Strony: Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ...16 17 18 Następna
sie 10 12

Pervenche Berès (ur. 10 marca 1957 w Paryżu) – francuska polityk, eurodeputowana. Wygłosiła przemowę podczas Dziewiątego Spotkania ds. Osób Dotkniętych Ubóstwem. Serdecznie zapraszam do odsłuchania filmiku:

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , ,

lip 10 28

Pani Jolanta Gończewska z Działdowa ma poważny problem z dojazdem do własnego domu. Droga do jej działki, która funkcjonowała przez wiele lat, nagle została zamurowana przez nowego sąsiada – policjanta. Mimo faktu, że Pani Jolanta już w 1997 roku kupiła dojazd do własnej działki za 2 000 złotych, z powodu błędu notarialnego może zostać na stałe odcięta od świata. Według jej relacji, "uprzejmy" strażnik prawa zażądał 25 000 złotych za możliwość dojazdu do działki; w przeciwnym razie nie usunie betonowego ogrodzenia postawionego tuż przed jej bramą. Więcej o Pani Jolancie i jej problemie na stronie: http://jolantagonczewska.bloog.pl/?_ticrsn=3&ticaid=6a9ae

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , ,

cze 10 11
Dotychczasowa polityka zagraniczna Polski wobec jej sąsiadów ze wschodu zakończyła się fiaskiem i powszechnym międzynarodowym niezrozumieniem. Jak powinny wyglądać nasze stosunki z Rosją, Ukrainą i Białorusią w ciągu następnych 10 lat?
Dotychczasowe relacje z niedźwiedziem
Zaczynając od bilateralnych stosunków z Rosją, charakteryzują się one wielką wrażliwością i silnym wpływem historii obu narodów na bieżącą politykę. Już w 1993 roku Rosja oprotestowała polskie dążenia do struktur NATO i bardzo nerwowo reagowała na wszelkie dalsze plany rozszerzenia tej organizacji na wschód. Zachowanie to nie było bezpodstawne – Rosjanie musieli z wielkim żalem patrzeć jak tracą kolejne byłe republiki radzieckie, które dotychczas były w zasięgu ich strefy wpływów. Stosowane pogróżki słowne ze strony Moskwy dodatkowo antagonizowały ją z pozostałymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej. Sytuację w relacjach obu krajów pogorszyła polska krytyka ataku Rosji na Czeczenię. W kolejnych latach spory te próbowano załagodzić, głównie za sprawą Aleksandra Kwaśniewskiego i Władimira Putina. Ocieplenie stosunków nie trwało jednak zbyt długo. Już w 2000 roku Bronisław Geremek wprowadził nową strategię wobec Federacji Rosyjskiej. Zakładała ona wspieranie demokratycznych dążeń państw postkomunistycznych przy jednoczesnym, przyjacielskim rozwiązaniu problemów historycznych z Rosją. Jak się okazało, w praktyce polityka ta była niemożliwa do zrealizowania, co jednak nie zniechęciło kolejnych polskich polityków do konsekwentnego jej praktykowania przez następne lata. Czytaj dalej »

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

kwi 10 10

 

Powagi tej tragedii nie oddadzą żadne słowa. I żadne słowa nie będą w stanie wyrazić żalu, który mamy obecnie w sercach. Nasza Ojczyzna ponownie straciła wielkich patriotów i wybitnych obywateli… Na Wawelu bije dla nich Dzwon Zygmunta. Pełen goryczy i smutku dźwięk rozlega się w całej Polsce, przeszywając duszę naszego Narodu.

My, Polacy, dziękujemy im za wszystko, co zrobili dla naszej Ojczyzny.

