Amerykanką polskiego pochodzenia – Deilą (ciekawostką może być fakt, że dziadek Daili służył podczas I wojny światowej w polskim legionie armii austriackiej). Declan ma obecnie 42 lata i jest ojcem czwórki dzieci. Jako biznesmen prowadził interesy na całym świecie – w Rosji, Albanii, Iraku, na Łotwie a obecnie jako prezes firmy „Rivada Networks” (która specjalizuje się w wojskowych systemach telekomunikacyjnych) współpracuje z armią Stanów Zjednoczonych[1]. Jego wyjątkowa zdolność do robienia interesów przysporzyła mu niemałej fortuny. Chęć zaistnienia w polityce oraz wpływania na Unię Europejską skłoniły go do stworzenia nowej, populistycznej partii Libertas.
Amerykanką polskiego pochodzenia – Deilą (ciekawostką może być fakt, że dziadek Daili służył podczas I wojny światowej w polskim legionie armii austriackiej). Declan ma obecnie 42 lata i jest ojcem czwórki dzieci. Jako biznesmen prowadził interesy na całym świecie – w Rosji, Albanii, Iraku, na Łotwie a obecnie jako prezes firmy „Rivada Networks” (która specjalizuje się w wojskowych systemach telekomunikacyjnych) współpracuje z armią Stanów Zjednoczonych[1]. Jego wyjątkowa zdolność do robienia interesów przysporzyła mu niemałej fortuny. Chęć zaistnienia w polityce oraz wpływania na Unię Europejską skłoniły go do stworzenia nowej, populistycznej partii Libertas.
Minister infrastruktury
- Życzę wszystkim łodzianom, aby nadchodzący rok okazał się pozytywnie przełomowy, zarówno w ich życiu prywatnym, jak i zawodowym. Mam nadzieję, że każdy z nas będzie miał okazję spełnić w nadchodzących, nowych 12 miesiącach swoje plany i marzenia. Ważne jest również, abyśmy znaleźli czas na budowanie silnych więzi z bliskimi i przyjaciółmi. Sam sobie życzyłbym natomiast dużo optymizmu i wytrwałości. Odnośnie moich planów na najbliższy rok, rozpoczniemy przełomową inwestycję – budowę nowego dworca. Co więcej, powinny również ruszyć autostrady przecinające województwo łódzkie w trzech kierunkach: na północ, wschód i południe.
Poseł, prezes Międzynarodowej Fundacji Kobiet w Łodzi
- Niech zbliżający się 2010 rok przyniesie łodzianom dużo pomyślności i szczęścia. Życzę, aby mieszkańcy tego wspaniałego miasta mieli w sobie dużo optymizmu i wiary w pogodne jutro. Odnośnie moich planów – zamierzam robić to, co zawsze, a więc zajmować się sprawami biedy, opieki społecznej i zdrowia. Wybieram się właśnie do Gdyni, żeby zawieźć upominki dla biednych dzieci. Co do spraw Łodzi, mam nadzieję, że w 2010 roku uda się pomyślnie rozwiązać sprawę ŁKS-u, w którą jestem od początku zaangażowana. Poza tym gorąco liczę na to, że uda się nakłonić radnych Łodzi do porozumienia z Markiem Żydowiczem, gdyż w przeciwnym razie nasze miasto straci światowej sławy festiwal Camerimage. Jeśli Rada Miasta utrzyma swoją decyzję i nie zgodzi się na budowę centrum festiwalowego w EC-1, będzie to niewybaczalny i nieodwracalny błąd, fatalny w skutkach dla całej Łodzi. Nie ma ważniejszych dla miasta spraw ponad te wspomniane.
