Strony: Poprzednia 1 2 3 ...43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 Następna
wrz 08 11

Romowie, będący obok Żydów drugim wyklętym narodem Europy, zmagają się od setek już lat z powszechnym antycyganizmem. Choć jak każda inna nacja, mają swoje grzechy, należy położyć kres rasizmowi, tak powszechnemu w Niemczech, Rosji, Polsce, jak i innych krajach starego kontynentu. Już czas zakopać topór wojenny i zapomnieć o wynikłych z historii uprzedzeniach. Dla Unii Europejskiej ciągłym wyzwaniem jest walka z powszechną dyskryminacją. W XXI wieku stary kontynent powinien dawać przykład tolerancji i przyjaźni w wielokulturowym świecie.

Źródło: http://d.wiadomosci24.pl
Dziś niechętnie mówią o sobie „Cyganie”. Wolą stosunkowo niedawno powstałe określenie „Romowie”. I nie z powodu, że pierwsza z nazw obejmuje także inne grupy etniczne, jak choćby: Sintów, Egipcjan Bałkańskich czy Aszkalów. Jak mówi sekretarz Związku Romów Polskich, Joanna Chojnacka: „Cygan kojarzy się źle, ponieważ jest wiele powiedzeń typu: leniwy jak Cygan, bądź: Cygan nie sieje, Cygan nie orze, gdzie okiem spojrzy Cygana zboże, ale także cyganić, włóczyć się jak Cygan i tym podobne. Nadal w użytku są określenia: cygańska muzyka, cygańska noc, cygański festiwal, ale dla nas Rom brzmi lepiej”.

 

 

            Aby potwierdzić skalę dyskryminacji mniejszości etnicznych w Polsce, nie trzeba długo szukać. Bożena, 56-letnia mieszkanka Łodzi, opisując swoje nastawienie do Romów, stwierdziła: „Kiedy mieszkałam z rodzicami na wsi, Cyganie jeździli w taborach po okolicy. Myli się w rzece, kradli nam kury, sprzedawali też różne przedmioty. Nie dziwię się, że część z nich dorobiła się takiego majątku! A Polacy jak byli biedni, tak nadal są!” Uprzedzenia z dawnych lat, wciąż żywe i trwałe w opinii publicznej, nie pozwalają na spokojne życie nie tylko dorosłym Romom, ale również ich dzieciom.

 

            Joanna Chojnacka, zapytana o wykształcenie cygańskiej młodzieży, oświadczyła, iż „większość Romów wysyła dzieci przynajmniej do szkoły podstawowej. Na tym etapie większość dziewczynek kończy edukację, natomiast coraz większy procent chłopców kontynuuje naukę. W szkołach, gdzie „obcych” jest najwięcej, dyrekcje szkół praktykują segregację rasową i tworzą odrębne klasy dla romskich dzieci. Tegoroczny zakaz podobnych praktyk zlikwiduje w ciągu kolejnych dwóch lat szkolny apartheid. Co więcej, Ministerstwo Edukacji Narodowej zakaże też zsyłania takiej młodzieży do szkół specjalnych wyłącznie z powodu jej słabej znajomości języka polskiego.

 

            Odnośnie wyższych uczelni, pani sekretarz ZRP poinformowała, że stowarzyszenie, w którym pracuje „wypłaca stypendia 53 studentom. Jest to więc bardzo znikoma ilość, a osoby te pochodzą głównie z małżeństw mieszanych, polsko-romskich”. Poza tymi nielicznymi przypadkami, przytłaczająca większość, tuż po kilkuletniej nauce, trudni się rzemiosłem, handlem, bądź rozrywką. W ostateczności pozostają bezrobotni. W wyniku takiego stanu rzeczy 75% Polaków ankietowanych przez CBOS, uznało, że gdyby Romowie zaczęli naprawdę pracować, zniknęłyby ich problemy, a co za tym idzie, być może również dyskryminacja. Opinia naszych rodaków na pierwszy rzut oka wydaje się słuszna, ale wynika ona z nieznajomości cygańskich tradycji i obyczajów.

 

            Antycyganizm ma swoje podłoże również w stosunkowo małej asymilacji tej mniejszości z ogółem społeczeństwa. Dziś zmiany postępują nieco szybciej, ale jak mówi Joanna Chojnacka „integracja Romów zależy od miejsca ich zamieszkania. Jeżeli żyją oni w skupiskach, jak w Małopolsce, dyfuzja kulturowa jest słaba, jeżeli zaś w miastach pomiędzy rodzinami polskimi, wtedy w jakimś stopniu starają się asymilować ze światem zewnętrznym”. Najbardziej wpływowym czynnikiem homogenizującym społeczności w dzisiejszych czasach jest jednak szeroko pojęta popkultura, wypierająca tradycje i język mniejszości. 

 

           Nadal istnieje też dyskryminacja w tak zwanych „białych rękawiczkach”: proste dla Polaka formalności urzędowe, dla Roma potrafią być nie lada wyzwaniem. Jest to spowodowane głównie uprzedzeniem do mniejszości etnicznych, co skutecznie utrudnia im ich życie codzienne. Utarte w świadomości społeczeństwa stereotypy na co dzień zmuszają Romów do borykania się z tysiącami problemów, przejawami niechęci i podejrzliwości. Wciąż żywe są przysłowia: „Ucieka jak Cygan na kradzionym koniu”, bądź „Cygan raz w życiu mówi prawdę, a i to skłamie”. I nawet, jeśli władze dostatecznie będą zwalczać rasizm w kraju, znane powiedzenia będą żywe przez kolejne dziesiątki, jak nie setki lat.

 

Ksenofobia, tak bardzo godząca w mniejszości etniczne w Polsce, ma jednak swoje historyczne podłoże. Polacy, jako naród ciemiężony przez wiele lat, nauczyli się żyć w ciężkich warunkach i liczyć tylko na siebie. Dodatkowo, blisko czterdzieści lat realnego socjalizmu wpoiło w naszych rodaków urazę do klas najbogatszych i najbiedniejszych. A Romowie, jak na nieszczęście, zajmują w większości jedną lub drugą wspomnianą pozycję w hierarchii społecznej. Wedle słów bohatera powieści brazylijskiego pisarza, Paulo Coelho: „Jeśli spytacie kogokolwiek, co sądzi o Cyganach, odpowie bez namysłu: To złodzieje i oszuści. Choćbyśmy jak najusilniej próbowali wieść normalne życie, choćbyśmy osiedlali się na stałe w jednym miejscu, nosili przy sobie dowody osobiste, na rasizm nie ma lekarstwa”. I oby się mylił.

———————–
ARTYKUŁ ZOSTAŁ NAGRODZONY W KONKURSIE ORGANIZOWANYM PRZEZ UNIĘ EUROPEJSKĄ. WIĘCEJ INFORMACJI TUTAJ
————————
Powyższy artykuł można przeczytać także w:
POLISH ZONE, 09.2008, strona 8-9.
( http://www.polishzone.co.uk/uploaded/Polish%20Zone%20Issue%2012%20Online.pdf )

Autor Paweł Rogaliński

wrz 08 05

  Postrzegamy ich jako jedynych „cywilizowanych" strażników świata, pilnujących globalnej demokracji, wszelkich cnót, uczciwości i rządów prawa. Mowa o dwóch mocarstwach: młodych, potężnych Stanach Zjednoczonych i ich starej już, ale wciąż silnej „matce" – Wielkiej Brytanii. Za pomocą mass mediów i powszechności kultury państw anglojęzycznych na innych kontynentach, kraje te kreują wizerunek swej polityki jako wieczną walkę o sprawiedliwość. Tymczasem kierują nimi głównie własne interesy prowadzone na granicy prawa. Wobec tego, jaką politykę zagraniczną powinna prowadzić Polska? „Twardą" i nieustępliwą, czy raczej „miękką", stawiającą nasz kraj w roli klakiera?

