Strony: Poprzednia 1 2 3 ...13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 Następna
sie 07 27

Prawica. Kiedy była tak bardzo potrzebna, nie robiła nic. Obudziła się po wielu latach drzemki, by w XXI wieku wprowadzać średniowieczne reformy. Przez ostatnie dwa lata krajem rządziła zjednoczona trójca rozkapryszonych partii nacjonalistycznych i populistycznych, kłócących się o władzę i pieniądze. A gdzież podziała się ich troska o kraj? Ot, cały Giertych, Kaczyński i Lepper – niczym trójca XVII-wiecznych regimentarzy, nazwanych: „dzieciną, łaciną, pierzyną". Teraz, gdy nadszedł kres ich rządów, czas zastanowić się: CO DALEJ?

 

           Zarówno prawica, jak i lewica odgrywają kolosalną i nieodzowną rolę w kształtowaniu każdej demokracji. W odpowiednich momentach historii przychodzi czas na przewodnictwo polityczne jednej, bądź drugiej strony. Niestety, od lat władzę w Polsce przejmują ludzie reprezentujący często ideologię najgorszą z możliwych w danej chwili i sytuacji. Niejednokrotnie szkodzi to interesom kraju i jest brzemienne w skutkach – z wielkiego europejskiego mocarstwa Rzeczpospolita zmieniła się w podrzędne, nielubiane przez sąsiadów państwo krzykaczy i awanturników.

          Już w zamierzchłych czasach przekonaliśmy się, ze politycy wielokrotnie przedkładają własne interesy nad krajowe. W ten sposób, gdy ponad 100 lat temu Józef Piłsudski starał się uzyskać wsparcie od rządu Japonii przy tworzeniu legionów polskich, jego największy przeciwnik ideologiczny, Roman Dmowski, skutecznie przekonał tamtejszego Ministra Spraw Zagranicznych, by ten nie pomagał Polakom, a w szczególności wrogiej endekom PPS. Trzynaście lat później Piłsudski postanowił się zrewanżować – nie wysłał posiłków walczącym powstańcom w niemieckiej wówczas Wielkopolsce. Tamtejsza ludność w przeważającej części popierała politykę Dmowskiego, dlatego też lewica nie skrywała do niej niechęci. Marszałek, zmęczony walką wewnętrzną i rozczarowany postawą Polaków, stwierdził: „Naród wspaniały, tylko ludzie ch…e".

           Po II Wojnie Światowej Rzeczpospolita znalazła się de facto w strefie dyktatu rosyjskiego. Monopartyjność systemu uniemożliwiała legalne działanie nurtów politycznych innych niż komunistyczne. Wiadomym było, że tajne organizacje lewicowe nie mogły cieszyć się poparciem społeczeństwa, które zakorzeniło w sobie głęboką urazę do poglądów choćby w najmniejszym stopniu związanych z kierunkiem działań władz. Zdecydowanie swoje „pięć minut" miały podziemne ugrupowania prawicowe i nacjonalistyczne. Miały, ale… nie potrafiły wykorzystać swojej okazji. Nie stworzyły silnych organizacji. Nie walczyły tak jak Węgrzy, czy narody Jugosławii o niepodległość. Po prostu zawiodły.

          Ktoś mógłby zapytać – a cóż z NSZZ Solidarnością? Otóż uważany on był przez wielu za ruch prawicowy, z pewnością jednak daleko mu było do podobnej ideologii. Początkowo wysuwane żądania w stronę władz miały na celu polepszyć byt społeczeństwa, nie zaś obalić system komunistyczny. Solidarność wysuwała propozycje stworzenia „socjalizmu z ludzką twarzą", wierzyła, że państwo „ludowe" można umiejętnie zreformować. Jeśli zaś mimo wszystko uznamy ją za ruch prawicowy, nie będziemy mogli już tego samego powiedzieć po roku 1989, kiedy to związek zawodowy zaczął bronić pracowników przed pracodawcami, a nie jak wcześniej – władzami PRL. To proletariat, a nie prawica, położył kres Polsce Ludowej. Następnie, jak powiedział lider NSZZ, Lech Wałęsa, były to „ostatnie godziny naszych pięciu minut" – Solidarność słabła z dnia na dzień.

          Po politycznej zawierusze spowodowanej tworzeniem naprędce nowej demokracji, władzę w III RP przejął ktoś niemający najmniejszego związku z „czerwonymi" – koalicja AWS-UW. Skupiała ona większość ugrupowań polskiej prawicy, dzięki czemu zyskała zaufanie społeczeństwa, pokładającego wszelkie nadzieje w politykach koalicji. Autorytarny system rządzenia AWS-em przez jej przewodniczącego, Mariana Krzaklewskiego, spotkał się z silną krytyką. Niechlubne komentarze pojawiały się także na temat obsadzania wszelkich stanowisk w spółkach należących do Skarbu Państwa ludźmi powiązanymi z Solidarnością. Jarosław Kaczyński, oburzony tym zachowaniem stwierdził, że najsilniejszą frakcją w AWS jest frakcja TKM – „Teraz K…a My".

          Porażka prawicy skłoniła wyborców do zwrócenia się w stronę lewicy. I tak władzę zdobyło SLD. Niedawni komuniści nie mieli niestety pomysłu na rządzenie krajem. Wstępując za młodu do PZPR nie zastanawiali się nad własnymi ideami. Gdy Polska Ludowa upadła, postanowili stworzyć partię socjaldemokratów, gdyż wszelkie inne możliwości były zamknięte. Nie mając jednak pojęcia, na czym polega ideologia lewicy, nieudolnie kopiowali pomysły ich odpowiedników zza zachodniej granicy. W rezultacie SLD przeprowadzało prawicowe reformy, nawet w kwestiach obyczajowych. Słowa Andrzeja Leppera idealnie odwzorowują ówczesne rządy: „Jeżeli Sojusz Lewicy jest lewicą, to ja jestem kosmonautą".

           Zdezorientowani schizofrenicznym zachowaniem prawicowej lewicy Polacy, w kolejnych wyborach postawili na partie nacjonalistów i populistów. Ci mówili prosto, obiecywali dużo, krytykowali chętnie i modlili się nieustannie. Sam ordynator Rydzyk krzyczał z zadowoleniem: „Niech żyje moherowa koalicja!". Kraje Zachodu załamały ręce, wielokroć nazywały Polskę ciemnogrodem, bądź kaczogrodem. Przez dwa lata rządów ultraprawicy, społeczeństwo miało okazję być świadkiem powrotu do średniowiecza: ekskomuniki nauczycieli, prześladowania gejów, cenzury w mediach, wymyślnych pomysłów Giertycha, polowania na szatanów, inkwizycji i listy ksiąg zakazanych.

          Koalicja – z pozoru trwała, okazała się kolosem na glinianych nogach. Władza kusiła tak bardzo, że skłóceni ze sobą koledzy z sejmowych ław, nie przebierali w słowach opisując się wzajemnie. W wyniku tego usłyszeliśmy, że Lepper to „warchoł" do którego „bardziej pasują widły i kupa gnoju", Lech Kaczyński to „cham" oraz „s…syn", zaś jego żona zyskała miano „czarownicy" i „szamba".

          Jana Rokitę nazwano „płytkim" i „dennym", Aleksandra Kwaśniewskiego „szmaciarzem", a Zbigniewa Zbiorę „kłamcą i oszustem". Joanna Senyszyn uznała obecny rząd za „ziemniaczano-buraczany", nawiązując zaś do słów premiera sprzed kilku lat, stwierdziła, że realizowany jest „program TMK – Teraz My Kaczyńscy".

            Walka lewicy i prawicy w Polsce trwa niemal od zawsze. Jedyny problem obecnej sceny politycznej to wypaczenie równowagi, spowodowane 44 latami komunizmu. W wyniku tak długotrwałej dyktatury komunistów, do której społeczeństwo nabrało obrzydzenia, wykształciły się silne ruchy fanatycznych katolików oraz nacjonalistów. Lewica zaś niemalże zupełnie zaniknęła. Postkomunistyczne SLD zmienia się, biorąc przykład z partii socjaldemokratycznych na Zachodzie, ale proces ten przebiega bardzo wolno. PO, mając obecnie największe poparcie, stara się utrzymać w centrum i stronić od przedstawiania jakiegokolwiek programu. Jak widać, metoda ta sprawdza się znakomicie.

            Wydaje się, że nie ma partii, na którą można by z czystym sumieniem zagłosować w nadchodzących wyborach. Brak alternatyw w formie młodej, nowoczesnej lewicy, rozsądnego centrum, czy też zdystansowanej do religii prawicy. Śledząc kolejne zdarzenia w kraju można mieć wrażenie, iż Polacy wybierają często najgorszą z możliwych opcji. Ale wybrać trzeba. Obyśmy znów nie popełnili błędów z przeszłości. W 1945 roku premier Wielkiej Brytanii, Winston Churchill powiedział: „Mało jest zalet, których by Polacy nie mieli i mało błędów, których udałoby im się uniknąć". Niestety miał rację.

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , ,

sie 07 17

  Wśród Polonii w Anglii chodzą niewybredne żarty, iż nie trudno rozróżnić Polkę od Brytyjki – ta druga jest trzy razy większa i stokroć razy brzydsza od tej pierwszej. Jak zaś skorzystać z angielskiej umywalki, gdzie na obu jej krawędziach umieszczone są dwa kraniki – jeden z wodą gorącą, drugi – lodowatą? Warto wiedzieć tę i wiele innych ciekawostek, zanim wybierzemy się na Wyspy.

          Czy rzeczywiście zamieszkująca Wielką Brytanię płeć piękna jest „piękna" już tylko z nazwy? „Niestety tak" – odpowiada Łukasz, 23-letni student informatyki, obecnie pracujący w Londynie. Po dłuższej chwili zastanowienia dodaje: „Każda ładna kobieta spotkana przeze mnie okazała się nietutejsza". I rzeczywiście, sam zaobserwowałem, iż olbrzymia część kobiet na Wyspach ma nadwagę. Co ciekawe, problem ten w znacznie mniejszym stopniu dotyka męskiej części populacji. Sytuacja ta powoduje, iż przyjeżdżające między innymi z Polski młode, piękne kobiety są adorowane przez tamtejszych mężczyzn, którzy pozostawiają rodaczki samym sobie. A te nie mogą zbyt wiele począć, bo tak, czy inaczej, ich uroda i tak zostanie przyćmiona przez przybyszki ze Wschodu.

           Prawdą jest też niestety fakt, iż Wyspiarze są formalistami. Oczywiście nie wszyscy, ale duża część z nich bardziej ceni sobie postępowanie według ustalonych procedur, niż zawiązanie nowych znajomości i przyjaźni. Pracująca od trzech lat w Londynie Anita mówi, iż „Brytyjczycy nie patrzą się na to, czy przepisy są mądre, oni po prostu bezmyślnie je wykonują. Każdy Polak, zanim coś zrobi, zastanowi się pięć razy nad celem swojego działania. Już nie raz miałam masę problemów przez biurokrację tworzoną wyłącznie przez pracowników najniższych szczebli."

