiele, o ile nie więcej[54].

 

            Skąd tak intensywny rozwój terroryzmu w jednej chwili? Prawdopodobnie był on spowodowany silną bipolaryzacją świata polityki, czyli innymi słowy Zimną Wojną[55]. Dziś, kiedy tak wyraźny podział nie istnieje, organizacje popierające jedną, bądź drugą stronę, straciły dawne poparcie społeczne. Obecnie, osłabiony terroryzm prawicowy i lewicowy stworzył miejsce dla przestępczych grup etniczno-niepodległościowych  i islamskich, które czując się zagrożone przez większe narody, postanowiły walczyć za swoją kulturę, religię i społeczeństwo[56].

 

 


[1] http://portalwiedzy.onet.pl/9545,,,,narodna_wola,haslo.html, 09.04.2008.

[2] http://pl.wikipedia.org/wiki/Narodna_Wola, 10.04.2008.

[3] http://portalwiedzy.onet.pl/77129,,,,aleksander_ii_nikolajewicz_romanow,haslo.html, 12.04.2008.

[4] http://portalwiedzy.onet.pl/94923,,,,tupamaros,haslo.html, 12.04.2008.

[5] Encyklopedia terroryzmu, pod red. Bożeny Zasiecznej, Warszawa 2004, s. 446-450.

[6] http://www.latinamericanstudies.org/uruguay/tupamaros-uruguay.htm, 12.04.2008.

[7] op.cit., Encyklopedia terroryzmu, s. 426-429.

[8] http://www.terroryzm.com/article/28/Rewolucyjne-Sily-Zbrojne-Kolumbii-FARC.html, 14.04.2008.

[9] http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34225,4985266.html, 14.04.2008.

[10] http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34225,4989531.html, 15.04.2008.

[11] http://news.bbc.co.uk/2/hi/americas/7282336.stm, 15.04.2008.

[12] http://news.bbc.co.uk/2/hi/americas/7284771.stm, 15.04.2008.

[13] Robert M. Barnas, Terroryzm: od Asasynów do Osamy bin Ladena, Wrocław 2001, s. 144-146.

[14] op.cit., Encyklopedia terroryzmu, s. 557-561.

[15] http://portalwiedzy.onet.pl/51569,,,,czerwone_brygady,haslo.html, 18.04.2008.

[16] http://czerwonebrygady.blox.pl/html, 18.04.2008.

[17] Mowa o uwolnieniu pewnej liczby więźniów, czego domagali się terroryści w zamian za uwolnienie Aldo Moro.

[18]http://wiadomosci.polska.pl/kalendarz/kalendarium/article.htm?id=91262, 19.04.2008.

[19] http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34267,946453.html, 20.04.2008.

[20] http://encyklopedia.interia.pl/haslo?hid=74741, 21.04.2008.

[21] op. cit., Robert M. Barnas, Terroryzm…, s. 93-96.

[22] http://alternatywna-biblioteka.piwko.pl/raf.htm, 21.04.2008.

[23] op.cit., Encyklopedia terroryzmu, s. 548-552.

[24] Ibidem.

[25] Źródła nie są zgodne co do liczby więzionych członków RAF: część z nich podaje liczbę 26, inne 27.

[26] W niektórych źródłach jest podane, iż zginęło dwóch terrorystów.

[27] http://www.zgapa.pl/zgapedia/Frakcja_Czerwonej_Armii.html, 21.04.2008.

[28] Pamala L. Griset, Terrorism In perspective, USA 2003, s. 162.

[29] http://www.niemcy-online.pl/komentarze/070205_raf/, 22.04.2008.

[30] op. cit., http://www.zgapa.pl/zgapedia, 22.04.2008.

[31] op.cit., Encyklopedia terroryzmu, s. 564-566.

[32] http://encyklopedia.interia.pl/haslo?hid=74741, 23.04.2008.

[33] op. cit., Robert M. Barnas, Terroryzm…, s. 116-117.

[34] Świetlisty Szlak sam siebie nazywał Komunistyczną Partią Peru. W rzeczywistości był jednak jej zbrojnym ramieniem. Komunistyczna Partia Peru (Bandera Roja – Czerwony Sztandar) sama w 1964 roku oddzieliła się od pierwszej i zarazem głównej Komunistycznej Partii Peru.

[35] http://www.sciaga.pl/tekst/14249-15-organizacje_terrorystyczne_swietlisty_szlak, 24.03.2008.

[36] Nie należy mylić tej organizacji z inną o podobnej nazwie, która działała w Urugwaju i była wspomniana na początku pracy.

[37] http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awietlisty_Szlak, 24.04.2008.

[38] op.cit., Encyklopedia terroryzmu, s. 442-445.

[39] http://news.bbc.co.uk/2/hi/americas/3639041.stm, 24.04.2008.

[40] Sprawa jest niejasna, nie wiadomo w jaki sposób doprowadzono do uwolnienia zakładników.

[41] op. cit., http://www.sciaga.pl/, 24.04.2008.

[42] op. cit., http://pl.wikipedia.org/, 24.04.2008.

[43] op. cit., Robert M. Barnas, Terroryzm…, s. 151-153.

[44] http://www.kurtuluscephesi.com/mrta/mrtatarih.html, 25.04.2008.

[45] http://www.fas.org/irp/world/para/01_oct.htm, 27.04.2008.

[46] http://www.espionageinfo.com/Ep-Fo/First-of-October-Anti-Fascist-Resistance-Group-GRAPO.html, 27.04.2008.

[47] http://www.dziennik.krakow.pl/public/?2005/07.08/Swiat/16/16.html, 27.04.2008.

[48] http://www.rmf.fm/fakty/?id=41542, 27.04.2008.