Kierownik w MPK-Łódź
- Chciałbym, aby w 2010 roku Łódź nabrała wymiaru europejskiego i stała się jeszcze lepszym miejscem do życia, pracy i rozrywki. Byśmy chcieli tu mieszkać i za każdym razem wracać. Życzę więc wszystkim łodzianom, żeby szanse, które w nich tkwią były w pełni wykorzystane, a ich plany osiągnięte. Jeśli mowa o MPK, w nowym roku zamierzamy nadal prowadzić program rozwoju firmy oraz poprawy jakości świadczonych usług. Niestety, dużo zależy w tej kwestii od polityki miasta, chociażby w zakresie organizacji ruchu oraz łatwości poruszania się po nim. Poza tym istotną kwestią jest finansowanie wykonywanych przez nas usług, bo tutaj niestety bywa różnie. Na transport wpływa ponadto wiele innych zależności, na które nie mamy wpływu – są to chociażby ceny energii elektrycznej i paliw lub podwyżki dla pracowników. Moje zawodowe plany są nierozerwalnie związane z MPK od ponad 9 lat. W związku z tym chciałbym, aby ten cały wysiłek, który wkładam w moją pracę, został dostrzeżony przez tutejszych mieszkańców. Mam nadzieję, że łodzianie zechcą go docenić i bardziej obiektywnie spojrzeć na naszą komunikację miejską, która na tle innych miast nie wygląda wcale najgorzej. Biorąc pod uwagę poziom jej finansowania, robimy wszystko, co w naszej mocy, by świadczyć usługi na możliwie wysokim poziomie.
Minister sprawiedliwości i prokurator generalny
- Wszystkim mieszkańcom mojego miasta życzę, aby spełniły im się nie tylko wszystkie ich plany, ale i marzenia – nawet te najbardziej nierealne i skrywane. Żeby to był udany rok, do którego będziemy mogli wielokrotnie wracać po latach naszymi wspomnieniami. I wreszcie – aby był to czas pozbawiony przykrości, z którymi tak często na co dzień się spotykamy. Powinniśmy więc patrzeć na niego z nadzieją i optymizmem. Odnośnie swoich własnych planów, na 2010 rok mam ich bardzo dużo, ale podzielę się nimi z łodzianami dopiero w przyszłości.
Poseł, członek parlamentarnej Komisji Przyjazne Państwo
- Szczerze mówiąc nie zastanawiałam się jeszcze nad moimi noworocznymi postanowieniami. Życie codzienne przynosi tyle zmian, wyzwań i pracy, że ciężko snuć tak dalekosiężne plany. W przyszłym roku będę zapewne kontynuować moją dotychczasową pracę w Komisji Przyjazne Państwo. Jest ona komisją wysłuchania społecznego i liczę na to, że łodzianie nadal będą powierzać mi te sprawy, które sami uważają za niesłuszne i krzywdzące. Co do naszego miasta i jego mieszkańców to z pewnością wiele się zmieni – już w styczniu odbędzie się referendum i być może wyznaczenie komisarza. Natomiast jesienią mamy wybory samorządowe, w tym również na prezydenta miasta. Idąc o krok dalej, mam nadzieję i życzę wszystkim, żeby nowo wybrany gospodarz Łodzi zrobił to, o czym my wszyscy od dawna marzymy – by miasto stało się metropolią w Polsce i zasłużyło na właściwe sobie miejsce na mapie kraju. Wychodząc poza ramy polityki, życzę łodzianom wszystkiego dobrego zarówno na polu prywatnym, jak i zawodowym.
Rozmawiał: Paweł Rogaliński
____________________________
MM Moje Miasto Łódź, 01.01.2010.
http://www.mmlodz.pl/7551/2010/1/1/noworoczne-zyczenia-znanych-lodzian?category=interwencje
Wszyscy przeceniliśmy globalizację i idącą tuż za nią westernizację świata. Wschód nie zaakceptował naszych wzorców i stylu życia. Dostosował je jedynie do własnych potrzeb, by teraz użyć ich przeciwko nam – krajom Zachodu. Wojna cywilizacji zbliża się więc nieuchronnie… Czy nastąpi ona w ciągu kolejnych 100 lat? Niewykluczone.

Tuż po upadku Związku Radzieckiego łudzono się, że demokracja raz na zawsze wygrała ze wschodnimi reżimami. Wszelkie nadzieje politologów związane z tryumfem liberalizmu nad autokracją spełzły jednak na niczym, gdy spostrzeżono, że komunistyczne Chiny znakomicie dostosowały się do światowej gospodarki wolnorynkowej. W tym samym czasie Stany Zjednoczone – najdoskonalsze jak dotąd „dziecko" starej „matki" Europy – zaczęły powoli zatracać status jedynego globalnego supermocarstwa na rzecz nowych, wyłaniających się potęg. Natomiast sam Stary Kontynent nie jest jeszcze na siłach, by odzyskać choć część z dawnej dominacji nad światem.