           Zupełny brak logicznego myślenia jest często widoczny w najbardziej banalnych miejscach. Angielskie umywalki posiadają po dwa krany umieszczone na krańcach każdej z nich. Jednemu odpowiada woda gorąca, drugiemu zimna. I nie robi to wielkiej różnicy do czasu, gdy chcemy umyć ręce. Krany są na tyle oddalone od siebie, iż połączenie wody w jeden strumień jest niemożliwe. Przy co poniektórych umywalkach umieszczone są korki, które niejako rozwiązują problem, ale dla wielu mycie dłoni w taki sposób może wydawać się niehigieniczne, szczególnie w miejscach publicznych. Tam, gdzie korka nie ma, zostają nam trzy opcje do wyboru: poparzyć się, użyć lodowatej wody, lub nie myć rąk w ogóle. I pomyśleć, że założenie jednego kranu z dwoma kurkami byłoby wyjściem zarówno tańszym, jak i praktyczniejszym…

           Innym ciekawym zagadnieniem jest żywność. Znaczna jej większość jest odtłuszczona i bez zawartości cukru – w zamian stosowany jest słodzik, który, zapewniam, nie jest dobrym substytutem tego pierwszego, gdyż wszystko najzwyczajniej traci smak. Większość produktów spożywczych dostępnych jest jedynie w wielopakach. Kupując wszelkiego rodzaju słodycze: cukierki, czekoladki, chipsy i tym podobne, nie możemy nabyć jednej paczki, lecz kilkadziesiąt, najczęściej 25, 36 lub więcej. W wyniku tego Anglicy przechowują w domach olbrzymie zapasy słodkości. A wszystko to znajduje się na wyciągnięcie ręki. Korzystają więc z okazji i jedzą. Jedzą i jedzą. A jak skończą jeść, to kupują nowe zapasy i znów jedzą.

           Ilości pokarmów spożywanych przez Wyspiarzy zastraszają, oni sami swą masą także mogą przerazić. Aby dodatkowo ograniczyć ilość ruchu i męczące wyprawy na zakupy, Anglicy wymyślili specjalne 3-kołowe skutery (ang. shoprider), dzięki którym nie muszą chodzić o własnych siłach i wysilać mięśni. Teraz wystarczy tylko wsiąść na skuter, odwiedzić supermarket, wszystkie produkty spakować do koszyka zamontowanego w pojeździe i wrócić do domu. Powstały nawet taksówki z podjazdami na skutery, aby móc szybciej przetransportować zakupowiczów do domu. Tryb życia Brytyjczyków jest więc idealny do nadmiernego rozwoju tkanki tłuszczowej i zaniku mięśni.

            Zła dieta, nieodpowiedni tryb życia i nadmiernie wilgotny klimat powodują wiele chorób tutejszych ludzi. Odwiedzając szpital w Basildonie zauważyłem, iż lwia część pacjentów ma poważne problemy z nogami – są one często nabrzmiałe, koloru fioletowego, nierzadko po prostu gniją. Skóra w wielu miejscach wysycha i tworzy skorupę przypominającą łuski rybie. Nie trudno spotkać inwalidów z amputowanymi dolnymi kończynami. Gdy zapytałem znajomego lekarza -Polaka, skąd aż tyle osób z chorobami nóg, odpowiedział, iż w Anglii podobne problemy są na porządku dziennym. Sam przyznał, iż po kilku przepracowanych latach w Brytanii wróci do Polski, by tam „grzać stare kości", gdyż nie chce skończyć w podobny sposób.

           Może się wydawać, że opieka zdrowotna w Polsce stoi na tragicznym poziomie, ale nie lepiej wygląda ona w Anglii. Oczywiście jakość usług znacznie różni się pod względem ilości pieniędzy posiadanych przez szpital, ale nie są one w stanie zbyt dużo zdziałać. Otóż większość pielęgniarek nie ma żadnego wykształcenia medycznego. Jedyne egzaminy kwalifikujące na tą posadę to test z języka angielskiego i matematyki. Aby dowiedzieć się czegoś więcej, zapytałem Magdę, pełniącą funkcje pomocnicze w szpitalu, czy rzeczywiście część personelu szpitala nie posiada wiedzy odpowiedniej do wykonywania swojego zawodu. W odpowiedzi usłyszałem: „Tutaj mało kto zna się na leczeniu. Pewnego razu zapytałam pielęgniarki, które potrawy mogę podać pacjentowi z przypisaną ścisłą dietą. Nie potrafiąc mi odpowiedzieć, zawołała koleżankę, a potem obie zaczęły zgadywać, które z dań byłoby odpowiednie. W tym jedna była przekonana, że pacjent może pić kawę, druga uznała to za niedopuszczalne"…

            Inną dużą wadą szpitali jest rozprzestrzenianie chorób. Na pierwszej stronie sierpniowego wydania brukowca „Billericay&Wickford Gazette" opisany jest przypadek Jima Comptona, który przychodząc do szpitala z jedną chorobą, wyszedł z niego z dwoma innymi, tym razem śmiertelnymi. Po rychłym zgonie, jego rodzina postanowiła dociec prawdy i znaleźć prawdziwą przyczynę odejścia ich bliskiego na tamten świat.

            Chcąc odkryć tajemnice szpitala, zatrudniłem się na pewien czas w owej placówce. To, czego się dowiedziałem na szkoleniu, było szokujące. Kubki i filiżanki od napoi, zarówno te używane przez pacjentów zakaźnie chorych, jak i tych np. ze złamaniem, nie są myte, ale opłukiwane w zimnej wodzie i rozdawane na nowo – wszystko to z powodu oszczędności czasu i braku jakiejkolwiek kontroli nad pracownikami. Pacjenci wymieniają się więc chorobami, „kolekcjonując" ich coraz więcej. Mało tego – sami odwiedzający, często pijący herbatę z tych samych naczyń są narażeni na poważne choroby. Ale na tym nie koniec. Zjadając kiedyś obiad w restauracji szpitalnej przeznaczonej dla osób z zewnątrz, przeleżałem trzy kolejne dni w łóżku, cierpiąc na zatrucie pokarmowe. Nikt nie uwierzył, że było to spowodowane obiadem, który jedzą przecież także pacjenci. Dopiero, gdy tydzień później znajoma mi osoba przeszła podobną historię, uwierzyła w niską jakość tamtejszych usług. Najlepszą puentę tych zdarzeń możemy usłyszeć w słowach piosenki Czarno-czarnych ze znanego polskiego serialu: „Daleko od noszy, od noszy najdalej. Najlepiej nie choruj, omijaj szpitale! (…) Opieka lekarza, jak grabarza sen, W zaświaty zaprowadzi cię".

            Innym dziwacznym pomysłem Brytyjczyków jest proces pozbywania się odpadków. Po zapełnieniu domowego kosza, mieszkańcy wynoszą czarne worki ze śmieciami do… przydomowych ogródków. Czemu tak się dzieje? Najzwyczajniej w świecie nie istnieje tutaj wynalazek, który my w Polsce znamy już od dawna – pojemnik na odpady. A ponieważ śmieciarka przyjeżdża tylko raz w tygodniu, czarne worki gromadzą się i zapełniają małe ogródeczki. Wystarczy sobie wyobrazić, co może się stać z surowym mięsem, które wyrzucone leży w upalne dni lata cały tydzień, zamknięte w czarnym, plastikowym worku. Na szczęście gorące dni w Anglii do częstych nie należą.

             Kolejnym „fantastycznym" pomysłem Brytyjczyków są rozkłady jazdy autobusów, a raczej ich brak. W ten sposób całkiem sprytnie likwiduje się spóźnienia, które w Polsce są nagminne. Nikt już nie może narzekać, że znów jego środek transportu zjawił się o kilka minut za późno, bo nie wiadomo, o której godzinie powinien był przyjechać. I z jednej strony takie wyjście jest zrozumiałe – skoro gdzieś istnieje problem, należy go zlikwidować. Ale czy od razu tak dosłownie?

            Zupełnie innej, zabawnej historii byłem świadkiem, kiedy mieszkając w jednym domu z Anglikami, zostawiłem w łazience pumeks. Gdy po pewnym czasie spostrzegłem, iż jest on cały brudny od czarnej substancji i mydła, postanowiłem zapytać się pozostałych domowników, czy przypadkiem go nie używali. John, malarz ścienny, przyznał się, iż oglądał ten przedmiot kilka dni i nie miał pojęcia do czego może on służyć. Postanowił więc oskrobać nim ściany. Gdy się zabrudził, John chciał go wyczyścić, ale mydło jedynie pogorszyło wygląd pumeksu .

              Ostatnim ciekawym spostrzeżeniem jest fakt, iż Wyspiarze często zarabiają w weekend niemal dwukrotnie więcej niż w ciągu tygodnia. Mimo to większość z nich nie pracuje w soboty i niedziele, ponieważ uważają ten czas za nienaruszalny i przeznaczony wyłącznie na odpoczynek. Szkoda, że nikt z nich nie policzył, iż pracując w te dwa dni zarobiłby mniej więcej tyle samo, co przez pozostałe pięć. I wtedy taka osoba mogłaby mieć wolne od poniedziałku do piątku. Sprytni Polacy wykorzystują przyzwyczajenia Anglików i nierzadko pracują w weekendy nawet po 12 godzin.

              Brytyjczycy – jacy są, tacy są. Może dziwni, czasem śmieszni. Z pewnością niezrozumiali. Lud, który kieruje się własną, zmienną i oryginalną polityką. Popijając niesmaczną, zmieszaną z mlekiem herbatę, żyją spokojnie od lat na swoich wyspach. Nudziarze. Irlandczyk, Wilde Oskar, stwierdził, że „myślenie jest najbardziej niezdrową rzeczą na świecie. Od myślenia ludzie umierają tak, jak od innych chorób. Na szczęście, przynajmniej w Anglii, myślenie nie jest zaraźliwe. Naszą (angielską) wspaniałą fizjonomię zawdzięczamy całkowicie naszej narodowej głupocie".

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , ,

lip 07 24

Wejście do Unii Europejskiej w 2004 roku ożywiło w Polakach chęć do podróży zagranicznych. I to nie tylko tych w celach zarobkowych, ale również i wypoczynkowych. Polska, będąca wcześniej cichym zakątkiem Europy, którym „wielki świat” mało się interesował, stała się dużo bardziej rozpoznawalna, a to obudziło w innych społeczeństwach apetyt na poznanie naszej kuchni, kultury i języka. Sławne wśród obcokrajowców pytanie po polsku „jak się masz” obiegło już spory kawał globu.

 

          Kiedy podróżowałem po Egipcie, niemal w każdej jego części mieszkańcy chwalili się wobec turystów opanowanymi zwrotami: „mucha, mucha, karalucha”, „cześć kochanie”, „dzień dobry” oraz wspomniane już, najbardziej powszechne „jak się masz?”. Często wymieniano też nazwiska sławnych Polaków: Małysz, Kubica, Wałęsa i Kwaśniewski. Co ciekawe, kilkunastu spotkanych przeze mnie Egipcjan niemal bezbłędnie używało języka polskiego, którego znajomość przynosi im obecnie często dużo większe zyski z pracy, niż gdyby władali jedynie j. angielskim, stosowanym powszechnie przez dużą część ludności w komunikowaniu się z obcokrajowcami. Muszę przyznać, iż byłem pod dużym wrażeniem słysząc nasz rodzimy język w ustach ciemnoskórych miejscowych.