             Politycy amerykańscy już nieraz pokazali, że prowadzą podwójną politykę – oficjalną, aby zadowolić opinię publiczną oraz tajną do osiągania własnych celów. Po krwawej wojnie na Bałkanach, siły międzynarodowe postanowiły ukarać największych ludobójców i zbrodniarzy wojennych. Jednym z nich był Radovan Karadzić, prezydent Serbskiej Republiki Bośni i Hercegowiny. Aby nie dopuścić do dalszej eskalacji konfliktu, USA zawarło ze zbrodniarzem umowę, która gwarantowała mu wolność, byle tylko zniknął z polityki i usunął się w cień. Jednocześnie zaś, aby nikt nie posądził supermocarstwa o haniebne układy z ludobójcami, Stany Zjednoczone oficjalnie wyznaczyły nagrodę 5 mln dolarów za schwytanie Karadzicia i jego współpracownika, Ratko Mladicia. Bill Clinton z dumą powiedział, że „USA i sojusznicy przeciwstawili się etnicznym czystkom w Bośni i Kosowie, ten wiek nie kończy się więc nutą rozpaczy. Byłoby tak, gdybyśmy wiedzieli, że niewinni mężczyźni, kobiety i dzieci żyjące u granic państw NATO są wypędzani i mordowani tylko za to, że inaczej czczą Boga". Teraz, gdy emocje opadły, a Karadzić został schwytany i postawiony przed sąd, tajne układy z USA wyszły na jaw. Nic to jednak nie zmieni – Richard Holbrook, który miał również podpisać umowę i reprezentował w niej stronę amerykańską, wszystkiemu zaprzeczył: „dlaczego ktokolwiek miałby wierzyć zbrodniarzowi wojennemu"?

             Polityka Stanów i Wysp Brytyjskich zaważyła swojego czasu również na losach Polski. Podczas konferencji teherańskiej w 1943 roku, gdzie obradowali: Roosevelt, Churchill i Stalin, uzgodnili oni znaczne zmniejszenie obszaru Rzeczpospolitej i de facto oddanie jej pod „opiekę" ZSRR. Ten pierwszy powiedział nawet: „Nie dbam o to, czy kraje sąsiadujące z Rosją zostaną skomunizowane". Aby jednak prezydent USA nie stracił głosów Polonii w nadchodzących wyborach, utajniono ustalenia w tej kwestii. Na kolejnej konferencji, w Jałcie, oficjalnie „sprzedano" nasz kraj, będący sojusznikiem aliantów. Ale dwa mocarstwa nie potrzebowały już pomocy, w końcu były głównymi wygranymi w tej wojnie. Kiedy generał Anders zarzucił Churchillowi zdradę Polski, ten odpowiedział: „Mamy dzisiaj dość wojska i waszej pomocy nie potrzebujemy. Może pan swoje dywizje zabrać". Polityka uległości wobec Zachodu okazała się zgubna. Po haniebnych układach z tyranem i ludobójcą, Stalinem, nad Wisłą zapanował wyniszczający, kilkudziesięcioletni okres realnego socjalizmu. Obecnie, Izba Reprezentantów Kongresu USA wezwała rząd RP do „natychmiastowego uchwalenia" ustawy, która zapewniałaby zwrot lub rekompensatę w dużej części żydowskiego mienia zawłaszczonego w czasach nazistowskich i komunistycznych. Również znana na Wyspach Brytyjskich działaczka, baronesa Ruth Deetch poparła zdanie USA i skrytykowała Polskę za nie wypłacenie odszkodowań poszkodowanym Żydom.

             Atak na Polskę ze strony Stanów Zjednoczonych wywołał oburzenie wielu polityków. Zbigniew Girzyński, poseł na Sejm RP, stwierdził, iż jest to „dokończenie Jałty". I nie ma się czemu dziwić – przecież głównym poszkodowanym w tamtych czasach było właśnie Państwo Polskie, nie może więc poczuwać się do odpowiedzialności za zbrodnie hitlerowskie i stalinowskie. Tym bardziej, że wówczas USA i Wielka Brytania nie miały odwagi wspomnieć o odszkodowaniach za zawłaszczone przez komunistów majątki, bo ZSRR było potęgą, której nie można było drażnić. Nawet dziś, kiedy mowa o wynagrodzeniu Rzeczpospolitej za instalację tarczy antyrakietowej, Amerykanie twierdzą, że nie jest ono nam potrzebne. Stwierdzili, że drogi sprzęt do obrony kraju jest zbędny, gdyż i tak Polska nie zdołałaby odeprzeć ataku na przykład ze strony Rosji. Narastająca od kilkudziesięciu lat duma narodowa mocarstw zachodnich sięgnęła już niemal zenitu. Wylewny jingoizm, czyli angielska forma nacjonalizmu, tak powszechna w Stanach, jak i na Wyspach, ujawnia się chociażby w słowach George W. Busha: „Nasz naród został wybrany przez Boga, wyznaczony przez historię, aby być wzorem dla świata". Pomimo tych słów, prezydent USA był na otwarciu Igrzysk Olimpijskich w komunistycznym Pekinie, gdzie wszelka opozycja polityczna jest bezlitośnie tłumiona, a w Tybecie notorycznie łamane są prawa człowieka.

W czasach, kiedy interesy dominują nad realną walką o sprawiedliwość, Polska ma nie lada wyzwanie, by prowadzić odpowiednią politykę zagraniczną. Historia nauczyła nas, że Stany i „Anglia nie mają wiecznych wrogów ani wiecznych przyjaciół, mają tylko wieczne interesy". Dlatego też stosunki z tymi państwami powinny być dobrze przemyślane, a każdy krok przedstawicieli władz uprzednio przygotowany. Z jednej strony, by ich nie zrazić, z drugiej zaś, by nie kreować wizerunku Polski-wasala. Jak twierdził wybitny polityk Bronisław Geremek, nasza dyplomacja nie powinna być „twarda", bądź „miękka", ale mądra i skuteczna.

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

sie 08 29

<W ARTYKULE WYWIAD Z KONSULEM GENERALNYM RP W EDYNBURGU, ALEKSANDREM DIETKOWEM> 

 Agresywni, pijani Brytyjczycy. Młodzi, chodzący często w grupach po kilka, kilkanaście osób. Nauczeni przez społeczeństwo, media, polityków a nawet policję, że to Polacy są przyczyną całego zła, które ich spotkało. Że to naród znad Wisły jest szarańczą, której trzeba się wyzbyć. Owi nauczyciele tylko wyrażają swoje poglądy. Nie zdają sobie sprawy, że w rzeczywistości nawołują masy do czynów. Bo co autorytet powie, to ciemny lud, margines, zrobi – przekona ?Polaczków”, żeby wracali skąd przyszli.

 Co za dużo…

 Zwiększająca się liczba imigrantów na Wyspach powoduje coraz większy opór Brytyjczyków przed obcymi. Sama liczba Polaków w Wielkiej Brytanii wzrosła tak znacząco, że ciężko powiedzieć, ile obecnie wynosi. Z pomocą przyszedł Konsul Generalny RP w Edynburgu, Aleksander Dietkow, który zgodził się użyczyć dostępnych mu danych i posiadanej wiedzy, udzielając odpowiedzi na trapiące wielu pytania.

 - Oceniamy, że w Szkocji przebywa około 70 tys. Polaków zaś w Irlandii Północnej , która też należy do okręgu konsularnego Konsulatu Generalnego RP w Edynburgu około 40 tys. Przed 1 maja 2004 oceniano iż przebywa tam 5-10 tys. Polaków - powiedział szef placówki.

 - Z porównania ilości tzw. rejestrowanych czynności konsularnych , ich liczba wzrosła w latach 2003-2007 aż dziesięciokrotnie. Tendencja ta się nadal utrzymuje - dodał.

 Psy szczekają, a karawana idzie dalej

 Czy Polacy na Wyspach tworzą społeczeństwo zamknięte? Wiele jest mowy o ?polskich gettach”. Powstawały niezliczone ilości artykułów twierdzących, że ?Polacy na Wyspach lubią tylko Polaków”. Brytyjski ekspert, prof. Ted Cantle uznał, iż pozwolono ?by poszczególne grupy narodowościowe zaczęły prowadzić równoległe życia prawie bez kontaktu z główną społecznością”, dowodząc, że jego kraj przesadził z wielokulturowością. Jak jest jednak naprawdę?

 - Polacy są generalnie ciekawi świata i otwarci na kontakty z miejscowymi społecznościami. Wiele zależy od motywów emigracji. Ci, którzy przyjechali na określony czas z motywacją żeby jak najwięcej zarobić a jak najmniej wydać, z reguły nie mają takich relacji z miejscowym środowiskiem jak ci co przyjechali na dłużej (życie towarzyskie jednak kosztuje). Barierą okazuje się brak znajomości języka - stwierdził Dietkow. Po chwili dodał:

 - Odwiedzam systematycznie rożnie skupiska Polaków. Żadne z tych spotkań nie jest wyłącznie polską imprezą. Polacy zawsze przychodzą ze swoimi szkockimi i irlandzkimi przyjaciółmi. Także lokalnym władzom zależy na integracji. Sprzyjają temu organizowane przez nie imprezy typu ?poznajmy się”.