Cześć ich pamięci. Czytaj dalej »

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

kwi 10 02
Kiedy w 1978 roku społeczeństwo upokorzonej i zakutej w radzieckie kajdany PRL usłyszało o wyborze papieża-Polaka, radości było co niemiara. Po blisko 183 latach Polacy znów mieli swojego monarchę. Dziś, ze zniecierpliwieniem wielu oczekuje na beatyfikację Jana Pawła II, która może dobiec końca jeszcze w tym roku.
 Źródło: studentnews.pl
Wytrawny polityk
            Postać papieża-Polaka można rozpatrywać przez pryzmat wielu nauk i nurtów myślowych. Politologia ma tę zaletę, że dostrzega przede wszystkim namacalne efekty pontyfikatu Jana Pawła II, przemawiające również do ateistów i osób innej wiary. Skupia się na podkreśleniu roli Polaka jako światowego przywódcy, który z pozoru niewielką ingerencją w Polsce walnie przyczynił się do obalenia krwawych reżimów całego bloku wschodniego. Jako znakomity obserwator i polityk, Jan Paweł II potrafił dokonać rzeczy dotychczas niemożliwej – nieść pokój przy jednoczesnej walce o istotne dla świata sprawy. Samym Polakom udowodnił zaś, że słowa hymnu „co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy” nie wyczerpują wszystkich możliwości walki o ojczyznę. Karol Wojtyła nie szablą, a dobrym słowem zmienił bieg światowej historii i pokonał niezwyciężony od lat ZSRR. Dzięki połączeniu pokory i charyzmy, przyciągnął do Kościoła tłumy wiernych. Najlepszym tego dowodem jest ponad 300 milionów osób, które przeszły na katolicyzm. Niezaprzeczalny jest również fakt, że jako jedna z nielicznych postaci w historii ludzkości, doprowadził on do zbliżenia i rozpoczęcia konstruktywnego dialogu ze zwierzchnikami innych religii. Pozytywne skutki dyplomacji Jana Pawła II, którego dewiza brzmiała: Totus Tuus (dosł. Cały Twój), będą widoczne jeszcze przez dziesiątki lat. Stanie się tak głównie dlatego, że choć nie ma go już pośród nas, nauki papieża-Polaka zostały zakorzenione w umysłach setek milionów wiernych.
 
Pięć lat po…
            O ile część procesów beatyfikacyjnych budzi na świecie większe lub mniejsze kontrowersje i emocje, w przypadku Jana Pawła II istnieje niezwykła zgodność. Jak wielokrotnie donosiły media, nie tylko chrześcijanie, ale też buddyści, muzułmanie i żydzi stanowczo popierają beatyfikację tej wybitnej postaci. Jak mówi postulator procesu ksiądz Sławomir Oder: – Zebraliśmy owoce dialogu międzyreligijnego: miliony ludzi widziały jak Jan Paweł II modlił się przy Ścianie Płaczu w Jerozolimie, jak wchodził do synagogi w Rzymie; był pierwszym papieżem, który to zrobił. Z dalajlamą, duchowym przywódcą tybetańskiego buddyzmu, spotkał się osiem razy.
Z drugiej strony, z procesu beatyfikacyjnego niezadowolone jest marginalne Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, zwane potocznie lefebrystami. Krytyka pod adresem polskiego papieża spowodowana jest głównie tym, że w 1988 roku Jan Paweł II ekskomunikował czterech biskupów i późniejszego przywódcę bractwa – abp Marcela Lefebvre. Chowając urazę po dziś dzień, lefebryści uznali, że papież „pozostawił Kościół niczym łódź, do której z każdej strony wdziera się woda”. Zarzuty, które miałyby potwierdzać taki stan rzeczy to m.in. uczestnictwo Jana Pawła II w „kulcie animalistów” w Togo, „modlitwa na sposób żydowski przy Ścianie Płaczu” czy też „przyjęcie świętych popiołów Sziwy”. Prócz ksenofobicznych i populistycznych haseł, w liście lefebrystów nie ma nawet jednego poważnego zarzutu dla głowy Kościoła katolickiego. Trudno bowiem uznać za winę pokonywanie barier między religiami i promowanie tolerancji.
 