Wschód daje nam w kość
Mimo, że bipolarny obraz zimnej wojny jest już dawno za nami, dziś po raz kolejny jesteśmy świadkami rosnącego napięcia, tyle, że nie na dwóch, a na wielu biegunach. Ponownie wyłaniają się supermocarstwa chcące rywalizować ze sobą. Nie tworzą jednak bloków państw, a działają na własną rękę. Bez namysłu, tuż obok USA i Chin można wymienić nowe, wschodzące potęgi: Indie, Brazylię, Japonię, Rosję i kraje arabskie. Szczyptę dawnej świetności może też odzyskać Turcja, która będzie się jednak liczyła wyłącznie w swoim regionie.
Poczynając od Państwa Środka, w tym przypadku mamy do czynienia z niezwykłym przeobrażeniem podzielonego niegdyś między okupantów biednego, poddańczego kraju w silne militarnie i gospodarczo supermocarstwo. Dla przykładu, chińskie banki nie tylko wyprzedziły już swoją konkurencję z USA, Szwajcarii i Japonii, ale prowadzą też dynamiczną ekspansję na nowych rynkach. Pekin, dążąc do zdetronizowania dolara jako międzynarodowej waluty i wprowadzenia na to miejsce rodzimego juana, po raz pierwszy we wrześniu 2009 roku udostępnił do sprzedaży obligacje skarbowe w wysokości 6 miliardów juanów. Fakt, że państwo to jest największym eksporterem na świecie jest jedynie przypieczętowaniem powagi powyższych słów.
Polityka ChRL jest równie ambitna. Po indoktrynacji własnego społeczeństwa poprzez założenie na tamtejszy Internet „wielkiej zapory sieciowej", mającej ocenzurować treści nieprzychylne monopartyjnemu systemowi, komunistyczny aparat władzy zwiększył nakłady finansowe na armię. Oczywiście to wciąż za mało, biorąc pod uwagę, że Stany Zjednoczone, pomimo obecnego zadłużenia, rokrocznie wydają na sektor wojskowy nieporównywalnie większą kwotę. Wzrastająca siła Chin powoduje jednak zmianę w bilateralnych relacjach – Barack Obama jako jedyny prezydent USA od 1991 roku nie spotkał się z odwiedzającym Waszyngton Dalajlamą XIV. To znaczna zmiana w porównaniu z Bushem, który publicznie, z wielkimi honorami odznaczył tybetańskiego przywódcę Medalem Wolności.
Nie taki diabeł straszny…
Mimo, iż niekwestionowany autorytet w dziedzinie politologii Samuel Huntington zapowiedział nadchodzący „zmierzch potęgi Zachodu", nie powinniśmy zapominać o słabych stronach Chin. Dwie najpoważniejsze to nieodzowne transformacje: polityczna i gospodarcza, które mogą zająć nie tylko lata, ale i całe dekady. Wszyscy inni kandydaci na przyszłe potęgi również mają jeszcze sporo do zrobienia. I wbrew temu, że inny znany politolog Robert Kagan uważa Rosję na przyszłe supermocarstwo, wielki niedźwiedź musi wpierw uporać się z poważnymi problemami wewnętrznymi, by myśleć o poszerzaniu strefy wpływów. Przypadek Indii i krajów arabskich jest podobny – niewiele potrzeba do ich wykolejenia się z zawiłej drogi do osiągnięcia statusu potęgi.
Kolejne problemy Wschodu związane są z antagonizmem dwóch państw chińskich: oficjalnie uznawanej Chińskiej Republiki Ludowej oraz nie uznawanej, acz niepodległej Republiki Chińskiej (znanej pod nazwą Tajwan). Obie strony wysuwają roszczenia wobec swoich terytoriów i jakakolwiek zmiana na arenie międzynarodowej mogłaby wywołać wojnę domową. Scenariusz jest tym bardziej realistyczny, że władze ChRL są od dawna znienawidzonym wrogiem swoich dwóch autonomicznych prowincji: Tybetu oraz Sinkiang (ich łączne terytorium stanowi ponad 30% powierzchni kraju). Nieustanne zamieszki na tych terenach to utrapienie komunistycznego reżimu.