 Gdy kota nie ma, myszy harcują

 Antypolskie skandale na Wyspach są na porządku dziennym. I uczestniczy w nich nie tylko margines społeczny. Szefowa policji hrabstwa Cambridge stwierdziła ostatnio, iż noszenie przez Polaków noży to ?normalna sytuacja”, podobnie jak u Litwinów i Kurdów. Po chwili namysłu dodała, że trzeba tych ludzi ?wyedukować”. Nieco wcześniej, jako zaciekła przeciwniczka emigracji, mówiła, że wzrost przestępstw jest spowodowany napływem cudzoziemców.

Źródło: http://battlebloggalactica.files.wordpress.com

Brytyjskiej policji przyklaskują media – jeden z największych i najstarszych dzienników na Wyspach, ?Daily Mail”, opublikował w ciągu niecałych dwóch lat blisko 80 antypolskich artykułów. Wiktor Moszczyński ze Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytanii uznał, że gazeta ?konsekwentnie i z rozmysłem oczernia emigrantów” i powoduje ?nasilenia postaw ksenofobii i wzrostu napięć na tle narodowościowym”.

 Biorąc przykład z autorytetów, społeczeństwo postanowiło ?pomóc” w wygnaniu Polaków z Wysp. I tak pojawiła się antypolska strona internetowa Gar Jones’a z informacją o mieście w Walii: ?Llanelli posiada 60 tys. mieszkańców, z czego blisko 10 tys. to Polacy. Zabierają nam miejsca pracy i nie mają szacunku dla miasta ani jego mieszkańców. Polacy wynocha!” Co więcej, w mieście Trowbridge można znaleźć na wielu budynkach graffiti ?Polish Out”, lub ?Spadajcie, mamy komplet”. Nie obce są też przypadki pobicia naszych rodaków przez agresywne grupy Brytyjczyków. W ten sposób, kiedy nie ma przysłowiowego ?kota”, który ukróciłby ksenofobię, zapanowały powszechne polonofobia i rasizm.

 Nie taki diabeł straszny…

 Informacjom o wielkości problemu fizycznej agresji na Polakach zaprzecza konsul Dietkow:

- Są to indywidualne przypadki, najczęściej związane z nadużyciem alkoholu . W niektórych środowiskach, zwłaszcza wśród ludzi najmniej wykształconych, jesteśmy postrzegani jako konkurencja w pracy. Kilka za dużo wypitych drinków i konflikt gotowy.

 I dodaje:

- Władze robią dużo aby zapobiec wszelkim zjawiskom dyskryminacji i nienawiści etnicznej . W Policji są specjalni oficerowie odpowiedzialni za kontakty z grupami etnicznymi. Są naprawdę skuteczni.

 Czas leczy rany

 Czy to więc wielokulturowość Brytanii jest problemem? Szef polskiej placówki w Edynburgu zaprzecza:

- Poznawanie i przenikanie się wzajemnie wielu kultur tylko wzbogaca społeczeństwa. Przecież nie oznacza to utraty własnej tożsamości. Polski ?najazd” wywołał olbrzymie zainteresowanie naszym krajem. Polska nie jest już nieznanym krajem na obrzeżach Europy. Setki tysięcy Brytyjczyków odwiedziło już nasz kraj. Tegoroczny Międzynarodowy Festiwal Edynburski, największa i najbardziej prestiżowa tego rodzaju impreza na świecie będzie zdominowana przez polskich artystów.

 Emocje wynikłe z gwałtownego wzrostu liczby Polaków na Wyspach z czasem opadną, a oba narody zaczną się akceptować. Jak podkreśla konsul Aleksander Dietkow, ?wielokulturowość jest istotnym elementem polityki rządu” a korzyści z niej wynikłe są widoczne niemal natychmiast. Naszym zadaniem, jako społeczeństwa, jest jednak piętnowanie wszelkich aktów dyskryminacji. Nie można pozwolić, aby antypolonizm stał się chlebem powszednim, czy to na Wyspach, czy w jakimkolwiek innym kraju. Żeby już nigdy więcej w historii nie powtórzyły się słowa, które wypowiedział Otto von Bismarck: ?Bijcie Polaków tak długo, dopóki nie utracą wiary w sens życia”.

  ————————————————————————————

POLISH ZONE, 08.2008.

Autor Paweł Rogaliński

sie 08 25

 Nowe technologie, dotychczas służące głównie naukom ścisłym, zaczęły być masowo używane w najnowszych metodach nauczania. Jedna i zarazem najpopularniejsza z nich to e-learning, polegający na przyswajaniu wiedzy za pomocą komputera i Internetu. Ta powszechna na Zachodzie forma nauki wkroczyła do Polski całkiem niedawno i od razu zyskała rzesze zainteresowanych: od dzieci i młodzieży, poprzez osoby starsze, aż po firmy, którym zależy na rozwoju własnych pracowników. Skąd tak duże zainteresowanie tą nowoczesną metodą nauki? Czy jest ona bardziej skuteczna, przyjemniejsza, czy może to moda spowodowała jej popularność? Jedno jest pewne – skoro tak dużo osób korzysta z e-nauki, warto dowiedzieć się na czym ona polega. Wszelkie tajniki e-learningu postara się przybliżyć mgr Anna Macias, lektor nadzorujący kursy internetowe w prestiżowej szkole językowej Professional.

 

Pani Anno, jakie warunki trzeba spełnić, aby korzystać z kursu e-nauki?

 Z pewnością nie ma tutaj ograniczeń wiekowych. Co do kwestii formalnych, należy jedynie założyć konto na odpowiedniej witrynie internetowej, oferującej takie kursy. Polega to na wypełnieniu ankiety ze swoimi danymi, takimi jak: imię, nazwisko, e-mail, hasło itp. Wtedy otrzymujemy drogą elektroniczną list z informacją, że konto jest założone, ale w pełni aktywne będzie dopiero po uiszczeniu odpowiedniej opłaty. Nauka rozpoczyna się testem kwalifikacyjnym, który jest całkowicie za darmo i można go wypełnić nawet na nieaktywnym koncie. Jego cel jest o tyle ważny, że daje on odwzorowanie poziomu naszej wiedzy z danego języka obcego.

 Proszę opisać standardową lekcję na takim kursie.

Lekcja składa się ze wszystkich niezbędnych części, a więc czytania, pisania, gramatyki, poszerzania słownictwa, ćwiczeń ze słuchu oraz mówienia. W przypadku wypowiedzi ustnych, dobrze byłoby, aby kursant posiadał mikrofon i słuchawki podłączone do komputera. Ofertę zajęć mówionych mają tylko nieliczne szkoły zajmujące się e-learningiem, ale trzeba zwrócić na to uwagę przy dokonywaniu wyboru odpowiedniego kursu. Wbrew pozorom kursy e-nauki nie są podobne we wszystkich szkołach. Niektóre oferują jedynie ćwiczenia gramatyczne i czytanie, co jest zdecydowanie za mało.

Jakie są zalety nauki przez Internet?

 Przede wszystkim komfort. Nie musi Pan dopasowywać swojego planu do wyznaczonych przez szkołę dni i godzin kursu. Sama pamiętam jak w mroźne, zimowe wieczory musiałam jechać ponad pół godziny na lekcje z języka angielskiego. Zmęczenie po całym dniu innych zajęć nie pozwalało skupić się na omawianych tematach. W przypadku choroby zaś, ciężko było nadrobić wszelkie zaległości, gdyż po powrocie ze zwolnienia zawsze znajdą się pilniejsze rzeczy do wykonania. Dziś, kiedy mamy możliwość nauki w chwili, gdy jesteśmy wypoczęci, a nasz umysł jest zdolny do efektywnej pracy, czemu z tego nie skorzystać? Czyż nie lepiej uczyć się w spokoju, przy ciastku i herbacie?

A czy są jakieś wady tej metody nauki?