          Na tym jednak nie koniec. Na plaży przy hotelu, w którym wówczas mieszkałem, poznałem grupę turystów, z którymi rozmawiałem dobrych kilkanaście minut. Przynajmniej z nimi mogłem zamienić parę słów bez konieczności użycia angielskiego. W pewnym momencie, jeden z nich, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, powiedział, iż jest Włochem. Chwilę potem dodał, iż języka polskiego uczy się od sześciu lat na prywatnych lekcjach. Przyczyna jego pilnej nauki była jednak zrozumiała – zakochał się w Polce i chciał zaimponować jej rodzinie. Obawiał się, że mógłby zostać szybko wyalienowany w obcym mu społeczeństwie, mówiącym dziwnym i niezrozumiałym dla niego językiem.

          Pół roku później, wyjeżdżając do Wielkiej Brytanii, nie podejrzewałbym, że spotkam się ze zjawiskiem znacznie bardziej wyrazistym. Otóż spacerując po ulicach wielu miast na Wyspach, bardzo często można usłyszeć język polski. Nie brak też reklam, które wprost odnoszą się do naszego narodu. Jedna z linii lotniczych oferuje na swych billboardach tanie przeloty do miast nad Wisłą. Za to największe banki już od dawna toczą walkę o przybyszów z naszego kraju. Gdy odwiedziłem jeden z nich, dostałem do ręki kilkustronicowy opis wszystkich rodzajów oferowanych kont bankowych w języku… polskim. A nawet tam, gdzie znajdowały się napisy po angielsku, ilustracje przy nich obrazowały klientów-Polaków, trzymających książeczki z napisem „paszport”, w którym wpisane imię brzmiało „Renata”, lub też dowód osobisty z umieszczonym tekstem „narodowość: polska”

           Także w supermarketach można bez wysiłku znaleźć wiele rodzajów rodzimych produktów spożywczych. Dobrym przykładem jest „Chleb polski”, chętnie kupowany przez wyspiarzy z powodu znacznie lepszego smaku niż miejscowe pieczywo. Również piwo znad Wisły cieszy się dużą popularnością. W niektórych sklepach samoobsługowych można spotkać całe regały wyrobów wyłącznie polskich, a zainteresowanie nimi jest z całą pewnością niemałe. Ale na konsumpcji produktów spożywczych się nie kończy. W bibliotekach nawet niewielkich miasteczek, takich jak choćby Basildon, w którym mieszkałem, wyeksponowanych jest około kilkudziesięciu pozycji książkowych w naszym języku, głównie lektur szkolnych. Będąc w takim miejscu, bez problemu znalazłem płyty CD przeznaczone dla Anglików uczących się polskiego.

          Wszystkie te czynniki prowadzą do coraz to większego umacniania się pozycji Polaków na Wyspach. Dając przykład: zarabiający w Wielkiej Brytanii Polak „ściąga” do swojej pracy znajomych i rodzinę, czyli stara się, aby wszelkie wolne posady w danej firmie zostały zajęte przez jego bliskich. Gdy osiąga awans, sam zaczyna decydować o tym, kogo zatrudnić i wtedy oczywiście woli dać pracę rodakom niż obcym mu Anglikom. Zjawisko to wydaje się na tyle widoczne, iż nie trudno znaleźć przykłady potwierdzające tą tezę. Zupełnym przypadkiem miałem przyjemność poznać Tomasza Olesińskiego, który pracując w firmie InHealth Corporation, zajmuje się nadzorem kontroli jakości wody. Jak sam powiedział, woli „obstawiać się Polakami, bo z nimi dobrze się współpracuje. To zupełnie co innego niż praca z Brytyjczykami”.

          Anglicy, chwaląc się często swoim polskim pochodzeniem, w niczym nie przypominają Francuzów, nastawionych bardzo patriotycznie bądź nacjonalistycznie. Ci ostatni trzymają w sercu wrodzoną i głęboką urazę do wielonarodowych Wysp, dlatego też znaczna większość mieszkańców tego kraju nie zna nawet podstaw języka angielskiego. A to jest już pewnego rodzaju zapora dla naszych emigrantów, których lwia część nie potrafi mówić po francusku. Ci zaś z Polaków, którzy w zamierzchłych czasach osiedlili się tam na stałe, zapodziali gdzieś w pamięci swą narodowość, a swych potomków wychowali na Francuzów. Osobiście przekonałem się o tym, poznając ludzi w podobnej sytuacji, mieszkających na stałe w Paryżu. Być może dlatego też stolica Francji, będąca niegdyś kierunkiem polskiej emigracji, stanowi teraz jedynie pewien zapomniany rozdział historii naszego narodu.

          Pomimo drobnych potknięć, pozycja III RP w świecie wciąż rośnie, a my stajemy się bogatsi i coraz bardziej wpływowi. Dzięki otoczeniu przez małe i średnie państwa, nasz kraj stał się reprezentantem Europy Środkowo-Wschodniej, Polacy zaś głównymi przedstawicielami tej części świata. Mniej liczne mniejszości na kontynencie będą chętniej identyfikować się z Polonią, niż z ludnością Wielkiej Brytanii bądź Niemiec. Nie znajdując więc za granicą swych rodaków, będą starać się utożsamiać z bliższymi im językowo i etnicznie Polakami. To zaś może szybko spowodować masową chęć nauki naszego języka w sąsiednich krajach. Sam miałem okazję poznać Czecha, który nauczył się polskiego tylko po to, by nie zostać wyalienowanym w miejscu pracy w Londynie, gdzie większość stanowili Polacy.

          Chcąc, nie chcąc, nieformalnie spełni się zapowiadana przez Józefa Piłsudskiego koncepcja Międzymorza – wielokulturowego związku państw między morzami: Adriatyckim, Bałtyckim i Czarnym. Rolę lidera w takim niepisanym układzie mogłaby pełnić właśnie Polska, potrzeba by jej było jednak mądrego i rozsądnego przywództwa, o które trudno w dzisiejszych czasach.

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński

lip 07 24
  Gdy brakuje argumentów, politycy wymyślają byle głupstwa, którymi „karmią" społeczeństwo. Problem tkwi w tym, że niektóre wypowiedzi wprawiają w tak duże zakłopotanie, iż nie wiadomo, czy się śmiać, czy też płakać. Najgorsze, że całej tej scenie przygląda się zagranica. I nie dziwmy się potem opiniom na nasz temat – jak nas widzą, tak nas piszą.
 

            Premier RP, Jarosław Kaczyński głęboko wierzy, iż „szatani są czynni, żeby zaszkodzić naszemu krajowi". Wypowiedział on wojnę całemu złu III RP. Siły dobra, na czele których stoją prawi i sprawiedliwi, zamierzają pokonać szatanów. Czort wie, w jaki sposób chcą to zrobić, bo na razie padają tylko puste słowa. Prezes Rady Ministrów rozszerzył swą myśl słowami: „chcę walczyć ze złem i niesprawiedliwością (…) nie uda się go łatwo wykorzenić. Nie wystarczy umocnić CBA czy naprawić inne służby". Następnie zapewnił, iż „nie ma afer", a PiS z koalicjantami jest pierwszą władzą, która „afer nie organizuje".

           Poseł PiS, Tadeusz Cymański także przyznał, że „w Polsce są potężne siły zła", wrogowie „wartości narodowych i chrześcijańskich". Doszło nawet do tego, że premier widzi diabły na własne oczy: „szatanów łatwo zidentyfikować, widać te buzie także w mediach". Racja, przecież pan Rokita za sprawą swoich oryginalnych pomysłów coraz częściej gości w telewizji. Ale i wśród protestujących pielęgniarek znalazłyby się zapewne diablice chowające swe rogi za służbowymi czepkami.

          Wypowiedzi naszych władz na tyle „podobają się" za granicą, że w Kolonii wywieszono plakat łańcucha ewolucji teorii Darwina, gdzie pierwsze ogniwo zajmuje Lech Kaczyński o sylwetce małpy człekokształtnej, trzymając w ręku maczugę. Pal licho ten jeden przytoczony przykład, ale obaj bracia są nieustannie krytykowani za całokształt swych dokonań, nie tylko w Europie, ale i na całym świecie.

           Najgorsze jednak, że posługiwanie się terminem „szatan" i „diabeł" wobec opozycji staje się coraz bardziej naturalne i zaczyna wchodzić w codzienne użycie. Brakło już niestety argumentów obwiniających o wszystko czasy PRL-u. Poza tym hasła atakujące komunistów, nadmiernie używane, spowszedniały i straciły jakiekolwiek znaczenie. Użycie symbolu szatana w chwili, gdy katolicyzm w Polsce zdaje się przeżywać renesans, jest chwytliwe i łatwe do zapamiętania.

          Zbigniew Religia, komentując strajki pielęgniarek, bez większego zastanowienia powiedział dziennikarzowi: „Szatan może i ma w tym swój udział, ale nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości, że zasadniczą przyczyną jest brak kilkudziesięciu miliardów złotych", po czym dodał: „Żyjemy w państwie katolickim – Szatan jest wszędzie".

          Polowanie na szatanów z opozycji zdaje się być coraz modniejsze. A zła dopatrzyć można się każdym. Ja, jako obrońca „diabłów polskich" sam z pewnością zostałbym posądzony o bycie jednym z nich. Obok dwóch najbardziej znanych: Boruty i Rokity, jest także trzeci w hierarchii – diabeł Rogaliński, grasujący ponoć w okolicach Łodzi. Ciekawe, iż nazwisko to oznacza po prostu szatana, a ludność używała je zamiennie, by nie kusić licha. Macałem się po głowie, rogi jeszcze mi nie wyrosły, ale kto wie, może kiedyś…   Czort z piekła rodem, łodzianin Paweł Rogaliński

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

Mój komentarz: Sądzę, że pani Marika jest w błędzie i źle odczytała przesłanie mojego artykułu. Otóż, gdyby Polską rządzili ludzie, z których społeczeństwo byłoby dumne, moglibyśmy pozwolić sobie na zapomnienie o zagranicy, wszystkich obcych nam brukowcach i komentarzach wystawianych politykom znad Wisły. Gdy jednak mamy do czynienia z awanturnictwem i ośmieszaniem kraju na arenie międzynarodowej, warto wspomnieć o tym, jak nas widzą inni. W końcu to nasi przedstawiciele zgotowali nam taki, a nie inny obraz Polski na świecie. Prasa nie tylko krajowa, ale i zagraniczna dostrzega żenujące sytuacje z Wiejskiej. Dlaczego mielibyśmy milczeć i izolować rodaków od zagranicznych komentarzy naszej sceny politycznej? Działanie takie wydaje mi się bezcelowe, a argumenty popierające stanowisko pani Mariki nieuzasadnione i łatwe do podważenia. Paweł Rogaliński  

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , ,

cze 07 24

<WSPÓŁAUTOREM JEST DOKTORANTKA FILOLOGII ANGIELSKIEJ UNIWERSYTETU ŁÓDZKIEGO, MGR. MONIKA ROGALIŃSKA>

Nareszcie wakacje! Teraz młodzież szkolna może cieszyć się wakacjami …ale cóż po nich, gdy trzeba będzie wrócić do tych samych murów już we wrześniu? Aż strach pomyśleć o okropnych, szarych mundurkach przypominających worki na kartofle. Oczywiście tylko te z IV RP. Minister edukacji niczym doktor Frankenstein tworzy w swojej głowie nowe, dziwaczne projekty, które mają z uczniów stworzyć nowe pokolenie mądrych i roztropnych patriotów, przyszłość Polski.