[49] http://en.wikipedia.org/wiki/Antifascist_Resistance_Groups_October_First, 27.04.2008.

[50] op. cit., Robert M. Barnas, Terroryzm…, s. 144-146.

[51] http://www.grecja.home.pl/17%20November.htm, 27.04.2008.

[52] op.cit., Encyklopedia terroryzmu, s. 165-166.

[53] http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34210,971107.html, 27.04.2008.

[54] Sebastian Wojciechowski, Terrorism as a timeless actor on the international stage, Poznań 2005, s. 5-12.

[55] Tadeusz Wallas, The Power of terrorism, Poznań 2005, s. 7-12.

[56] Jean Baudrillard, Duch terroryzmu, Warszawa 2005, s. 5-39.

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

kwi 08 23


23 kwietnia 1935 roku, równo 73 lata temu, prezydent Ignacy Mościcki z myślą o Józefie Piłsudskim, podpisał Konstytucję kwietniową wprowadzając ustrój prezydencki-autorytarny. Jakie miało to znaczenie dla kraju? Co stało się później? Warto na nowo prześledzić wydarzenia, które miały tak kolosalne znaczenie dla dalszych losów Polski.

 

 

Sytuacja polityczna w Polsce u schyłku życia Józefa Piłsudskiego:

 

            W połowie lat trzydziestych XX wieku wszystko wskazywało na to, że kraj nareszcie zacznie się rozwijać i dążyć w dobrym kierunku. Granice ojczyzny zostały zabezpieczone przed silnymi sąsiadami odpowiednimi układami o nieagresji, gospodarka zaś, będąca jak dotąd w złej kondycji, zaczęła powoli wychodzić z kryzysu ekonomicznego. Jeśli idzie o władzę, ta także się ustabilizowała i wydawała się panować nad sytuacją w kraju, tym bardziej, że ustrój państwa zmienił się znacznie od pierwszych lat niepodległości.

            U schyłku życia Marszałka ustanowiono nową konstytucję. Wprowadzała ona ustrój autorytarny w Polsce, ograniczając jednocześnie demokrację. Na czele państwa stanął prezydent Rzeczypospolitej, mający olbrzymią władzę i zwierzchnictwo m.in. nad parlamentem, rządem, sądami, siłami zbrojnymi i kontrolą państwową, odpowiadał zaś jedynie przed „Bogiem i historią”. Nie ma wątpliwości, co do tego, że stanowisko głowy państwa było stworzone dla jednostki wybitnej o ogromnym autorytecie, takiej jak Piłsudski. Niestety, posada ta była przygotowana już zbyt późno. Olgierd Terlecki podkreśla też, że:


 

Obserwując jego [Piłsudskiego] słabnięcie Mościcki, Sławek, Prystor, Jędrzejewicz (…) uznali za konieczność zmianę na stanowisku premiera; Kozłowskiego nie uważali za człowieka, nadającego się do szefowania rządowi w przypadku śmierci Marszałka. (…) Na fotelu premierowskim (…) zasiadł znowu Sławek[1].

 

            Od przewrotu majowego, stosunki międzynarodowe nie miały się najlepiej, aczkolwiek stopniowo się polepszały. Początkowy konflikt polsko-radziecki stopniowo zanikał. Podpisany później szereg paktów o nieagresji między Polską i ZSRR ocieplił znacząco relacje między tymi państwami.

            Litwa nie była już tak przyjaźnie nastawiona. Występowała na forum międzynarodowym przeciwko Polsce, ale ostatecznie, po dwukrotnych groźbach Piłsudskiego, Litwini nie tylko zaniechali wojny, ale i zapewnili, że chcą utrzymania pokojowych stosunków z ich większym sąsiadem. Skutkowało to jednak pogłębiającą się nieufnością i niechęcią między oboma krajami. Również w przypadku Niemiec sytuacja nie rysowała się szczególnie kolorowo. Dopiero podpisany w 1934 roku polsko-niemiecki pakt o nieagresji miał zapewniać o rozwiązywaniu konfliktów bez użycia przemocy.

 

Geneza i przyczyny rozpadu sanacji: sytuacja polityczna w Polsce:

 

            Śmierć Piłsudskiego w 1935 roku dała początek poważnemu kryzysowi w obozie rządzącym. Był on człowiekiem cieszącym się olbrzymim autorytetem, pomimo wielu niepopularnych posunięć. Marszałek nie zostawił po sobie testamentu politycznego, ale wiadome było, że jego następcą miał zostać Walery Sławek. Był on jednak skutecznie odsuwany od władzy przez część przywódców sanacji. W obozie zapanował zamęt i chaos. Wśród piłsudczyków brakowało wybitnej osobowości, która rządziłaby na wzór Marszałka. Urzędnicy i oficerowie z wielkim trudem osiągali jakikolwiek kompromis, podczas gdy wcześniej posłusznie wykonywali rozkazy Piłsudskiego. Władza, dotychczas skupiona w jednych rękach, została podzielona między przywódców sanacji i sprawowana chaotycznie, bez porozumienia i wspólnego celu. Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych został generał Edward Rydz-Śmigły. Brakowało mu jednak nie tylko doświadczenia Piłsudskiego, ale i choćby części charyzmy swego poprzednika. Ludzie nie darzyli go też takim autorytetem jak Marszałka. Ówczesny polityk(1925-wiceminister SZ, 1936-wiceminister Skarbu), Kajetan Morawski tak opisuje powstałą sytuację:

 

Nastąpiło więc co musiało nastąpić. Dyktatora zastąpili dyktatorzy. (…) Nie mógł Śmigły rozkazywać Beckowi, Mościcki Śmigłemu, Beck Kwiatkowskiemu i tak dalej, na wszystkich szczeblach. Wynikał dziwoląg: państwo autorytarne pozbawione nadrzędnego autorytetu[2].