Beatyfikacja
            Oczekiwana przez cały świat beatyfikacja Jana Pawła II może mieć swój finał jeszcze w tym roku, choć nastroje wiernych studzi emerytowany prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kardynał Jose Saraiva Martins: – Wszystko jest możliwe i może się wydarzyć, ale widząc przebieg postępowania i biorąc pod uwagę wymagania czasowe sądzę, że beatyfikacja Jana Pawła II w 2010 roku byłaby trudna; za dużo jest procedur, które trzeba przeprowadzić (…) Poza tym nie sądzę, aby mały poślizg był tragedią, świat się nie zawali.
Nie ma większego znaczenia, czy po pięciu latach od swojej śmierci Jan Paweł II będzie beatyfikowany, czy też nie. Oczywiście byłaby to bardzo miła niespodzianka dla milionów ludzi, ale niewiele istotna w porównaniu z całym dorobkiem i wkładem papieża w stworzenie tak zwanego „pokolenia Jana Pawła II”. To wielkie dzieło, przerastające wszystkie inne, powinno napawać głównie nas, Polaków, dumą. Po pierwsze dlatego, że poprzez „naszego” papieża mieliśmy okazję ponownie partycypować w tworzeniu uniwersalnych wartości na świecie. Po drugie, że nauczyliśmy się zwalczać zło miłością, nie orężem – jak dawniej. I wreszcie dlatego, że pontyfikat Jana Pawła II spełnił proroctwo wielkiego wieszcza Juliusza Słowackiego:
Pośród niesnasków – Pan Bóg uderza
W ogromny dzwon,
Dla Słowiańskiego oto Papieża
Otwarty tron.

Ten przed mieczami tak nie uciecze
Jako ten Włoch,
On śmiało jak Bóg pójdzie na miecze;
Świat mu – to proch.
(…)
On rozda miłość, jak dziś mocarze
Rozdają broń,
Sakramentalną moc on pokaże,
Świat wziąwszy w dłoń.
(…)
Wszelką z ran świata wyrzuci zgniłość,
Robactwo – gad,
Zdrowie przyniesie – rozpali miłość
I zbawi świat.

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

mar 10 26

<Wywiad przeprowadził portal MM Moje Miasto Łódź>

Paweł Rogaliński, najlepszy dziennikarz obywatelski w 2009 roku, opowiada nam m.in. o tym, jak siostra zachęciła go do dziennikarstwa i… dlaczego nie potrzebujemy klonów Tomasza Lisa.

Paweł Rogaliński przez jakiś czas był naszym redakcyjnym kolegą, teraz z powodzeniem realizuje się jako dziennikarz polityczny i … bloger. Zdobył nawet tytuł „Blogera roku 2008”, przyznawany przez tygodnik Polityka i portal Wiadomości24.pl.

Choć Paweł mieszka i studiuje w Łodzi, jego artykuły publikowane są w czasopismach polonijnych w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Irlandii, Wielkiej Brytanii, a nawet odległej Australii. 11 marca 2010 r. ten młody dziennikarz zdobył tytuł „Dziennikarza Obywatelskiego 2009 roku”. O tym, czy takie wyróżnienie wpłynęło na jego dziennikarską karierę opowiada na łamach MM-ki.

Paweł Rogaliński, wywiad, Moje Miasto Łódź

Ewelina Murzicz: Od kiedy wiedziałeś, że chcesz zostać dziennikarzem?

Paweł Rogaliński: Szczerze mówiąc nigdy tego nie wiedziałem. Już jako nastolatek fascynowałem się polityką, stąd mój pierwszy kierunek studiów – nauki polityczne. Jako drugi kierunek studiuję filologię angielską, ponieważ uważam, że znajomość tego języka jest w dzisiejszych czasach niezbędna. Zastanawiałem się też nad dziennikarstwem, ale ostatecznie stwierdziłem, że połączenie filologii i politologii zapewni mi lepsze wykształcenie. Oba kierunki, które wkrótce ukończę, bardzo przydają się przy pisaniu artykułów. Filologia kształci styl pisania, natomiast nauki polityczne, jako kierunek interdyscyplinarny, dostarczają obszernej wiedzy w dziedzinach: społecznej, gospodarczej i politycznej.

EM: Jakie masz dziennikarskie plany na przyszłość? Co byś chciał osiągnąć jako dziennikarz?

PR: Moją przyszłość, z racji wykształcenia (głównie mam tu na myśli nauki polityczne) wiążę głównie z polityką i dyplomacją. Jeżeli pozostanę przy dziennikarstwie, będzie to na pewno dziennikarstwo polityczne.

EM: W jaki sposób zaczęła się Twoja dziennikarska pasja? Jakieś tradycje rodzinne, ambicje rodziców?