Trzeci z kolei wybitny politolog z USA George Friedman uznał, że Huntington i Kagan są w błędzie, bo państwa takie jak Chiny czy Indie nie zagrożą naszej cywilizacji. Era dominacji Stanów ma dopiero się zacząć i to przy pomocy… Polski! Kraj nad Wisłą, dzięki silnemu wsparciu USA i swoim szerokim wpływom w państwach ościennych, ma stać się największą europejską potęgą i to tu mają zapadać najważniejsze decyzje dla całego regionu. Równie wpływowa ma być Turcja. Sądząc jednak po ostatnich decyzjach zza Atlantyku wątpliwe jest, aby teoria Friedmana się spełniła. Dla niejednej osoby może się więc wydawać zbyt optymistyczna, by mogła być realna.
Dwa światy
Dywagacje politologów na temat XXI wieku są ze sobą sprzeczne, co jednak nie oznacza, że układ sił na arenie międzynarodowej pozostaje niezmienny. Powagę niekorzystnych przemian podkreśla fakt utworzenia klubu państw BRIC (Brazylii, Rosji, Indii i Chin) oraz ścisła współpraca tej czwórki. W obliczu podkopywania swojej pozycji, kraje Zachodu muszą podjąć się trzech istotnych zadań. Po pierwsze: Stany Zjednoczone powinny wesprzeć finansowo i politycznie Unię Europejską – jej strategicznego sojusznika. Druga ważna kwestia to jak najszybsze przyjęcie Turcji do grona WE. I trzecia – położenie realnego nacisku na przestrzeganie praw człowieka w krajach Wschodu, nawet kosztem tamtejszych autokracji. Zabiegi te nie tylko wzmocnią naszą cywilizację, ale zapewnią też lepszą przyszłość ludzkości na całym globie. Na co więc czekamy?
__________________________
POLISH ZONE, 12.2009, s. 10-11.
http://www.polishzone.co.uk/uploaded/PZ25.pdf
26 grudnia łodzianie postanowili wyjść z domów i nieco poszaleć. Kina, restauracje oraz kluby bilardowe i kręgielnie pękały w szwach.
Niewątpliwym hitem kinowym okazał się dziś film Jamesa Camerona „Avatar". Sale, w których trwała jego projekcja, były niemalże całkowicie zapełnione.
- Śniadanie i obiad zjadłam w domu z rodziną, natomiast po południu postanowiłam wyjść ze znajomymi do kina – mówi klientka Cinema City Agata Holland. – W poprzednich latach nie zdarzały się raczej tego typu wyjścia, teraz jest pierwszy raz – dodaje. Jakie są plany na wieczór? Jeszcze nie wiadomo, ale jak przyznaje, nic nie jest wykluczone i możliwe, że zabawa skończy się dopiero późnym wieczorem.
Równie ciekawe atrakcje czekały w klubach bilardowych i kręgielniach. Ich właściciele nie mogli narzekać na brak klientów i z pewnością zaliczą miniony dzień do niezwykle udanych. Osoby preferujące mniej aktywną formę wypoczynku chętnie wybrały się do licznych w Łodzi restauracji i klubów.
Duża część łodzian spędziła dzień na spacerach, bądź tradycyjnie została w domach, by zajadać świąteczne potrawy.
______________________
MM Moje Miasto Łódź, 27.12.2009.
http://www.mmlodz.pl/7598/2009/12/27/swieta-poza-domem?category=interwencje
Przed Archikatedrą łódzką pojawiła się szopka z żywymi zwierzętami.
Rodzice wraz z dziećmi tłumnie przyszli podziwiać nie tylko żłobek z figurkami świętych, ale i owce, osiołka, a nawet wielbłąda! Zainteresowanie było tak duże, że przerosło wszelkie oczekiwania – kilkudziesięciometrowa kolejka do oglądania szopki wydłużała się z chwili na chwilę. Dzięki specjalnym podjazdom, osoby niepełnosprawne mogły bez problemu wjechać do środka drewnianego budynku i zobaczyć przygotowaną tam wystawę i zwierzęta.
Przed szopką Fundacja „Nadzieja" zbierała pieniądze na budowę Domu Samotnej Matki. Tuż obok ustawiono liczne stoiska z lizakami, obwarzankami, watą cukrową, popcornem, balonami, oraz przeróżnymi zabawkami. W kościele odbywała się w tym czasie msza.
- Szopka jest wspaniała. Przyjechaliśmy tu specjalnie z dzieckiem, żeby miało okazję zobaczyć wszystkie zwierzęta – mówi Agnieszka Sęk. Jej czteroletni syn, Aleksander, nie ukrywając swojego zadowolenia dodaje: „Bardzo mi się tu podoba! Szczególnie zwierzątka".