 

            Dużym problemem dla sanacji stały się też wybory. Obóz pozbawiony swego przywódcy cieszącego się ogromnym autorytetem wśród społeczeństwa, nie mógł być już pewny zwycięstwa, pomimo faktu, iż nowa ordynacja wyborcza stawiała BBWR na lepszej pozycji niż inne partie. Wybory, 8 września 1935 roku, pomimo bardzo niskiej frekwencji wynikającej z braku zaufania do sanacji, wygrał jednak BBWR. Jak już wspomniałem, roszczący sobie prawo do posady prezydenta, ówczesny premier Walery Sławek, spotkał się ze sprzeciwem Ignacego Mościckiego, który nie zamierzał ustąpić ze swojego stanowiska. Z drugiej jednak strony, według Olgierda Terleckiego, Sławek sam zwlekał z przejęciem władzy, podczas gdy początkowo Mościcki był gotów do odejścia, a dopiero później zmienił zdanie. Niezgoda i ambicje obydwu polityków doprowadziły jednak do kolejnego sporu.

            Sam Rydz-Śmigły dostrzegł w konfrontacji między nimi szansę wzmocnienia swojej pozycji. Usunął więc Sławka z funkcji Prezesa Legionistów i zastąpił go pułkownikiem Kocem. Został też mianowany przez prezydenta na Marszałka Polski. Mościcki skłaniał się do przekazania swego stanowiska po skończonej kadencji w 1940 roku właśnie Rydzowi. Spotkało się to jednak z ostrym sprzeciwem posła gen. Żeligowskiego, który nie chciał dopuścić do zbliżenia tych dwóch polityków i „monopolizacji” władzy. Z powodu tego też protestu, został on zmuszony do ustąpienia ze swej funkcji.

            Co więcej, Sławek, nie przeczuwający zbliżenia Rydza z Mościckim, rozwiązał BBWR, tracąc jednocześnie pozycję lidera bloku. Chciał zastąpić go nową organizacją o nazwie POS (Powszechna Organizacja Społeczna), ale marszałek nie widział potrzeby jej powstania. Sytuację tą doskonale oddają słowa Adama Pragiera:

 

 

Sławek rozwiązał BBWR 30 października 1935 roki i przezornie nakazał spalić wszystkie akta. Przeżył jeszcze trzy lata z górą to harakiri polityczne, ale przestał być już czynnym elementem w walce Diadochów[3].


 

            W wyniku wszystkich tych wydarzeń, sanacja uległa silnej polaryzacji i podzieliła się na obozy: prezydenta Mościckiego, Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych (od 11 listopada 1936 roku – marszałka Polski) Rydza-Śmigłego,(który „począł objawiać ochotę do zajęcia miejsca, jakie kiedyś miał Piłsudski”[4]) i niezależnego od nich Ministra Spraw Zagranicznych Becka. Część grupy „pułkowników” wysuwała antydemokratyczne koncepcje dążąc do likwidacji wszystkich partii opozycyjnych i propagowała treści faszystowskie, kult wodzostwa i nietolerancję mniejszości narodowych. Inaczej sprawę postrzegała tak zwana lewica sanacyjna, skłaniająca się ku liberalizmowi i porozumieniu z częścią opozycji(np. SL i PPS) oraz modernizacją przemysłu w Polsce. „Zamek” więc najczęściej kierował sprawami gospodarczymi, a grupa Rydza-Śmigłego – sprawami wewnętrznymi i wojskiem. Adam Pragier opisuje tą sytuację następująco:


 

Były dwa elementy samoistne w tej walce i dwa czy trzy pochodne. Elementami samoistnymi byli prezydent Mościki i gen. Rydz Śmigły, elementami mniej czy bardziej pochodnymi byli Beck, Kwiatkowski i gen. Składowski (następca Kościałowskiego na urzędzie premiera). (…) Dalej rządziło więc nie „prawo”, jak w chwili zwątpienia głosił Sławek, ale triumwirat, Mościcki-Rydz-Beck (…)[5].

 

 

            Pomimo swych porażek, Sławek miał dużo stronników zarówno w obozie rządzącym, jak i wśród opozycji. Popierali go nie tylko wicemarszałek sejmu, Tadeusz Schaetzel, czy były premier Leon Kozłowski, ale także konserwatyści z Arturem Tarnowskim na czele i po części (głównie przez różnice w światopoglądach – Sławek nie podzielał ich nacjonalizmu) „narodowi piłsudczycy” skupieni wokół pisma „Jutro Pracy”. Jak się później okazało, mimo, iż Sławek stracił dużą część swoich wpływów, pozostał na tyle silny, by skutecznie utrudniać pracę swoim przeciwnikom. W tej sytuacji, w maju 1936 roku marszałek i prezydent podjęli decyzję o utworzeniu nowej organizacji politycznej – Obozu Zjednoczenia Narodowego (OZN, potocznie nazywanym „Ozonem”) z Adamem Kocem na czele. Była to organizacja mająca typowo totalitarną strukturę, głosząca ideę silnego państwa i zasadę wodzostwa, gdzie wodzem był w tym przypadku Rydz-Śmigły. OZON był ugrupowaniem silnie nacjonalistycznym, opartym na wzorcach wojskowych. Józef Buszko opisuje Obóz następująco:

 

 

W porównaniu z BBWR program Ozonu był znacznie bardziej zachowawczy i miał strukturę opartą na wzorach organizacji totalitarnych, którą uosabiali m.in. mianowani kierownicy, obowiązani do bezwzględnego posłuszeństwa, do działania na rozkaz (…) Już od chwili swego powstania stał się Ozon terenem ostrych rozgrywek politycznych. Kurs jego kierownictwa na totalizację życia politycznego napotkał zacięty opór całego obozu demokratycznego[6].