PR: Wszystko zaczęło się 29 marca 2007 roku, kiedy to na nowo założonym blogu umieściłem swój pierwszy wpis. Do całego pomysłu zachęciła mnie siostra, Monika. Z początku miałem drobne opory, ale z czasem pisanie i korespondencja z czytelnikami bardzo mnie wciągnęły. To niezwykłe, jak wiele można się w ten sposób dowiedzieć. Każdy z podejmowanych tematów wymaga dokładnej analizy i używania wielu źródeł, a to z kolei wpływa na dalsze poszerzanie wiedzy.

EM: Skąd to zainteresowanie polityką i Polonią?

PR: Polityką interesuję się już od wielu lat. Pójście na studia było jedynie kontynuacją tej pasji. Zawsze staram się pisać w sposób maksymalnie obiektywny, bo właśnie tego wymaga się od politologa. Sądzę, że często mi się to udaje.
Problemy Polonii stały mi się bliskie, kiedy kilka lat temu wyjechałem do pracy do Wielkiej Brytanii. Był to okres wakacyjny, więc jak większość młodych ludzi chciałem zarobić trochę grosza. Obracając się w gronie emigrantów zrozumiałem jak wiele mają problemów. W Polsce mało kto interesuje się tematyką Polonii. Dla mediów to zbyt odległy temat, by się nim zajmować. Politycy znów gonią za poparciem wyborców, a dużo mniejszą wagę przykładają do emigrantów. W takiej sytuacji postanowiłem chociaż spróbować nagłośnić kłopoty naszych rodaków za granicą. I po części odniosłem na tym polu sukces.

EM: Czym dla Ciebie jest tytuł "Dziennikarza Obywatelskiego roku 2009"? Otworzyły się jakieś drzwi po jego zdobyciu?

PR: Tytuł Dziennikarza Obywatelskiego Roku to przede wszystkim wielki zaszczyt i nagrodzenie mojej dotychczasowej pracy. Jest mi niezmiernie miło, że moje artykuły spotkały się z pozytywnym oddźwiękiem i znalazły grono czytelników. Myślę, że każde tego typu wydarzenie otwiera jakieś nowe drzwi i pozwala na dalsze rozwijanie się. W tym przypadku otrzymałem propozycję od nowopowstającego wydawnictwa, aby opublikować wybrane przeze mnie artykuły w formie książkowej. Obecnie trwają prace nad wydaniem pt. "Świat, polityka i my". Premiera najprawdopodobniej w drugiej połowie tego roku.

EM: Kto jest dla Ciebie najlepszym dziennikarzem? Wzorujesz się na kimś?

PR: Szczerze mówiąc nie wzoruję się na żadnej konkretnej postaci. Wychodzę z założenia, że skoro jest już dziennikarz o wyjątkowej osobowości i działający na danym polu, społeczeństwo nie potrzebuje jego klona. Warto być po prostu sobą i działać tak, jak podpowiadają: umysł, serce i sumienie.

Więcej o Pawle i jego pasji możecie dowiedzieć się, odwiedzając jego bloga www.rogalinski.com.pl

Rozmawiała: Ewelina Murzicz

 

 ________________

Wywiad przeprowadził portal MM Moje Miasto Łódź

http://www.mmlodz.pl/8508/2010/3/24/warto-byc-soba–wywiad-z-pawlem-rogalinskim?category=magazyn, 24.03.2010.

 

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

mar 10 17
Rozmowa z Vladimirem Špidlą, komisarzem UE, o listopadowym szczycie Komisji Europejskiej w Sztokholmie, poświęconym równości i walce z dyskryminacją.
 