Na pewno. Każdy kurs ma wady, nawet najlepszy. Jedną z wad e-learningu jest brak integracji z innymi ludźmi. Na lekcjach nie uczymy się tylko od lektora, ale i od siebie nawzajem, z czego wiele osób nie zdaje sobie sprawy. Niektórzy ludzie wspominają jeszcze, że potrzebna jest samodyscyplina, ale chyba nie do końca. Ponieważ e-nauka jest kursem indywidualnym, lektor jest w stałym kontakcie z uczestnikiem i wyznacza sztywne terminy oddania prac, co upodabnia go do kursu standardowego. Dodatkowo, słuchacz na specjalne życzenie może ukierunkować swoją naukę na poszerzanie słownictwa biznesowego, medycznego, technicznego itp.

Skoro e-learning jest kursem nowych technologii to z pewnością musi dużo kosztować. Ile trzeba w przybliżeniu zapłacić za półroczną naukę?

Wręcz przeciwnie! E-nauka jest blisko dwa razy tańsza od zwykłego kursu. Średnio semestr nauki kosztuje 350 złotych, co dla wielu osób oznacza dużą oszczędność pieniędzy.

Mówiła Pani, że każdy może korzystać z e-learningu, ale jakiej grupie wiekowej osób szczególnie polecałaby Pani naukę przez Internet?

Na pewno dorosłym i młodzieży. Ci pierwsi nie mają czasu, są zapracowani i zmęczeni po pracy. Podobnie jest zresztą z nastolatkami, którzy mają wiele zajęć pozaszkolnych. Jeśli mowa o dzieciach to owszem, ale rodzice muszą mieć stały kontakt z lektorem, by móc regularnie kontrolować postępy w nauce.

Co zaś w przypadku, gdy ktoś nie zna się na obsłudze komputerów?

To jest akurat najmniejszy problem. E-learning można kontynuować nawet wtedy, jeśli ktoś nie posiada w domu Internetu, a korzysta z kawiarenki. Nasza strona internetowa poświęcona e-nauce jest zaprojektowana w sposób możliwie najbardziej przystępny.

 Gdybym chciał dowiedzieć się nieco więcej o e-learningu, bądź zobaczyć jak on wygląda to gdzie powinienem zacząć szukać?

Może Pan z pewnością przeszukać Internet i wszelkie dostępne encyklopedie. Znakomitym źródłem informacji jest też nasza strona http://www.e-learning.professional.net.pl/ , opisująca tego typu kursy od podszewki.

 Rozumiem, że poleca Pani naukę przez Internet?

 Oczywiście, gorąco polecam. Uważam, że to świetne rozwiązanie dla wielu osób.

Autor Paweł Rogaliński

sie 08 21

  W ślad za emigracją, do Wielkiej Brytanii popłynęła rzeka naszych rodzimych produktów. Są one dostępne nie tylko w niezliczonych obecnie polskich sklepach, ale i supermarketach, na stacjach benzynowych, w sieciach pawilonów spożywczych i wszędzie tam, gdzie tylko są Polacy. Wyspiarze, którzy do tej pory nie znali produktów z Europy Środkowo-Wschodniej, teraz coraz liczniej kupują mleko Łaciate, dżemy Łowicz, czy pasztety Profi. Największą furorę robią jednak dania gotowe Pudliszek i Delecty, takie jak gołąbki, gulasz, czy klopsy, które niejednokrotnie zastępują Anglikom ich tradycyjną kuchnię. O opinię dotyczącą polskiej żywności zapytałem Jonty Hanson'a, klienta podlondyńskiego supermarketu Tesco.od lewej: Jonty Hanson i Paweł Rogaliński

Jakie produkty ze stoiska "polska żywność" zamierzasz kupić?

Na pewno ogórki kiszone Vitarol. Żona często przyrządza naszemu synowi hamburgery i to właśnie do nich używa ogórków. Czasem jemy je też z fasolką i tłuczonymi ziemniakami puree. Na próbę wezmę paprykarz szczeciński, bo moi polscy koledzy z pracy bardzo sobie go chwalili.

A z dań gotowych?

Ostatnio miałem na obiad gołąbki Pamapol. Moja żona, Vikki ugotowała do nich kluski i muszę przyznać, że było to jedno z najlepszych dań, jakie jadłem. Od znajomego Polaka, Chrisa, wiem, że smaczne są zupy z waszego kraju. Dlatego kupię też kostki rosołowe Winiary.

Kiedy pierwszy raz zetknąłeś się z kuchnią polską?

Pewnego dnia byłem z teściem w supermarkecie. Mieliśmy dość długą listę zakupów, bo kolejnego dnia miał być mały zjazd rodzinny. On poszedł w jedną stronę w poszukiwaniu pieczywa i napojów, ja zaś kupowałem wszystkie inne produkty z listy sporządzonej przez teściową. Na liście zakupów widniały ogórki konserwowe (ang. gherkins). W pośpiechu złapałem jeden słoik i spakowałem do koszyka. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że była to półka polska, a ogórki które zakupiłem były kiszone (ang. cucumbers in brine). Szczerze mówiąc po spróbowaniu przekonałem się, że mają ciekawy smak – jak te z hamburgerów z McDonald's. I przyznam się, że do pewnych potraw pasują idealnie. Od tamtej pory kupuję je co jakiś czas.

Jak często jesz polską żywność?

To zależy. Kiedyś kupowałem tylko ogórki, potem, po kolei zacząłem próbować innych produktów. Teraz, kiedy "odkryliśmy" z żoną gotowe dania Pamapol, myślę, że będziemy je jadać dość często. Vikki jest zapracowana, nie ma za dużo czasu na gotowanie i zawsze musieliśmy jeść niezbyt smaczne, opatrzone w logo supermarketu, zupy w puszkach. Teraz mamy za to obiad równie tani i szybki do przyrządzenia, ale w dodatku jaki dobry!

 A czy jest jakieś danie z tej półki, które Ci nie smakowało?

Kiedyś poszedłem na urodziny Chrisa i zostałem poczęstowany bigosem, podobno jednym ze specjałów kuchni polskiej. I nie przypadł mi do gustu. Taki kwaśny, dziwny w smaku… Może, gdyby był słodszy, zmieszany z kluskami lub siekanymi ziemniakami, polubiłbym go.

Co myślisz o jakości polskich produktów?

Jest dobra, a produkty smaczne.

A czy poleciłbyś znajomym i rodzinie kuchnię polską?  

Tak, z pewnością. Myślę, że zasługuje ona na uwagę. W szczególności dania mięsne, które według mnie są wyśmienite.

Dziękuję za rozmowę. Jak widać, eksport polskich dań gotowych na Zachód opłacał się. Tym bardziej, że nie trudno jest konkurować ze słynną z niewyszukanego smaku kuchnią angielską. Dodatkową, darmową reklamę rodzimym produktom robią sami Polacy, którzy zachwalając własne wyroby przekonują Wyspiarzy do porzucenia ich starych, sprawdzonych marek. Skoro więc z roku na rok eksport z kraju wzrasta, w przyszłości firmy znad Wisły mogą stać się europejskimi gigantami. Zanim jednak to się stanie, czeka je długa droga do zdobycia większych rzeszy klientów. Wystarczy więc ciężka praca, cierpliwość i ciągła kontrola nad jakością, by utrzymać dobrą opinię za granicą. Jest to o tyle ważne, bo jak mówi znane, polskie przysłowie: Na dobry towar zawsze trafi się kupiec!  

———————–

ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W CZASOPIŚMIE "RYNKI ZAGRANICZNE" 14.08.08, NR 32-33 (7658), S. 21.

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , ,

sie 08 17

    Po ponad dwustu najgorszych w historii Polski latach, kraj znów rozwija się prężnie a jego głos staje się coraz donioślejszy na arenie międzynarodowej. Pomimo faktu, że z dawnego terytorium pozostał nam tylko jego ułamek, a wiele dóbr narodowych przepadło bezpowrotnie, wciąż widać wzrastającą siłę polskiego głosu. Obecnie, dzięki szerokiemu strumieniu pieniędzy płynącemu do kraju z wielu źródeł, dobrobyt naszego społeczeństwa nieustannie wzrasta. Zarobki kilkumilionowej Polonii, dotacje unijne, organizacja międzynarodowych imprez – to wszystko prowadzi do długo oczekiwanego cudu, do „drugiej Irlandii". Jak widać, nadszedł czas, by odzyskać dawno utracony status środkowoeuropejskiego mocarstwa.