 

 

            Następnie powstał też klub parlamentarny OZN, który miał na celu skupienie wszystkich piłsudczyków pod swoim sztandarem. Koncepcja ta spotkała się jednak z kolejną porażką, a to za sprawą oporu wielu zwolenników płk. Walerego Sławka. Ponadto, przyspieszyło to tworzenie się grup opozycyjnych w parlamencie. Do „Ozonu” przystąpiło więc tylko część ugrupowań piłsudczykowskich, tworzących w sumie 1/3 wszystkich parlamentarzystów. W efekcie, silna pozycja Sławka w parlamencie zniszczyła plany Rydza, które miały na celu kontrolę obu izb. Jeszcze przed powstaniem OZN-u, rozeszły się ponadto w parlamencie wieści o rzekomo przygotowywanym przez Rydza-Śmigłego faszystowskim zamachu stanu, który miałby się rozprawić z prezydentem i opozycją. „Ozon” napotkał ponadto wiele innych przeszkód – nie tylko ze strony opozycji, ale również i części sanacji, która utworzona w grupy zwane „zamkową” i „naprawiaczy”, skutecznie sprzeciwiała się totalitarnym działaniom Obozu. W tej sytuacji, Rydz w porozumieniu z Mościckim, przekazał kierownictwo w „Ozonie” bardziej liberalnemu Stanisławowi Skwarczyńskiemu. Nie zapobiegło to jednak wielu kolejnym nieporozumieniom – w samym „Ozonie” doszło do sporu między zwolennikami odwołanego płk Adama Koca, a nowym prezesem Obozu, co jedynie pogorszyło i tak napiętą już sytuację.

            Politykom brakowało wiary w ideę OZN-u, w jednostkę na tyle charyzmatyczną, która skupiłaby wokół siebie wszystkie strony konfliktu i stanęła na czele państwa. Sytuacją potwierdzającą te słowa jest chociażby fakt, iż oficjalnie popierający OZN wicepremier Kwiatkowski, nieoficjalnie prowadził rozmowy z opozycją. Również ugrupowanie „Jutro Pracy”, wchodzące początkowo w skład „Ozonu”, z czasem przeszło do opozycji wobec niego i dołączyło do zwolenników Sławka. Zarysowane jeszcze za czasów Piłsudskiego różnice w kierunkach politycznych działaczy sanacji, teraz uwidoczniły się na tyle wyraźnie, że opinia publiczna śmiało nazywała to zjawisko „dekompozycją” obozu sanacyjnego. Coraz więcej działaczy OZN-u przechodziło do opozycji, przeciwstawiając się faszystowskim dążeniom ich ugrupowania, coraz więcej też przerzedzały się szeregi prorządowych związków zawodowych. Dochodziło też do sytuacji, kiedy to całe organizacje i koła piłsudczyków zaczęły formować opozycję do warstwy rządzącej.

            Kolejne silne starcie ugrupowań politycznych miało miejsce 18 czerwca 1938 roku. Wtedy też, żegnający zmarłego marszałka Sejmu (Stanisława Cara), Tadeusz Schaetzel, solidaryzując się z gen Lucjanem Żeligowskim, zrezygnował w demonstracyjny sposób wraz z sześcioma innymi posłami z członkostwa w Komisji Wojskowej. Jego mowa była silnie nacechowana zarzutami wobec Rydza i stanowiła wyzwanie dla OZN-u. Następnie wybór Walerego Sławka na nowego marszałka Sejmu miał uświadomić Obozowi jego wciąż silną pozycję w państwie. Ponadto, coraz bardziej prawdopodobne stawało się już od dawna planowane narodzenie Powszechnej Organizacji Społecznej, na czele której mógłby stanąć płk Sławek. Prezydent i marszałek dobrze zdawali sobie sprawę, że posiadający tak silne poparcie w Sejmie Walery Sławek może pokrzyżować ich plany. Postanowili więc rozwiązać sejm i rozpisać nowe wybory. Czyniąc to, odwlekli znacznie jego plany i skutecznie pozbawili go tak silnego poparcia, jakim się cieszył. W wyniku swojej porażki, Walery Sławek popełnił samobójstwo strzelając sobie w usta, co wywołało duże poruszenie w całej Rzeczpospolitej. W całym obozie miały miejsce coraz to większe tarcia, które prowadziły do licznych sporów niszczących sanację i kraj od wewnątrz.

            Tuż przed II Wojną Światową doszło do załagodzenia napiętych stosunków między ugrupowaniami. Mimo to, politycy wciąż nie potrafili współpracować w celu wzmocnienia obrony naszego kraju. Prezydent Mościcki wywołał niemalże awanturę swoimi butnymi słowami: „Nam tu na Zamku łydki nie drżą”[7]. W chwili wybuchu II Wojny Światowej, Mościcki i Rydz-Śmigły postanowili mianować jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w Polsce na Generalnego Komisarza Cywilnego przy Naczelnym Wodzu w randze ministra, płk Wacława Kostka-Biernackiego. Mimo, iż wydarzenie to zostało w znacznym stopniu przyćmione przez wybuch wojny, Stanisław Mackiewicz opisuje je następująco:


 

Rydz mianował Kostka ministrem w chwili wybuchu wojny, w tej chwili, kiedy cały naród polski składał na ołtarzu ojczyzny swój patriotyzm, swój entuzjazm, swoje poświęcenie bez granic. W roku 1914 w chwili wybuchu wojny, Wilhelm II powiedział: ‘Nie chcę wiedzieć od tej chwili o żadnych partiach’ i wyciągnął dłoń do socjalisty i republikanina Scheidemanna, Mikołaj II przyjechał do nienawistnej mu Dumy i miał łzy w oczach z rozczulenia. Rydz wyraził swój stosunek do społeczeństwa przez nominację Kostka-Biernackiego kata z Brześcia i Berezy[8].