Paweł Rogaliński: Dziś na konferencji prasowej powiedział Pan, że wszyscy musimy pracować na bogactwo różnorodności, na przykład w danej firmie. Czy czasami jednak wielokulturowość nie jest jedną z przyczyn dyskryminacji? Proszę spojrzeć na mieszankę narodowości w Wielkiej Brytanii i ilość tamtejszych incydentów na tle nierównego traktowania.
Vladimir Špidla: Nie można powiedzieć, że to właśnie wielokulturowość jest jedną z przyczyn dyskryminacji. Każdy kraj ma inną strukturę społeczeństwa i inaczej układają się tam relacje z mniejszościami. Proszę spojrzeć na Stany Zjednoczone, istniejące tam restrykcyjne prawo i zmiany zachodzące w stabilizacji tego państwa. Wszystkie te czynniki mają szalenie ważne znaczenie dla budowania tolerancji. USA doświadczało wielu imigracji, w tym na przykład ostatniej z Azji, i dziś można śmiało powiedzieć, że jest to niezwykle różnorodne państwo.
PR: A więc przy szukaniu przyczyn dyskryminacji nie powinniśmy brać pod uwagę wielokulturowości?
VŠ: Ani tak, ani nie. Czymże jest wielokulturowość? Czym jest na przykład dla Pana?
PR: To wiele grup o różnym pochodzeniu…
VŠ: Tak, oczywiście, ale różnorodność nie ma jasnej definicji i jednej, określonej struktury. Proszę zauważyć, że cała historia opowiada o niszczeniu mniejszości. Dopiero po II Wojnie Światowej myślenie ludzkości zmieniło się i zaczęto pojmować Europę jako wspólnotę różnych narodów, języków i kultur. Wówczas tolerancja i wielokulturowość nabrały większego sensu i stały się wartościami, które należy pielęgnować. To nowe podejście oparto na stworzeniu praw człowieka i podjęto decyzję o wyrównaniu szans dla mniejszości, które były przez wieki uciskane.
PR: Jak Romowie i Żydzi?
VŠ: Owszem, choć nie powinniśmy się skupiać wyłącznie na dyskryminacji rasowej i narodowościowej, gdyż są jeszcze inne, niezwykle istotne formy nietolerancji, między innymi na tle religijnym, wieku, orientacji seksualnej… Dobrze ilustruje to przykład Polski, w której żyje społeczeństwo homogeniczne narodowościowo i ten sam fakt wcale nie oznacza, że nie ma tam dyskryminacji mniejszości seksualnych bądź osób starszych.
PR: Niestety, jednorodne społeczeństwa też mają swoje wady.
VŠ: I jeśli mówi Pan, że wielokulturowość może stać na przeszkodzie ku zapewnieniu wszystkim równych szans, to rzeczywiście jest to argument niezaprzeczalny, ale jeśli rozważymy ją pod kątem oddziaływania na społeczeństwo, wówczas dochodzimy do wniosku, że jest ona niezwykłą wartością, która wnosi olbrzymie bogactwo różnorodności.
PR: Jak choćby?
VŠ: Na przykład w Europie Środkowej, mam na myśli w Polsce, Czechach, Niemczech, Ukrainie czy na Słowacji, wielokulturowość istniała od zawsze. Przez całe dzieje towarzyszyła nam w kreowaniu polityki państw, istniała w rozmaitych legendach, literaturze i sztuce. Z wypracowanego dorobku kulturowego i historycznego możemy być dzisiaj dumni. Najważniejsze jest przypominanie społeczeństwom o korzyściach płynących z różnorodności. I to już zadanie dla mediów.
PR: Na dzisiejszy szczyt Komisji Europejskiej zaproszono 11 dziennikarzy z całego kontynentu. Pozostaje pytanie czy pozostałe media również zainteresują się spotkaniem w Sztokholmie.
VŠ: Racja, choć wcześniej w ogóle nie zapraszaliśmy dziennikarzy. W tym roku obserwujemy dopiero początki uczestnictwa mediów w tego typu obradach.
PR: Czy nie byłoby zatem rozsądne utworzenie stałych, formalnych grup złożonych z dziennikarzy i ekspertów, którzy regularnie współpracowaliby z Komisją Europejską i przedstawiali efekty jej prac w krajowych mediach?
VŠ: To rzeczywiście dobry pomysł, ale obecnie staramy się lepiej wykorzystać stare koncepcje, takie jak choćby unijny konkurs dziennikarski „Za różnorodnością. Przeciw dyskryminacji”. W zeszłym roku wygrał go Pan, czego serdecznie gratuluję, w tym roku nagroda zostanie przyznana ponownie. Mamy więc w pewnym sensie naszych stałych dziennikarzy, z którymi regularnie współpracujemy i spotykamy się na szczytach KE. Jedyne, co moglibyśmy obecnie ulepszyć oraz co stanowi nasz główny cel to maksymalizacja efektów naszej wspólnej pracy.
PR: Dziękuję. Ile czasu potrzeba na uzyskanie widocznych efektów pracy Komisji Europejskiej?
VŠ: Z pewnością będziemy pracować dopóty, dopóki nie zobaczymy realnej poprawy wskaźnika tolerancji mniejszości. Społeczeństwa otwarte dużo zyskują i nie sposób przecenić zalet wynikających z ich różnorodności. Populacje krajów wielokulturowych stają się nie tylko bogatsze i bardziej fascynujące, ale też nader twórcze. Głęboko wierzę, że z pomocą mediów i społeczeństw nasza praca nie spełznie na niczym i osiągniemy wszystko to, co obraliśmy sobie za cel. A naszym celem jest tolerancja.
 