 
 

żródło: http://bpcc.org.pl/   Polacy bogatsi od Wyspiarzy

Według badań portalu uSwitch, specjalizującego się w porównywaniu kosztów życia i cen w poszczególnych krajach, Polacy mogą cieszyć się wyższą jakością życia niż Brytyjczycy i Irlandczycy. I mimo, iż to Wyspiarze mają wyższe pensje, dużo więcej też wydają na benzynę, prąd, czy gaz. Co więcej, średnio pięć lat później niż Polacy przechodzą na emeryturę. Do tego spadek wartości funta i rosnące ceny żywności tworzą z Irlandii i Zjednoczonego Królestwa miejsca mało przyjazne mieszkańcom. Najlepszym dowodem na to, iż niedawny „raj" się już skończył, pokazują sami Brytyjczycy, przenosząc cały swój dobytek do innych państw Unii. W samym 2006 roku z Wysp wyemigrowało 41 tysięcy osób, co stanowi największy poziom migracji w Unii Europejskiej.

Tłuste lata

Po wstąpieniu do Wspólnot 1 maja 2004 roku, tempo wzrostu polskiego Produktu Krajowego Brutto zwiększyło się ponad dwukrotnie. Dzięki temu zmniejszył się dystans, który jeszcze niedawno kontrastował nasz kraj na tle bogatych państw Europy Zachodniej. Ponieważ jednak wciąż pozostaje wiele do życzenia, Polska wynegocjowała w rozmowach z Komisją Europejską kwotę ponad 67 miliardów euro unijnego wsparcia w latach 2007-2013. Jest to aż 19% z całości sumy przewidzianej na politykę spójności. Dzięki dotacjom, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego szacuje, że w latach 2010-2014 będziemy świadkami największego wzrostu dynamiki polskiego PKB. I mimo, iż wiele zależy od sposobu wykorzystania przyznanych nam pieniędzy, pewne jest, że tłuste lata są przed nami.

Za granicą figa z makiem

Nadszedł kres złotych czasów na Zachodzie zarówno dla polskich emigrantów, jak i rodzimych eksporterów. Gospodarki dużych krajów dawnej „piętnastki" zaczęły silnie hamować. W ślad za nimi może pójść cała Europa Zachodnia. Poważne kłopoty mają już: Wielka Brytania, Hiszpania, Włochy a wkrótce prawdopodobnie dołączą do nich również Niemcy. Następne w kolejce to: Irlandia, Dania i Portugalia. Grozi im nie tylko stagnacja, ale nawet recesja. Wszystko to spowodowane jest pogarszającą się sytuacją w Stanach Zjednoczonych i na rynkach światowych. Niebawem zupełnie przestanie opłacać się wyjazd „za chlebem". Pogorszenie się kondycji gospodarek w tak wielu krajach może nieco spowolnić tempo naszego wzrostu gospodarczego, jednak wpływ ten nie będzie znaczny.

Europejski tygrys

Bogacąca się Polska z szybkim wzrostem gospodarczym może niedługo przekształcić się w europejskiego tygrysa, podobnego do tych azjatyckich z lat 1960-1995. Ważne jest jednak, aby rząd i parlament aktywnie wspierały te tendencje. Bezczynność, bądź też zła polityka wewnętrzna i zagraniczna mogą zniweczyć na wiele lat nasze szanse na odzyskanie utraconej pozycji środkowoeuropejskiego mocarstwa. Również dwugłos, którym mówi rząd i prezydent, często wpływa negatywnie na przeprowadzanie niezbędnych reform. W obecnych warunkach kohabitacji nie jest łatwo osiągnąć jednomyślność, nawet w najbardziej kluczowych dla kraju sprawach. A przecież kompromis powinien być w polityce podstawą.

Międzymorze

Obecna Polska ma ponad trzy razy mniejsze terytorium niż miała w XVII wieku. Już za czasów II Rzeczpospolitej Józef Piłsudski widząc, że kraj nad Wisłą nigdy nie odzyska swych dawnych granic, stworzył plan uratowania choć części dorobku przodków. Jego idea polityczna opierała się na stworzeniu federacji państw Europy Środkowej i Wschodniej między „Morzami ABC" – Adriatyckim, Bałtyckim i Czarnym. Utworzone superpaństwo miało nawiązywać do tradycji wielokulturowej Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Niestety, plan się nie powiódł. Zabrakło wzajemnego zaufania, chęci sąsiadów i realnych możliwości Piłsudskiego.

Polacy w Wilnie, Źródło: http://www.tygodnik.lt/   „Szablą odbierzemy" Dzisiejsza Rzeczpospolita, bogacąca się i prosperująca znacznie lepiej niż jej poprzedniczka, ma dużo większe możliwości działania. Obecnie kwestia Międzymorza nie wchodzi już w grę, ale nie wszystko stracone.  Do dziś terytoria należące niegdyś do naszego kraju zamieszkuje duży odsetek Polaków. Miasta, które tyle stuleci były ośrodkiem rodzimej kultury nie mogły jej nagle zapomnieć. Obecny Lwów, lub Wilno, w którym Polacy stanowią blisko 20% ludności, wciąż pieczołowicie kultywują tradycje przodków. Rozsądna promocja polskich tradycji w państwach, które nie ukształtowały w pełni własnej kultury, zwiększy nasze wpływy w regionie. A to klucz do sukcesu.

Wiatr zawsze wieje z Zachodu Wykluczając przypadek Wysp Brytyjskich, nie ma dużej potrzeby promowania polskiej tradycji na Zachodzie, gdyż tamte społeczeństwa nie są nią zainteresowane. Ciągła, dotychczasowa reklama Polski poprzez choćby rozpowszechnianie Mickiewicza we Francji jest bezskuteczne. Warto zaś promować się w krajach, w których szansa powodzenia jest duża. Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś, Ukraina, czy Czechy i Słowacja – to kraje, których kultury nie są tak przystępne i powszechne jak polska. Jeśli promocja o której mowa przyniesie skutek a gospodarka nadal będzie się tak dobrze rozwijać, mamy szansę znów zostać regionalnym mocarstwem. Najważniejsze jest bowiem to, by zadbać wpierw o najbliższe nam tereny, później o te odległe. Jak powiedział Stanisław Staszic: „Gdy Polacy będą umieć siebie samych cenić w domu, będą ich cenić i za granicą". Naszym domem w tym przypadku jest Europa Środkowo-Wschodnia.

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

sie 08 16
Obecne, XXIX Igrzyska Olimpijskie w Pekinie, przynoszą wiele kontrowersji. Hasło przewodnie to: ?jeden świat, jedno marzenie”. Podobne, jak na owe czasy, wielkie przedstawienie zostało zorganizowane w Tokio w 1964 roku. Były to pierwsze igrzyska zorganizowane w Azji. Historycy sportu orzekli wtedy, że ?Igrzyska olimpijskie podbiły kontynent azjatycki”[1]. I tym razem, nie tylko Azja, ale i cały świat został ?podbity’ przez to niezwykłe, wielkie, kulturalne wydarzenie, które być może wpłynie na obecny reżim w Chinach. Będziemy mogli je wspólnie wszyscy przeżywać już za rok, teraz jednak postaram się przybliżyć nieco tamte lata, kiedy to sportowcy z dwóch zupełnie różnych światów starli się ze sobą po raz pierwszy na tak dużą skalę.Tokio 1964 – Igrzyska XVIII Olimpiady (10-24.10)

Japonia, wybrana na gospodarza igrzysk, chciała się pokazać światu z jak najlepszej strony po ogromnej klęsce militarnej, jaką jeszcze niedawno przeżyła. Nie oszczędzano więc na niczym – stworzono wiele nowych obiektów sportowych, które kosztowały blisko 3 miliardy dolarów. Igrzyska zostały opatrzone hasłem: ?kolor i dźwięk” i rzeczywiście, ubrania i flagi 94 drużyn przedstawiały całą gamę barw. Muzyka, od tradycyjnej po nowoczesną, rozbrzmiewała dookoła i została zagrana wręcz idealnie. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik – nawet program igrzysk przebiegał co do sekundy. Z zawodów wykluczono niektórych sportowców z Korei Północnej i Indonezji w wyniku czego kraje te wycofały całe swoje ekipy. Z powodu rasistowskiej polityki rządu Pretorii, nie dopuszczono też do zawodów reprezentację RPA.