 

Geneza i przyczyny rozpadu sanacji: Polityka zagraniczna i Józef Beck:

 

            Polityka zagraniczna Polski była prowadzona niemalże zupełnie niezależnie przez ówczesnego MSZ, Józefa Becka. Miał on tyluż zwolenników, co i przeciwników, jak i zresztą znaczna większość polityków z otoczenia Józefa Piłsudskiego. Według Mariana Eckerta, autora Historii politycznej Polski lat 1918-1939,  „Beck uważał się za strażnika myśli politycznej Piłsudskiego, podtrzymywał legendę, iż jest jedynym dyplomatą, któremu Marszałek przekazał wytyczne w sprawie prowadzenia polityki zagranicznej”[9]. Starał się też zachować równowagę w stosunkach między naszymi sąsiadami: ZSRR i Niemcami. Niestety, z biegiem czasu, polityka ta okazała się nieskuteczna. Oskarżany był głównie o prowadzenie polityki proniemieckiej i antyfrancuskiej. Jednak, gdy potęga Niemiec wzrosła, Polska zacieśniła swe więzi z Francją i Anglią. Mimo to, sojusznicy ci nie mieli najmniejszego zamiaru angażować się w napięcia na kontynencie.

             Sam prezydent Ignacy Mościcki miał wypowiedzieć się na temat Becka w sposób następujący: „mamy takiego ministra spraw zagranicznych, że go nam cała Europa zazdrości!”[10] Wszystko wyglądało jednak nieco inaczej. Niemiecka dyplomacja oczerniała Polskę na forum międzynarodowym. Sam Józef Beck nie starał się zbytnio w kreowaniu dobrego wizerunku Rzeczpospolitej. 17 marca 1938 roku przedstawił Litwie ultimatum, w którym zażądał nawiązania stosunków dyplomatycznych pod groźbą użycia środków przymusu. Pomimo tego, że Litwa nawiązała wtedy stosunki z Polską, przeciwko RP wystąpiły: ZSRR i Francja.

            Józef Beck spowodował też włączenie Zaolzia do Polski kosztem Czechosłowacji, tuż przed jej aneksją przez Niemcy, co odbiło się szerokim echem w Europie jako akt brutalnego ataku, a rząd polski w swojej zaborczości został porównany do niemieckiego. Po zajęciu Sudetów, uwaga Niemiec skupiła się na Polsce. Minister spraw zagranicznych Niemiec, Ribbentrop, pomimo wysuniętych żądań w kierunku Polski, zaproponował jej przystąpienie do Paktu Antykominternowskiego. Beck odrzucił propozycję Niemiec i podpisał układy o wzajemnej pomocy militarnej z Francją i Anglią. Przeciwnicy Becka obarczają go o jego twarde stanowisko w stosunku to żądań niemieckich w sprawie Gdańska. W swoim słynnym przemówieniu, 5 maja 1939 roku, Józef Beck miał powiedzieć:

 

 

Słyszę żądanie aneksji Gdańska do Rzeszy, z chwilą, kiedy na naszą propozycję, złożoną dn. 26 marca wspólnego gwarantowania istnienia i praw Wolnego Miasta nie otrzymuję odpowiedzi, a natomiast dowiaduję się następnie, że została ona uznana za odrzucenie rokowań – to muszę sobie postawić pytanie, o co właściwie chodzi? Czy o swobodę ludności niemieckiej Gdańska, która nie jest zagrożona, czy o sprawy prestiżowe, czy też o odepchnięcie Polski od Bałtyku, od którego Polska odepchnąć się nie da! (…)Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor[11].

 

 

Skutki rządów sanacji bez Józefa Piłsudskiego:

 

            Skutków rządów sanacyjnych po śmierci Józefa Piłsudskiego jest wiele, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Po pierwsze, pomimo, iż w Polsce ukształtował się system autorytarny, pozostawił on jednak dużo swobód obywatelskich, działalność partii politycznych, czy też instytucji demokratycznych w kraju. Ponadto, konstytucja kwietniowa ujmowała państwo jako dobro wspólne wszystkich obywateli. Należy też wspomnieć, iż nie doszło do totalizacji życia kraju. Minusami konstytucji były zaś: jednolita i niepodzielna władza prezydenta, oraz popieranie elitaryzmu, który łamał zasadę demokracji. Społeczeństwo coraz krytyczniej też oceniało rząd oraz politykę gospodarczą i społeczną państwa. Zaistniała niespójność władzy była wynikiem odrębnej polityki Mościckiego i Rydza-Śmigłego.

            Nastąpił także duży wzrost wpływu wojska na życie polityczne kraju, nazywane generalicją. Również działalność „Ozonu” miała negatywne skutki, ponieważ szerząc poglądy faszystowskie i lansując hasła wymierzone w mniejszości narodowe, zwiększał on nienawiść tych mniejszości do narodu polskiego. Aparat państwowy nie przeciwstawiał się też na coraz to kolejnym atakom prawicy na mniejszości, na tle narodowościowym bądź religijnym. Dopiero w obliczu zbliżającej się wojny, większa część narodu zapomniała o dawnych sporach i skupiła się na jednym – przygotowaniu obrony kraju. Do dużych plusów sanacji należała za to działalność wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego (później też minister przemysłu i handlu), twórcy Centralnego Okręgu Przemysłowego. Znacznie wzrosła produkcja przemysłowa (od 1935 do 1938 o około 30%) i zapoczątkowano wiele nowych gałęzi wytwórczości. Wzmocniono też potencjał obronny Polski, co skutkowało jednak w zmniejszeniu wzrostu gospodarczego kraju.