  Co czeka młodzież we wrześniu? 

            Wicepremier Roman Giertych zapowiedział już niestety kontynuację „uzdrawiania oświaty”. Dotychczasowe pomysły ministra wejdą w życie od września. Tak zwane „worki” niestety będą musieli nosić wszyscy uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów. Niektóre szkoły na przekór Ministerstwu Edukacji Narodowej jako mundurek potraktowały zwykłą kamizelkę, ale i ona nie wzbudza entuzjazmu uczniów. MEN zakazało też promocji homoseksualizmu i używania telefonów komórkowych w szkołach oraz nosi się z zamiarem wliczania wyniku z religii do średniej ocen. Kolejnym szalonym projektem jest zmiana kanonu lektur. Ma ona tylko jedno na celu – zniszczenie wolnomyślicielstwa i wszelakiej opozycji. W uczniów wpoi się patriotyzm. Nauczą się go na pamięć, będą recytować oddanie ojczyźnie, pisać klasówki z miłości do Boga, wreszcie odpowiadać na ocenę z prawidłowego wzorca rodziny. Czy właśnie taki cel postawiła sobie władza?

  Gombrowicz wielkim pisarzem był 

Jak wiadomo, według planów Ministra Edukacji Narodowej, kanon lektur szkolnych zmieni się już po wakacjach. Pisarze skreśleni z listy obowiązkowych to min. Gombrowicz, Joseph Conrad Korzeniowski, Herling-Grudziński, Kafka czy Dostojewski. Według ministerstwa, zmiany są wprowadzane w celu ujednolicenia listy lektur. Dodatkowo potrzeba, aby znalazły się tam dzieła patriotyczne i, jak rzecznicy MEN twierdzą, “nacechowane głębokim humanizmem i wartościami chrześcijańskimi”. Ponadto wymienione powyżej lektury zastąpione zostaną utworami m.in. ks. Twardowskiego, Jana Dobraczyńskiego i Jana Pawła II.

  Czy zmiana listy lektur to rzecz konieczna czy wymysl MEN?

              Roman Giertych stwierdził, że po przeczytaniu “Trans-Atlantyku” Gombrowicza, co miało miejsce zaledwie kilka miesięcy temu, przeraził się faktem, iż jest on wrogi Polsce. Wojciech Wierzejski podobnie skomentował sprawę – stwierdził , iż nie trawi Gombrowicza. Dla niego utwory tego pisarza nie reprezentują narodowego patriotyzmu. Osobiste upodobania co do lektur nie powinny mieć wpływu na tak poważną decyzję.

Politycy LPR postanowili zastąpić niektóre wycięte pozycje aż czterema powieściami Sienkiewicza. Nie można jednak kłaść obu pisarzy na dwóch szalach i ważyć, który z nich był lepszy. Urozmaicony spis lektur byłby o wiele bogatszy niż ten nastawiony na jeden kierunek i w dodatku pisany wciąż przez tych samych autorów. Jak by to powiedział sam Gombrowicz na zaistniałą sytuację: „Boże wielki wyciągnij nas kiedyś z tej bzdury”. Szaleńcze decyzje Romana z pewnością powinno się jeszcze raz przeanalizować i być może tym razem wesprzeć radą specjalistów – krytyków literackich, którzy jak do tej pory przerażeni są pomysłem zmiany kanonu.

  Jaki pan…

           Mówi się, że jabłko nie pada daleko od jabłoni. Powiedzenie stare jak świat, a wciąż uniwersalne. Jędrzej Giertych, dziadek Romana, wielokrotnie oskarżany o skrajne poglądy i antysemityzm, był jednym z przywódców Stronnictwa Narodowego i bliskim współpracownikiem Romana Dmowskiego. Chciał on stworzyć katolickie państwo narodu polskiego. Plan się nie powiódł, ale jego potomkowie, nie zważając na to, iż to początek XXI wieku, sumiennie kontynuują powyższą myśl.

Maciej Giertych, ojciec Romana, redaktor naczelny pisma Opoka w Kraju, na łamach którego promuje wartości narodowe i katolickie, przestrzega m.in. przed aborcją, eutanazją, „wstrętnymi pederastami” i relatywizmem moralnym. Najmłodszy z trójcy, Roman, sumiennie podąża drogą nakreśloną przez przodków.

Ale co ma wspólnego zmiana lektur szkolnych z propagowaniem nacjonalizmu i katolicyzmu? Przewodniczący sejmowej Komisji Kultury uważa, że Roman Giertych robi to ze względu na swoich wyborców. Propagując skrajnie nacjonalistyczne i katolickie wartości, zapewnia sobie dodatkowe głosy w przyszłych wyborach.

  Reakcja PiS

            Ze względu na oburzenie, jakie wywołała wśród społeczeństwa zmiana listy lektur oraz fale protestów, Jarosław Kaczyński zmuszony był skrytykować pomysł wicepremiera. Roman Giertych skomentował to posunięcie jako nielojalność koalicyjną PiSu. Jednakże po skandalu z Teletubisiami oraz żenującej aferze Marka Grabowskiego z Samoobrony, który „pomylił” homoseksualistów z pedofilami, coraz więcej osób rozumie taktykę rządu sprowadzającą się do prób kontrolowania społeczeństwa poprzez podsuwanie mu tego, co prawe i sprawiedliwe, a zakazywaniu rzeczy niepoprawnych moralnie. Ale jakże rozumieć moralność? Mirosław Orzechowski zaciekle broni zdania swego przełożonego, Romana Giertycha i twierdzi, że zakazywanie tego, co „pachnie kulturą homoseksualną, czy alternatywną” to zdecydowanie dobre posunięcie. Na razie jedyną rzeczą, którą w Polsce pachnie, to społeczeństwem kontrolowanym przez książkowego Big Brothera.

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński

cze 07 24

Europejczycy ze strachem w oczach spoglądają na Bliski Wschód – siedlisko przeraźliwych zbrodniarzy o ciemnej skórze i dzikich oczach, których nazywa się jednym, przeklętym słowem – terroryści. Zaślepieni w swym panicznym strachu mieszkańcy Starego Kontynentu zapomnieli o mrokach własnej historii, nie dostrzegają odradzania się groźnych, bestialskich ideologii w ich własnych domach. Nietolerancja nie tylko na tle religijnym, ale i narodowościowym, czy jakimkolwiek innym może prowadzić do tych samych, tragicznych skutków.

              A mowa o neonazizmie, który nawiązując do ideologii Hitlera, stara się zniszczyć wszystko to, co zostało do tej pory zbudowane wspólnymi siłami przez kraje zjednoczonej Europy. Serce ludobójczej ideologii od wielu dziesiątek lat spoczywa w Niemczech. Po przegranej I Wojnie Światowej, duma i pycha niemiecka odrodziła się ze zdwojoną siłą. Mogłoby się wydawać, ze po II Wojnie tendencja ta zniknie. Niestety, drzemiąca przez długi czas w kajdanach komunizmu żądza Niemców do władania światem, odradza się dziś w wolnym, demokratycznym kraju.

 Neohitleryzm był w RFN lekceważony przez długi czas. Stanowczo zbyt długi. Dziś jednak, kiedy politycy jednej z największych partii w kraju mówią o zagrożeniu coraz to popularniejszym wśród społeczeństwa neonazizmem, lepiej go nie bagatelizować. Wolfgang Thierse, jeden z czołowych polityków Socjaldemokratycznej Partii Niemiec, szacuje, że około 10 procent wyborców przejawia nastawienie antysemickie i wrogie wobec cudzoziemców.

 Neonazistowska partia hołdująca dorobkowi III Rzeszy o nazwie NPD (Narodowodemokratyczna Partia Niemiec) zdobywa coraz to większy rozgłos i poparcie społeczne, szczególnie we wschodnich landach. Jej członkowie nieraz już mówili o potrzebie rewizji granic państwowych, między innymi z Polską. Chcieliby odzyskać dawne tereny niemieckie, a więc sporą część wschodnią naszego kraju. Hasło „Niemcy ponad wszystko” rozbrzmiewa na nowo, coraz głośniej, w kraju, który już dwa razy zagroził całemu światu.

 Również w naszym kraju, który tak bardzo ucierpiał z powodu wojen, grabieży i zagłady ludności, istnieją organizacje neofaszystowskie. Planują one podpalenia i zamachy bombowe na ośrodki dla uchodźców, miejsca spotkań Żydów, oraz mniejszości seksualnych. Organizatorka tegorocznej Parady Równości, Małgorzata Rawińska, otrzymała pogróżki o treści: „jeśli będzie parada, to będą ofiary, krew i pożoga”. Neofaszyści tworzą dokładne instrukcje ataków na poszczególne osoby związane z propagowaniem tolerancji wśród społeczeństwa.

 Materiały rozprowadzane przez te zrzeszenia negują holocaust i zachęcają do podejmowania konkretnych działań przeciwko tak zwanym „wrogom rasy”. Na właśnie takie treści natknęli się pod Radomiem policjanci Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wśród wielu z nich, znalazł się polskojęzyczny „magazyn narodowych socjalistów i patriotów rasy”. Śledztwo dotyczące organizacji propagujących podobne treści toczy się od wielu lat. Jak dotąd, bez większych sukcesów.

 Co ciekawe, członkowie takich ugrupowań niejednokrotnie posiadają wykształcenie wyższe, mają rodziny oraz wychowują dzieci. Ponadto, wielu z nich pracuje jako urzędnicy w strukturach samorządowych, nauczyciele, opiekunowie i tym podobni. Zmienia to postać rzeczy, gdyż do tej pory większość wyobrażeń dotyczących neofaszystów wiązała się z młodymi skinheadami, którzy nie wzbudzają zbytniego zaufania wśród społeczeństwa i nie byliby w stanie rozszerzyć swojej ideologii poza wąskie grono im podobnych. Odmieniając swój wizerunek są zdolni do zyskania poparcia, szczególnie wśród tych mniej wykształconych.

 Wspomniana ideologia na tyle przesiąkła nasze społeczeństwo, iż powstała partia skupiająca skrajnych i radykalnych nacjonalistów. A mowa o Narodowym Odrodzeniu Polski. Pomimo faktu, iż podzielają większość poglądów ich zagranicznych odpowiedników, nie chcą komentować neonazizmu w RFN. Z pewnością nie cieszą się też z sukcesów ich niemieckich kolegów, gdyż to właśnie oni roszczą sobie pretensje do terenów zachodniej Polski. Nasi rodacy zaś nie mają zamiaru oddawać nikomu terytoriów RP. W wyniku tego organizacje dzielące te same poglądy, ale będące w różnych krajach, stoją po przeciwnych stronach barykady.

           Rozwój niebezpiecznych ideologii można zaobserwować niemal w każdym kraju europejskim. Są one jeszcze słabe i nie dochodzą często do głosu. Historia pokazała nam jednak na ile groźne mogą okazać się takie poglądy, gdy tylko znajdzie się odpowiedni przywódca. Cała nadzieja w mądrości i roztropności Europejczyków. Nadzieja, że nie pozwolą na powtórkę z XX wieku i wezmą sobie słowa brytyjskiego pisarza S. Rushdie do serca: „Rozum jest najlepszym lekarstwem na fanatyzm, nienawiść, zniewolenie i przemoc”.