_______________________
MM Moje Miasto Łódź, 25.12.2009.
http://www.mmlodz.pl/7592/2009/12/25/zywa-szopka-przy-katedrze?category=interwencje
- Minister zdrowia chce obciążyć pacjentów finansową odpowiedzialnością za niedbale wypisane recepty – alarmuje Okręgowa Izba Aptekarska w Łodzi. – Porozmawiajmy – odpowiada minister Ewa Kopacz.
Szum o recepty
- Od lat Narodowy Fundusz Zdrowia obciąża finansowo apteki za realizację niedbale wystawianych recept i w wyniku tego farmaceuci często odmawiają ich realizacji – przyznaje prezes Okręgowej Rady Aptekarskiej w Łodzi Elżbieta Piotrowska-Rutkowska. – Niestety w projekcie zmian do rozporządzenia Ministerstwo Zdrowia zaproponowało przerzucenie całej finansowej odpowiedzialności na pacjenta! Będzie można wtedy zrealizować niedbale wystawione recepty tylko za 100% odpłatnością, a więc cena za lek wyniesie np. 120 zł zamiast 3,2 zł – dodaje.
Cierpią pacjenci
- Takie rozwiązanie uderza w prawa pacjentów! Nam, farmaceutom, zależy głównie na tym, aby pacjent nie był traktowany w zły sposób i odsyłany od lekarza do apteki i z powrotem – przyznaje pracująca w jednej z aptek na Radogoszczu Ewa Łuptas. – Nie można traktować chorych ludzi w taki sposób – dodaje jej koleżanka po fachu.
Łącznie do akcji przyłączyła się większość aptek z ponad tysiąca w województwie łódzkim. Są jednak i takie placówki, które pozostały obojętne na działania Izby. – Nic mi o tym nie wiadomo. Nasza apteka nie bierze udziału w takich akcjach – odpowiada krótko aptekarka z Olechowa. Kupujący tam pacjenci przyznają jednak, że tamtejsi farmaceuci nie akceptują nawet najdrobniejszych błędów i za każdym razem odmawiają akceptacji recepty.
Ogromne zainteresowanie
Chętnych na podpisanie się pod apelem nie brakuje. Na quasi-receptach wystawionych dla Minister Zdrowia Ewy Kopacz w miejscu przeznaczonym na nazwę leku widnieje napis: „Zagwarantować pacjentom ustawowe prawo do otrzymania leku refundowanego poprzez bezproblemową realizację recept. Nie obciążać pacjentów finansową odpowiedzialnością za niedbale wystawiane recepty".
- Uważam, że błędów można się dopatrzyć w każdym rządzie i każdym ministerstwie. Ale po to są wszelkie organizacje, społeczeństwo i media, by te błędy wytykać jeszcze w momencie tworzenia projektu. I właśnie teraz to robimy – komentuje całą sprawę pan Jarosław, który bez dłuższego namysłu podpisał quasi-receptę. – Powinno się wprowadzić nakaz wystawiania recept na komputerze. Wtedy byłby wilk syty i owca cała – proponuje klientka apteki, pani Marta. – Niech zmobilizują lekarzy do schludnego pisania, a nie uderzają w prawa pacjentów – podsumowuje rozmowę stojący obok pan Grzegorz.
Porozumienie?
Minister Ewa Kopacz nie pozostała głucha na apel Izby Aptekarskiej i pacjentów. – Ministerstwo przedstawiło nam propozycję współpracy w celu wypracowania tekstu projektu rozporządzenia, zadowalającego wszystkie strony konfliktu – mówi rzecznik prasowy OIA Zbigniew Solarz. – Obecnie zawieszono pracę nad projektem, który był przedmiotem sporu. Bardzo ważne jest, że ministerstwo chce ponownie pochylić się nad tym problemem, bo dzięki temu być może uda się ochronić interes pacjenta – dodaje.
Co dalej?
Pani minister spotkała się niedawno ze środowiskiem aptekarzy i zapowiedziała konsultacje społeczne w sprawie recept. Pojawiają się jednak głosy (.m.in. w Dzienniku Gazecie Prawnej), że wszelkie prace zostały całkowicie zawieszone i nie wiadomo czy jakakolwiek zmiana w rozporządzeniu zostanie w najbliższym czasie wprowadzona. Inna obawa dotyczy braku zrozumienia podczas negocjacji i możliwości zerwania rozmów. Tę ostatnią tezę dementuje jednak Zbigniew Solorz: – Ministerstwo otwarcie zapowiedziało, że będzie poszukiwać słusznego rozwiązania problemu. W związku z tym należy patrzeć na przyszłość sprawy z umiarkowanym optymizmem.