            Ponadto, podjęto wiele prób ku zmianie polityki zagranicznej i częściowo się to udało, poprzez podpisanie odpowiednich paktów o nieagresji. Brak elastyczności w stosunkach z Niemcami i ZSRR doprowadził jednak do kolejnego rozbioru Polski. Ówczesna prasa pisała: „Żadnych rozmów, w żadnym trybie, o żadnej granicy Polski, żaden rząd Polski prowadzić z nikim nie będzie”[12]. Czy jednak ta stanowczość była dla Polski korzystna?

 

Podsumowanie i ocena sanacji:

 

            Ciężko oceniać sanację, ze względu na jej dużą kontrowersyjność i mozaikę postaci w niej zawartą. Bilans jej rządów jest też niejednolity. Sam Józef Piłsudski utracił zaufanie do dużej części swoich współpracowników i nie rozstrzygnął jednoznacznie problemu sukcesji. Po jego śmierci, owym współpracownikom zabrakło autorytetu, by wcielić w życie konstytucję kwietniową i w rezultacie, władza, która miała być skupiona w jednych rękach, została podzielona w niekorzystny dla kraju sposób.

            Pozostał więc system wodzowski, który „chwiał się” bez wodza o takiej charyzmie jak Piłsudski. System autorytarny mógł jednak pomóc w realizowaniu danego programu reform, usprawnić działanie instytucji i zwiększyć szybkość reagowania na wydarzenia. Poza tym większość państw europejskich była wówczas krajami autorytarnymi lub totalitarnymi. Wielu też zarzucało nowo obranemu marszałkowi Rydzowi-Śmigłemu porzucenie linii politycznej swego poprzednika.

            Wśród następców Piłsudskiego przeważyła też żądza władzy, która negatywnie odbiła się na kraju. Należy jednak pamiętać, iż nie wszystko malowało się w tak czarnych barwach. W dwudziestoleciu międzywojennym Polska była krajem zniszczonym i mocno zróżnicowanym gospodarczo, potrzebny był więc czas na naprawę kraju. Z drugiej jednak strony zapomniano, że każdy kolejny rok pokoju działał na korzyść Niemiec, których potencjał wojskowy rósł znacznie szybciej niż siły obronne Polski. Pozostają dwa pytania, na które nie jest łatwo udzielić jednoznacznej odpowiedzi: czy te dwadzieścia jeden lat niepodległości zostało dobrze wykorzystane? I po drugie: czy czasu pokoju było dla Polski zbyt dużo, czy też zbyt mało?


[1] Olgierd Terlecki, Z dziejów Drugiej Rzeczypospolitej, Kraków 1985, s. 291-292.

[2] Ibidem, s. 299-300.

[3] Włodzimierz Suleja, Piłsudski i sanacja w oczach przeciwników, Warszawa 1998, s. 205.

[4] Ibidem, s. 206.

[5] Ibidem, s. 206.

[6] Józef Buszko, Historia Polski 1864-1948, Warszawa 1984, s. 323.

[7] Tomasz Serwatka, Historia mało znana, „Gazeta Wolni i Solidarni: Dziennik Polonii w Kanadzie”, 16 październik 2006, <http://www.gazetagazeta.com/artman/publish/article_14972.shtml>.

[8] Włodzimierz Suleja, op. cit., s. 263.

[9] Marian Eckert, Historia polityczna Polski lat 1918-1939, Warszawa 1985, s. 148.

[10] Tomasz Serwatka, op. cit., <http://www.gazetagazeta.com/artman/publish/article_14972.shtml>.

[11] Wikipedia Wolna Encyklopedia, Józef Beck, 13 listopada 2006, <http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Beck>.

[12] Cezary Frąc, Rządy sanacji, „Życie Świata: Dzieje Świata”, Poznań 2000, nr 151.

Autor Paweł Rogaliński

kwi 08 13

 <WSPÓŁAUTOREM PONIŻSZEGO ARTYKUŁU JEST MGR MONIKA ROGALIŃSKA>

 

 

 

Anglicy pokochali jedzenie z Polski! Coraz więcej z nich zakłada sklepy wyłącznie z produktami znad Wisły. A klienci to nie tylko Polacy…

 

 

Tuż za polską falą emigracji podążyły nasze rodzime produkty. Dość dużo jest mowy o „polskich półkach” w supermarketach, czy też nowo otwartych firmach naszych rodaków, promujących kulturę i tradycję wprost z RP. Czy jednak rodowity Brytyjczyk jest w stanie prowadzić „Polską Spiżarnię”, sprzedając nasze produkty nie tylko emigrantom, ale i Anglikom, którym zasmakowała środkowoeuropejska żywność? Dowodem na to jest Geoff Wood, który opowiada o swoim pomyśle stworzenia właśnie takiego sklepu.

 

Geoff, skąd pomysł na otwarcie sklepu z polską żywnością?