________________
POLISH ZONE, 03.2010, s. 12.

http://www.polishzone.co.uk/uploaded/PZ26.pdf

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

mar 10 09
Paweł Rogaliński, Nyamko Sabuni, Mara CarfagnaUnia Europejska stoi przed wieloma poważnymi wyzwaniami – kontynent słabnie, jego społeczeństwo starzeje się, a dla kandydującej od dwóch dekad Turcji wciąż daleka droga do członkostwa w UE. Czy różnorodność to lek na wszystkie nasze kłopoty?
 
Wielokulturowość za wszelką cenę?
Niedawny, listopadowy szczyt Komisji Europejskiej w Sztokholmie poświęcono głównie zagadnieniom dyskryminacji. Poruszone tam treści były bardzo istotne dla przyszłości Europy, jednak główny nacisk położono na dość kontrowersyjne rozwiązania. Mianowicie bez najmniejszego uwzględnienia konkretnej sytuacji i cech narodowych danego społeczeństwa, zachęcano wszystkich pracodawców do wprowadzenia sztucznych parytetów i zatrudnienia możliwie najróżniejszej „mieszanki” pracowników. Na ulotkach KE wielokrotnie powtarzano slogany: „Podejmując działania na rzecz różnorodnej siły roboczej (…) podnosisz stopień zadowolenia z pracy osób zatrudnionych w Twojej firmie”. W tym kontekście niejednokrotnie wskazywano na muzułmanów i osoby ciemnoskóre, a pracodawcom proponowano kierowanie się kluczem wielokulturowości. Wszystkie rady udzielone przez Komisję idealnie pasują dla różnorodnych społeczeństw Europy Zachodniej, na przykład Wielkiej Brytanii czy Niemiec. Ale czy można w identyczny sposób traktować każdy kraj członkowski UE? Czy homogeniczne społeczeństwo Polaków wpisuje się w tę rzekomo uniwersalną „receptę na sukces”?
Sondaże, dane…
Badania przeprowadzone przez Komisję Europejską wskazują, że Polska to kraj jednolity, pod każdym względem odbiegający od średniej unijnej (która wykazuje silne zróżnicowanie narodowościowe i etniczne). Jednocześnie, problem rasizmu jest u nas dwukrotnie mniejszy niż w pozostałych krajach Unii. Dlaczego tak się dzieje? Podczas gdy w RFN blisko 20 proc. społeczeństwa to imigranci, a w Wielkiej Brytanii liczba „obcych” dochodzi w niektórych rejonach do ponad 40 proc. ogółu, Polacy nie muszą martwić się o masowy napływ przyjezdnych. Poza tym, kiedy Niemcy czy Brytyjczycy konkurują o pracę i mieszkanie z obcokrajowcami, z pewnością nie jest im łatwo pogodzić się ze swoją częstą przegraną. Gdy więc pracodawcy zwalniają swoich rodaków i na ich miejsce zatrudniają tańszych i niejednokrotnie lepiej wykształconych imigrantów, nietolerancja rodzi się sama. I wówczas żadne argumenty nie przekonają ich do korzyści płynących z wielokulturowości. Tego typu problem w Polsce niemalże nie istnieje.
Turcja w Unii – jak się przygotować?
            Warto wyjaśnić, że nasz kraj nie jest oazą tolerancji i można jej zarzucić na przykład homofobię. Można nawet uznać, że istnieje tu również leksykalny antysemityzm, bowiem polskie słowo „Żyd” ma samo w sobie raczej pejoratywny wydźwięk. Poza historycznymi naleciałościami, realny rasizm jest o wiele słabszy niż w krajach wielokulturowych. Patrząc na polskie społeczeństwo przez pryzmat przyszłej akcesji Turcji do Unii i doświadczeń imigracyjnych Europy Zachodniej, należy zastanowić się, czy Polacy nie znajdą się wkrótce na miejscu dzisiejszych Niemców czy Brytyjczyków. Jeśli tak się stanie i pewnego dnia Turcy zapukają