O medale olimpijskie w Tokio walczyło aż 5140 sportowców (4457 mężczyzn i 683 kobiety). Wydarzenia te po raz pierwszy oglądał ?cały świat”, bo aż 600 milionów ludzi na wszystkich kontynentach[2]. Cesarz Hirohito osobiście dokonał otwarcia igrzysk. Yoskinoro Sakai, ostatni w sztafecie biegacz niosący pochodnię, zapalił znicz olimpijski. Był on sam w sobie symbolem i przestrogą, bowiem urodził się niedaleko Hiroszimy 6 sierpnia 1945 roku w chwili, gdy na miasto spadała bomba atomowa. Trasa, którą mieli pokonać biegacze, miała początkowo przebiegać starodawnym ?jedwabnym szlakiem”, ale okazało się to niemożliwe z powodów politycznych.

Sporą sensacją była ponowna wygrana (jak i 4 lata wcześniej w Rzymie) w biegu na 800 metrów Nowozelandczyka Petera Snella, który następnie wygrał bieg na 1500 metrów. W trójskoku wygrał Polak, Józef Szmidt. Ten ostatni doznał kontuzji kolana na kilka miesięcy przed igrzyskami i jedynie dzięki długim i żmudnym treningom doszedł do formy na czas. Polska sztafeta (4x100m) nie tylko zdobyła złoty medal, ale i ustanowiła nowy rekord świata[3]. Wszystkich polskich medalistów przedstawia poniższa tabela:

złote medale
  • Józef Grudzień – boks – waga lekka
  • Jerzy Kulej – boks – waga lekkopółśrednia
  • Marian Kasprzyk – boks – waga półśrednia
  • Józef Schmidt – trójskok
  • Teresa Ciepły, Irena Kirszenstein, Halina Górecka, Ewa Kłobukowska – sztafeta 4 x 100 m
  • Waldemar Baszanowski – podnoszenie ciężarów – waga lekka
  • Egon Franke – szermierka – floret, indywidualnie
srebrne medale
  • Artur Olech – boks – waga musza
  • Irena Kirszenstein – skok w dal
  • Irena Kirszenstein – bieg na 200 m
  • Teresa Ciepły – bieg na 80 m przez płotki
  • Marian Dudziak, Marian Foik, Wiesław Maniak, Andrzej Zieliński – sztafeta 4 x 100 m
  • Egon Franke, Ryszard Parulski, Janusz Różycki, Zbigniew Skrudlik, Witold Woyda – szermierka – floret, drużynowo
brązowe medale
  • Józef Grzesiak – boks – waga lekkośrednia
  • Tadeusz Walasek – boks – waga średnia
  • Zbigniew Pietrzykowski – boks – waga półciężka
  • Andrzej Badeński – bieg na 400 m
  • Ewa Kłobukowska – bieg na 100 m
  • Mieczysław Nowak – podnoszenie ciężarów – waga piórkowa
  • Marian Zieliński – podnoszenie ciężarów – waga lekka
  • Ireneusz Paliński – podnoszenie ciężarów – waga lekkociężka
  • Krystyna Czajkowska, Maria Golimowska, Krystyna Jakubowska, Danuta Kordaczuk, Krystyna Krupowa, Józefa Ledwigowa, Jadwiga Marko, Jadwiga Rutkowska, Zofia Szczęśniewska, Maria Śliwkowa – siatkówka
  • Emil Ochyra, Jerzy Pawłowski, Andrzej Piątkowski, Wojciech Zabłocki, Ryszard Zub – szermierka – szabla, drużynowo [4]

Mianem ?dwóch królowych” olimpijskiej lekkoatletyki nazywano dwie medalistki: Brytyjkę, Mary Rand i Polkę, Irenę Kirszenstein. Obie wywalczyły aż po trzy medale. Po raz trzeci z rzędu (od 1956 roku) zwyciężyła w pływaniu na 100 metrów stylem dowolnym Dawn Fraser, zwana ?Wielką damą”. Był to tym większy sukces, że trzy miesiące przed zawodami chodziła w gorsecie usztywniającym po wypadku samochodowym, w którym zginęła jej matka. Dawn, aby uczcić tę doniosłą chwilę, przepłynęła kanał otaczający pałac cesarski i zabrała na pamiątkę wiszącą tam flagę olimpijską. Została wtedy złapana i postawiona przed oblicze cesarza, który jej tenże wybryk wybaczył. Australijczycy jednak postanowili ukarać swoją największą pływaczkę i zdyskwalifikowali ją na dziesięć lat[5]. Statystykę medalową przedstawia następująca tabela:

Klasyfikacja medalowa[6]
Lp. Państwo złoto srebro brąz razem
1 USA 36 26 28 90
2 ZSRR 30 31 35 96
3 Francja 16 5 8 29
4 Niemcy 10 22 18 50
5 Włochy 10 10 7 27
6 Węgry 10 7 5 22
7 Polska 7 6 10 23
8 Australia 6 2 10 18
9 Czechosłowacja 5 6 3 14
10 Wielka Brytania 4 12 2 18

Innsbruck 1964 – Igrzyska Zimowe X Olimpiady (29.01-09.02)

Równie udane, pomimo wielu przeszkód, uznaje się Igrzyska w Innsbrucku, które miały miejsce pół roku wcześniej. Wystąpiło w nich 36 reprezentacji oraz 1091 sportowców (891 mężczyzn i 200 kobiet)[7]. Tak naprawdę wydarzenie to odbywało się w dwóch, skrajnie różnych miejscach. W Seefeld były to prawdziwie zimowe zawody, w Innsbrucku zaś suche i wietrzne zawody wiosenne. A to dlatego, że od ponad dwóch miesięcy nie zawitały tam żadne opady śniegu. Był to fenomen, gdyż każdego roku jest tam duża ilość opadów. Zamiast odśnieżać, trzeba było więc zwieść z gór 25 000 ton śniegu. Do tego celu użyto armii austriackiej, która wykonała tą tytaniczną pracę i dzięki temu możliwe było przeprowadzenie igrzysk. Tak duże nakłady na organizację zostały szybko poddane surowej krytyce prasy, ale zapomniano o tym, kiedy na igrzyska przybyło ponad milion widzów[8].

Podczas ceremonii otwarcia igrzysk flagi wszystkich państw zostały opuszczone do połowy z powodu śmierci dwóch sportowców. Pierwszy z nich, Australijczyk Ross Milne podczas zjazdu próbnego (gdzie prędkość jazdy wynosiła około 100km/h) wypadł z trasy i uderzył w drzewo. Drugą ofiarą był Polak w reprezentacji Wielkiej Brytanii, Kay Skrzypecki. Saneczkarz ów również wypadł z toru i w wyniku doznanych obrażeń, umarł. Na otwarciu nie obyło się też bez drobnych problemów: o mały włos nie spóźniła się orkiestra z Wiltener, która tuż przed zawodami pokrzepiała się miejscowymi specjałami alkoholowymi. Wszystko jednak skończyło się dobrze i muzyka zabrzmiała na czas[9].

Również same zawody nie były w pełni udane. W Iglis, na torze saneczkowym częściowo stopniał śnieg w wyniku tego było więcej wywrotek niż poprawnych przejazdów. W tych ciężkich warunkach wszystkie krążki olimpijskie zdobyli Niemcy i Austriacy. Polacy zajęli miejsca kolejno: czwarte, piąte i szóste. Falę oburzenia wywołała kanadyjska sędzina Suzanne Francis-Morrow, która wszystkim przyznawała maksymalnie niskie oceny, zaś niezasłużenie wysoko oceniła swych rodzimych zawodników. Padały wówczas głosy, że lepiej byłoby wyznaczyć zwycięzców podczas losowania niż w wyniku oceny, która była przecież często skrajnie subiektywna[10].