 

Od ponad dwudziestu lat prowadzę firmę sprzątającą. Pracujemy dzień w dzień, czyszcząc powierzchnie biurowe w okolicznych przedsiębiorstwach. Zatrudniam około czterdziestu pracowników, którzy codziennie odwiedzają naszych klientów i pomagają im doprowadzić ich biura do porządku. Zajmuję się też zaopatrywaniem pobliskich firm w niezbędne środki czystości, takie jak papier toaletowy, ręczniki papierowe, mydło w płynie, czy też płyn do podłóg. Przez ostatnie pięć lat zatrudniłem wielu Polaków, z którymi zdążyłem się zaprzyjaźnić. Kiedy rozmawiałem z nimi, skarżyli się, że jedną z największych przyczyn tęsknoty za ich krajem jest brak tradycyjnego, polskiego jedzenia. Ponieważ posiadam sklep w centrum miasta Braintree, pomyślałem, że mógłbym pomóc osobom znad Wisły odnaleźć w Anglii choć cząstkę Polski, której im tak bardzo brakuje. Otworzyłem więc „Polską Spiżarnię” w maju zeszłego roku.

 

Jak wielu jest Polaków w Braintree?

 

Sądzę, że około dwa tysiące osób z RP mieszka tu na stałe, lub przynajmniej na rok, dwa. Pracują tu, podejmują też studia. Trzeba przyznać, że są jednymi z najlepszych pracowników, dlatego nie mają problemów ze znalezieniem posady dla siebie. To właśnie moi pracownicy pomogli mi najbardziej w otwarciu sklepu. Ich porady były dla mnie wówczas bezcenne.

 

Kim są Twoi klienci? Czy to wyłącznie Polacy, czy też może i Anglicy?

 

Z początku miałem wielką nadzieję na zyskanie klientów głównie wśród Polaków. Później jednak okazało się, że nie tylko oni są zainteresowani produktami z Europy Środkowo-Wschodniej. Większość, rzecz jasna, stanowią Polacy i jest ich około 75%. Ale już co piąty nasz klient to Brytyjczyk, a co dwudziesty to cudzoziemiec ze Wschodu.

 

Czy próbowałeś polskich potraw?

 

Tak, często jem polskie jedzenie.

 

Co o nim myślisz? Czy jest podobne do angielskiego?

 

Polska żywność jest znacznie zdrowsza od Brytyjskiej. Dużo w niej warzyw, sałatek… Anglicy wolą kupować gotowe jedzenie, które jest niezdrowe i dużo starsze od tego przyrządzanego przez Polaków w domach.

 

A które polskie produkty sprzedają się najlepiej?

 

Są to głównie ogórki kiszone, różnego rodzaju wędliny oraz soki, które znacznie różnią się w smaku od miejscowych.

 

Który produkt znad Wisły Anglicy cenią sobie najbardziej?

 

Anglicy kupują głównie kiełbasy i mięso z Polski. Cenią je znacznie bardziej od angielskiego.

 

Produkty, które sprzedajesz, są bardzo dobrej jakości. Skąd wiesz, które z nich importować? Czy w wyborze pomagają Ci pracownicy z Polski, czy też sami klienci proszą o sprowadzenie ich ulubionych artykułów żywnościowych?

 

Pomagają i jedni i drudzy. Dlatego też oferujemy produkty najbardziej renomowanych marek, takich jak: wędliny z Sokołowa, dania mięsne Pudliszek, soki Kubuś i Tymbark. Gdy tylko któryś w klientów pyta o produkt, którego nie mamy w asortymencie, natychmiast staramy się go sprowadzić.

 

Nie boisz się, że supermarkety mogą zaoferować większą gamę produktów z Polski?

 

Działamy już od roku. Mamy naszych stałych klientów. Co więcej, sprzedaż jest bardzo duża. Wielkie supermarkety nie stanowią dla nas konkurencji, bowiem oferują głównie mały asortyment tanich, ale jednocześnie słabej jakości produktów. Czasami myślę, że pewna część Polaków pracujących w Wielkiej Brytanii robi zakupy w tańszych supermarketach, co jest spowodowane chęcią oszczędzania zarobionych tu pieniędzy. Tuż po otwarciu „Spiżarni” nie sprzedawaliśmy piwa, czy wódki i wielu Polaków narzekało, że brak ich w naszym sklepie. Teraz, kiedy oferujemy również wyroby alkoholowe, to sięgają po nie głównie moi rodacy. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony ze sklepu i kto wie, być może w niedalekiej przyszłości otworzę kolejny punkt „Polskiej Spiżarni”?

 

Dziękuję za rozmowę.

 

            Polacy na emigracji nareszcie zyskali możliwość kupienia swoich ulubionych, polskich produktów. Wracając z pracy, będą mogli liczyć na taki sam posiłek, jak w ich rodzinnych stronach. Pijąc zsiadłe mleko i zajadając kiszone ogórki poczują się jak w Polsce. W domowym zaciszu pozwolą sobie na chwilę zapomnienia. Anglicy zaś wreszcie spróbują to, co przez wieki tracili. Ich kuchnia, niezbyt dobra, nie może się równać z daniami z naszego kraju. Teraz Wyspiarze będą mogli zasmakować choć części naszych rodzimych produktów znad Wisły. Ale na schabowego i pierogi muszą jeszcze trochę poczekać…

 

 ————————————————————————————

ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W CZASOPIŚMIE „RYNKI ZAGRANICZNE”

Autor Paweł Rogaliński

kwi 08 02

 

Powyższe słowa przedwojennego poety, Karola Irzykowskiego, doskonale odwzorowują obecną scenę polityczną. Nie dzieje się nic. Świat polityki zamarł w bezruchu tuż po wyborach w 2007 roku. Ostatnie komentarze na blogach znanych polityków pochodzą jeszcze z października i opisują przyczyny takiego, a nie innego losu rzeczy. Spektakularne afery z czasów rządów SLD i PiS nie mają już dziś miejsca, pozostały jedynie drobne zgrzyty na linii prezydent-premier. Platforma postawiła wszystko na wyciszenie wiru awantur, który powstał w ciągu ostatnich kilku lat. I chcąc, nie chcąc, opozycja jej w tym pomaga, bo ona także straciła swe bojowe nastawienie.