do drzwi kraju nad Wisłą, Polacy powinni być światopoglądowo przygotowani na ich przyjęcie. Może się jednak wtedy okazać, że propagowana przez Komisję Europejską promocja zatrudniania obcokrajowców jest nie do końca trafiona i w części państw Unii nie spełnia swojej roli. Stworzony przez ekspertów uniwersalny plan walki z dyskryminacją w przyszłości może nawet pogorszyć sytuację, bo pracodawcy zachęceni do stworzenia wielonarodowego zespołu pracowników, będą skorzy do zwalniania części swoich rodaków i zatrudniania w ich miejsce obcokrajowców. Nietrudno się domyślić, jaki może być finał takiej gwałtownej i szeroko zakrojonej zmiany.
Jak być powinno?
            Przyjęcie Turcji oraz krajów bałkańskich do Unii jest nieodzowne i nie powinno być zbytnio odwlekane w czasie. Jednak zderzenie tak odmiennych kultur i religii powinno być poprzedzone odpowiednim przygotowaniem światopoglądowym społeczeństw całej 27-ki. Nie da się ukryć, że obecne propagowanie tolerancji przez Komisję Europejską w zachodniej części kontynentu jest nie do przecenienia. Jednak w krajach takich jak Polska – niedoświadczonych i dziewiczych pod względem masowego napływu imigrantów, taktyka Unii może się nie sprawdzić. W tym przypadku powinno się zredukować ilość sloganów i nienamacalnych argumentów, a postawić na więcej dokładnych informacji. Do takich mogą z pewnością należeć dane, że polskie społeczeństwo się starzeje i wkrótce ( w przeciągu kilkunastu-kilkudziesięciu lat) zabraknie nam młodych rąk do pracy. W konsekwencji zbyt dużej liczby emerytów w stosunku do osób pracujących, cały nasz system czeka poważne załamanie. Aby temu zapobiec, musimy szybko wypełnić lukę w niedoborze młodego pokolenia. Dzięki akcesji Turcji, stanie się to możliwe. Ten 72-milionowy kraj nie tylko sam zyska na przyłączeniu do Unii Europejskiej, ale też zaoferuje całej Europie rzeszę swoich młodych, dobrze wykwalifikowanych pracowników.
Parytet za wszelką cenę?
            Warto przyjrzeć się obecnej formie walki z dyskryminacją. Czy wybieranie pracowników według klucza rasy, płci, wyznania czy orientacji seksualnej ma sens? Czy sztucznie wygenerowana różnorodność w firmie musi się sprawdzić? A może najlepiej zapomnieć o nieistotnych w pracy cechach każdego człowieka i wyłonić tych najlepiej wykwalifikowanych? Porzućmy dyskryminujące parytety i pozwólmy pracować osobom o najlepszych kwalifikacjach i wiedzy. Wówczas moglibyśmy zapomnieć o nic nieznaczącym, procentowym wyliczaniu reprezentacji każdej mniejszości i skupić się na jakości wykonywania pracy. Z czasem mało kto by pamiętał o utopijnym wydzielaniu miejsc pracowniczych poszczególnym grupom społecznym. Nikt nie zwracałby już uwagi na to, czy zatrudniamy u siebie Turka, Polaka, osobę niepełnosprawną, kobietę czy też transwestytę. Tylko w ten sposób mamy szansę na najlepszą wydajność pracy, silny rozwój gospodarczy oraz realną walkę z dyskryminacją, bez wprowadzania sztucznych podziałów. Jak mówi znane w Polsce hasło propagujące równość: „Najpierw jesteśmy ludźmi. Dopiero potem narodami”.
_______________
POLISH ZONE, 03.2010, s. 10.
http://www.polishzone.co.uk/uploaded/PZ26.pdf

Autor Paweł Rogaliński \\ tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Strony: Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ...16 17 18 Następna