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński

maj 07 21

Może się wydawać, że stosunki polsko-niemieckie nigdy nie były dobre. Od zamierzchłych czasów Polacy nie darzyli sympatią zarówno Niemców, jak i Rosjan. Walki pomiędzy oboma sąsiednimi narodami trwały niemalże nieustannie, począwszy od bitwy pod Cedynią, poprzez rozbiory RP, aż po słynne słowa ministra Becka tuż przed atakiem III Rzeszy: „My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę”[1]. Dziś, gdy czasy wielkich wojen w Europie się skończyły, trwają nieustanne potyczki na słowa.

 Aspekt historyczny  

      Gerard Schröder po skończonej kadencji kanclerza ocenił, iż stosunki polsko-niemieckie są „z pewnością najtrudniejsze i najbardziej wrażliwe”, w porównaniu do relacji z innymi sąsiadami Niemiec[2]. I ciężko się z powyższą opinią nie zgodzić. W ciągu ostatnich kilku stuleci Polacy doznali z rąk swoich zachodnich sąsiadów krzywdy w postaci germanizacji, wysiedlania, torturowania, zbiorowych mordów i ciągłego ucisku na społeczeństwo[3]. Sam Schröder przyznaje, że między narodami nie doszło jeszcze do pojednania. Tłumaczy też, że „Polska była zbyt często igraszką w rękach mocarstw, Niemiec i Rosji – podzielona, zniszczona, uciskana. Z tego powodu w Polsce panuje zrozumiała nieufność w stosunku do obu tych krajów i przesadna narodowa pewność siebie klasy politycznej”[4].

     Polacy, którzy przeżyli II Wojnę Światową, prawdopodobnie nigdy nie zapomną cierpień, których doznali ze strony sąsiadów RP. Barbara Epler Matuchniak, córka polskiego oficera II Rzeczpospolitej, obecnie 72-letnia mieszkanka Londynu opisuje swoje przeżycia z dzieciństwa w sposób następujący: „Najazd niemiecki na nasz kraj (…) położył kres naszemu normalnemu życiu (…). Samoloty niemieckie krążące nad Buskiem strzelały z karabinów maszynowych do pracującej ludności na roli, dzieci powracających ze szkoły i do polskiego wojska usiłującego dotrzeć do południowych granic Polski”[5]. To złe wspomnienie pozostanie w pamięci nie tylko tych, którzy go doznali, ale również wielu następnych pokoleń, powodując zrozumiałe uprzedzenie do narodu niemieckiego.

  Dorobek Kohla

       Obejmujący władzę kanclerza w 1998 roku, Gerard Schröder odziedziczył Niemcy nadal podzielone pod wieloma względami. W landach wschodnich panowało wysokie bezrobocie i zacofanie gospodarcze. Kraj ponosił więc olbrzymie koszty na utrzymanie terenów byłego NRD i wyciąganie go z zapaści ekonomicznej. Jak zauważa prof. dr hab. Robert Łoś w swojej pracy poświęconej stosunkom Niemiec z krajami Europy Środkowo-Wschodniej, „o ile (…) w okresie rządów Kohla akcentowano ‘romantyczne’ elementy związane nieomal z misją wobec krajów regionu, to jego socjaldemokratyczny następca akcentował konieczny pragmatyzm”[6]. Według Katarzyny Stokłosy z Instituto Hannah Arendt, Helmut Kohl był lubiany w naszym kraju głównie z powodu jego poparcia dla wstąpienia nowych państw do Unii Europejskiej[7]. Nie wydaje się zatem dziwny fakt, że zmiana rządu była źle postrzegana m.in. przez Polskę, która z początku dość nieufnie odnosiła się do Schrödera.

  Stosunki polsko-niemieckie za kadencji Schrödera:

wzajemne uprzedzenia – stereotypy, mentalność społeczeństw

       Jak już wspomniałem, społeczeństwa obu omawianych krajów nie przepadały zbytnio za sobą. Z niemieckiego punktu widzenia, nasi sąsiedzi zawsze pomagali nam w akcesji do Europy Zachodniej, wspierali nasze dążenia do Unii Europejskiej i NATO, przez co często odnosili straty polityczne i gospodarcze. Według Niemców niewdzięczni byliśmy wtedy, gdy po wsparciu, które nam udzielili na szczycie w Kopenhadze w 2002 roku, premier Leszek Miller podpisał „listę ośmiu” bez konsultacji z Berlinem, ale o tym nieco później. Kwestia Iraku również znacznie pogorszyła nasze stosunki, a to między innymi ze względu na to, iż RP występowała często przeciwko interesom Niemiec. Ale warto zauważyć, że jest to paternalistyczne postrzeganie stosunków z Polską, a nie natury sąsiedzkiej[8]. Jako naród zaś, byliśmy i wciąż jesteśmy niejednokrotnie osądzani jako społeczeństwo zbyt mocno przywiązane do tradycji kościelnych, niepostępowe, kłótliwe i egoistyczne.

     Z polskiego punktu widzenia, Niemcy zawdzięczają nam zjednoczenie swojego kraju, zniszczenie komunizmu i zakończenie Zimnej Wojny. Bez Polaków, którzy walecznie odzyskali niepodległość, nie byłoby możliwe tak szybkie złączenie NRD i RFN. Pomoc zaś, którą Niemcy udzieliły swojemu wschodniemu sąsiadowi, nie była bezinteresowna, gdyż obecność Polski w NATO i Unii Europejskiej przynosiła bilateralne korzyści dla obu stron. Media w naszym kraju nie stroniły też od krytycznych komentarzy skierowanych w polityków niemieckich. Dobrym przykładem jest okładka tygodnika „Wprost”, na którym widnieje przewodnicząca Związku Wypędzonych, Erika Steinbach w mundurze SS, jadąca na Gerardzie Schröderze[9].

  Starania o przystąpienie Polski do Unii Europejskiej:

      Starania Polski o przystąpienie do Unii Europejskiej zaczęły się stosunkowo wcześnie. Już w 1989 roku podpisano układ gospodarczy ze Wspólnotami, a w 1994 złożono wniosek o przyjęcie do Unii. Rokowania rozpoczęto w 1998 roku, niedługo przed początkiem urzędowania Schrödera[10]. Wtedy też, po objęciu władzy w Berlinie przez koalicję Czerwono-Zieloną oraz rząd Buzka w Warszawie, polityka Niemiec związana z rozszerzeniem Unii uległa mocnemu wyhamowaniu. Rząd Schrödera za priorytet postawił sobie interesy własnego kraju i wzmocnienie wewnętrzne Unii, a na drugim miejscu dopiero przystąpienie nowych krajów do Wspólnot. W Polsce politykę tą odebrano jako zrezygnowanie z kursu obranego przez Kohla.

Jak się później okazało, koalicja SPD-Zieloni chętnie wspierała polskie dążenia do UE, chciała jednak zmniejszyć koszty ponoszone na składki unijne, bowiem rozszerzenie organizacji mogło przynieść katastrofalne skutki dla niemieckiego budżetu. Schröder chciał więc nie tyle zablokować dostęp krajów Europy Środkowo-Wschodniej do Unii, ile spowolnić nieco proces akcesji i wynegocjować zamrożenie budżetu Wspólnot na lata 2000-2006 na ówczesnym poziomie 85 miliardów euro. To jednak jawnie godziło w interesy m.in. Polski, gdyż zagrożona okazała się obiecana wcześniej pomoc dla krajów kandydujących w wysokości 25 mld €. Kanclerz nie uniknął fali krytyki za przekładanie niemieckich interesów nad unijne. Zagroził jednak całkowitym zablokowaniem decyzji poszerzenia wspólnot, w wypadku nie rozwiązania problemu nadmiernie wysokiej składki RFN do budżetu. Powiedział wtedy: „Jeżeli przyjmujemy do Unii Europejskiej nowych partnerów, to kraje, które do tej pory uzyskiwały same profity, muszą wykazać trochę solidarności i powinny zrezygnować z części zysków”[11]. Stanowisko to poparły inne kraje będące płatnikami netto. W dalszych rozmowach, Gerhard Schröder odrzucił polski wniosek o zniesienie ograniczeń na import węgla i poparł projekt ograniczenia rynku pracy dla nowych członków Unii[12].

Kanclerzowi nie udało się jednak w pełni ograniczenie kosztów ponoszonych przez jego kraj, a to za sprawą Francji, która nie miała zamiaru dopuścić do gwałtownego zwrotu w reformowaniu polityki agrarnej (gdyż to ten kraj najwięcej z całej „piętnastki” korzystał i nadal korzysta z dotacji dla rolnictwa)[13]. Mimo początkowych zatargów, nie trudno było zauważyć, iż Polska była wyraźnie faworyzowana przez Schrödera wśród pańsw Europy Środkowo-Wschodniej. Przedstawiciele obu państw spotkali się wielokrotnie, podczas gdy relacje z innymi krajami były znacznie luźniejsze. W związki te ingerowało jednak wiele organizacji, partii opozycyjnych i publicystów. Dlatego też współpraca polsko-niemiecka nie układała się najlepiej[14].

Tuż przed referendum w Polsce dotyczącym przyłączenia do Unii Europejskiej, pojawiło się wiele głosów za akcesją i tyleż samo przeciw. Wśród tych ostatnich wielokrotnie atakowano Niemców, jako tych, którzy zamierzają wykupić tzw. Ziemie Odzyskane, Polaków zaś chcą zamienić w „robotników rolnych”. Wzbudzano tym nienawiść do naszych sąsiadów, atakując ich niejednokrotnie bezpodstawnie. Jak pisał w wydanej przez siebie broszurze prof. Maciej Giertych:

  Niemieckie zainteresowanie naszą akcesją wynika nie tylko z ich woli panowania nad całą Europą, ale i z bardziej specyficznie niemiecko-polskich relacji. (…) Liczą na to, ze po wejściu Polski do UE dostaną zwrot utraconej własności lub odszkodowanie za nią. (…) Mamy tu więc klasyczny rewizjonizm historyczny, pogróżki i zapowiedzi walki o uchylenie w imię norm i praw europejskich ważności decyzji poczdamskich[15].

  Następnie, przytoczone są słowa, które miał wypowiedzieć Gerard Schröder w 2000 roku do Związku Wypędzonych w Berlinie:

  Nie drażnijcie ofiary, która sama pcha się w nasze ręce, zawierzcie mojej metodzie, ja wam dostarczę wschodnie landy w taki sposób, że ich dzisiejszy administratorzy, Polacy, będą nam wdzięczni[16].

  Zupełnie inny cytat kanclerza z tego samego zjazdu przytacza portal tygodnika „Wprost”:

  Niemcy jako państwo nie będą zgłaszać roszczeń terytorialnych związanych z przeszłością. Pomorze, Prusy Wschodnie i Śląsk, Królewiec, Szczecin, Wrocław i Gdańsk oraz Sudety są częścią naszego dziedzictwa historycznego i kulturalnego. Ale nie należą one do naszego państwa[17].