 

„Jak najgorzej czynić, byle pięknie mówić – taki krój zepsowanej teraz polityki"

            Zamrożona sytuacja sprzed wyborów tylko wspomaga Platformę, bo jej wyborcy, z powodu braku rozczarowania zwycięzcą, wciąż go popierają. W dodatku, moment ten stopniowo marginalizuje przegranych. Ciężko tu mówić o LPR i Samoobronie, gdyż oni nie mają możliwości zaistnieć na scenie politycznej w ciągu najbliższych kilu lat.

            Warto jednak wspomnieć o Lewicy i Demokratach, których losy właśnie się ważą. Skostniali w swych strukturach, sparaliżowani panicznym strachem, nie mają pojęcia co począć. Szybkie, sztuczne i nerwowe ruchy niczym drgawki, takie jak nieoczekiwane otwarcie się na Zielonych (za czym idzie nagła troska o środowisko naturalne), czy też „aksamitny rozwód" z kozłem ofiarnym lewicy, Demokratami.pl, jedynie pogarszają sytuację.

           – Jeśli LiD chce wygrywać wybory, musi otworzyć drzwi i okna, i wpuścić trochę świeżego powietrza i świeżej krwi, aby jak najwięcej nowych środowisk pozyskać – stwierdził sekretarz generalny SLD, Grzegorz Napieralski. Ale na tym się skończyło. Struktury, od dawna zastałe, nie mają najmniejszej ochoty zmieniać swych starych, zasłużonych działaczy na nowych, młodych. Tym bardziej teraz, kiedy ich koalicja jest w opałach i być może obecna kadencja jest jej ostatnią.

 

„W polityce liczy się to, co liczy się dla wyborców"

 

            Prawo i Sprawiedliwość, które również umarło, lecz tym razem ideologicznie, pogrąża się z dnia na dzień. Starając się skontrastować z poglądami Platformy, PiS coraz bardziej „wędruje" w prawą stronę, radykalizując swoje poglądy. Każdy atak na PO raz za razem okazuje się porażką. Dlatego też elektorat prawicy chudnie w oczach.

            Jacek Kurski dostrzegł klęskę swojej partii – Na porażkę PiS-u w tych wyborach złożyło się kilka przyczyn. Między innymi zmasowany atak szerokiego frontu. (…) Są również przyczyny wewnętrzne, które zdecydowały o przegranej, ale umówiliśmy się w partii, że dla dobra PiS-u, nie będziemy wypowiadać się publicznie w tej sprawie – wyznaje poseł.

            Partia Kaczyńskich najzwyczajniej straciła pomysł na własne miejsce w polityce. Żona prezydenta, Maria, wielokrotnie opowiadała się za bardziej liberalnym stosunkiem do zapłodnienia in vitro oraz aborcji. Spowodowało to odcięcie się od Radia Maryja i środowisk jej pokrewnych. Obecnie PiS jest zawieszone w niebycie między Platformą a mediami ojca Rydzyka i z sekundy na sekundę traci kolejnych swych zwolenników.

 

Prowadzenie spraw publicznych dla prywatnych korzyści"

            PSL – partia, która tak jak LiD osiągnęła swoisty sukces w porażce. Sztucznie wypromowana przez Platformę, osiągnęła całkiem zadowalający wynik. Dodatkowo, wielkie obietnice przed wyborami mogą obrócić się w małe efekty rządzenia, jak za każdym kolejnym razem zajmowania przez tą partię ważnych stanowisk w rządzie.

           Dodatkowo, i tak cichą już PO, Stronnictwo Ludowe uzupełnia o całkowitą bezideowość. Jako partia obrotowa, chętna jest do współrządzenia z każdym i wszędzie. Była już w koalicji z SLD, chciała być z PiS, a współrządzi z PO. Nie ważny jest towarzysz. Najważniejsze są zajmowane stanowiska. I to nazywa się polityka…

           

„Politycy mają skłonność do myślenia o następnych wyborach, a nie o następnym pokoleniu"

 

           Na deser – partia najbardziej kochana przez wyborców. Czy zrobiła i ile, ocenimy w przyszłości. Natomiast jedno trzeba przyznać – w swoim spokoju Platforma jest oryginalna, tworzy swego rodzaju charakter, który przypadł do gustu lwiej części Polaków. Z jednoznaczną oceną należy poczekać jednak na kres ich rządów. Wtedy to społeczeństwo wyliczy partię z ilości kilometrów zbudowanych autostrad, jakości przygotowań na Euro 2012, Traktatu Lizbońskiego, stanu gospodarki i grubości naszych portfeli.

           Na razie jednak może się wydawać, że politycy Platformy uważają bardziej na opinię publiczną, niż na pracę, którą mają do wykonania. Najwięcej uwagi skupiają na dobrych stosunkach z mediami, mało zaś myślą o wprowadzaniu ważnych dla kraju reform. Stąd też brak konkretnych działań w związku z dywersyfikacją dostaw ropy naftowej i gazu ziemnego, czy ochroną środowiska naturalnego. Ale jak rzekł Harold Nicholson – prawdziwa władza stara się o to, by nie wpadać w oczy. I miał rację.

           Szanowni panowie politycy – karty są już dość potasowane a licytacja dawno dobiegła końca. Czas rozpocząć tę grę, by pokazać wyborcom jak wiele można ugrać w tym rozdaniu.

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , ,

Strony: Poprzednia 1 2 3 ...43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 Następna