Polacy nie zdobyli w tych igrzyskach żadnych medali. Osiągnęli jednak punktowane miejsca: jedno 4, dwa 5 i dwa 6. Statystykę medalową przedstawia tabela:

Klasyfikacja medalowa[11]
Lp. Państwo złoto srebro brąz razem
1 ZSRR 11 8 6 25
2 Austria 4 5 3 12
3 Norwegia 3 6 6 15
4 Finlandia 3 4 3 10
5 Francja 3 4 0 7
6 Niemcy 3 3 3 9
7 Szwecja 3 3 1 7
8 USA 1 2 3 6
9 Holandia 1 1 0 2
10 Kanada 1 0 2 3

Meksyk 1968 – Igrzyska XIX Olimpiady (12-27.10)

Scena polityczna w ówczesnych czasach była bardzo niespokojna. Na całym świecie widoczne były konflikty: wojna w Wietnamie, Praska Wiosna w Czechosłowacji tłumiona przez armie Paktu Warszawskiego, a w Polsce niesmak po ?marcu”. W samym Meksyku sytuacja nie była łatwa. Biedna ludność sprzeciwiała się finansowaniu przez państwo tak wielkiej imprezy[12]. Na cztery miesiące przed igrzyskami doszło do starcia demonstrantów z policją. Zginęło wtedy około 300 osób, zaś 1200 zostało rannych[13]. Nawet dziesięć dni przed otwarciem imprezy doszło do przepychanek z policją. Śmierć wtedy poniosło blisko 250 protestujących.

Po raz kolejny nie dopuszczono do zawodów państw promujących rasizm (RPA, Rodezję). Osobno występowały też reprezentacje RFN i NRD. Zaczęto też wprowadzać na igrzyskach letnich testy antydopingowe oraz testy płci. Igrzyska w Meksyku były jednymi z najbardziej upolitycznionych, mimo, iż starano się temu przeciwstawić za wszelką cenę. Zdyskwalifikowano na przykład dwóch ciemnoskórych biegaczy z USA, Smitha i Johna Carlos, kiedy podnieśli w górę pięści w czarnych rękawiczkach podczas wciągania flagi ich kraju na maszt na znak protestu przeciw dyskryminacji Afro-Amerykanów[14].

Ceremonii otwarcia igrzysk dokonał prezydent Meksyku Gustavo Diaz Ordaz. Po raz pierwszy też zapalenia ognia olimpijskiego dokonała kobieta, lekkoatletka Enriqueta Basilio Sotelo. Później już jednak nie było tak, jak na każdych igrzyskach. Okazało się, że rozrzedzone powietrze na wysokości 2300 m. n.p.m., gdzie rozgrywały się igrzyska zawierało o około 30% mniej tlenu, co z jednej strony stawiało mniejszy opór i pomagało w osiąganiu lepszych efektów, z drugiej zaś zanotowano wiele przypadków zasłabnięć i służby medyczne musiały raz po raz cucić zawodników[15].

Bardzo dobrze wypadła na igrzyskach reprezentacja Polski. Nasi rodacy zdobyli pięć złotych medali, dwa srebrne i jedenaście brązowych. Gdyby nie potworny pech Ireny Kirszenstein-Szewińskiej, która była o włos od pobicia rekordu świata i wywalczenia złotego medalu w sztafecie. Główny problem polegał na tym, że zgubiła ona pałeczkę i tym samym pogrzebała marzenia o kolejnym medalu dla siebie i pierwszym dla koleżanek z drużyny[16]. Statystyka medalowa została przedstawiona w poniższej tabeli:

Klasyfikacja medalowa[17]
Lp. Państwo złoto srebro brąz razem
1 USA 45 28 34 107
2 ZSRR 29 32 30 91
3 Japonia 11 7 7 25
4 Węgry 10 10 12 32
5 NRD 9 9 7 25
6 Francja 7 3 5 15
7 Czechosłowacja 7 2 4 13
8 RFN 5 11 10 26
9 Australia 5 7 5 17
10 Wielka Brytania 5 5 3 13
11 Polska 5 2 11 18

Medale zdobyte przez Polaków:

złote medale
  • Jerzy Kulej – boks – waga lekkopółśrednia
  • Irena Szewińska – lekkoatletyka, bieg na 200 m
  • Waldemar Baszanowski – podnoszenie ciężarów – waga lekka
  • Józef Zapędzki – strzelectwo – pistolet sylwetkowy
  • Jerzy Pawłowski – szermierka – szabla
srebrne medale
  • Artur Olech – boks – waga musza
  • Józef Grudzień – boks -waga lekka
brązowe medale
  • Hubert Skrzypczak – boks – waga papierowa
  • Stanisław Dragan – boks – waga półciężka
  • Janusz Kierzkowski – kolarstwo torowe 1000 m ze startu zatrzymanego
  • Irena Szewińska – lekkoatletyka, bieg na 100 m
  • Henryk Trębicki – podnoszenie ciężarów, waga kogucia
  • Marian Zieliński – podnoszenie ciężarów, waga lekka
  • Norbert Ozimek – podnoszenie ciężarów, waga półciężka
  • Marek Gołąb – podnoszenie ciężarów, waga lekkociężka
  • Halina Aszkiełowicz, Krystyna Czajkowska, Krystyna Jakubowska, Krystyna Krupa, Józefa Ledwig, Jadwiga Marko-Książek, Barbara Niemczyk, Krystyna Ostromęcka, Elżbieta Porzec, Zofia Szczęśniewska, Wanda Wiecha, Lidia Żmuda – siatkówka
  • Egon Franke, Adam Lisewski, Ryszard Parulski, Zbigniew Skrudlik, Witold Woyda – szermierka – floret drużynowo
  • Bohdan Gonsior, Henryk Nielaba, Bohdan Andrzejewski, Kazimierz Barburski, Michał Butkiewicz – szermierka – szpada drużynowo [18]

Grenoble 1968 – Igrzyska Zimowe X Olimpiady (6-18.02)

 Igrzyska w Grenoble przeszły do historii z wielu powodów. Jednym z nich było zastosowanie po raz pierwszy na szeroką skalę badań płci i antydopingowych – tuż po każdej konkurencji. Drugim powodem była olbrzymia suma wydana na ich organizację – pół miliarda dolarów. Kolejnym było z pewnością ?rozbicie” igrzysk na kilka miast, pomiędzy którymi nie kursowały tanie, publiczne środki transportu. Kibice musieli wybierać, jakie konkurencje chcą zobaczyć. Igrzyska nie miały więc swojego centrum[19].

Na imprezie wystawiono 37 reprezentacji, udział w niej wzięło 1158 sportowców. Igrzyska otworzył prezydent Francji Charles de Gaulle. Cała ceremonia otwarcia odbyła się na zbudowanym naprędce stadionie ze stalowych rurek, gdzie chóry śpiewały z playbacku. Skoczkowie spadochronowi lądowali na środku kół olimpijskich, a z nieba prószyły się płatki róż. Mimo drobnych niedociągnięć, zgromadzono tam aż 60 000 widzów[20].

W pamięć zapadł też moment zapalania ognia olimpijskiego. Francuski łyżwiarz Alain Calmat musiał pokonać aż 96 stopni schodów, aby dotrzeć do znicza. Bicie jego serca było słyszane przez wszystkich uczestników igrzysk dzięki pomocy aparatury nagłaśniającej. Same zawody nie były pomyślne dla Polaków – zdobyli oni aż czterokrotnie czwarte miejsce, dwa razy piąte i dwa razy szóste. Jednak pomimo faktu, iż medali dla nas nie było, zupełnie nieoficjalnie zostaliśmy uznani za najlepiej ubraną ekipę igrzysk. A to przez haftowane kożuszki z Podhala, które zrobiły w Grenoble furorę[21]. Statystykę medalową, niestety bez naszych rodaków, przedstawia poniższa tabela:

Klasyfikacja medalowa[22]
Lp. Państwo złoto srebro brąz razem
1 Norwegia 6 6 2 14
2 ZSRR 5 5 3 13
3 Francja 4 3 2 9
4 Włochy 4 0 0 4
5 Austria 3 4 4 11
6 Holandia 3 3 3 9
7 Szwecja 3 2 3 8
8 RFN 2 2 3 6
9 USA 1 5 1 7
10 Finlandia 1 2 2 5
10 NRD 1 2 2 5

[1] Pod red. Mariana B. Michalaka, Kronika sportu, wydanie I, Warszawa 1993, s. 578.[2] http://www.pkol.pl/906.html, 24.04.2007

[3] M. B. Michalak, op. cit., s. 582.

[4] http://collision.lookin.at/pl/Letnie_Igrzyska_Olimpijskie_1964.htm, 20.04.2007.

[5] M. B. Michalak, op. cit., s. 583.

[6] http://collision.lookin.at/pl/Letnie_Igrzyska_Olimpijskie_1964.htm, 20.04.2007.

[7] http://www.pkol.pl/1240.html, 25.04.2007.