   Organizacje mające wpływ na stosunki polsko niemieckie:

Związek Wypędzonych i Powiernictwo Pruskie

       Związek Wypędzonych, do którego zwracał się Schröder, wielokrotnie i konsekwentnie podważał postanowienia umowy poczdamskiej. Jego przewodnicząca, Erika Steinbach, o której była już mowa, domaga się od Polski (ale także Czech i Słowacji) przyznania odszkodowań za konfiskatę mienia późniejszym przesiedleńcom, bądź też oddania Niemcom ich dawnych posiadłości. Działania te szybko zinterpretowano w Polsce jako agresywny, niemiecki rewanżyzm, a następnie odrzucono wszystkie żądania Związku. Bano się także, że sprawców II Wojny Światowej – Niemców, przedstawi się jako ofiary wojny. Kanclerz poparł stanowisko polskiego rządu i sprzeciwił się finansowaniu organizacji Steinbach z budżetu państwa. Nie zmieniło to jednak wiele, bowiem Związek nadal istnieje i jest finansowany obecnie z prywatnych pieniędzy[18].

     Podobną organizacją jest Powiernictwo Pruskie na czele z Rudim Pawełką. Ma ono podobne cele do Związku Wypędzonych: chce odzyskać utracone majątki rodaków. Jest to jednak organizacja określana często mianem skrajnej i marginalnej. Ponadto, nie ma żadnego poparcia politycznego. Jedynym zagrożeniem, które z jej strony wynika, jest możliwość złożenia pozwów odszkodowawczych w sądach. Te jednak, zdaniem prawników nie mają żadnej szansy na powodzenie ze względu na brak podstaw prawnych. Odwetem polskiego Sejmu wobec działalności obu organizacji było żądanie reparacji wojennych od naszych zachodnich sąsiadów. Miało ono nie tyle zmusić władze niemieckie do wypłacenia odszkodowań, ile do zrzeczenia się roszczeń w imieniu wypędzonych[19].

     Bardzo prawdopodobne jest jednak, że większość owych problemów stworzyli nie Niemcy, a właśnie Polacy. Media w kraju tak znacznie nagłośniły działalność nieznanej dotąd Eriki Steinbach, że Niemcy nie mogli jej już dłużej ignorować. Podobnie stało się z Pruskim Powiernictwem. Prasa i telewizja dostarczyła Polakom to, czemu łatwo dać wiarę – ukazała obie organizacje jako silne i reprezentujące naród niemiecki, podczas gdy nie miały one wielu zwolenników. W rzeczywistości, fundacje te, wysuwając roszczenia wobec Polski, chciały zmusić rząd Niemiec do wypłacenia wypędzonym odszkodowań z budżetu RFN w imię dobrych stosunków z sąsiadem (wtedy żądania organizacji byłyby spełnione). Kanclerz pozostał jednak nieugięty wobec rodaków. Zapewnił Polskę, że rząd Niemiec u boku Polskiego będzie zwalczać argumenty własnych obywateli w sądach międzynarodowych. Na konferencji prasowej w 2003 roku dodał, iż:

 Wypędzenia i wysiedlenia zawsze powodowały cierpienia ludzi, i to niezależnie od tego, jaka była ich przyczyna i kto wydał rozkaz. Nie chciałbym jednak, aby w przypadku wypędzeń w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu mieszano przyczynę ze skutkiem[20].  

 Pamięć, Odpowiedzialność, Przyszłość

       Aby polepszyć stosunki sąsiedzkie ze wschodnim sąsiadem, rządząca wówczas koalicja SPD-Zieloni wsparła polskie dążenia i pomogła w utworzeniu fundacji odszkodowawczej Pamięć, Odpowiedzialność, Przyszłość, która to przekazywała pieniądze fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie i ta ostatnia wypłacała je byłym robotnikom przymusowym. Przy wypłacanych odszkodowaniach doszło jednak do kolejnych kontrowersji, a to za sprawą rzekomo nieuczciwego przeliczenia marek niemieckich na złotówki[21].

  Gazociąg północny

       Stosunki polsko-niemieckie znacznie pogorszył projekt budowy gazociągu północnego, przebiegającego po dnie morza Bałtyckiego. Ma on prowadzić gaz ziemny prosto z Rosji do Niemiec, z ominięciem Polski i republik bałtyckich. Projekt godzący w interesy tych państw, pojawił się w 1997 roku. Przez kilka kolejnych lat trwał spór międzynarodowy – z jednej strony Niemcy i Rosja dążące do zrealizowania budowy, z drugiej zaś państwa bałtyckie, broniące swojego stanowiska. Wygrała ta pierwsza grupa, ale było to pyrrusowe zwycięstwo, bowiem Polska i kraje bałtyckie zablokowały możliwość finansowania przedsięwzięcia przez Europejski Bank Inwestycyjny[22].

     Po podpisaniu umowy zatwierdzającej budowę gazociągu, zarówno media, jak i niektórzy politycy w Polsce przyrównali to wydarzenie do paktu Ribbentrop-Mołotow (Hitler-Stalin), nazywając go tym razem „paktem Schröder-Putin”. Wiele kontrowersji przysporzył także fakt, że w 2 tygodnie po podpisaniu umowy, Schröder, tracąc fotel kanclerza, objął stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej konsorcjum, które odpowiada za wybudowanie gazociągu. Międzynarodowe media okrzyknęły to skandalem i zarzuciły Niemcowi przekładanie własnych interesów nad krajowe[23].

 Aspekt militarny:

korpus wojskowy polsko-niemiecko-duński, współpraca wojskowa

        Polsko-niemiecka współpraca wojskowa rozwija się dość prężnie. W Szczecinie utworzono wspólną, niemiecko-polsko-duńską jednostkę wojskową o nazwie Wielonarodowy Korpus Północno-Wschodni. Została ona włączona do „BALTAP”, ale nie zintegrowano jej z wojskami NATO. Kolejnym krokiem zbliżającym sąsiadujące ze sobą kraje było porozumienie dotyczące współpracy wojskowej między RP i RFN. Zakładało ono przekazanie Polsce 128 czołgów Leopard II oraz 23 samolotów Mig-29. Pierwsze czołgi przekazano już  16 września 2002 roku. Wartość podarunku szacowano na około 1,5 miliarda PLN[24].

     W rok później, władze polskie postanowiły wyposażyć armię w nowe samoloty bojowe. Swoje oferty przesłały m.in. Francja i Stany Zjednoczone. RP odrzuciła oferty europejskich firm i zakupiła amerykańskie F-16. To doprowadziło do fali krytyki ze strony krajów Unii, w tym Niemiec. Dodatkowe kontrowersje wywołał fakt znalezienia w Iraku przez polskich żołnierzy francuskich rakiet „Roland”. Wiązało się to jednocześnie z oskarżeniem Francji o łamanie embarga ONZ poprzez sprzedaż broni reżimowi Saddama Husajna[25].

  Tarcza antyrakietowa:

       W 2002 roku Departament obrony USA rozpoczął opracowywanie planu globalnej obrony przeciwrakietowej. W planach tych zakładano, że najlepsze miejsce na ulokowanie tarczy to Europa Środkowo-Wschodnia, na przykład Polska i Czechy. Propozycja spotkała się z zainteresowaniem władz RP, które rozpoczęły wstępne rozmowy z Amerykanami na jej temat. Nie da się jednak ukryć, że umieszczenie tarczy pogorszy stosunki dyplomatyczne zarówno z Rosją, jak i Unią Europejską[26]. Gerhard Schröder wypowiedział się bardzo krytycznie na temat chęci zainstalowania tarczy w Europie. Według niego jest to „ustanowienie wobec Rosji bezsensownej polityki okrążania”. Szef niemieckiej partii FDP, Guido Westerwelle, podzielił zdanie Schrödera i dodał: „stacjonowanie rakiet w Europie Środkowej i Wschodniej nie jest prywatną sprawą Pragi, Warszawy i Waszyngtonu. Jest to sprawa całej Europy – także NATO, ale też zdecydowanie Europy”[27].

  Wojna w Iraku, lista ośmiu

       Spór między Irakiem a Stanami Zjednoczonymi doprowadził do kolejnych kontrowersji – nawet w NATO powstał dość silny konflikt dotyczący wojny na Bliskim Wschodzie. Wtedy też światło dzienne ujrzała „Lista ośmiu” podpisana przez kraje popierające agresywną politykę amerykańską. Wśród tych państw (Wielka Brytania, Hiszpania, Włochy, Dania, Portugalia, Węgry, Czechy) znalazła się również Polska. MSZ Jerzy Szmajdziński zaproponował wówczas, aby do Iraku wysłać korpus niemiecko-polsko-duński. Niechętni Polsce Niemcy odrzucili ten projekt bez większego namysłu. Padały też pytania ze strony naszych sąsiadów, czy „wspólnota polsko-niemiecka oznaczała wyłącznie wsparcie finansowe”. Dodatkowe, niepotrzebne słowa padły z ust prezydenta Francji, Chiraca, który w dość ostrych słowach skrytykował stanowisko rządu RP. Politycy w naszym kraju zostali potraktowani niepoważnie. Pogłębiło to nie tylko kryzys w stosunkach polsko-niemieckich, ale doprowadziło do załamania „Trójkąta Weimarskiego”[28].

  Hołd Schrödera dla powstańców warszawskich

       Udział Schrödera w obchodach rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego nieco załagodził napięte stosunki między sąsiednimi krajami. Jak to określono w polskiej prasie: „pojednanie nad grobami powstańców Warszawy kończy w stosunkach polsko-niemieckich pewien historyczny okres oficjalnych pojednawczych gestów”[29]. W trzy miesiące po tym wydarzeniu, kanclerz Niemiec stwierdził, że oba kraje powinny przestać wciąż patrzeć w przeszłość i zaczęły skupiać się na wspólnie budowanej przyszłości. Powiedział też, iż „nie można pozwolić, aby ‘wiecznie wczorajsi’ zakłócili cud niemiecko-polskiego pojednania”[30].

  Obecne stosunki polsko-niemieckie na tle lat wcześniejszych

       Obecna kanclerz Niemiec – Angela Merkel również nie wydaje się podołać zadaniu zażegnania konfliktu polsko-niemieckiego. Już na samym początku kadencji kanclerskiej powiesiła w swym gabinecie portret carycy Rosji, Katarzyny II, władczyni, która walnie przyczyniła się do zniszczenia I Rzeczpospolitej i pogrzebania jej niepodległości na 123 lata. Nie należy też zapominać o fakcie, że sprawcami rozbiorów I i II RP byli głównie Niemcy i Rosjanie. Stąd też jeden obraz jest przyczyną tak wielu kontrowersji[31].

     Kolejnym drażliwym tematem może być nazwanie braci Kaczyńskich „polskimi kartoflami” przez dziennik „Die Tageszeitung”. Na łamach gazety, dziennikarz Peter Koehler nazywa głowę RP „Lechem ‘Katsche’ (mlaskający-red.) Kaczyńskim”. W artykule pojawiają się ostre słowa:

  Polski prezydent nie sięgający niemieckiej głowie państwa nawet do kolan (…) na przywitanie podaje w postawie na baczność przednią łapę!. Wiadomo, że urodzony w 1949 roku Kaczyński należy do generacji, która nawet przed przyjściem na świat miała na pieńku z Niemcami. Wiedziano, że obraz świata wg Kaczyńskiego to taki, w którym każdy Niemiec od średniowiecza rzuca się na wschodnich sąsiadów. (…) Udowodnili, że są z każdej strony czyści: Lech parokrotnie zabraniając warszawskim chłopcom zademonstrowania tyłków, a jeszcze bardziej Jarosław, który żyje wprawdzie z matką – ale przynajmniej bez ślubu[32].