____________________
MM Moje Miasto Łódź, 20.12.2009.
http://www.mmlodz.pl/7539/2009/12/20/recepty-na-ostrzu-noza?category=news
Radogosz-Zachód może pochwalić się wodą ogrzewaną dzięki energii słonecznej. To jedna z największych na kontynencie inwestycji tego typu!
Solary o łącznej, docelowej powierzchni 7300 m2 mają zmniejszyć zużycie energii do ogrzewania mieszkań i wody nawet o 40-50%. Koszty inwestycji zwrócą się (według różnych źródeł) po 4-20 latach. Tak wielki rozstrzał w danych to wynik różnych informacji uzyskanych od firm montujących kolektory i niezależnych znawców w tej dziedzinie. Czy wydatek jest więc opłacalny? Większość osób twierdzi, że tak, choć ciężko w to uwierzyć biorąc pod uwagę fakt, że montaż solarów w trzyklatkowym bloku to koszt rzędu 200 tysięcy złotych.
Główną zaletą nowej instalacji są z pewnością względy ekologiczne i częściowe uniezależnienie się osiedla od dostawców ciepła. Warto przy tym podkreślić, że kolektory nie będą produkowały energii elektrycznej (jak to błędnie opisuje część gazet) a jedynie, za pomocą węzła i cienkich rurek wypełnionych glikolem, będą przekazywały ciepło wodzie. Dzięki najnowszej technologii, latem woda w kranach będzie mogła osiągnąć nawet 80 st. C, natomiast w zimowe, pochmurne dni około 30 st. C. Wówczas trzeba będzie dogrzać ją tradycyjnymi metodami.
Projekt, przeznaczony dla mieszkańców blisko 60 budynków, jest wciąż w trakcie realizacji. Niektóre bloki zostały już w pełni podłączone do nowej instalacji, inne czekają na swoją kolej. Jak na razie efektów w postaci niższych rachunków jeszcze nie widać, co wcale nie oznacza, że mieszkańcy nie są zadowoleni. Jak jeden mąż wskazują na fakt, że Europa Zachodnia już dawno jest wyposażona w tego typu urządzenia, a poprzez inwestycje takie jak na Radogoszczu, Polska nadrabia swoje zaległości.
- Na naszym bloku założono kolektory wiosną tego roku. Na razie nie odczułam zmniejszenia rachunków za ciepło, ale przecież na wszystko trzeba poczekać. – mówi mieszkanka osiedla, Danuta, i dodaje: „To oczywiście bardzo dobry pomysł, pod warunkiem, że w dłuższej perspektywie czasu będzie to oznaczać oszczędności dla lokatorów". Jak zaznaczyła Pani Danuta, zrealizowanie projektu było możliwe dzięki dofinansowaniu, między innymi z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Z podobnych instalacji korzystają już: Seminarium Duchowne, Teatr Wielki, szpital im. Mikołaja Kopernika czy też szpital im. Władysława Biegańskiego. To głównie dzięki ich zadowoleniu z kolektorów właściciele coraz większej ilości budynków decydują się na te proekologiczne rozwiązania. Co więcej, możliwe, że już niedługo kolejne osiedle postanowi wykorzystać darmową energię słoneczną dla użytku swoich mieszkańców.
W chwili, gdy kopalnie węgla stają się coraz bardziej uciążliwe i nieopłacalne, powinniśmy pomyśleć o szerszym wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii. Tego typu rozwiązania są nie tylko przyjazne środowisku naturalnemu, ale też gwarantują swego rodzaju niezależność, bo to dzięki nim mamy pewność, ze nikt nie odłączy nam dostępu do ciepła czy prądu. Główny minus montażu to duży wydatek, choć i ten nie powinien wystraszyć dalekowzrocznych klientów, bo ci już wiedzą, że to inwestycja na długie, długie lata.
______________________
MM Moje Miasto Łódź, 15.12.2009.
http://www.mmlodz.pl/7496/2009/12/15/radogoszcz-grzeje-sie-w-sloncu?districtChanged=true
Liczba odwiedzin strony: 1597731 