[8] M. B. Michalak, op. cit., s. 571.

[9] Ibidem, s .572.

[10] Ibidem, s. 576.

[11] http://pl.wikipedia.org/wiki/Zimowe_Igrzyska_Olimpijskie_1964, 27.04.2007.

[12]http://collision.lookin.at/pl/Letnie_Igrzyska_Olimpijskie_1968.htm#Dyscypliny_pokazowe, 28.04.2007.

[13] http://www.pkol.pl/907.html, 29.04.2007.

[14] http://www.pkol.pl/907.html, 29.04.2007.

[15] Ibidem.

[16] M. B. Michalak, op. cit., s. 619.

[17] http://collision.lookin.at/pl/Letnie_Igrzyska_Olimpijskie_1968.htm#Dyscypliny_pokazowe, 29.04.2007.

[18] Ibidem.

[19] M. B. Michalak, op. cit., s. 607.

[20] Ibidem.

[21] Ibidem.

[22] http://collision.lookin.at/pl/Letnie_Igrzyska_Olimpijskie_1968.htm#Dyscypliny_pokazowe, 29.04.2007.

jgtjrththr

Autor Paweł Rogaliński

sie 08 09

 

 Polscy emigranci coraz częściej decydują się na założenie rodziny i dalsze, wspólne życie właśnie na Wyspach. Gdy mają już stałą pracę i życiowego partnera, decydują się na dziecko. Oczywiście nadal będzie ono chowane w polskiej kulturze, uczone języka ojczystego. Przecież nie brakuje ani dzieci mu podobnych, ani też polskich szkół, które wpoją w nie odpowiednią tożsamość narodową. Z pewnością założy rodzinę równie szczęśliwą i przekaże wieloletnie nauki kolejnemu pokoleniu. Ale czy naprawdę tak będzie? Czy to wystarczy, by wychować dziecko na Polaka, nie Anglika? Jak jest w rzeczywistości opowie Krystyna Bryant, 60-letnia córka polskich emigrantów, urodzona w Wielkiej Brytanii.

Krystyno, dlaczego Twoi rodzice wyjechali do Wielkiej Brytanii?

Wyemigrowali tuż po II Wojnie Światowej, w 1946 roku. Wiadomym wówczas już było, że Polska pozostanie w sferze wpływów radzieckich. Moi rodzice nie chcieli żyć w zniewolonym kraju, postanowili więc udać się na emigrację i tam też ułożyć sobie życie.

 

Urodziłaś się na Wyspach, tu też chodziłaś do szkół. Kto uczył Cię języka polskiego?

W domu rodzice mówili wyłącznie w języku ojczystym, gdyż nie umieli angielskiego. Gdy pierwszy raz poszłam do szkoły, nie rozumiałam innych dzieci, ponieważ znałam wyłącznie polski. Następnie, przez kilka lat chodziłam do szkoły z internatem prowadzonej przez zakonnice z Rzeczypospolitej, gdzie uczyłam się obu języków.

Wyszłaś za mąż za Anglika. Czy rozważałaś kiedykolwiek poślubienie Polaka?

Nie, raczej nie. Nigdy nie myślałam tymi kategoriami. Oczywiście jakbym spotkała Polaka i się w nim zakochała, wyszłabym za niego. Ale poznałam Anglika i to on był moim mężem. Moja mama bardzo chciała, żebym poślubiła Polaka. Ja byłam wówczas zbuntowana, przeciwstawiłam się jej woli. Nie chciałam dalej na siłę utrzymywać obcych dla mnie tradycji. To nie miało sensu. Nawet nie czułam się Polką.

Masz dzieci. Czy potrafią one również mówić po polsku?

Nie, nie znają polskiego w ogóle.

Dlaczego?

Moja mama chciała za wszelką cenę zachować tożsamość narodową. Dlatego też byłam wychowywana w duchu polskości. Kiedy dorosłam, rodzice pragnęli, abym również kolejne pokolenie wychowywała w polskiej kulturze. Może i nie zrobiłam im tego na złość, ale nie sądzę, aby dalsze kultywowanie tych tradycji miało jakikolwiek sens. Tak robią Hindusi, czy Arabowie, którzy tu przyjadą i nie widzę celowości tych działań. I jest to główny powód tego, że wychowałam własne dzieci na Anglików.

Czyli zupełnie odcięłaś się od Polski?

Nie, nadal zachowujemy niektóre tradycje, jak choćby polską Wigilię u mojej mamy. Co do reszty, miałam inne zdanie niż rodzice i nie chciałam uczyć dzieci polskiego. Mieszkamy w Wielkiej Brytanii, więc po co miałam to robić? Teraz trochę tego żałuję, ponieważ wiele osób znad Wisły mieszka w okolicy. Obecnie znajomość dodatkowego języka byłaby dla nich dużym plusem, ale wówczas o tym nie myślałam.

Nigdy nie byłaś w Polsce, nigdy też nie widziałaś na własne oczy kultury i społeczeństwa, z którego się wywodzisz. Jak to się stało? Nie chciałaś tam jechać, czy nie miałaś takiej możliwości?

I jedno i drugie. Miałam okazję jechać do Polski do rodziny taty, ale byłam wówczas młodą matką i szkoda było pieniędzy na taki wyjazd. Nigdy nie pragnęłam wyjechać do Polski, nie czułam takiej potrzeby. Teraz myślę, że chciałabym zobaczyć ten kraj, poznać jego kulturę, zabytki, ale jest to zwykła chęć a nie marzenie. W innym przypadku już bym tam była.

 Ponieważ całe życie przebywałaś na Wyspach, czujesz się bardziej Brytyjką, czy Polką?

Oczywiście, że Brytyjką!

Czy chciałabyś kiedyś wrócić do Polski i zamieszkać tam na stałe? Czy rozważałaś kiedykolwiek taką możliwość?

Tak, myślałam o tym. Na pewno będąc na emeryturze znacznie godniej żyłabym tam niż tu. Sprzedając dom w Anglii i przenosząc się do Polski, czy Hiszpanii, mogłabym po prostu pozwolić sobie na więcej. W dodatku w przypadku tego pierwszego miałabym dodatkowy plus – znam już przecież język.

 Czy uważasz, że imigracja do Wielkiej Brytanii jest dobra?

Osobiście sądzę, że wielu Anglików nie chce, żeby obcych przybywało w takim tempie. Z jednej strony mój kraj ponosi duże koszta płacąc obcokrajowcom studiującym tutaj. My, Brytyjczycy, płacimy podatki nie po to, żeby dostawali je ludzie z Polski, czy Afryki. Z drugiej strony, dobrze, że pomagamy biedniejszym… Natomiast w takich sprawach powinni się już wypowiadać rodowici Brytyjczycy.

Patrząc z perspektywy czasu, myślisz, że Twoi rodzice dobrze zrobili, że tu przyjechali?

Wielokrotnie rozmawiałam z rodzicami o ewentualnym powrocie do Polski. I oni nigdy nie chcieli znów przeprowadzić się w rodzinne strony. Dlaczego tak było, nie wiem. Podejrzewam, że ciężko byłoby im wrócić, kiedy moja mama wyjechała z kraju mając około 16-18 lat.

Dziękuję za rozmowę.

Decydując się na dziecko za granicą, musimy mieć świadomość, że wychowanie go na Polaka jest o wiele trudniejsze niż w kraju. Bez znaczenia, czy wyemigrujemy do Anglii, Szkocji, Niemiec czy Francji, kultura Zachodu jest bardziej atrakcyjna dla dziecka niż ta ojczysta. Dlatego trzeba nie lada wysiłku, by przekonać pociechę, że nie należy się wstydzić swojej narodowości. Wręcz przeciwnie – ze swojego pochodzenia można być dumnym. W takim duchu chowanych jest wiele polskich dzieci w Stanach Zjednoczonych, które od najmłodszych lat uczą się kultywowania ojczystej tradycji. Z pokolenia na pokolenie przekazywany jest tam patriotyzm i duma narodowa, których ?brytyjscy” Polacy muszą się jeszcze nauczyć. Bez nich nasza emigracja bezpowrotnie zaginie stapiając się z miejscowymi. Jak mawiał Wiktor Hugo, to ?duma jest cnotą narodów”, bo dzięki niej zachowują one swój charakter.

Autor Paweł Rogaliński

Strony: Poprzednia 1 2 3 ...43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 Następna