  Po ukazaniu się artykułu, „Gazeta Wyborcza” dodała: „Szczyt Trójkąta Weimarskiego nie odbył się, bo prezydent rozchorował się po przeczytaniu tekstu w ‘Tageszeitung’”[33].

     Polacy nie pozostali jednak dłużni Niemcom. Na okładce czasopisma „Najwyższy Czas” widnieje Angela Merkel ucharakteryzowana na Hitlera. Tuż obok jest napis: „UE – faszyzm w natarciu”. W artykule autorstwa Janusza Korwina-Mikke, oprócz ostrej krytyki pani kanclerz, znajduje się porównanie III Rzeszy do RFN[34].

     Poza agresją w prasie z obu stron i tymi mało chlubnymi momentami, są widoczne gesty ku pojednaniu polsko-niemieckiemu. Angela Merkel, zrzekła się w maju 2006 roku 100 milionów euro na rzecz najbiedniejszych regionów Polski. Dzięki temu szlachetnemu celowi, pani kanclerz zyskała miano „Tytanowej Damy”, co plasuje ją wyżej od byłej premier Wielkiej Brytanii, Margaret Teacher, określanej wówczas „Żelazną Damą”. Dzięki temu i wielu innym gestom, pani Merkel zyskała wielu zwolenników w naszym kraju[35].

  Ocena rządów Schrödera i Merkel

       Działalność na rzecz polepszenia relacji polsko-niemieckich za urzędowania Schrödera można określić jako intensywną i udaną, zaś obecną kanclerz Merkel, pomimo wielu różnic w światopoglądzie z jej poprzednikiem, jako kontynuatorkę pojednania obu społeczeństw. Oczywiście nie można spodziewać się natychmiastowej poprawy w relacjach pomiędzy odwiecznie walczącymi ze sobą narodami. Ale należy zauważyć, że zostały zrobione znaczne postępy w tej dziedzinie. Gdyby polityka ta została utrzymana, z pewnością zapomnielibyśmy wszystkie wyrządzone sobie przed laty krzywdy – tak jak stało się w relacjach niemiecko-francuskich.

      Były kanclerz Niemiec, Gerhard Schröder, powiedział, iż chciałby „zapobiec odrodzeniu się dawnych uprzedzeń, mitów i ideologii. Istnieje niebezpieczeństwo, że całkowicie wymykająca się spod kontroli prawicowa, nacjonalistyczna tendencja w Polsce może wyrządzić szkody także stosunkom niemiecko-rosyjskim. To byłoby straszne dla Europy”. Stwierdził też, że relacje między krajami należy bardzo pieczołowicie pielęgnować, gdyż są one bardzo wrażliwe[36].

  Podsumowanie i prognoza stosunków w przyszłości

        Rzeczpospolita jest krajem wyjątkowym, ma bowiem niezwykle skomplikowaną, kontrowersyjną i burzliwą historię. Dlatego też nie przepadamy za naszymi sąsiadami – niemalże wszystkimi: począwszy od Niemców, poprzez Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, aż na Litwinach kończąc. Oczywiście jest to dość duże uogólnienie i nie można przypisywać go całemu narodowi, ale znaczna część społeczeństwa nadal chowa uraz do krajów, które w ten, bądź inny sposób przyczyniły się do upadku wielkiego, dumnego mocarstwa, jakim była niegdyś Rzeczpospolita. Polska jest obecnie krajem znacznie mniej liczącym się na arenie międzynarodowej, Polacy pozostali jednak ci sami – dumni i pewni siebie. Nie potrafią zaakceptować tego takie kraje jak Rosja i Niemcy, które same, od dawna traktowały słabą RP jako cel swojego ataku. Dziś nie potrafią zaakceptować odważnego stanowiska kraju, któryniedawno temu okupowali. Drażliwość i agresja w stosunkach międzynarodowych jest więc zrozumiała. 

     Stosunki polsko-niemieckie przypominają przedwojenne relacje polsko-litewskie. Wtedy też Litwa, która doznała polskiej agresji, prowadziła bardzo agresywną politykę wobec swojego większego sąsiada, oczerniając go wielokrotnie na forum międzynarodowym[37]. W podobny sposób zachowują się polskie elity, które rządząc w znacznie pomniejszonym terytorialnie państwie, starają się prowadzić bezkompromisową politykę wobec większych sąsiadów. Dobrym przykładem na potwierdzenie tej tezy jest stanowisko MSZ Anny Fotygi, która zapowiedziała, że należy rozmawiać z Rosją i Niemcami „twardo”[38].

     Dzieła Adama Mickiewicza były niezmiernie potrzebne dla Polaków w czasach niewoli, gdyż przypominały rodakom o ich ojczyźnie. Dziś jednak powinniśmy zapomnieć o dawnym nacjonalizmie, zdystansować się do historii i pomyśleć o przyszłości. Dostosujmy się do obecnych czasów, gdyż zmieniło się wiele od opisywanych lat z przeszłości:

   „Sto lat mijało, jak Zakon krzyżowy
We krwi pogaństwa północnego brodził;
już Prusak szyję uchylił w okowy
Lub ziemię oddał, a z duszą uchodził;
Niemiec za zbiegiem rozpuścił gonitwy,
Więził, mordował, aż do granic Litwy”.


[1] Życie Świata, Dzieje Świata, Kampania wrześniowa, nr 134. [2] http://wiadomosci.onet.pl/1453487,11,item.html, 14.12.2006. [3] Robert Śniegocki, Historia: Burzliwy wiek XX, Warszawa 2005, s. 182. [4] http://wiadomosci.onet.pl/1453487,11,item.html, op.cit. [5] Magazyn Polonii: Świecie Nasz, http://artographix.net/sn/index.php?id=d228b8ab16, 26.04.2006. [6] Robert Łoś, Rząd Gerarda Schrödera wobec postkomunistycznych państw Europy Środkowo-Wschodniej, Łódź 2004, s. 28. [7] http://www.uclm.es/lamusa/ver_articulo.asp?articulo=150&lengua=pl, 10.03.2007.

[8] Ibidem.

[9] Ibidem.

[10] Pełnomocnik Rządu ds. Informacji Europejskiej, Unia bez tajemnic: Informacja Europejska, s. 49.

[11] http://ludzie.wprost.pl/cytaty/?P=2&O=32159&CI=6030, 10.05.2006. [12] Robert Łoś, op. cit., s. 32. [13] Marian Szymeczko, Vademecum Unii Europejskiej: Polska w Unii, Lubicz 2004, s. 32-34. [14] Robert Łoś, op. cit., s. 38. [15] Maciej Giertych, Europa – TAK, Unia Europejska – NIE, Warszawa 2004, s. 14-15. [16] Ibidem, s.16. [17] http://ludzie.wprost.pl/cytaty/?P=2&O=32159&CI=6030, 12.05.2007. [18] „Rzeczpospolita”, 19.08.2004.

[19] „Rzeczpospolita”, 29.07.2004.

[20] http://ludzie.wprost.pl/cytaty/?P=0&O=32159&CI=6030, 14.05.2007. [21] http://www.pol-niem.pl/index.php?page=1030000000, 15.05.2007. [22] http://en.wikipedia.org/wiki/Nord_Stream, 16.05.2007. [23] Ibidem. [24] Robert Łoś, op. cit., s. 113. [25] Ibidem. [26] http://pl.wikipedia.org/wiki/Tarcza_antyrakietowa, 17.05.2007. [27] http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,wid,8767551,wiadomosc.html, 11.05.2007. [28] http://www.uclm.es/lamusa/ver_articulo.asp?articulo=150&lengua=pl, 10.03.2007.  [29] „Rzeczpospolita”, 29.07.2004. [30] „Rzeczpospolita”, 11.10.2004. [31] http://en.wikipedia.org/wiki/Angela_Merkel, 18.05.2007. [32]_http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/nowe;polskie;kartofle;czyli;niemcy;o;kaczynskich,187,0,169403.html, 18.05.2007. [33]_http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/prezydencka;zgaga;po;lekturze;niemieckiej;prasy,104,0,169320.html#, 18.05.2007. [34] http://www.pardon.pl/artykul/1033/angela_merkel_jak_hitler, 18.05.2007. [35] http://angelamerkelclub.blogspot.com/, 18.05.2007. [36] http://wiadomosci.onet.pl/1453487,11,item.html, 14.12.2006. [37] Maria Pieniążek, Historia XIX-XX wiek, Warszawa 1999, s. 166. [38] http://wiadomosci.onet.pl/1537685,11,item.html, 18.05.2007.

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński

maj 07 04

Była minister gospodarki popełniła samobójstwo, organizacje neofaszystowskie są w doskonałej kondycji, a wiele akcji kończy się jak zwykle fiaskiem. To tylko niektóre dokonania naszych służb specjalnych, na które rokrocznie skarb państwa wydaje majątek. A ten pochodzi oczywiście z kieszeni podatnika…

  

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, o której głośno w mediach poprzez jej ostatnią kompromitację, w której ofiarą była poseł Barbara Blida, ma za zadanie zwalczać terroryzm, dbać o porządek konstytucyjny i bezpieczeństwo RP. W swojej ostatniej akcji nie zadbała niestety o nic. Wyspecjalizowani do walki z przestępcami agenci nie byli w stanie zapewnić bezpieczeństwa 58-letniej kobiecie, a co dopiero mówić o skali kraju.

Barbara Blida, która była zamieszana w działania tzw. mafii węglowej, została oskarżona (obok siedmiu innych osób) o korupcję i przyjmowanie łapówek za sprzedaż węgla, którego nabycie było wówczas problemem. Wszystko to miało miejsce w latach 1994-2000. A chodzi o niebagatelną sumę, bowiem kwoty łapówek wręczanych kierownictwu spółek węglowych mogły wynosić nawet 420 tysięcy złotych. Wszystko to ujawniła prokuraturze „Śląska Alexis”, czyli Barbara Kmiecik.  Oprócz pogrążenia Blidy, Kmiecik oskarża także o korupcję innych polityków SLD, brak jednak dowodów na postawienie im zarzutów.

O godzinie 6:00 rano do drzwi domu Barbary Blidy załomotali funkcjonariusze ABW. Jak to określił polityk SLD, Zbigniew Zaborowski: „wchodzą bez zaproszenia nie tylko do przestępców; wchodzą do zwykłych obywateli, spokojnych obywateli, wchodzą do osób publicznych; starają się postawić pod znakiem zapytania dorobek wielu pokoleń i dobre imię autorytetów na Śląsku”.

Kiedy Barbara Blida zastała w swoim mieszkaniu ABW, poprosiła o obecność adwokata i zapytała czy może skorzystać z łazienki. Wtedy też, gdy została sama, wyjęła z szafki broń i śmiertelnie się postrzeliła. Podobno planowała to już wcześniej. Nie ma wątpliwości, że tak poważna instytucja jak ABW wykazała się olbrzymią nieodpowiedzialnością. Opozycja w sejmie nie pozostawiła suchej nitki na ministrach mających być odpowiedzialnymi za akcję – Zbiorze i Wassermannie.

Sojusz Lewicy Demokratycznej, do którego niegdyś należała Blida, pytał czemu dopiero teraz „wyciągane” jest przestępstwo sprzed dziesięciu lat i czy jest prawdą, że posłankę przesłuchiwano już kiedyś w tej samej sprawie. Ryszard Kalisz ocenił, że mąż ofiary ma prawo ubiegać się o odszkodowanie, zaś zdaniem Zbyszka Zaborowskiego minister Ziobro to „pierwszy bolszewik RP”, władza w Polsce jest scentralizowana, a służby specjalne wymierzone w opozycję.

Także Platforma Obywatelska obwinia ministrów o całe niepowodzenie i domaga się dymisji koordynatora służb specjalnych. Padły nawet słowa, że IV RP ma krew na rękach. PO poruszyło też bardzo ważną kwestię – funkcję telewizji, która towarzyszyła w przeprowadzanej akcji. Funkcjonariusze mieli rzekomo zrobić „spektakl” z zatrzymania Blidy, a całość materiału miała ukazać się we wtorkowym programie dotyczącym „mafii węglowej” w TVP. To zaś byłoby już nadużyciem władzy i manipulacją opinii publicznej.

Samoobrona stanęła oczywiście w obronie swojego koalicjanta. Polityk SO, Ryszard Czarnecki powiedział, że „Wassermann i Ziobro stali się ostatnio tarczami strzelniczymi dla opozycji”. Skrytykował również polityków starających się „zbić polityczny kapitał na śmierci”. Marek Jurek podsumował, że jest to okazja „do ataku na walkę z przestępczością prowadzoną przez ministra Ziobro”. Z pewnością śmierć Blidy skierowała uwagę mediów na ABW, pozostawiając w cieniu problem mafii węglowej. Pewne jest też to, że część polityków na pewno uzyska korzyści na śmierci koleżanki. Ale czy wprowadzenie kamery do akcji służb specjalnych nie jest wywołane chęcią zyskania jak największych profitów politycznych?

ABW nie jest osamotniona w swojej nieudolności. Wyspecjalizowana komórka policji do walki z przestępczością zorganizowaną, czyli Centralne Biuro Śledcze, jest równie zawodne. Powołane ponad 1800 osób do rozpracowywania groźnych grup przestępczych jest na tyle kosztowne, na ile nieskuteczne. Oczywiście CBŚ może się pochwalić pewnymi sukcesami, ale jest to kropla w morzu potrzeb.

Ostatnio można było usłyszeć z mediów o spektakularnej akcji zatrzymania 50 osób gangu narkotykowego, który przewoził samochodami ciężarowymi środki odurzające tzw. „szlakiem bałkańskim”. Jeden transport miał średnio po 100-200 kilogramów narkotyków, głównie heroiny. Złapano wtedy również „księgowego” grupy przestępczej.

Nie łatwo było też nie usłyszeć o szumnym zatrzymaniu byłego wiceministra łączności w rządzie SLD, Andrzeja K. oraz dwóch innych osób zamieszanych w oszustwo ponad stu osób na kwotę bliską 500 mln złotych. Właściciele oszukańczej spółki wyprowadzili z niej około 40 mln PLN i ulokowali je na zagranicznych kontach. Policjanci po skończonej akcji, chętnie podkreślali, że prowadzili sprawę jedynie 48 godzin.

Jednak poza tymi wielkimi, ładnie brzmiącymi hasłami, które szybko zapadają w pamięć, nikt nie zainteresuje się problemem rozwoju groźnych organizacji neofaszystowskich, takich jak na przykład „Krew i Honor”. Tworzy ona listy „wrogów” na swoich witrynach internetowych. Jak można przeczytać na stronie organizacji, jej celem jest: „zbieranie i publikowanie danych na temat wrogów wszelkiej maści: lewaków, antyfaszystów, sługusów systemu, kolorowych, pedałów i pedofilii oraz osób i organizacji stającymi za nimi i ich interesami”. I rzeczywiście, dane na stronie są na tyle szczegółowe, że podają często: imię, nazwisko, adres, numer telefonu i zdjęcie ofiary.

Organizacja dowodzi potrzeby zachowania czystości rasy Aryjskiej, którą mają być też Słowianie. Na amerykańskiej witrynie organizacji widzimy hitlerowskie swastyki, plakaty szerzące nienawiść do Żydów i… zdjęcie Romana Giertycha w tle z Polską flagą i pochlebną informacją o próbach zakazu propagandy homoseksualnej w szkołach. „Krew i Honor” gloryfikuje Adolfa Hitlera i jego ideologię walki ras.

Po brutalnym zamachu na życie młodego mężczyzny w Warszawie, związanego z ruchem lewicowym, prokuratura zajęła się sprawą tej neofaszystowskiej organizacji. Niestety, nie pomogło skasowanie strony www przy współpracy z FBI, ponieważ trzy dni później przeniesiono ją na inny serwer. Strona działa po dziś dzień, a służby specjalne, w tym CBŚ rozkładają bezradnie ręce. Specjaliści, którzy mieli chronić społeczeństwo przed zorganizowanymi grupami przestępczymi, teraz wolą zapomnieć i nie nagłaśniać sprawy „Krwi i Honoru”, która tylko ciąży na ich reputacji. A groźni neofaszyści dalej są na wolności…

Trzecim organem służb specjalnych jest powołane do życia 24 lipca 2006 roku Centralne Biuro Antykorupcyjne. Ma ono na celu walkę z nadużyciami władzy oraz łapownictwem godzącym w interesy ekonomiczne kraju. Jego roczny budżet ma wynosić około 60 mln PLN. W zeszłym roku wydatki na CBA sięgnęły blisko 25 milionów złotych, na same wynagrodzenia zaś rząd przeznaczył 4 miliony z tej puli. Ale wtedy zatrudnionych było tylko niecałe 200 osób, w tym roku liczba funkcjonariuszy ma wzrosnąć do tysiąca.

Tak duże nakłady finansowe nie muszą jednak oznaczać, że skuteczność tego organu jest adekwatnie wielka. W zeszłym roku CBA wykazało się nadzwyczaj małą skutecznością – zatrzymano tylko trzy osoby. Każda akcja była oczywiście odpowiednio promowana przez media państwowe, aby pokazać skuteczność nowego organu ścigania.

CBA przeprowadziło ostatnio sprzeczny z prawem przetarg na laptopy dla swoich funkcjonariuszy. Może być to spowodowane nieznajomością prawa przez tamtejszych speców – i ta hipoteza jest bardzo zatrważająca. Są nawet podejrzenia, co do ustawienia owego przetargu pod konkretną firmę. A to jest już korupcja, którą powinien zająć się… no właśnie – kto?

Sojusz Lewicy Demokratycznej w filmie poświęconym temu organowi na swojej oficjalnej stronie internetowej nazywa CBA „najnowszym urządzeniem PiS-u do spraw inwigilacji wszystkich i wszystkiego – klasyczną policją polityczną”. SLD obawia się, że uprawnienia Centralnego Biura Antykorupcyjnego są zbyt duże, a kierowane dodatkowo przez Mariusza Kamińskiego, „jednego z najbardziej oddanych żołnierzy braci Kaczyńskich”, powoduje, że może stać się ono „instytucją całkowicie polityczną”.

Według Sojuszu, CBA jest kierowane wyłącznie przez Prawo i Sprawiedliwość, a wyłączenie go spod kontroli Parlamentu RP i społeczeństwa jest „pogwałceniem podstawowych praw demokracji”. Pada nawet dość ostre określenie „zbrojnej formacji wyznawców PiS (…) powołanej do walki z przeciwnikami politycznymi i ideologicznymi”.

Lech Kaczyński zaproponował ostatnio, by ograniczyć immunitet parlamentarny. Przyznał, że kiedyś sprzeciwiał się takiemu rozwiązaniu, gdyż immunitet dawał ochronę posłom przed „nienormalną rolą służb tajnych w naszym kraju”. Dziś jednak, kiedy jest prezydentem, opowiada się za jak najszybszym zniesieniem immunitetu formalnego dla posłów i senatorów.

Jak się okazało, punkt widzenia zależy i w tym przypadku od punktu siedzenia. Dziś, słowa wybitnego polskiego poety, Juliana Tuwima w dziele pt. „Modlitwa”, nabierają nowego znaczenia:

  „(…) nade wszystko słowom naszym
Zmienionym chytrze przez krętaczy
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość sprawiedliwość”.

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 „nade wszystko słowom naszym
Zmienionym chytrze przez krętaczy
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość sprawiedliwość”

     Słowa wybitnego polskiego poety Juliana Tuwima z wiersza „Modlitwa”, które w liście przypomniał mi student Uniwersytetu Łódzkiego Paweł Rogaliński, próbujący sił w dziennikarstwie, nabierają odżywczej mocy. Ale też dawno tyle słów z przenicowaną ich „jedynością i prawdziwością”, co w ostatnich dniach, dawno publicznie nie padło. A nie są to słowa błahe i padały z ust najwyższych dostojników państwa: patriotyzm, godność, prawo, sprawiedliwość, uczciwość, przyzwoitość…

     Zachwianie pierwotnego znaczenia słów, powoduje najpierw niemożność wzajemnego zrozumienia się, potem degenerację ich wartości. Skutki, a świadczą o tym dzieje ludzkości, mogą być straszliwe! Bo to nie broń, ale zawsze słowa rozniecały rewolucje, wynosiły do władzy okrutne ideologie. Aby miliony ludzi zaczęły spełniać ich zamierzenia, bolszewicy musieli najpierw podważyć, potem zniszczyć i nadać nowe znaczenia tylko dwóm słowom: własność i sprawiedliwość. Własność miała odtąd znaczyć dowód najwyższego przestępstwa, a sprawiedliwość, pozbawienie własności. Faszyzm dokonał tego ze słowami człowiek, tolerancja, patriotyzm, sprawiedliwość. Ile krwi popłynęło, gdy miliony ludzi dało sobie wmówić bolszewikom i faszystom, że słowa, które były dotąd ich drogowskazem, katechizmem życiowym, znaczą co innego.

     Mamy teraz w Polsce swój czas krętaczy, chytrze zmieniających „jedyność i prawdziwość” słów. Zaczęli od słów prawo i sprawiedliwość, dołożyli patriotyzm, uczciwość, przyzwoitość. Wielu dało sobie wmówić, że znaczą co innego, niż to, czego uczyli ich ojciec, matka…

     Dziekuję, Pawle, za przypomnienie „Modlitwy”… słowom naszym, jedyność przywróć i prawdziwość: niech prawo zawsze prawo znaczy, a sprawiedliwość sprawiedliwość.

 

red. nacz. Władysław Tocki, „Kontakty”, nr 19, 13.05.07, s. 3.

Podziel się ze znajomymi:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • email
  • Fleck
  • Grono
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Pinger
  • Śledzik
  • Wahacz.pl
  • Wykop
  • Flaker
  • Spis.pl

Autor Paweł Rogaliński

Strony: Poprzednia 1 2 3 ...13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 Następna